Monthly Archives: Październik 2011

Co się dzieje z tym światem!? O obojętności społecznej słów kilka

Co się dzieje z tym światem!? O obojętności społecznej słów kilka

Nie oglądam telewizji. Unikam przykrych wiadomości. Wiem, że na świecie źle się dzieje, ale nie jestem z tych, co lubią karmić się historiami o ludzkim nieszczęściu. Czasem jednak zdarza mi się trafić w Internecie na jakąś smutną lub straszną historię. Chyba nigdy nie czułam się tak wstrząśnięta, jak w dniu, gdy przeczytałam o pewnej sytuacji, która zdarzyła się w Chinach. Dwuletnia dziewczynka została potrącona przez samochód. Jednak sam ten fakt nie był tak straszny, jak to, co miało dalej miejsce. Kamery miejskie zarejestrowały śmierć tego dziecka oraz OSIEMNAŚCIE osób, które przeszły obok niego całkowicie obojętnie. Tylko jedna spośród tych osiemnastu osób wyraziła później skruchę. Reszta znalazła wymówki… W Internecie pojawił się film z tym nagraniem, jednak ja nie odważyłam się tego obejrzeć. Nie musiałam tego widzieć, żeby poczuć rozpacz, złość i bezradność. W mojej głowie kołatały się pytania: Dlaczego? Czy ten świat jest już tak zły i zepsuty, że nawet maleńkie dziecko nie wzbudza ludzkich odruchów w przechodniach? Pod artykułem opisującym to zdarzenie pojawiły się komentarze: ” Co się z tymi Chińczykami dzieje?”; „To tylko w Chinach możliwe”. A ja Wam powiem – nie, nie tylko w Chinach. Takie rzeczy dzieją się na naszych oczach, tylko my o tym nie wiemy.

Nie mówię tutaj o zdarzeniach bardzo spektakularnych i wstrząsających. Nie dłużej niż dwa dni po tym, jak przeczytałam wspomniany artykuł, jechałam metrem i – jak zwykle – obserwowałam bacznie ludzi. Na stacji Marymont wsiadła do wagonu babinka z czterema reklamówkami pełnymi zakupów. Kiedy babinka usiadła, najlżejsza i najmniejsza z reklamówek cicho zsunęła się na podłogę. Stałam po drugiej stronie wagonu bardzo ciekawa, co się stanie. Dziwnym trafem wszyscy ludzie siedzący i stojący obok zaczęli patrzeć w sufit lub w drzwi. Nawet człowiek, któremu reklamówka spadła pod nogi wolał jej nie zauważyć. Pewnie myślał, że babcia jest terrorystką, a w reklamówce jest jakaś straszliwa bomba o miażdżącej sile rażenia… Biedaczysko… Nie chcę tu zgrywać bohaterki, ale kiedy po dłuższej chwili nikt nie pofatygował się, żeby podnieść reklamówkę, ruszyłam w stronę babci i podałam jej zgubę. O dziwo nic nie wybuchło, tylko babcia się uśmiechnęła i podziękowała. No, ale ryzyko było naprawdę ogromne! 😉

Jaki z tego wniosek? Ludzie po prostu wolą nie reagować! Czasem znajdzie się jedna osoba, która poczuje społeczną odpowiedzialność. Przekonałam się wielokrotnie na własnej skórze, gdy w zaawansowanej ciąży wsiadałam do metra i wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Najrzadziej ustępują babcie o moherowym stanie umysłu oraz kobiety około trzydziestki, w kostiumikach i szpileczkach. Najczęściej wstają panowie w wieku wczesno – tatusiowym (których żony niedawno jeszcze miały takie ciążowe brzuszki) i panie w wieku naszych mam. No i młodzi chłopcy, nastolatkowie, często wyglądający na groźnych osiedlowych łobuzów. A oni uśmiechają się i grzecznie ustępują miejsca…

Kiedyś, w cytowanej już przeze mnie kiedyś książce pt. „Wstęp do psychologii” Prof. Marii Materskiej, spotkałam się z taką teorią, że w dużych miastach ludzie muszą chronić się przed nadmiarem bodźców i stąd rodzi się w nich potrzeba izolacji społecznej (budowanie zamkniętych osiedli, zanikanie więzi pomiędzy sąsiadami) oraz narastająca obojętność. A ja na to powiem tylko: Chronić? Przed czym, przepraszam? Czy ludzie nie mają podstawowej umiejętności rozeznania w sytuacji? Nie widzą, że taka babcia z siatkami nic im nie zrobi – że to nie jest pakunek z bombą, tylko reklamówka z ziemniakami? Na litość boską, nie usprawiedliwiajmy ludzkiego lenistwa! Ludziom się nie chce i szukają wymówek. Dziewczyna w 9 miesiącu ciąży stoi nad wymalowaną ryczącą trzydziestką, kiedy ktoś zwraca jej uwagę, że mogłaby ustąpić miejsca, tłumaczy się bełkocząc: „Nie zauważyłam pani”. Jasne… Ludzie wolą nie zauważać. Wolą ignorować. Bo łatwiej jest zamknąć się w skorupie i zamiatać wyrzuty sumienia pod dywan.

A ja zachęcam Was, by robić inaczej. Polecam zaprzyjaźnić się z sąsiadami. Polecam ustępować miejsca starszym, chorym i ciężarnym w komunikacji miejskiej, póki jesteśmy młodzi i zdrowi. Przestańmy się ciągle usprawiedliwiać. To może nie uratuje całego społeczeństwa, ale kilku osobom może pomóc.

Koniec kazania. Nie będę się już wymądrzać, bo święta nie jestem. Ale patrzę i wyciągam wnioski. Trzymajcie się, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Reorganizacja przestrzeni – inspiracje

Reorganizacja przestrzeni – inspiracje

Dziś, z zupełnie innej beczki, chciałabym się podzielić sposobami na odzyskanie przestrzeni życiowej (w sensie dosłownym).

Większość zwykłych śmiertelników mieszka na małych przestrzeniach. Ci, którzy mieszkają w większych mieszkaniach lub domach często nie doceniają danej im wolności przestrzennej. My, ludzie, mamy tendencję do gromadzenia rzeczy – nawet jeśli są nam totalnie niepotrzebne. Przechowujemy przedmioty z pobudek czysto sentymentalnych, często zapominając jakie wspomnienie kryje się za daną rzeczą. Psychologia architektury (odłam psychologii środowiskowej) interesuje mnie już od wielu lat. Organizacja życiowej przestrzeni jest bardzo niedocenianym czynnikiem mającym wielki wpływ na jakość naszego życia. Wpływ ten będzie różny w zależności od temperamentu i osobowości danej jednostki. Jednak wielu z nas nie zdaje sobie sprawę z tego, jak wielki wpływ na poprawę naszej egzystencji miałyby wielkie porządki:-) Polecam posłuchać poniższej prezentacji – jest bardzo inspirująca:

GRAHAM HILL – LESS STUFF MORE HAPPINESS (TED.COM)

Zawsze lubiłam porządek, ale dopiero w ciąży nabyłam prawdziwej umiejętności segregacji i nadawania priorytetów rzeczom. Jeszcze dwa lata temu wszystkie moje rzeczy (nie licząc mebli) mieściły się w 5 samochodach osobowych (większość z tego to były buty i książki). Jednak kiedy rósł mi ciążowy brzuszek, zaczęłam krok po kroku wydzielać miejsce dla trzeciego członka rodziny i – w absolutnie magiczny sposób – okazało się, że nawet w malutkim mieszkaniu na wszystko znajdzie się miejsce, gdy ma się odpowiednio kreatywne podejście, no i gdy potrafi się systematycznie wyrzucać rzeczy niepotrzebne. Oczywiście, przy dziecku trudno sobie wyobrazić chłodne wnętrze w moim ulubionym skandynawskim stylu, bez żadnych zbędnych przedmiotów na wierzchu. Jednak systematyczne zmniejszanie liczby otaczających nas przedmiotów daje naprawdę duże poczucie szczęścia i ulgi, a przede wszystkim wolności od przedmiotów, od doczesności. Polecam – przynajmniej spróbujcie!

A TUTAJ znajdziecie kilka innych pomysłów na reorganizację przestrzeni (jedne lepsze, jedne gorsze, sami oceńcie).

Pozdrawiam wszystkie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Krok po kroku

Krok po kroku

Przyznam szczerze, że mój wpis dotyczący poczucia własnej wartości nie powstał bez powodu. Macierzyństwo, zmiany jakie się z nim wiążą, rok spędzony z dzieckiem w domu – te doświadczenia dodały mi dużo siły, ale też w pewnym stopniu zaburzyły moje poczucie własnej wartości. Dlaczego? Ponieważ brakuje mi kawałka układanki.

Kiedy dziecko jest bardzo małe, sama myśl o tym, że trzeba będzie pójść do pracy i zostawić dziecko pod czyjąś opieką, napawa grozą. Jest to normalne i naturalne. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że mogłam czekać na moment, w którym strach przez separacją z dzieckiem ustąpi miejsca silnej potrzebie samorealizacji. To nie znaczy, że ten strach znika, po prostu maleje w związku z kilkoma czynnikami. Jednym z nich jest po prostu czas, który sprawia, że dziecko rośnie, a nasza relacja z nim ulega zmianie. Łatwiej jest zostawić z nianią lub babcią odstawionego od piersi roczniaka, który zaczyna się dość sprawnie (choć po swojemu) komunikować niż niezbyt kumate zawiniątko, które nie ukończyło jeszcze sześciu miesięcy. Poza tym każda z nas nosi w sobie własne granice wytrzymałości. Ja do moich już dotarłam. Brakuje mi twórczych zadań, wyzwań, nowych ludzi. Brakuje mi nowych doświadczeń. Chcę się jeszcze czegoś nauczyć, żeby mieć jeszcze więcej do zaoferowania mojemu dziecku.

Z tych wszystkich przemyśleń wynika ostatnia przerwa w pisaniu. Tyle się dzieje! W mojej głowie i w życiu. Wiele zmian. Oczywiście, chciałabym, żeby wszystko było JUŻ, JUŻ! Tylko, że w życiu to trzeba krok po kroku, powoli do celu. Na szczęście, jako mama przeszkolona jestem w ustalaniu priorytetów. Nie wszystko na raz. First things first:) Pewnie zanim osiągnę stan, do którego dążę minie bardzo dużo czasu. Na szczęście wiem, do czego dążę.

W ubiegły wtorek pewna mądra i bardzo przeze mnie podziwiana kobieta powiedziała mi ostatnio rzecz niby oczywistą, a jednak odkrywczą:

„Nie myśl nigdy, że jest za późno, że już nie możesz czegoś zrobić, bo coś… Bo zawsze możesz!”

Dlatego biorę się do roboty. Dosyć mam siedzenia na zadku i czekania na cud. Nie chcę, żeby mój syn miał matkę, która przestała się rozwijać wraz z jego narodzinami.

Trzymajcie kciuki, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Jest nadzieja na polskim rynku muzycznym…

Jest nadzieja na polskim rynku muzycznym…

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Dziś chcę się podzielić odkryciem muzycznym. Wiecie, jaką mam słabość do dobrego grania. Moje muzyczne ucho jest wredne i wybredne. Uważam też, że oprócz pięknej nuty ważna jest oprawa wizualna oraz unikalny styl danego wykonawcy.

Przed chwilą dzięki mojej przyjaciółce (Kasiu, ogromnie dziękuję!) odkryłam niesamowity zespół – MUZYKOTERAPIA. Nie będę się już rozpisywać, obejrzyjcie i posłuchajcie sobie… Ciekawa jestem, czy równie dobrze brzmią na żywo, będę polować na ich koncert w najbliższym czasie i na pewno zdam relację.

Ratunku! Ktoś mi ukradł biust! Czyli o tym, jak mama sobie radzi z odstawieniem dziecka od piersi

Ratunku! Ktoś mi ukradł biust! Czyli o tym, jak mama sobie radzi z odstawieniem dziecka od piersi

Dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami po odstawieniu dziecka od piersi. Minęło już kilka tygodni. Właśnie zbieram się z lekkiego doła, jaki mnie dopadł w kilka dni po zaprzestaniu karmienia. Nie sądziłam, że to będzie takie trudne! Nie przypuszczałam, że odstawienie dziecka od piersi wiąże się z takim poczuciem straty i z tak mieszanymi uczuciami. Teraz, gdy ciemne nastroje już minęły, mogę się z nimi rozprawić, przestawiając Wam taki oto opis swoich przeżyć (z lekkim przymrużeniem oka…).

A wszystko wygląda mniej więcej tak:

Minęły dwa tygodnie od ostawienia dziecka. Budzisz się rano po tym, jak Ci się przyśnił straszny koszmar: KTOŚ UKRADŁ TWOJE PIERSI!!!! Przecierasz oczy, spoglądasz w dół i wyskakujesz z łóżka jak oparzona. Ktoś rzeczywiście ukradł Twoje piersi!!!! No, bo przecież nie zostawiłaś ich wieczorem na lodówce. Moje Kochane, wygląd biustu po laktacji jest – delikatnie mówiąc – smutny. Tak, jak wygląd piersi po porodzie jednocześnie przeraża i napawa dumą (bo nagle ze swojego jędrnego C przechodzisz w ogromniaste G), to uczucie względem własnych piersi po odstawieniu z dumą ma niewiele wspólnego. O rozpacz przyprawia utrata jędrności (podobno to po czasie się poprawia) oraz uczucie dojmującej pustki w miejscu, gdzie jeszcze dawno było pełno mleka… Poza tym – przecież z dnia na dzień tracisz coś (a nawet dwa cosie), co za Ciebie myślało przez ostatni rok, więc jest trochę tak, jakbyś straciła głowę.

Nie wiem, czy ja jestem jakaś autodestrukcyjna, czy po prostu jestem ofiarą losu… Zamiast siedzieć w domu cicho jak mysz pod miotłą, to mi się rewolucji zachciało. Co zrobiłam? Otóż chcąc sobie poprawić nastrój postanowiłam wybrać się do pobliskiego zakładu fryzjerskiego w celu podcięcia grzywki. Było to konieczne z tego powodu, że po prostu miałam trudności w patrzeniu na świat 😉

Wydawało mi się, że grzywki nie można sp…aprać. Niestety bardzo się myliłam. Zasiadłam na fotelu fryzjerskim przekonana, że za 5 minut wyjdę zadowolona. Jednak po otworzeniu oczu (no bo przecież nie da się obciąć grzywki z otwartymi oczami) skonstatowałam, że jest tragedia… Obcięta zostałam jak „łot garnca” i to jeszcze krzywo. Najgorsze było to, że już w tym momencie dwa elementy mojej fasady (biust i grzywka) nie nadawały się po pokazywania. Biust to jeszcze można schować, no ale grzywkę… W zimie pod czapką się da. Ale teraz – gdy jak na złość mamy złotą polską jesień czapki przecież nie założę.

Wróciłam więc do domu starając się nie łkać na ulicy. Wpadłam do łazienki i roniąc krokodyle łzy szalałam z nożyczkami chcąc naprawić turpistyczne dzieło osiedlowej fryzjerki (której od teraz nie mówię „Dzień Dobry”, ale broń Boże nie dlatego, że jestem wredna czy obrażalska, ale ja się po prostu boję tej szalonej kobiety, która chciała zniszczyć mi życie!). Wieczorem, gdy M. wrócił z pracy, wyglądałam już w miarę znośnie. Jednak kiedy położyłam się spać, to wróciły do mnie wszystkie emocje i znów zaczęłam ryczeć jak bóbr. Łkając biadoliłam: „Że przecież włosy tak długo odrastają, będę przez pół roku wyglądać jak kretyn, a może one wcale nie odrosną, nie pokażę się już nigdy ludziom etc.”. Nagle jednak oprzytomniałam i pomyślałam: „O co chodzi?? Czyżbym była aż tak próżna, żeby płakać z powodu głupiej grzywki?!”. Poszłam więc do łazienki, spojrzałam na siebie i dotarło do mnie, czemu się tak rozkleiłam.

Nie płakałam wcale nad pielęgnowaną i układaną pieczołowicie grzywką. Płakałam nad tą wyjątkową więzią, która łączyła mnie z moim małym Ssakiem. Płakałam z tęsknoty za tymi chwilami, gdy go karmiłam i czułam się tak bardzo potrzebna. Od uświadomienia sobie tego do poprawy mojego samopoczucia minęło trochę czasu. Ale jedno jest pewne – te stany mijają, wraz z ponownym ułożeniem się hormonów (jak te laktacyjne nas opuszczają, to wraca nasza energia) i wraz z procesem godzenia się z zaprzestaniem karmienia. Nawet jeśli to była świadoma decyzja, to odstawienie jest trudnym wydarzeniem i dla mamy i dla dziecka. Najtrudniej jest, gdy masz jeszcze pokarm, ale już zdecydowałaś, że nie karmisz, a dziecko płacze i domaga się cycusia. Gwarantuję, że popłaczecie wtedy razem.

Pamiętajmy jednak o tym, że my – mamy nie jesteśmy tylko biustem. Jesteśmy czułymi opiekunkami, które rozumieją dziecko jak nikt inny i nasze dzieci to bardzo dobrze wiedzą.

Trzymajcie się, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Urodzinowe pyszności

Urodzinowe pyszności

To ja się dzisiaj pochwalę moim ostatnim cukierniczym wyczynem – tortem urodzinowym dla mojego synka, Mikołajka.
Wczoraj wstałam o 7:20, żeby wszystko było gotowe na czas (tzn. na urodzinową imprezkę o godz. 15).

Tort składał się z 5 warstw biszkoptu, przekładanego masą budyniową (waniliową) z kawałkami świeżej gruszki oraz karmelem (przepis własny). Całość pokrywała cienka warstwa lukru plastycznego (biały + niebieski). Dekoracja została wykonana z czekolady plastycznej, lukru plastycznego, biszkoptów oraz kuleczek cukrowych.

Oto efekt:

Chcecie przepis? 🙂

No, dobra, oto przepis:

PRZEPIS NA TORT KARMELOWO – WANILIOWO – GRUSZKOWY DEKOROWANY LUKREM PLASTYCZNYM

Poprzedniego dnia przygotowujemy karmel – w garnku z wodą gotujemy puszkę słodzonego mleka skondensowanego.
Następnego dnia zaczynamy od pieczenia biszkoptu (przepis był już TUTAJ). W przypadku tego tortu potrzebne będą dwa biszkopty, więc wszystkie czynności trzeba będzie powtórzyć dwa razy. Podczas pieczenia drugiego biszkoptu przygotowujemy krem – gotujemy budyń waniliowy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Odkładamy budyń aż do całkowitego wystygnięcia. W czasie, gdy budyń stygnie, możemy obrać i pokroić drobno gruszki. Wystudzony budyń miksujemy z kostką miękkiego masła. Do gotowego kremu wrzucamy gruszki i delikatnie mieszamy. Upieczone i całkowicie wystudzone biszkopty kroimy na 2-3 krążki (zależy jak oceniamy możliwości tego biszkoptu i naszego noża 😉 ). Kładziemy pierwszy krążek na spód tortownicy, smarujemy karmelem, kładziemy na to krem z gruszkami, przykrywamy kolejnym krążkiem biszkoptu etc. Wierzch i brzegi gotowego tortu smarujemy pozostałym kremem (w miarę możliwości bez gruszek). Na całość kładziemy rozwałkowany lukier plastyczny i dowolnie dekorujemy.

Smacznego Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Rok temu…

Rok temu…

Rok temu urodziłam Cię, mój Synku. Rok temu po raz pierwszy Cię zobaczyłam. Pomyślałam: „Jaki niesamowity, zupełnie nowiutki człowiek!”.
Dziś rano, gdy śpiewaliśmy dla Ciebie „Sto lat!”, ze wzruszenia nie potrafiłam dokończyć pierwszej zwrotki.

To był piękny rok. Intensywny, pracowity, bardzo trudny i zarazem pełen nagród… Patrzę na Ciebie, jak się rozwijasz i wyruszasz w stronę wielkiego świata. Myślę: „To dopiero początek”.

Życzę nam dużo siły. Tobie przede wszystkim zdrowia i energii. A nam – rodzicom – spokoju, pogody ducha i siły, by być dla Ciebie (i dla siebie nawzajem) wsparciem i źródłem wielkiej miłości.
Dziękuję za Ciebie codziennie i cieszę się, że mogę Ci towarzyszyć każdego dnia.