Monthly Archives: Wrzesień 2012

Idźcie do kina na „Jesteś Bogiem”

Idźcie do kina na „Jesteś Bogiem”

Ja tak szybko dziś, bo za dwie godzinki startuje urodzinowa impreza mojego synka, tort gotowy, tiramisu gotowe, babeczki rumiane upieczone. Będzie pięknie:) A zdjęciami tortu z Elmo podzielę się wkrótce.
Chciałam dziś tylko powiedzieć, że byłam w piątek w kinie na „Jesteś Bogiem”. Nie będę tutaj tego filmu oceniać. Dobry czy nie, prawdziwy, czy przekłamany, fani mogą się czepiać, że czegoś zabrakło, wrogowie – wytykać błędy. Jedno jest pewne – trzeba ten film zobaczyć. Kawał Polski w nim zawarto. Kawał Śląska. Uważam więc, że każdy, dla kogo, tak jak dla mnie, „Kinematografia” jest płytą – ikoną, znakiem czasów i pamiątką z młodości – powinien iść na ten film do kina. Szczególnie wzywam ziomali z Górnego Śląska. Można się chwilami przejrzeć w tym filmie jak w lustrze. No i oczywiście, poza wszelkimi wadami i zaletami tego filmu, ta muzyka… Dla mnie bardzo ważna, mam ją pod skórą, pod czaszką, wyrecytuję w nocy o północy 😉

Zatem, Kochani, wszyscy z mojego pokolenia, idźcie do kina i miejcie własne zdanie (i szereg racji) o tym filmie. Do zobaczenia!

Pstryk i przyszła jesień!

Pstryk i przyszła jesień!

Przyszła i tak ładnie pachnie! Chłodem, liśćmi, kolorami.  Wiecie co, wcale mnie to nie martwi. Dlaczego? Bo jesień jest bardzo fajną porą roku. Argumenty?

Wizualny przepych kolorów. Gruszki, śliwki i dynie. Sweterki! Ciepłe szale i rękawiczki. Zaróżowione chłodem policzki. Jesienią, kiedy wieczory są chłodne, tak dobrze jest przytulić się go kogoś ciepłego 🙂

Jesienią mój synek ma urodziny. Jesienią zakładam moje ulubione śliwkowe kalosze. Słucham wtedy tych relaksujących płyt, które wiosną i jesienią po prostu nie pasują, tak jak Michael Buble nie pasuje do innych okoliczności poza Bożym Narodzeniem 😉

Ten jesieni zamierzam całkowicie rozpłynąć się w dobrych rzeczach, które świat mi przynosi. Te złe niech minione lato zabierze ze sobą i nigdy już nie oddaje.

Wrzesień natchnieniowo kiepski

Wrzesień natchnieniowo kiepski

Zwierzę Wam się… Kiepski ten miesiąc. Nie miałam nigdy gorszego września. Wiecie, znacie? Wszystko na raz? A na deser do tego wszystkiego jeszcze choróbsko (Synka i moje przy okazji też).
Dlatego nie piszę, bo po prostu nie ma o czym. Wracam z pracy, zajmuję się synkiem, kładę go spać, sama idę spać. Tak – z grubsza – codziennie. Przechodzę przy okazji ogromną transformację wewnętrzną. To wszystko jest dla mnie sporym wysiłkiem. Ale w sumie… kto powiedział, że nie dam rady? Przecież w końcu się podniosę, no nie?

Zawsze mogę, przynajmniej w myślach, realizować wymyślny plan B

Od czego mam muzykę?

Przyjaciół?

A na zewnątrz muszę być twarda

Zatem, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy – trzymajcie kciuki i cierpliwie czekajcie na kolejne, tym razem natchnione i ciekawe (mam nadzieję) posty.

Jeśli przepis, to banalny, dla leniwych lub przeziębionych :-)

Jeśli przepis, to banalny, dla leniwych lub przeziębionych :-)

Witajcie Kochani, idzie jesień, wirusy atakują. Mnie dziś rano zaatakował lekki katar. Dlatego z większości planów weekendowych musiałam zrezygnować. Do godziny mniej więcej 13 nie miałam na nic ochoty i marzyłam tylko o tym, żeby wszyscy dali mi święty spokój. Na szczęście lekarstwa i odpoczynek wkrótce zadziałały i zmobilizowałam się do roboty. Ugotowałam pomidorówkę i… roladki z kurczaka. Banalnie proste roladki. Nie zrobiłam zdjęć, bo zostały szybko pochłonięte, a poza tym tak dawno nie wrzucałam przepisów, że po prostu umknęło mi to… Dopiero długo po fakcie uświadomiłam sobie, że mogłam uwiecznić te pyszności 🙂 Może następnym razem nie zapomnę.

To teraz do rzeczy!

ROLADKI Z KURCZAKA

Składniki (dla 3-4 osób):

– 2 podwójne piersi z kurczaka

– kilka łyżek sosu pesto

– 4-5 suszonych pomidorów

– 2 ogórki konserwowe

– 4 plasterki żółtego sera


Sposób przygotowania:

Piersi z kurczaka pokroić i rozklepać. ogórki pokroić w paseczki, pomidory przedzielić na pół, każdy plasterek sera również przekroić na pół. Każdy kawałek kurczaka posmarować pesto (na całej powierzchni). Na środku każdego kawałka ułożyć ogórek, suszonego pomidora i na tym ułożyć ser. Zawijać roladki.

Na dno naczynia żaroodpornego wlać oliwę z oliwek (warstwa oliwy powinna mieć ok. 1,5 cm). Układać obok siebie roladki złączeniem w dół (można też użyć wykałaczek, ale nie polecam, bo się roladki rozpadają). Przykryć naczynie i piec roladki w 190 stopniach przez około 50 – 60 minut, kontrolując co jakiś czas stopień upieczenia mięsa.

Pyszności! A jak w domu pachnie… Polecam spożywać z razowym makaronem polanym oliwą i pesto.

Smacznego, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Obrazki o podróżach i jedzeniu

Obrazki o podróżach i jedzeniu

Od wieków nie pisałam już nic na temat jedzenia. To nie znaczy, że przestałam jeść 🙂 Oznacza to tylko tyle, że nie mam czasu eksperymentować w kuchni. Prawda jest taka, że gotuję wyłącznie dla mojego synka, sprawdzone i lubiane przez niego potrawy, a sama jadam obiady dostarczane do pracy przez całkiem niezłą firmę cateringową (tylko raz do tej pory umierałam po zjedzeniu obiadu w firmie, czyli jest nieźle).

Nie napiszę więc dziś o tym, co superanckiego ostatnio ugotowałam, bo nic takiego nie ugotowałam. Napiszę za to o tym, o jakim pysznym jedzeniu marzę. Dodam tylko jeszcze, że najchętniej spożywałabym te wszystkie posiłki mniej więcej w takim miejscu:

albo takim:

ewentualnie takim:

z widokiem na to:

na to:

lub na to:

Obowiązkowo wcześniej dwie godziny pływania w morzu lub solankowym basenie, następnie mistrzowskie masaże i jakieś techniki relaksacyjne. Tak! Ale przejdźmy do jedzenia. Uwaga, zaczynam!

Na śniadanie taki chlebek, z mozzarellą, pomidorami i świeżą bazylią do tego:

Na drugie śniadanie takie zawijaski z bekonu, jajek i sera:

Na obiad… tak! PIZZA 🙂 I to jaka! Z pesto:

Na deser taki oto maleńki puchar z owocami i śmietanką:

Na podwieczorek sernikobrownies:

A na kolację to, co lubię najbardziej, czyli sushi, koniecznie z sosem teryaki

A teraz czas się obudzić i otworzyć lodówkę. Ech, te bolesne rozczarowania…

Ale pomarzyć zawsze warto!

Pozdrawiam Was, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!