Monthly Archives: Maj 2012

Coś o butach

Coś o butach

Witajcie!

Na początek podzielę się z Wami kolejnym znaleziskiem muzycznym.

A teraz do rzeczy. Buty! Nigdy nie podobały mi się złote buty. Nigdy! Jednak coś mi się stało z głową, gdy zobaczyłam złote sandały Jimmy’ego Choo, a konkretnie model Lance (Mirror Sandals). Oszalałam z miłości. Wczoraj próbowałam znaleźć w Arkadii coś podobnego do nich, ale nic nie znalazłam. Jakieś takie pseudo brzydactwa… Jednak nie ma to jak oryginał. Najpiękniejszy i jedyny.

Pokażę Wam je, a co! Tylko nie chwalcie się, jeśli je macie, bo umrę z zazdrości!

Źródło: http://www.jimmychoo.com

Renesans kobiecości

Renesans kobiecości

Jak w temacie. Renesans kobiecości… i jedno nazwisko: ZUHAIR MURAD. Zapamiętajcie je!

Ten projektant zdobył moje serce. W zasadzie każda jego sukienka mi się podoba. Zuhair Murad przywrócił kobiecości należne jej miejsce na wybiegach. Kroje, materiały, nawet modelki (wcale nie takie szkapy) – to kwintesencja kobiecości.

Zajrzyjcie do tej galerii, a nie będziecie mieć wątpliwości: ZUHAIR MURAD.

A poniżej wklejam moje hity z ostatnich lat (Źródła zdjęć: Zimbio.com, Fashtrend.com)

Jak Wam się podobają, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy? 🙂

Szparagowypas

Szparagowypas

Na początek jeden z moich ulubionych, nieco dziwnych, bardzo retro kawałków. I ten głos Angeli…

Uwielbiam szparagi, zwłaszcza białe. Lubię je za to, że są zdrowe, sycące, pyszne i strasznie łatwe w przyrządzeniu. Kupiłam ostatnio na bazarze szparagi i zamarzyła mi się zupa – krem. Ruszyłam więc w poszukiwaniu przepisu, przejrzałam kilka i ostatecznie zrobiłam tę zupę po swojemu – wyrzucając cebulę (bo powoduje u mnie odruch wymiotny) i upraszczając jak się da.

Oto przepis:

ZUPA KREM Z BIAŁYCH SZPARAGÓW

Składniki:

– pęczek białych szparagów

– 4 szklanki wywaru z warzyw (lub 4 szklanki wrzątku + 2 kostki rosołowe – za to rozwiązanie pewnie super – mamusie wytargałyby mnie za uszy)

– 1 łyżka masła

– kubek śmietanki 18%

– 2 żółtka

Sposób przygotowania:

Najpierw trzeba przygotować bulion/wywar. Zróbcie to, jak chcecie, końcowy efekt się liczy, czyli słonawa woda po wykąpanych warzywach 🙂 W międzyczasie obierzcie szparagi. Trzeba odciąć końcówki i obrać cienko – od główki w dół. Nie wiem, jakie znaczenie ma kierunek, ale ponoć ma, więc dyskutować nie będę. Obrane szparagi pokroić na 3 części każdy. W rondelku roztopić masło, dolać szklankę bulionu, wrzucić szparagi i dusić do miękkości. Takie rozmiękczone szparagi zmiksować, dodać do reszty bulionu i gotować razem przez chwilę (5 – 10 minut). Zdjąć z ognia, chwilę odczekać. Do śmietany dodać żółtka, wymieszać ze sobą. Do zupy szparagowej (zdjętej z ognia!) powoli dodać śmietanę z żółtkami. Podawać z grzankami.

Smacznego!

Projekt Wiosna na Balkonie oraz niesamowity muzyczny kąsek

Projekt Wiosna na Balkonie oraz niesamowity muzyczny kąsek

Dziś miałam dzień dla siebie. Zaczęłam od zajęć zumby, po których wróciłam z przypływem dzikiej energii. Przy tak brzydkiej pogodzie, jaka dziś jest, trudno mi było wymyślić jakieś ciekawe zajęcie. Zaczęłam więc od drobnych rzeczy, czyli sprzątania, gotowania, przeglądania ofert pracy w internecie. Potem wzięłam się za realizację projektu „Wiosna na Balkonie”, czyli umyłam balkon, wyrzuciłam z niego niepotrzebne rzeczy, a następnie wybrałam się na BioBazar po kwiatki.

Bardzo polecam BioBazar wszystkim tym, którzy lubią ekologię i takie klimaty. Można tam kupić ekologiczną żywność i kosmetyki, zutylizować stare baterie i sprzęty elektroniczne, a w zamian dostać kwiatki:-) Mnie się bardzo ta inicjatywa podoba i chyba będę tam wpadać częściej. Na razie dostałam trzy kwiatki, zapełniły jedną doniczkę, a mam ich cztery;-)

Więcej o BioBazarze TUTAJ.

Teraz, czekając na powrót syna, piszę, czytam i słucham muzyki. Chciałam Wam coś pokazać. Posłuchajcie tego kawałka, trafiłam na niego przypadkiem, przeklikując się przez muzykę na Youtube. Jeśli chodzi o mnie, to słuchając tego miałam dreszcze na całym ciele. Piękna, piękna muzyka…

Życzę Wam udanego wieczoru, no i pogodnej niedzieli, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy

Bezradność na porządku dziennym, czyli parę słów o buncie okołodwulatka

Bezradność na porządku dziennym, czyli parę słów o buncie okołodwulatka

Witajcie, na początku chciałabym podzielić się Wami pozytywną piosenką odkrytą dziś przeze mnie.

Od razu płynnie przejdę od „express yourself” do mojego dziecka. Otóż od kilku tygodni zaczynam doznawać na własnej skórze przejawów buntu mojego syna. Rozchodzi się o różne rzeczy. Od razu zastrzegam, że nie uważam takiego buntu za coś złego. Jest to, owszem, niesamowicie wkurzające i męczące chwilami, jednak wiem, że to naturalny krok w procesie rozwoju psychiki dziecka i to od reakcji rodziców zależy, w którą stronę ten rozwój dalej pójdzie. Mam wrażenie, że oto właśnie teraz dzieje się coś bardzo, bardzo ważnego. Chciałabym mieć psychikę z żelaza, która to wszystko dźwignie bez zająknięcia, ciepło acz stanowczo i do tego jeszcze z humorem. Niestety, jestem mocno niedoskonała i coraz częściej towarzyszy mi lęk, że „coś zrobię źle”. Póki co całą (lub prawie całą) swoją życiową energię wkładam w to, żeby w miarę spokojnie reagować na sceny i histerie, a przy tym nie zwariować i zadbać o własny komfort psychiczny. Rzecz jasna, łatwiej mi zrobić to pierwsze, z drugim gorzej. Przyznaję, że jestem dość mocno wykończona.

Najgorsze w tym wszystkim jest to okropne poczucie bezradności, jeśli dziecko chce czegoś, czego my mu nie chcemy/nie możemy dać. Bezradności, która bierze się z wątpliwości, czy dobrze postępuję. Bezradności na widok tak bardzo silnych emocji u dziecka. Do tego dochodzi szok związany z siłą własnych emocji, które trzeba powstrzymać. Mogłabym mnożyć przykłady.

Jemy śniadanie. Omlety z serem i pomidorami. Każdy ma swój. Synek ma swój widelec i specjalny nóż. Na widok mojego noża i widelca jest histeria:

– Daaaaaaa! Nóóó! – oczywiście chodzi o mój nóż.

Dalej następuje moja odmowa plus tłumaczenie, że to mój nóż i że on ma swój. A potem… wszystkie mamy wiedzą, co się dzieje potem. Dziecko lubi się uprzeć. Wtedy też napływa do nas uczucie złości pomieszane z bezradnością. Jak sobie radzę? Na ogół odwracam uwagę dziecka. Czasem na chwilę ustępuję, ale to nie jest dobre rozwiązanie. nie muszę chyba dodawać, że po każdej takiej „sprzeczce” jestem trochę wykończona 😉

Inny przejaw rosnącej odrębności dziecka to tendencja do robienia wszystkiego samemu. „Sam!” to teraz jego ulubione słowo. Mycie podłogi, ścielenie łóżka, jedzenie, zakładanie butów to tylko niektóre z czynności, które synek po prostu MUSI wykonać sam. Na większość mu pozwalam. Zarzewie sytuacji konfliktowych pojawia się wtedy, gdy się spieszymy lub czynność nie jest dla niego bezpieczna. Wtedy mamy podobną sytuację, jak przy omletach (płatkach, kanapkach, wstawiajcie sobie dowolnie).

Jednak dla mnie osobiście najgorsze są walki o spanie. Chodzi oczywiście o to, że dzidziuś pała dziką awersją do własnego łóżka. Nawet jeśli wieczorem uda mu się tam zasnąć, to po dwóch czy trzech godzinach następuje spektakularne przebudzenie z wrzaskiem i szlochaniem. Kiedy wchodzę do pokoju widzę zrozpaczoną buźkę mojego syna, który łkając wyciąga rączkę, pokazuje palcem na drzwi i mówi: „TAM!” – co znaczy, że chce spać w moim łóżku. I wiecie co? Żadne bajery nie pomagają. Żadne bajki, piosenki, opowieści, bujanie, tulenie, głaskanie. Próbuję i próbuję, każdej nocy, poświęcam czas, energię i kręgosłup. Zazwyczaj około godziny trzeciej w nocy następuje kryzys i niestety się poddaję. Wiem, że to wielki błąd. Wiem, że później nie będzie łatwiej. Jednak powiedzcie to moim zmęczonym rękom, nogom, głowie, całemu wykończonemu matczynemu organizmowi, żeby sobie jeszcze z godzinkę popróbował. Powiedzcie mu to, bo ja się boję.

To się Wam wyżaliłam 🙂 Jak widać, żaden ze mnie ekspert, tylko zwyczajny rodzic. Jak mi się uda odnieść jakieś zwycięstwo czy wypracować metodę na te „akcje”, to się z Wami tym podzielę!

Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! A dziś w szczególności pozdrawiam Mamy i Nie Tylko Mamy okołodwulatków…

Kilka słów od zrelaksowanej Mamuśki

Kilka słów od zrelaksowanej Mamuśki

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Oświadczam całemu światu, że po Majówce jestem tak zrelaksowana, że sobie nie wyobrażacie…
Piszę ten post z potrzeby serca i naturalnego poczucia misji. Pragnę Was zachęcić do pewnej prostej rzeczy, potrzebnej do życia jak tlen. Zanurzajcie się w teraźniejszości!

Wykorzystujcie czas wolny na to, żeby oderwać się od trudów codzienności. Dbajcie o siebie i zaspokajajcie swoje podstawowe potrzeby. Nie jesteśmy w stanie rozwijać się w kierunku spraw wyższych, jeśli nasze podstawowe potrzeby nie są zaspokojone. My – Mamuśki, mamy pod tym względem trochę przegwizdane. Wieczny deficyt snu, niedojadanie, przeciążony kręgosłup. A do tego często czujemy się nieatrakcyjne, głównie przez zmęczenie i zmiany, które zaszły w naszych ciałach po urodzeniu dziecka. Dlatego moja rada brzmi – zatapiajmy się w teraźniejszości i relaksujmy się. Im częściej, tym lepiej. Oczywiście pod warunkiem, że dziecko nie biega samopas po ulicy;-) Wierzę, że szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko, więc im więcej zainwestujecie w swój relaks, tym więcej energii będziecie miały na zabawę ze swoim dzieckiem i opiekę nad nim.

Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Czerpcie z życia przyjemności 🙂