Category Archives: kulinaria i styl życia

najsmaczniejsza z kategorii

Slow life, wiosna i Marylin

Slow life, wiosna i Marylin

Poszukuję wyciszenia. Subtelnych dźwięków, pustej przestrzeni. Dużo się ostatnio dzieje – prawie same pozytywne rzeczy, ale jak zwykle bodźców jest zbyt wiele. Dlatego potrzebne są mi marmurowe dźwięki.



(Marble Sounds – Leave a light on)

Do ślubu zostały dwa miesiące, więc przygotowania idą pełną parą. W pracy przybyło mi obowiązków, więc w ciągu dnia czasami nie mam czasu nawet porządnie zjeść. Dlatego w domu, na ile to możliwe na 40 m2 z moją ożywioną i radosną rodzinką, wprowadzać zasady mojego ulubionego slow life 🙂 Staram się gotować pyszne, zdrowe rzeczy. Wróciłam do ćwiczeń, a przede wszystkim do jogi. Już zapomniałam jak to jest oddychać spokojnie i głęboko. W pędzie codzienności, w stresie, jest miejsce tylko na krótki wdech i wydech. Czasami lepiej nie oddychać, zwłaszcza, gdy się jeździ komunikacją miejską 🙂 A ja lubię głęboko oddychać. Tak samo, jak lubię smak życia. Bardzo lubię też uspokajające mruczenie mojego niezwykle upasionego syjamskiego kota – Zuzki.

IMG_20130901_150141

Jak idą Wam przygotowania do wiosny? Ja właśnie kończę swój 30 dniowy „challenge” przysiadów (jestem na 230, zostały mi jeszcze 3 dni treningu do liczby 250). Codziennie ćwiczę jogę i brzuszki. Jedzenie kupuję głównie na bazarku. Dziś jedliśmy krem z pomidorów malinowych ze świeżą bazylią, a na drugie pieczonego pstrąga z kuskusem razowym. No po prostu obłęd w groszki! Przygotowuję się zatem do wiosny, do ślubu i staram się rekompensować sobie jakoś stresy w pracy za pomocą miłych aktywności w życiu prywatnym. W pracy mogę być chmurna i twarda, ale w domu… Chciałabym zawsze mieć na twarzy niewymuszony uśmiech. Gdy zmęczenie bierze górę nad wszystkim, to o ten uśmiech bardzo trudno. Jednak ostatnio odkryłam, że moje zmęczenie, poza tarczycą, deprechą etc. bierze się od przemęczonych i na wiór wysuszonych oczu. Poszłam z tym do lekarza, gdyż od klimatyzacji i 8 godzin przy komputerze moje oczy miały się bardzo źle i bardzo często padały ofiarą zapalenia spojówek. Dostałam super krople przeciwalergiczne, drugie krople nawilżające i żel do oczu na noc. Oczy mają się świetnie! A ja dzięki temu czuję się dużo mniej zmęczona. Odkryłam też, że dość często bolą mnie uszy. Trochę od słuchania mojej ukochanej empetrójki, ale przede wszystkim od zajęć zumby, na których muzyka puszczana jest niezwykle głośno. Przestaję to wytrzymywać, niestety:/ Nie wiem, czy nie będę musiała zrobić sobie trochę przerwy w zumbie w związku z tym.

Na koniec chciałabym Wam opowiedzieć o pewnym filmie. Film ten nie jest nowy, ale ja obejrzałam go dopiero niedawno w telewizji. Chodzi o „Mój tydzień z Marylin”. O mojej fascynacji Marylin Monroe już Wam opowiadałam. „Pół żartem, pół serio” oraz „Mężczyźni wolą blondynki” to moje ulubione komedie, jestem wielką fanką urody i talentu Marylin. Zawsze lubiłam jej styl, głos, mimikę. „Mój tydzień z Marylin” przypomniał mi o tym 🙂 Dowiedziałam się też z niego sporo o samej MM. Zobaczyłam w niej trochę z siebie, zwłaszcza jeśli chodzi o te chwile, gdy była smutna, bezbronna i hm… „słabo ogarniająca”. Obejrzałam ten film i stwierdziłam, że Marylin musiała mieć niedoczynność tarczycy albo Hashimoto, bez dwóch zdań. A depresję miała na pewno…

Marilyn+Monroe+my+queen

(Źródło: Google grafika)

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Dbajcie o siebie na Wiosnę 🙂 I Panowie, bądźcie dla nas dobrzy też! 🙂

Niedzielny obiad na wypasie, który powstaje przez trzy dni

Niedzielny obiad na wypasie, który powstaje przez trzy dni

Ostatnio coraz częściej zaczynam doceniać fakt, iż moja pamięć, jak dotąd niezawodna, zaczyna się ulatniać 😉 Pomaga mi to wybaczać niektóre urazy oraz – po prostu – odpuszczać.



(Soyka – „Cud niepamięci”)

A teraz będzie kulinarnie. No więc… jak ja mam, CHOLERA, schudnąć, skoro dziś znów gotowałam i to takie pyszności… Staram się ostatnio jeść mniejsze porcje i unikać jedzenia słodyczy, ale… tyle jest pokus! Wszędzie! Na szczęście zbliża się wiosna, spacery, więcej (mam nadzieję) energii… Może będę więcej spalać 😉

Chcecie poznać sekrety pysznego niedzielnego obiadu z udziałem pieczonego mięsa? Nie zdradzę Wam wszystkich, bo każda gospodyni powinna zachować dla siebie kilka takich sztuczek, których nie wyjawi nikomu. Niektóre z sekretów mogę Wam jednak wyjawić:
– Naprawdę wysokiej jakości mięso (np. spod Hali Mirowskiej albo – w ostateczności – z Merkurego przy Placu Wilsona).
– Dłuuuugie marynowanie w ogromnej ilości przypraw (bez konserwantów) i oliwy (może być z oliwek, choć ja ostatnio przerzuciłam się na stary dobry słonecznikowy, bo bardziej mi smakuje). Takie marynowanie powinno trwać przynajmniej 12 godzin (w lodówce, pod przykryciem).
Dłuuugie pieczenie mięsa w średniej temperaturze. W trakcie pieczenia należy kontrolować mięso dość często, skrapiać oliwą, podlewać wodą. Aby nie spaliło się od góry, warto przykryć naczynie żaroodporne folią aluminiową, a dopiero potem nałożyć pokrywę. Serio.

A oto przepis na obiad, z pieczonym indykiem w roli głównej. Inne mięsa (takie jak karkówka, schab czy kurczak) należy nieco inaczej marynować (z innymi dodatkami), w trakcie pieczenia pojawią się także inne dodatki. Ponadto zdradzę Wam sposób na pyszne pieczone ziemniaki – z wykorzystaniem formy do muffinek 🙂

PRZEPIS NA NIEDZIELNY OBIAD NA WIELKIM WYPASIE:

Składniki:

MIĘSO:
– Duża (naprawdę super wielka, ogromniasta) pierś z indyka
– Olej słonecznikowy
– Przyprawy
– Czosnek

PIECZONE ZIEMNIAKI:
– 12 ziemniaków (najlepsze są takie z Carrefoura, specjalne do frytek i do pieczenia, nie wymagają absolutnie żadnych przypraw, bo same w sobie są przepyszne)
– Masło
– Tarta bułka

SAŁATKA Z RUKOLI:
– Rukola (paczka)
– Sos włoski (albo z paczki – Knorra, albo samodzielnie przygotowany z oliwy, octu balsamicznego, bazylii i – opcjonalnie – czosnku)

SURÓWKA Z MARCHEWKI:
– 8 średnich marchewek
– 1 duże jabłko
– Kilka kropelek soku z cytryny

Extra dodatek: Konfitura z borówek – domowej roboty.

IMG_20140223_215331

Sposób przygotowania:

Zaczynamy od marynowania mięsa – dzień wcześniej (np. w piątek). Do dużej miski wkładamy posoloną pierś z indyka, zalewamy ją oliwą/olejem do 2/3 wysokości. Od góry posypujemy mięso BARDZO OBFICIE ulubionymi przyprawami (ja np. używam przywiezionych z Grecji mieszanek świeżych ziół i przypraw). Rękami mieszamy przyprawy z oliwą tak, aby nasmarować całe mięso. Tak przygotowaną marynat przykrywamy i zostawiamy w lodówce. Następnego dnia, np. w sobotę zaczynamy piec mięso z odpowiednim wyprzedzeniem. Wkładamy mięso do naczynia żaroodpornego, dodajemy jeszcze przepołowione ząbki czosnku i inne ulubione dodatki (ja np. często dodaję żurawinę suszoną lub rodzynki). Pieczemy w temperaturze max 180 stopni, cały czas kontrolując, czy mięso się nie przypala. Przez cały czas pieczenia (ok. 2-3 godziny, oczywiście po pewnym czasie odpowiednio zmniejszamy temperaturę pieczenia) mięso musi być przynajmniej w 1/4 zatopione w tłuszczu z przyprawami i wodą. Kiedy na nasze „oko” mięso jest już gotowe, wyłączamy piekarnik i zostawiamy mięso w nagrzanym piekarniku do wystygnięcia.

Kolejna sprawa – pieczone ziemniaki. Zabieramy się za nie w niedzielę, na około 1,5 godziny przed wypasionym obiadem. Carrefour wypuścił taki „wynalazek” jak ziemniaki przeznaczone do różnych celów. Znaleźć tam można np. ziemniaki „do gotowania” oraz „do frytek i do pieczenia”. Nam będą potrzebne te ostatnie oraz (tak, czasami miewam takie przebłyski geniuszu) forma do muffinek. Bierzemy 12 ziemniaków, obieramy je, obtaczamy w tartej bułce i wkładamy do formy uprzednio obficie nasmarowanej masłem. Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni. Formę przykrywamy folią aluminiową. Pieczemy w ten sposób przygotowane ziemniaki przez ok. 1,5 godziny.

Marchewki rozdrabnioany w blenderze lub ścieramy na tarce z drobnymi oczkami. Podobnie traktujemy jabłko 😉 Mieszamy oba składniki, dodajemy parę kropli soku z cytryny i wszystko razem mieszamy. Rukolę myjemy i dokładnie osuszamy. Przed podaniem polewamy sosem włoskim.

Mięso z ziemniakami podajemy na półmisku. Surówkę i sałatkę w osobnych miskach. Jako alternatywę do ziemniaków polecam grzanki z bagietki. Jako super dodatek do mięsa polecam jeszcze podać konfiturę z żurawiny lub – jeszcze lepiej – borówki.

No i już 🙂 Uff 🙂 Wcale nie było z tym tak dużo roboty. A tak bardzo było warto!

Smacznego i dobrego wieczoru, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Android pisze o swoich tęsknotach

Android pisze o swoich tęsknotach

Ogłaszam uroczyście, że nic (albo prawie nic) nie „jara” mnie już tak, jak kiedyś.
Czy to kwestia wieku, czy zgorzknienia – nie mam pojęcia. Trwa to już od pewnego czasu i obawiam się, że nie jest to stan przejściowy, tylko nowy stan stały, który muszę zaakceptować. W sumie dobre to dla mojego zdrowia, bo nie powinnam przeżywać zbyt silnych emocji. Choroba Hashimoto tego nie lubi, tak samo jak depresja. Dlatego bycie robotem bez uczuć jest dla mnie stanem optymalnym. Trochę szkoda, bo porywy emocjonalne potrafią być fajne.

Zumba i blog, pomijając związki z ludźmi, to moje dwie stałe, długoletnie relacje. Aktualnie zumba zaniedbana, bo jestem chora i siedzę zgięta wpół modląc się, aby mój żołądek przestał boleć. Mam nadzieję, że po tej przerwie wrócę szybko do formy. Z wiekiem wraca mi się trudniej do prawidłowego „ukształtowania terenu”. Nawet mały przestój w ćwiczeniach owocuje cellulitem, opuchliznami i sflaczeniem mięśni. Tydzień w domu i widzę w lustrze grubasa.

ea33971cf827389718056cad3e2acebe

(Źródło: Pinterest.com)

Zastanawiam się, czy jestem gotowa zaakceptować stan przejścia w androida, czy może powinnam zacząć szukać nowych zajęć, którymi się „zajaram”. Napisałam, że „prawie nic mnie nie jara”, bo ostatnio trafiłam na jedną rzecz, która ruszyła moje skostniałe zwoje. Te zwoje, które przez powtarzalne, nużące codzienne zajęcia zapomniały, czym jest wyobraźnia. W moje ręce trafił pożyczony Kindle. Pomiędzy różnymi lekturami, które mnie w ogóle nie zainteresowały, trafiłam na… „Grę o Tron”. Trochę antyhipstersko, bo tę książkę czytali już chyba wszyscy. A jak nie czytali, to oglądali serial. Choć tłumaczenie polskie woła o pomstę do nieba, to wkręciłam się po uszy. Niektóre zdania w polskim tłumaczeniu są w stylu humoru z zeszytów szkolnych, ale jakoś udaje mi się to zignorować. Mam teraz wreszcie coś, co mnie pochłania na tyle, że się odcinam od bodźców. Pierwszy raz od dawna tak się zaczytałam, że prawie przejechałam docelową stację metra. Cieszę się jak głupia, że przede mną jeszcze kilka tomów 🙂 Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to literatura „nie w moim stylu”. Cholera, może już dawno powinnam była zmienić styl!

40dad3373d3b301d2bb2a7c2ac113f0c

(Źródło: Pinterest.com)

Pochorowałam się tak mocno, że nie mogę się rozkoszować nawet jedzeniem (a na ogół sprawia mi to względną radość). Jem kaszki dla dzieci i popijam chłodną wodą. Czasami – jak mam siłę siedzieć – to siedzę przy kompie lub oglądam coś na National Geographic. W głębi duszy wiem, co mogłoby mi pomóc wyjść z obecnego stanu skostnienia: podróż albo przeprowadzka na wieś. Owoce prosto z drzewa. Świeże, pachnące jedzenie. Cisza i otwarta przestrzeń. Drzewa i widok nieba. Chyba wychodzi ze mnie po latach ta dziewczynka z małego miasta, która wiele lat temu przyjechała do Warszawy i czuła się tutaj zagubiona. Stęskniona za widokiem gór, pagórkowatym terenem i ostrym południowym powietrzem. Ta odważna i przebojowa dziewczyna, która przez wiele lat walczyła z samotnością, brakiem wsparcia i bezdusznością dużego miasta, nagle przestała mieć siłę. Oto ja – cofnęłam się o jakieś 14 lat.



Madonna – This used to be my playground

Może to cofnięcie nie jest takie złe… Może przypomnę sobie dawne zainteresowania, a może zmotywuję się do odkrywania nowych? Zawsze kochałam literaturę, artystów, ich życiorysy. Ostatnio przypadkiem odkryłam bardzo fajnego bloga literackiego, jest to dla mnie prawdziwa perła blogosfery. Polecam lekturę bloga pani Zientek:

http://zientek.blog.pl/

Oto wybrane, bardzo ciekawe wpisy:

O PRZYBYSZEWSKIM

O VIRGINII WOOLF I WIELU INNYCH

Zaczynam od literackich, delikatnych „zajarań”. Powoli wracają mi kolorowe, pełne życia sny. Może coś jeszcze mnie zaciekawi… Polecacie coś?

Pozdrawiam Was ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Zaległa obiecanka z Instagrama oraz parę nowych przemyśleń o gotowaniu

Zaległa obiecanka z Instagrama oraz parę nowych przemyśleń o gotowaniu

Kochani,
Nie wiem, kiedy to się stało, ale po prostu, z biegiem lat i nabieranych doświadczeń kulinarnych, po prostu wyrobiłam się nieźle w kuchni. Mam spory zestaw dań, które lubię przygotowywać i ciągle powiększam swoje hmm… „portfolio”. Jak już wiele razy pisałam – sprawia mi to radość, a że w sumie nieźle mi to wychodzi, to rośnie też moje ego 😉

Kuchnia stała się także moim azylem, miejscem w naszym małym, dwupokojowym mieszkaniu, w którym mogę rządzić, odpoczywać, myśleć o różnych rzeczach i – oczywiście – śpiewać 😉 Lubię jedzenie, bo daje mi zdrowie. Lubię smakować, bo to jest bardzo zmysłowe. Oczywiście, są rzeczy, których w jedzeniu nie znoszę. Pierwsza z nich, to zapach jedzenia we włosach, gdy zbyt długo się siedzi w kuchni albo w jej pobliżu (np. w knajpie). Najgorzej jest pod tym względem w budkach z żarciem azjatyckim (zapach na cały wieczór, największa masakra tkwi we włosach i żadne perfumy tego nie zabiją). Druga, mówię o tym głośno, najgłośniej jak się da – to czosnkowy wyziew z paszczy. Czosnkowy, a także szczypiorkowy, cebulowy i dalej w ten deseń. Oczywiście, czoch jest najgorszy. Jak się wsiada zimą do metra, to wyziewy czosnkowe unoszą się pod sufitem. A mnie się robi po prostu słabo. Między innymi dlatego unikam kupowania jedzenia, którego sama nie ugotowałam. Delikatny aromat czosnkowy jest bardzo potrzebny w przypadku wielu potraw, niekiedy wręcz konieczny. Na przykład naleśniki ze szpinakiem bez delikatnego zapachu czosnku nie mogłyby istnieć. Dlatego moje naleśniki pachną czosnkiem, choć go w sobie nie zawierają i nie grozi Wam wyziew czochowy 🙂

Naleśniki ze szpinakiem:

Składniki

– 1 opakowanie szpinaku (Frosta lub Hortex)
– masło do smażenia
– różne typy sera
– jajko
– odrobina śmietany (opcjonalnie)
– 4 ząbki czosnku przekrojone na pół

Sposób przygotowania

Na patelni rozpuszczamy dwie łyżki masła. Zamrożony szpinak kładziemy na maśle, mieszamy aż się roztopi. Gotujemy chwilę do uzyskania przez szpinak odpowiedniej konsystencji. Dodajemy starty ser (np. goudkę, edam, gruyere – według uznania), przyprawy (sól, pieprz oraz czosnek – przepołowione ząbki). Wszystko razem gotujemy na małym ogniu przez około 10 minut. Na koniec dodajemy do potrawy całe jajko i mieszamy całość aż jajko się zetnie. odkładamy nadzienie na bok i przygotowujemy naleśniki. Ciasto naleśnikowe przygotowujemy według TEGO PRZEPISU. Zanim wyłożymy farsz na naleśniki, wyciągamy z niego wszystkie kawałki czosnku. Na każdy naleśnik kładziemy plasterek sera, potem smarujemy farszem i zawijamy. Naleśniki można podgrzać na patelni lub w piekarniku, żeby ser się roztopił. Podawać z sosem pomidorowym, ketchupem lub innym ulubionym sosem.

naleśniki

Smacznego, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Rozsmakowujcie się w jedzeniu i w życiu 🙂

Mój Haruki, czyli o pewnym Japończyku, który mówi za mnie

Mój Haruki, czyli o pewnym Japończyku, który mówi za mnie

Absolutnie uwielbiam Murakamiego, tak, tego pisarza właśnie, który co roku dostaje nominację do literackiego Nobla i ciągle jakoś nie może go dostać. A ja czekam razem z nim.

Jednak zanim przejdę do Harukiego, to będzie, oczywiście piosenka. Kolejna deklaracja: uwielbiam Christinę Aguilerę i się tego nie wstydzę. Ma jeden z najlepszych głosów na świecie, jest piękna i kobieca, przypomina mi nieco Marylin Monroe. Jak byłam mała, to śpiewałam piosenki Marylin całymi dniami.. Ale do rzeczy. Christina. Myślałam, że znam cały jej dorobek, a tu niespodzianka. Nie znałam takiej oto perełki, a mianowicie duetu z Alicią Keys. Prawdziwy rarytas.

A teraz mój Murakami. Uwielbiam go trochę inaczej, niż zwykle uwielbia się dobrych pisarzy. To jest coś więcej. To jakaś nadprzyrodzona łączność mózgowa. Dziwne uczucie, które mi towarzyszy, gdy czytam jego książki. Czułam to szczególnie, gdy czytałam „Sputnik Sweetheart” (pierwszą jego książkę, którą przeczytałam), potem „Kronikę Ptaka Nakręcacza”, „Kafkę nad Morzem”, no i jak czytałam o przygodach Aomame w „1Q84”. W sumie to wszystkie jego książki mnie zwalały z nóg. To było coś więcej niż zwykła dobra lektura, bo czytając niektóre moje fragmenty myślałam sobie tak:
– O cholera, on mnie zna.
albo
– Jakimś cudem wszedł do mojej głowy.
albo
– Skąd on to wie, przecież to mój największy sekret!?

0f81c190d300623d3ff4cab2c84e0ac5

(Źródło: Pinterest.com: Laurent Moerau – Summer in my head)

To były takie mrożące krew w żyłach momenty, kiedy czułam, że on pisze o mnie, że wszystko o mnie wie i jestem oto właśnie totalnie obnażona.

Teraz czytam jego najnowszą książkę „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”. Przeczytałam zaledwie początek, a tu znowu: BACH, Haruki siedzi w moim mózgu i pisze. Najgorsze, że opisał taką depresję, jaką do niedawna przeżywałam. Taką, o której nie chcę pamiętać. Teraz, kiedy już mam to za sobą, po prostu wolę zapomnieć. A jednak on mi przypomina, mówi: „Zobacz, tak było jeszcze niedawno”. Bez litości.

„(…)Tamtego lata po powrocie do Tokio Tsukuru ogarnęło przedziwne uczucie, jakby kompletnie zmieniły się jakieś elementy w jego organizmie. Dobrze znane kolory wszystkich przedmiotów nabrały nagle innego odcienia, niczym oglądane przez jakiś filtr. Słyszał nigdy przedtem niesłyszane dźwięki, lecz nie wychwytywał innych, które powinien był słyszeć. Gdy próbował się poruszać, czuł, że jego ruchy są strasznie niezręczne. Zdawało się, że wokół zmienia się charakter grawitacji.
Przez pięć miesięcy po powrocie do Tokio Tsukuru żył u wrót śmierci. Znalazł sobie miejsce na krawędzi ciemnej przepaści i w nim spędzał samotne dni. Było to miejsce tak niebezpieczne, że przewrócenie się we śnie na drugi bok groziło tym, że wpadnie się w bezdenną przepaść nicości. Jednak on w ogóle nie odczuwał strachu. Myślał tyko, jak łatwo byłoby tam spaść.
Rozglądając się dokoła, widział jedynie dzikie kamieniste pustkowie. Nie było na nim ani kropli wody, ani źdźbła trawy. Nie było kolorów ni prawdziwego światła. Brak słońca, księżyca i gwiazd. Prawdopodobnie nie było też kierunków. Co pewien czas następowały po sobie tajemniczy zmierzch i bezdenna ciemność. Dla stworzenia obdarzonego świadomością było to miejsce położone na absolutnym krańcu świata. O zmierzchu nadlatywały ptaki z dziobami tak ostrymi jak nóż i bezlitośnie wydziobywały mu wnętrzności. Gdy zaś ciemności zakrywały ziemię, ptaki gdzieś znikały, a to pustkowie, które jednak kryło w sobie bogactwo, bezgłośnie wypełniało nową treścią powstałą w ciele Tsukuru próżnię. (…)
Po niecałych sześciu miesiącach balansowania na granicy śmierci Tsukuru stracił na wadze prawie siedem kilo. Nie jadł regularnych posiłków, więc nie było się czemu dziwić. Od dzieciństwa miał raczej pyzatą twarz, lecz teraz okropnie wychudł . Nie wystarczało, że ściskał się mocniej paskiem, musiał kupić nowe spodnie. Kiedy się rozbierał, sterczały mu żebra, jego klatka piersiowa przypominała tanią klatkę dla ptaków. Postawa mu się wyraźnie pogorszyła, ramiona pochyliły do przodu i opadły. Wychudłe nogi stały się patykowate i wyglądały jak u wodnego ptaka. Moje ciało stało się ciałem starca, pomyślał, gdy po długiej przerwie stanął nagi przed lustrem. Albo człowieka umierającego.
Pewnie nie ma rady na to, że wyglądam jakby umierał, mówił sobie patrząc w lustro. Bo w pewnym sensie naprawdę jestem o krok od śmierci. Żyję, ledwo trzymając się życia, jak pusta skorupa owada, która przywarła do gałązki, lecz każdy trochę mocniejszy wiatr może ją porwać w nieznane (…).Może ja naprawdę umarłem, pomyślał, nagle uderzony tą myślą (…)H. Murakami.

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Tak się cieszę, że to już za mną. Moje słowa dla Was, od serca – jeśli podejrzewacie u siebie depresję, nie bagatelizujcie tego, nie myślcie, że „samo przejdzie” – od razu zróbcie coś z tym!

Dobrego wieczoru 🙂

Już od 3 lat jestem tu z Wami, taka jaka jestem

Już od 3 lat jestem tu z Wami, taka jaka jestem

Dziś mijają dokładnie trzy lata, odkąd założyłam tego bloga. To miejsce, które nazywam swoim „drugim dzieckiem”. Miejsce, w którym mogę wyrazić siebie w takiej formie, w jakiej chcę. Jeśli ktoś lubi czytać to, co piszę, to się cieszę. Jeśli nie lubi – jego prawo. Nie ma tu reklam, nie ma artykułów sponsorowanych. Nikt nie narzuca mi treści. Tylko samo życie, które kocham i biorę garściami, mimo wielu przeciwności. Jestem tutaj po prostu sobą.

2a4bed3d385e366df02917b204e5cfd7

(Źródło: Pinterest.com)

Ten blog jet tylko trzy miesiące młodszy od mojego Synka, który rośnie szybko i pysznie jak drożdżowe bułeczki. Jest mądry, samodzielny i doskonale wie, co lubi i czego chce. Ma swoje zdanie i mówi mi o tym wprost. Wiecie co? Ja także, po wielu złych momentach, po wielu zmaganiach z sobą i otoczeniem, także wiem, co lubię, a czego nie, czego wymagam od siebie i od życia oraz czego chcę dla siebie i dla moich dla bliskich. Taka życiowa, specyficzna mądrość spada chyba na kobietę wraz z wiekiem. Upływ czasu, spełnienie, dziecko, miłość odpowiedniego mężczyzny – to wszystko, wraz z przybywającymi zmarszczkami sprawia, że kobieta staje się mocna. Ta demoniczna Trzydziecha, której tak się bałam, okazała się być jednak całkiem fajnym krokiem milowym. Jestem silna i twarda, jednocześnie zachowując delikatność i wrażliwość na ludzi i na drobną magię otaczającego świata. Nie boję się porażki, nie boję się wzlotów i upadków, nie boję się smutku, który przychodzi zawsze po euforii. Nie boję się przyznawać do błędów. Dystans do nieoczekiwanych kłopotów i doświadczenie dają mi wewnętrzny spokój. Akceptuję siebie i czuję się z tym świetnie.

Coraz bliżej mi do bycia właśnie tą Nietylkomamą, o której jest ten blog, biorącą życie w garść z każdej strony matką, partnerką, pracownicą, przyjaciółką. Ten blog jest dla Was, o Was, a właściwie o nas.

Dziękuję wszystkim, którzy tutaj regularnie zaglądają. Dziękuję tym, którzy mi mówią, jak bardzo lubią mój styl pisania, dzięki Wam mi się ciągle chce tworzyć te teksty, a właściwie tekściki 🙂 Dziękuję tym, którzy piszą do mnie maile. Cieszę się, że chociaż trochę mogę Wam pomóc.

Obiecuję pisać dalej 🙂

Uściski gorące dla Was, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Zapraszam jutro do TVP 2

Zapraszam jutro do TVP 2

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy,

Czy pamiętacie mój wpis o nianiach i moich doświadczeniach z nimi? Oto ten wpis: http://www.nietylkomama.pl/?p=3654

Miałam cichą nadzieję, że uda mi się tym wpisem zwrócić uwagę szerszego grona odbiorców na ten bardzo, bardzo ważny temat. Pisząc o tym chciałam pomóc rodzicom w świadomym i mądrym postępowaniu przy zatrudnianiu niani. Moje życzenie się spełniło – jutro rano będę mogła wypowiedzieć się na ten temat w programie „Pytanie na Śniadanie” w TVP2 od godziny 8:00.

Śniadanie u Tiffany'ego

(zdjęcie z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”)

Zapraszam serdecznie
Magda, Wasza Nietylkomama

O tańcu, kręgosłupie i o tym, dlaczego nie ma dziś nic (lub prawie nic) o brzuszkach

O tańcu, kręgosłupie i o tym, dlaczego nie ma dziś nic (lub prawie nic) o brzuszkach

Przypomniałam sobie dzisiaj, jak pewnego dnia wiele lat temu moi przyjaciele Aga i Maciek wpadli do mnie „na zadupie”, czyli na Imielin (mieszkałam tam w latach 2004 – 2005). Przywieźli jedzenie i butelkę różowego wina. Pamiętam, że obejrzeliśmy wtedy film „Dirty Dancing 2: Havana Nights”. Mimo iż ten film jest, hmm, no nie najwyższych lotów, to bardzo mi się podobał. Dlaczego? Bo zawsze kochałam tańczyć i dobrze znałam (i znam) to niepowtarzalne uczucie, które czuje w brzuchu każdy, kto taniec ma we krwi.

(Orishas – Represent Cuba)

Obiecałam Wam wpis o brzuszkach. Nawet nakręciłam dziś film, na którym pokazuję wszystkie rodzaje brzuszków, które robię codziennie. Nie zdecydowałam się jednak opublikować tego filmiku, bo mi się po prostu nie podoba. Tu coś wystaje, tu mi widać podbródek, który dziwnie się układa jak leżę, tu wyłazi, za przeproszeniem, cycek, a w tle bałagan. No nie dogodzisz 😉 Jutro spróbuję znowu. Chciałam się tylko pochwalić, że zrzuciłam już kilka kilogramów i biurwofałdka zaczyna znikać. Recepta na to – mało słodyczy, domowe jedzenie, zumba dwa razy w tygodniu i brzuszki codziennie. Jedyne, co mi teraz jeszcze doskwiera, to ból kręgosłupa. Muszę o to zadbać, bo problemy z kręgosłupem mam od lat, a z roku na rok jest coraz gorzej. Warto zadbać o siebie, aby móc dbać o innych. Z powodu kręgosłupa coraz trudniej mi zajmować się moim Synkiem (wyciąganie go z wanny, czy noszenie na rękach nie wchodzi już w grę od dłuższego czasu…).

b31be73f21f5a6dba6eae02738798fd1

A tymczasem, zamierzam napić się mleka z miodem i obejrzeć kolejny odcinek The Good Wife 🙂

Uwielbiam to! A kto nie zna, niech spieszy nadrabiać zaległości 🙂

http://www.imdb.com/title/tt1442462/?ref_=nv_sr_1

Miłego wieczoru, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Nowy Rok biorę garściami od pierwszej sekundy

Nowy Rok biorę garściami od pierwszej sekundy

Kochani,
Nowy Rok rozpędził się z impetem. U mnie duże, poważne zmiany – idziemy ku dobremu! 🙂 Póki co, czekając na te wielkie zmiany, realizuję się w drobnych przyjemnościach. Nie mogę przestać jeść. Nie mogę przestać gotować. Pierniki, bułeczki, pieczone mięsa, pierogi. Sosy, przystawki, buraczki. Kupuję słoiki i specjalne ozdoby na nie. Wszystko wrzucam na nietylkomamowego Instagrama. Poznaję nową muzykę. Ostatnio zachwycił mnie utwór usłyszany na Chilli Zet. Byłam pewna, że głos należy do jakiejś ciemnoskórej divy, a tu niespodzianka. No i ten początek, jak stary, dobry Portishead, a potem od 1:01 w tle bit jak w „The Next Episode”. Jessu! Panie i Panowie, Kendra Morris: „Concrete Waves”.

Sporo inspiracji znajduję także na Pintereście, głównie lubię oglądać zdjęcia aranżacji wnętrz, podziwiam luksusowe mieszkania i domy, w jakich ludzie mieszkają. Zapraszam serdecznie: http://www.pinterest.com/nietylkomama/. Tablica wnętrzarska jest TUTAJ.

A teraz chciałabym się z Wami podzielić najlepszym na świecie przepisem na ciasto pierogowe. Zrobiłam wczoraj i dziś tak pyszne pierogi z owocami, że aż nie mogłam w to uwierzyć. Pierogi nigdy nie chciały mi wychodzić takie, jak trzeba. Zawsze coś było nie tak. Zawsze za twarde, zawsze jakieś kopnięte proporcje. W końcu, w końcu mam takie ciasto, o jakim marzyłam. Akurat miałam w lodówce domową konfiturę wiśniową, która aż się prosiła o wykorzystanie jej jako nadzienia do pierogów. Magiczny i boski przepis na ciasto pierogowe pochodzi z bloga Kwestii Smaku. Polecam postępować zgodnie ze wskazówkami z przepisu. Ciasto idealnie się wyrabia, nie klei się. Ważna jest mąka – ja użyłam nowej Mąki Puszystej firmy Lubella (niby do ciast drożdżowych, ale tak naprawdę do wszystkiego się super nadaje). Pierogi można podać z sosem z konfitury i cukrem pudrem lub np. bitą śmietaną. Domową konfiturę z wiśni można spokojnie zastąpić taką sklepową. Do dzisiejszej partii użyłam biedronkowej konfitury truskawkowej i też było wszystko ok. Smacznego! 🙂

pierogi

A na koniec chciałabym zaprosić Was do obejrzenia jednego z przemówień na Ted.com, po którym Wasze życie nie będzie już takie samo. Płakałam i śmiałam się oglądając to przemówienie. Piękna opowieść, piękna kobieta, dająca nadzieję i motywację do tego, aby żyć pełnią życia i oddychać pełną piersią.

fdad51eff1cf367f330a7d63023f5507

A ćwiczenia na brzuch obiecuję w następnym wpisie. Podstawową moją poradą (zaczerpniętą z jogi) jest: „Pępek przyklejamy do kręgosłupa!”, czyli staramy się być na wiecznym wciągnięciu brzucha. Wówczas cała nasza postawa się poprawia, brzuch chowa, a łopatki naturalnie ściągają. Podczas zajęć jogi połączonej z pilatesem nauczyłam się, że można jednocześnie oddychać przeponą mając brzuch wciągnięty i pępek „przyklejony do kręgosłupa”. Polecam sobie to zwizualizować i na początek poćwiczyć taką właśnie postawę. Dodatkowo ściągnięte pośladki i kość ogonowa przesunięta do przodu. Od razu lepiej 🙂

Trzymajcie się ciepło, pozytywnie i prosto, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! 🙂

2014! Niedługo przywitamy!

2014! Niedługo przywitamy!

Kochani, piekę maślane bułeczki. Jestem sama w domu, chłopaki poszli po zakupy. Czuję jeszcze Święta, choć z minuty na minutę coraz mniej. Jakoś tak smutno bez śniegu. Wszystko dlatego, że nie można, po prostu nie można bez śniegu słuchać niektórych piosenek. Odpada świąteczny Michael Buble, czy Tony Bennet. Jest po prostu za ciepło 😉 Inaczej słucha się też takich piosenek, jak to cudo:

Laura Fygi: „It’s Crazy”

No, ale cóż 🙂 Nie będę narzekać. Śnieg jeszcze z pewnością nadejdzie. Śnieg, zimno na dworze i ulubione wieczorne picie czekolady ze śmietaną…

ff752c99e48e4043dc117d9ca8bc3286

Źródło: Pinterest.com

Kochani, wszystkiego dobrego na Nowy Rok. Nie będzie lepszy od 2013 pod każdym względem. Niech Wam wszystkim przyniesie sukcesy, zdrowie i zadowolenia z życia. Życzę Wam ciepłych relacji z bliskimi, długich spojrzeń w oczy i pełnych miłości uśmiechów…

Wszystkiego dobrego, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!