Monthly Archives: Grudzień 2011

Na Nowy Rok…

Na Nowy Rok…

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Pewnie większość z Was już się szykuje na sylwestrową imprezę. Tym, którzy się szykują – trochę zazdroszczę, tym, którzy tak, jak my zostają w domu i będą imprezować „w sosie własnym” przesyłam gorące pozdrowienia 🙂 My po trzech Sylwestrach spędzonych w domu mamy już swoje tradycje! Fondue serowe, szampan z wyższej półki oraz własne, specjalne noworoczne orędzie 😉

Będąc aktualnie nadal w trakcie wielkich zmian nie jestem zbyt wylewna i widać to trochę na blogu (spadająca liczba wpisów…). Przyznam szczerze, że pojawiła się jakiś czas temu pewna działalność konkurencyjna, która z dnia na dzień zaczyna mnie coraz bardziej pochłaniać. Jestem pewna, że pisać nie przestanę, jednak ta działalność, która jest związana z muzyką, na pewno zajmuje coraz większe miejsce w moim życiu i sercu.

Dosyć o mnie! Kochani, chcę Wam życzyć, żeby ten rok był z jednej strony ważny, obfitujący w dobre zmiany, ciekawe zdarzenia i intrygujące spotkania, a jednocześnie lekki – pozbawiony trosk, pełen relaksu i miłych niespodzianek. Niech Wam się żyje zdrowo, lekko i przyjemnie, bez zmartwień i obciążeń!

Ściskam Was noworocznie – do zobaczenia w 2012!

Niech będzie biało, czyli przedświątecznie Was pozdrawiam

Niech będzie biało, czyli przedświątecznie Was pozdrawiam

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Święta zbliżają się nieuchronnie, dziś wstąpiła we mnie nadzieja, że jednak będzie biało:-) Oczywiście, nie będzie to taka biel i takie zatrzęsienie śniegu, jak widywałam w dzieciństwie w moich rodzinnych stronach. Prawdziwe śniegi to tylko na Południu Polski!

Tak, czy inaczej, Kochani, życzę sobie i Wam, żeby ten śnieg przykrył wszystkie smutki na tyle, żebyśmy o nich zapomnieli. W Święta na chwilę się zatrzymajmy. Porzućmy pęd ku przyszłości, przytulmy się do naszych bliskich, zatopmy się w przyjemnej atmosferze, na chwilę wyrzućmy z głów myśli o pracy, kryzysie czy braku perspektyw na lepszą przyszłość. Spróbujmy pozbyć się stresów i napięć choćby na tych parę dni. Może magicznym sposobem nasze smutki znikną pod śniegiem na zawsze?

Wszystkiego Dobrego!

Zimowe śniadanko dla całej rodziny

Zimowe śniadanko dla całej rodziny

Kochani, chyba nareszcie idzie zima, trzeba nagromadzić zapasy energii!

Podstawowym posiłkiem każdego dnia powinno być śniadanie, szczególnie kiedy na dworze jest zimno. Dlatego polecam pożywne śniadanie w postaci pożywnego omletu a’la biszkopt. Nie jest to zwyczajny omlet. Jest to raczej coś pomiędzy przypakowanym naleśnikiem a ciastem biszkoptowym. Wysmażony na złoto na zewnątrz, puszysty w środku. Po prostu ideał:)
U nas cała trójka rzuca się na to cudo bez opamiętania. Przepis jest tak banalny i tak krótki, że aż strach…

Na jeden omlet potrzebne będą: 1 jajko, 2 łyżki mąki i 2 łyżki mleka. Należy oddzielić żółtka od białek. Żółtka roztrzepać i wymieszać z mąką i mlekiem. Następnie białka ubić na pianę i delikatnie połączyć z resztą składników. Smażyć na maśle lub oleju, na małym ogniu, najlepiej pod przykryciem, do czasu aż omlet będzie złoty po obu stronach.

Można podawać na słono (z serem, szynką, pomidorami, ziołami) lub na słodko (z dżemem, nutellą, serkiem waniliowym).

Polecam, spróbujcie, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Kochać mądrze i nie rozpuścić, czyli o dyscyplinie słów kilka

Kochać mądrze i nie rozpuścić, czyli o dyscyplinie słów kilka

Na początek piosenka o stawianiu granic na nieco innym polu niż relacje z dzieckiem – bardzo lubię ten kawałek!

http://www.youtube.com/watch?v=AablyMkow7M

Ostatnio mój synek zaczyna bardzo intensywnie sprawdzać granice mojej matczynej cierpliwości. Od samego rana, od przebudzenia aż do momentu położenia się spać. Oczywiście, jest przy tym na ogół cudowny, słodki i uroczy, co wcale sprawy nie ułatwia, a wręcz przeciwnie. Cudowność jego przerywana jest piskiem i dantejskimi scenami, gdy coś idzie nie po jego myśli. Są chwile, gdy moje serce zaczyna walić jak młot i zupełnie nie wiem, co zrobić. Gdy dziecko jest malutkie, kiedy jest noworodkiem, a następnie zależnym od piersi mamy niemowlaczkiem, trudno jest wprowadzać jakąkolwiek poważną dyscyplinę. Owszem, granice należy mądrze wyznaczać od początku, ale jeśli taki maluszek się czegoś domaga, to frustrowanie go wydaje się być okrucieństwem. Jednak niestety bardzo łatwo jest przeoczyć ten moment, gdy nasze Maleństwo zaczyna z rozmysłem sprawdzać, na co sobie może pozwolić. Moim zdaniem, to niezwykle ważne, by tego momentu nie przegapić. Z moich obserwacji wynika, że ten moment następuje. kiedy dziecko ma mniej więcej 12 miesięcy. Myślę, że ma to związek z rozwojem niezależności dziecka, z nabywaniem nowych, szalenie ważnych umiejętności, takich jak chodzenie oraz z faktem, iż pierś przestaje być głównym źródłem pokarmu. Mama wychodzi z roli głównej żywicielki, wchodząc jednocześnie w nową rolę – królika doświadczalnego.

Każda z nas różnie czuje się jako taki królik. Ważne jest moim zdaniem, żeby słuchać siebie i nie dać sobie wejść na głowę. Nie należy mylić miłości z pobłażaniem, ponieważ ustępując dziecku na każdym kroku i rozpieszczając je zrobimy mu tylko krzywdę. Wyznaczanie granic jest piekielnie trudne… Jak to zrobić? To oczywiste, że nie staniemy pewnego dnia nad dzieckiem i nie powiemy: „Synu/córko, od dziś będziemy Cię frustrować”. To trzeba rozegrać sprytnie. Trzeba wiedzieć, kiedy można dziecku odmówić, a kiedy nie.Czasem nie wiadomo, czy histeryczny płacz jest wyłącznie próbą wymuszenia na nas zmiany decyzji, czy może dziecku coś dolega i potrzebuje naszej czułości i uwagi. My – rodzice nie jesteśmy robotami, mamy swoje emocje, swoje własne historie, mamy swoje granice. Mamy też lepsze i gorsze dni. Dlatego nie bójmy się odmawiać dzieciom, gdy nam się to wydaje słuszne. Nie bójmy się im zabraniać robienia tego, co nam się wydaje złe. Gdy dziecko ciągnie kota za ogon, zawsze zwracajmy mu uwagę, jeśli chcemy, by w przyszłości dziecko potrafiło odczuwać empatię. Tłumaczmy: „To boli kotka”. To tylko przykład, prosty i banalny, ale wydaje mi się, że od chwili ukończenia roku, dziecko uczy się na podstawie ABSOLUTNIE WSZYSTKIEGO, co robi i co robimy my!

Powodzenia, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Takie buty, czyli mama po dwóch latach wychodzi do ludzi

Takie buty, czyli mama po dwóch latach wychodzi do ludzi

W ciągu ostatniego tygodnia zaszło wiele zmian w moim życiu. Schudłam jakieś 5 kg, ponieważ przeszłam dwa wirusy żołądkowe z rzędu. Nie polecam. Tuż przed tym, jak zaatakował mnie pierwszy wirus, odebrałam telefon, który mnie mile zaskoczył. Jakiś czas temu odpowiedziałam na ogłoszenie o pracę – pierwsze ogłoszenie, które zainteresowało mnie od bardzo, bardzo dawna. Miejsce pracy i stanowisko – bardzo obiecujące. Wysłałam i nie nastawiałam się na żaden rezultat, ponieważ z wiekiem nabrałam w takich kwestiach spokoju godnego mistrza Zen. Będzie co ma być – myślałam i robiłam swoje. Tym razem postanowiłam szukać bardzo uważnie, odpowiadać na naprawdę ciekawe oferty i dokładnie zastanawiać się, zanim podejmę decyzję o zatrudnieniu. Dlaczego? Dlatego, że po raz pierwszy w życiu rozpoczynając pracę będę rezygnować ze spędzania czasu z moim Synkiem. Dlatego, że jestem w zupełnie innym miejscu niż dwa lata temu, gdy szłam na swoją ostatnią rozmowę w sprawie pracy. Inaczej postrzegam siebie i swoją wartość jako pracownika i człowieka. Jestem bardziej świadoma swoich mocnych i słabych stron. Dzięki temu mogę podejmować dobre decyzje.

No, ale żadna decyzja jeszcze nie została podjęta, więc się nie zapędzajmy! Tak, jak wspomniałam, zadzwonił telefon i zostałam zaproszona na rozmowę o pracę w bardzo, bardzo ciekawym miejscu. Poczułam lekkie drżenie w sercu, znaną mi z przeszłości ekscytację i zaciekawienie. Pomyślałam: „Kurczę, jak super! Tylko w co ja się ubiorę? Muszę sobie kupić nowe buty!”. Postanowiłam jednak zbyt długo się nad tym nie zastanawiać, tylko w weekend poprzedzający rozmowę wybrać się na zakupy. Tak… Wszyscy dobrze wiemy, że kiedy sobie coś zaplanujemy, często los płata nam różne dziwne figle…

Kilka godzin później powalił mnie na łopatki pierwszy z potwornych wirusów żołądkowych. Wcześniej ów wirus wziął w swoje ręce mojego Synka, jednak był dla niego dużo bardziej łaskawy niż dla mnie. Nie sposób opisać bólu i cierpienia, które towarzyszyło mi przez kilka godzin. Na dodatek cały następny dzień spędziłam umierając z bólu, zmęczenia i odwodnienia, do godziny 17 nie będąc w stanie jeść, mówić i chodzić. Kiedy na trzeci dzień w miarę doszłam do siebie, bardzo się ucieszyłam. Jednak było już po weekendzie i o zakupach związanych z rozmową kwalifikacyjną mogłam tylko pomarzyć. Na szczęście, jako mama nabyłam w ostatnim czasie wielu umiejętności, które nazwać można kombinatoryką stosowaną. W tym wypadku przedmiotem kombinacji stała się moja szafa. Jak każda kobieta mam w swojej szafie jedno takie ponadczasowe wdzianko, które zapiera dech. W moim przypadku jest to szara ołówkowa spódnica, którą kupiłam kiedyś w CH Land (w którym znalazłam się przypadkiem). Kiedy sobie o niej przypomniałam, to odetchnęłam z ulgą. Biała koszula w mojej szafie też ma swoje miejsce, więc strój miałam już właściwie skompletowany. Najważniejsza sprawa, to dobrze się czuć w tym, co będziemy mieć na sobie podczas rozmowy. Strój powinien być estetyczny, komfortowy, a na dodatek dobrze odzwierciedlający to, co chcemy swoją osobą przekazać. Pomysł, że założę tę spódnicę i białą koszulę wpadł mi do głowy w poniedziałek do południa. Kwestię tego, jakie założę buty postanowiłam odłożyć na wieczór. Rozmowa kwalifikacyjna miała się odbyć w środę. Niestety, czekała mnie kolejna przykra niespodzianka – około 21 w poniedziałek zaatakował mnie drugi wirus, jeszcze gorszy i jeszcze bardziej zjadliwy. Tym razem dochodziłam do siebie w większych bólach i jeszcze dłużej. Kiedy we wtorek wieczorem byłam w stanie w miarę spokojnie myśleć, zaczęłam się zastanawiać, czy rozmowy nie przełożyć. Mój organizm dostał jednak silny sygnał od mojego mózgu, który zarządził powszechną mobilizację. W środę rano, choć wycieńczona zupełnie, obolała i chuda jak szkielet, poczułam się w miarę dobrze. Kwestię butów pomógł mi rozwiązać mój M., który swoimi własnymi magicznymi rękami naprawił zniszczone obcasy moich starych butów. Zebrałam się w sobie i dotarłam na rozmowę jak gdyby nigdy nic. Jak było? Nie powiem Wam 🙂

Powiem tylko, że mimo iż moje ciało wiele przeszło, mój mózg zmobilizował się w pełni i nie zawiódł mnie podczas rozmowy. Co z tego wyniknie – zobaczymy. Jedno jest pewne – gdyby nie doświadczenia związane z macierzyństwem, które nauczyły mnie cierpliwości, dodały siły psychicznej i pokazały, że nie warto zbyt szybko się poddawać, to kto wie, może bym tę rozmowę przełożyła… Być może straciłabym swoją szansę… Cieszę się, że jestem tym, kim jestem w tej chwili, a to chyba najważniejsze, prawda?

Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy, zima idzie!

Przerwa w nadawaniu – tym razem nie wakacje

Przerwa w nadawaniu – tym razem nie wakacje

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy,
Przepraszam bardzo za przerwę w nadawaniu, naszą rodzinę odwiedził pan Paskudny Wirus, zupełnie nieuprzejmy, wyglądający jak Gorączka Nilu Wschodniego, Zachodniego, Środkowego, Północnego i Południowego jednocześnie…
Trzymajcie kciuki, żebyśmy szybko stanęli na nogi.
Do usłyszenia/przeczytania niebawem!
P.S. Bez piosenki się nie odmelduję 🙂