Monthly Archives: Marzec 2012

Zwyczajny dzień może być jak święto

Zwyczajny dzień może być jak święto

Tak mnie dziś natchnęło… Na celebrowanie małych przyjemności. To chyba dzięki słońcu i 16 stopniom na plusie jestem w tak pozytywnym nastroju!

Ponadto mój Synek przespał noc po raz pierwszy od 2 tygodni, podczas których na światło dzienne pchały się jego górne kły… Dodatkowo jeszcze różne trudne emocje dawały o sobie znać i Maluszek budził się co godzinę w nocy, w potwornej histerii, przerażony i zalany łzami. W związku z tym czułam bezradność i wielki smutek. Na szczęście, na ten moment koniec z ząbkowaniem!

W ramach świętowania przespanej nocy postanowiłam się wybrać z Synkiem na piękny wiosenny spacer ze Słodowca na Plac Wilsona. Spacerowaliśmy spokojnie, rozglądając się wokół. Zajadaliśmy bułeczki ze śmietanką. Popijałam sobie latte z syropem migdałowym, patrzyłam w słońce i uśmiechałam się. Ta sielanka aż się prosi o nieśmiertelnego Louisa Armstronga. Pierwsze skojarzenie: „What a wonderful world”, nieprawdaż? Ja jednak wiele lat temu pokochałam inną jego piosenkę, która sprawia, że krew w żyłach szybciej krąży. Dlatego podzielę się nią z Wami, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Miłego dnia! 🙂

Całkiem przypadkiem…

Całkiem przypadkiem…

… wyszedł mi ostatnio dobry obiad. Z lenistwa. Nie chciało mi się robić skomplikowanych potraw, wzięłam więc to, co było w domu. Dzielę się z niekłamaną przyjemnością (bo było to po prostu pyszne).

Zapiekanka z razowego makaronu z tuńczykiem i pomidorami

Składniki:

Paczka razowego makaronu (najlepiej Lubella)

Puszka tuńczyka w oleju (jeśli chodzi o ryby, to nie kupujcie tanich, lepiej dopłacić i mieć pewność, że mięso będzie dobre)

Puszka pomidorów

Sposób wykonania:

Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Kiedy będzie już ugotowany, układamy go w naczyniu żaroodpornym, dodajemy tuńczyka, pomidory i wszystko mieszamy.

Zapiekankę pieczemy ok. 20 minut w 200 stopniach.

Spożywamy 🙂 I to z grubsza tyle!

A na deser… Może niedawno przeze mnie odkryty fantastyczny zespół Karuan

O babskiej próżności i miłości do ładnych przedmiotów

O babskiej próżności i miłości do ładnych przedmiotów

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy,

Dziś będę niesłychanie próżna. Będę dziś myśleć tylko o tym, co widać na zewnątrz. Niestety, popełniłam straszny błąd i wybrałam się wczoraj późnym wieczorem do Arkadii. Pierwsze kroki skierowałam do Sephory, potem do Intimissimi, potem już było tylko gorzej. Nie był to tym razem klasyczny window – shopping matki, która każdy grosz wydaje na dziecko, gdyż tym razem postanowiłam zrobić sobie wieczór niespodzianek i kupić coś dla siebie. Dlatego jestem dzisiaj w dobrym nastroju 🙂 Jednak nie o tym chciałam…

Po pierwsze, chciałam Was wysłać czym prędzej do sklepu z butami Clarks. W sumie rzadko tam zaglądałam do tej pory, raczej wpadałam do Ecco i Clarksa po drodze pozdrawiałam jedynie przez szybę. Tym razem jednak wpadłam do środka i wciągnęło mnie na dobre. Najnowsza wiosenna kolekcja po prostu zapiera dech w piersiach. Miażdży, obezwładnia i wpędza w obsesję. Uważajcie! (Dodam jeszcze, że nie jest to wpis sponsorowany, tylko tekst, który powstał z mojej własnej i nieprzymuszonej woli).

Po drugie, zwierzę się Wam, że po każdej wizycie w sklepach, w których mi się coś spodoba mam szalone poczucie winy. Czuję, że jestem materialistką, ponieważ chciałabym mieć wszystko! Z drugiej strony wiem, że to zupełnie normalne. Wiem, że jest nas więcej, bo zakupy są nam – kobietom (i nie tylko) potrzebne do życia jak tlen! Między „być” a „mieć” musi być w życiu równowaga 😉

Dlatego oddychajmy głęboko, wciągajmy wiosnę całym ciałem i zróbmy coś dla siebie. O!

Czasem trzeba się po prostu ogarnąć

Czasem trzeba się po prostu ogarnąć

Ostatnio, gdy przeżywałam mały kryzys, moja przyjaciółka powiedziała do mnie tak: „Chyba po prostu musisz się ogarnąć”. Przyznam szczerze, że śmiałam się z tego przez kilka minut, ale po dłuższym zastanowieniu się nad sprawą stwierdziłam, iż dawno nie usłyszałam czegoś tak trafnego. Czasami, gdy nie wiadomo, co zrobić, trzeba się po prostu ogarnąć.

A co to tak naprawdę znaczy? Chyba znaczy tyle, że trzeba żyć teraźniejszością i skupić się na priorytetach, odsunąć na bok emocje i uspokoić się. Rzeczywistość czasem gryzie, ale to nic, trzeba umieć się albo odgryźć, albo po prostu przeczekać ból po ugryzieniu 😉

Myślę, że warto mieć swoje zasady, którymi się w życiu kierujemy. Zasady zaczerpnięte z domu rodzinnego, ze szkoły, z wiary, z własnych doświadczeń… W życiu chodzi o to, żeby je mieć i się ich trzymać, bo to one dają właśnie poczucie bezpieczeństwa w tym szalonym świecie.

A tak zupełnie nie w temacie – szukam jakichś ciekawych inspiracji kulinarnych (obiadowych, bo słodkości mi zbrzydły), podpowiecie coś? Z góry dziękuję!

Pozdrawiam Was, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Mała autoreklama

Mała autoreklama

Już prawie połowa marca wybija, a na blogu tylko jeden wpis… (No, w tej chwili to już dwa).

Wszystko dlatego, że zabrałam się za realizację swoich planów hm.. zawodowych – chyba tak mogę to określić. Skorzystam niniejszym z faktu, iż na tego bloga zagląda kilka sympatycznych „ciężarówek” i zareklamuję swoją działalność.

Serdecznie zapraszam wszystkie kobiety w ciąży na warsztaty psychologiczne:

„Poród – jak się dobrze do niego przygotować
i jak sobie poradzić z lękiem”.

Warsztaty prowadzone będą w dniach 21 – 22 kwietnia 2012, w godz. 10 – 16, w Warszawie, przy ul. Marszałkowskiej 140 lok. 110. Więcej szczegółów znajdziecie na stronie poświęconej tym warsztatom:

http://ciazaporod.blogspot.com/

Na warsztatach chciałabym pomóc kobietom oswoić się z lękiem przed bólem porodowym, wzmocnić drzemiącą w nich naturalną siłę, która predysponuje każdą z nas do urodzenia dziecka oraz pokazać, w jaki sposób można współpracować z dzieckiem podczas porodu.

Jeśli uznacie temat i warsztat za ciekawy, to polecajcie znajomym, proszę! 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Zdradliwa wiosna, zaraza oraz parę myśli dotyczących czasu i działania

Zdradliwa wiosna, zaraza oraz parę myśli dotyczących czasu i działania

Witajcie! Nie wiem, jak Wy, ale ja się dałam nabrać, gdy jakiś czas temu odwiedziła nas ta pseudo – wiosna, kusząca słońcem i ćwierkaniem ptaków, podczas gdy tak naprawdę wiało chłodem… Zachęcona złudzeniem ciepła biegałam świergocząc w lekkiej kurtce. Doigrałam się. Rozłożyła mnie wiosenna „zaraza”. Maluszek też został przez nią dopadnięty. Obydwoje jesteśmy obrazem nędzy i rozpaczy, choć on troszkę mniej. Chce mu się biegać, chichotać i wyciągać wszystko z szafek. A mnie się nie chce. Mam nadzieję, że turbo – antybiotyk, który wczoraj dostałam, sprawi, iż wróci mi chęć na wszystko. Wiem, że jest źle, bo nawet czekolady mi się nie chce! Na półce stoi od dwóch dni słoik Nutelli, a ja go nawet nie otworzyłam. Kto mnie zna, ten wie, że Nutelli zwykle nie potrafię się opierać dłużej niż 10 minut.

Czekam więc na wiosnę z prawdziwego zdarzenia, na to szybkie bicie serca, na to wspaniałe uczucie, kiedy ciało budzi się z zimowego snu, zdrętwiałe jeszcze i skostniałe, ale już pełne wewnętrznego wigoru. Jeszcze chwila, jeszcze moment… Wykorzystuję czas choroby i trochę zwalniam tempo życia, które do tej pory rozhulało się na dobre. Oczywiście, nie siedzę z założonymi rękami, bo to do mnie nie podobne, jednak odpadają mi wszystkie aktywności związane z wychodzeniem z domu i przed to zyskuję wiele czasu na inne sprawy. Planuję, piszę, projektuję. Nie bawię się w nadmierny samokrytycyzm, lecz działam. Tego się ostatnio nauczyłam. Inteligentni ludzie często utrudniają sobie życie przez nadmierne analizowanie sytuacji zanim przystąpią do działań. Takich myślicieli jak ja jest trochę na tej ziemi… Popadają w marazm, gdyż często im się wydaje, że nie są w stanie osiągnąć wymarzonej doskonałości w danej dziedzinie i dlatego rezygnują z dzielenia się efektami ze światem. Okropny błąd w rozumowaniu, Kochani… Teraz zabrzmię jak jakaś stara baba, ale trudno! Kochani, w pewnym wieku, kiedy się już swoje przeżyło, trochę osiągnęło i wyciągnęło kilka mądrych wniosków, to czas spojrzeć prawdzie w oczy: CZASU NAM NIE PRZYBYWA! A co gorsza, z wiekiem, a zwłaszcza, gdy pojawiają się dzieci, czas ten zaczyna dziko zapierniczać. Dlatego nie marnujmy go. Jeśli mamy okazję coś zrobić, róbmy to! Szkoda czasu, by oglądać się za siebie. Masz okazję zrobić to, co zawsze chciałaś(-eś), są ku temu sprzyjające okoliczności, masz wszelkie zasoby – to na co czekasz?! Oto moje nowe motto 🙂

Dobra, przyznaję, popadłam w obsesję pod tytułem: Nie zmarnować ani sekundy. Oczywiście, nie udaje mi się to przez 50% czasu. Jednak z drugiej połowy tego czasu wyciskam wszystko. Co do kropli, a nawet więcej.

Wiosna idzie, róbmy to, co chcemy, nie bójmy się działać. Jeśli nie wyjdzie, trudno, zrobimy coś innego, nowego. Wewnętrzny krytyk jest integralną częścią ludzi myślących, ale czasem warto go na moment wyłączyć i pozwolić sobie na działanie.

Do roboty, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Powodzenia 🙂