Monthly Archives: Październik 2012

Cierpliwość, stoicki spokój i czas

Cierpliwość, stoicki spokój i czas

Czas leczy rany. Wyświechtane stwierdzenie? Uważam, że nie. To coś więcej. To jedna z prawd absolutnych, tak prostych, że aż wydają się zbyt oczywiste. Zanim spotka nas coś naprawdę trudnego w życiu, nie do końca rozumiemy to stwierdzenie i nie potrafimy docenić jego mądrości.

http://www.youtube.com/watch?v=z2NuwEx_JLs

Po latach różnych doświadczeń i zmagania się z rzeczywistością wiem już, że czas naprawdę leczy rany, a cierpliwością i spokojnym oczekiwaniem można zwalczyć przeciwności losu. Oczywiście, jeśli przytrafia nam się coś bardzo trudnego, zalewające nas emocje są naturalne i trzeba im pozwolić, po kolei, się przez nas „przewalić”. Z moich doświadczeń wynika, że czas wychodzenia z ciężkiej traumy to ok. dwa lata. Po mniej więcej dwóch latach (przy odpowiednim wsparciu oczywiście) mijają irracjonalne lęki, koszmary senne, zmiany zachowania spowodowane traumą. Jeśli chodzi o lżejsze (choć nadal trudne) zdarzenia życiowe takie jak: rozwód, zwolnienie z pracy czy pogorszenie sytuacji finansowej, zajmuje to mniej czasu, ale również wymaga wielkiej cierpliwości. Osoby doświadczające trudów życia, będące w czasie wielkich przemian lub przeżywające żałobę, często nie są w stanie patrzeć perspektywicznie, są zatopione w przeszłości, która rzutuje na ich teraźniejszość i przez to ta teraźniejszość jawi się jako koszmarny sen… W takiej chwili oprócz świętego spokoju i cierpliwości, bliscy powinni tej osobie przypominać, iż każdy, nawet największy ból przemija i przyszłość przynosi zupełnie nowe rozwiązania i możliwości. Powinni przypominać o tym, że nie należy tracić nadziei i wierzyć w poprawę sytuacji. Ci, którzy mają w swoim otoczeniu przynajmniej jedną wspierającą taką osobę, są szczęściarzami.

Ważne jest również, aby osoba doświadczająca traumy czy po prostu przechodząca trudne chwile, dała sobie wewnętrzne przyzwolenie na przeżywanie targających nią emocji. A jeśli pojawiają się jakieś objawy wskazujące na poważne problemy (silne, paraliżujące lęki, myśli samobójcze, wszelkie utrudnienia w codziennym funkcjonowaniu), wówczas należy zgłosić się z tą osobą po pomoc do profesjonalisty. Tutaj znów ogromna rola mądrych bliskich, którzy powinni znaleźć taką pomoc i nakłonić cierpiącą osobę do skorzystania z niej.
Kiedy już poczujemy, że stajemy na nogach, świat otworzy się przed nami ponownie. Jest to piękny moment. Warto wtedy sięgać po pojawiające się szanse i z nich korzystać. Dobre rzeczy przyjdą same, nie ma co ich popędzać, tylko robić swoje i starać się być jak najlepszym człowiekiem. Losu nie należy poganiać. Jedyne co można, to uczyć się, otwierać na świat i nie bać korzystać z nowych możliwości.

Powolutku, cierpliwie, do celu! Dobre motto?

Życzę Wam samych sukcesów, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy, tych dużych i tych małych!

Dylematy i rozterki matki pracującej

Dylematy i rozterki matki pracującej

Wiecie co, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy…

Bycie mamą pracującą jest dużo trudniejsze niż myślałam. Nawet nie chodzi tu o godzenie obowiązków i ustalanie priorytetów, bo w tej kwestii jakoś idzie (oprócz tego, że mam wrażenie, iż ciągle tylko sprzątam i gotuję, co mnie po prostu irytuje). Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po czterech miesiącach pracy i przebywania ponad 9 godzin dziennie poza domem mam dojmujące poczucie, że nie poznaję własnego dziecka, że ktoś mi je podmienił. Ktoś inny je wychowuje. Ktoś inny uczy go świata. Ktoś obcy.

Mój synek, który jeszcze kilka miesięcy temu był pogodnym, kochanym brzdącem, stał się marudnym łobuzem, z którym często trudno mi się dogadać. Z jednej strony wiem, że to taki wiek, między drugim a trzecim rokiem życia, z drugiej strony… Ciągle mam poczucie, że praca, jaką włożyłam w wychowywanie synka nagle zaczęła być marnowana, gdyż inna osoba (choć to dobra opiekunka) ma swoje własne metody wychowawcze, które są nie do końca dobre dla mojego dziecka. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Dlatego, że mama, która kocha bezwarunkowo i bezgranicznie, wychowuje i uczy dziecko dając mu cierpliwość i mądrze ustalając granice. Obca osoba jest w stanie pouczać i tresować, gdyż inaczej po prostu się nie da. Owszem, mój synek pięknie zasypia w swoim łóżeczku, je obiadek widelcem i na spacerze trzyma się dorosłych za rękę, jednak mam wrażenie, że stał się po prostu tresowaną małpką. Kiedy się nim zajmowałam, był grzeczny, ponieważ rozwijał się we własnym tempie i był w pełni akceptowany przeze mnie. Teraz musi się dostosowywać do warunków, które narzuca mu niania. Próbuję to sobie tłumaczyć w ten sposób: Mały przywyknie do tego i potem w przedszkolu nie będzie miał kłopotów z podporządkowaniem się autorytetom. Z drugiej strony, serce i intuicja matki podpowiada mi: mój dzidziuś jest jeszcze za mały na taką tresurę. Ale co mam zrobić? Nic nie mogę…

Boli mnie to, że w ciągu dnia jestem daleko i nie mogę być z moim synkiem. Nie mogę służyć mu nawet obecnością, nie mogę oddać mu swojego czasu, który jest najcenniejszym i największym dobrem, jakie mogłabym mu ofiarować.

A wiecie co jeszcze? Znów trochę ponarzekam na nasz kraj… Najgorsze jest to, że przebywając te 9 h poza domem zarabiam „na nianię” + jakieś grosze. W żłobkach brak miejsc. Nie jestem z tych szczęściar, co mają na miejscu do dyspozycji babcię, ciocię, siostrę, kogokolwiek życzliwego, kto pomógłby w potrzebie. Mobilizuję się w sobie aktualnie, by coś zmienić, by poprawić swoją/naszą sytuację, żeby żyło nam się lepiej. Pytanie tylko, czy nasz kraj w ogóle jest w stanie dać takie możliwości?

Póki co na poprawę jakości życia muszę poczekać, więc spróbuję sobie przynajmniej dzień uratować. Czekolada, dobra muzyka i kawa z mlekiem, o tak! 🙂

Miłego weekendu, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Wróciłam z raju na ziemię

Wróciłam z raju na ziemię

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy,

Wróciłam z wakacji. Do naszego kraju wspaniałego, w którym wszystko jest na słowo honoru, a pieniądze są na każdym kroku dziwnie topione (dosłownie nawet, o drogi Stadionie Narodowy). Nie mam w zwyczaju psioczyć i narzekać na swój kraj, ale niestety po powrocie z raju daję sobie do tego pełne prawo. Tam, gdzie byłam, czyli na greckiej wyspie Paxos nie spotkałam ludzi niezadowolonych. Kryzys? Jaki kryzys? Życie prowadzone przez ludzi na greckiej wyspie to takie życie, do którego dążyć powinniśmy. Spokojne, niespieszne, rozsmakowane. Slow life 🙂 Niekończące się rozmowy przy pysznym, zdrowym jedzeniu. Szczery i wielki uśmiech na twarzach. Słońce, turkusowa woda. Wokół biegają dzieci i koty. Jemy to, co daje nam natura – ryby, oliwki, pomidory,czy nawet ośmiornice i jeżowce. Pływamy w ciepłej i zupełnie przezroczystej wodzie, obok nas przepływają kolorowe rybki… To jest dla mnie doskonałość życia, do której chciałabym dążyć. Szkoda, że po tak pięknych wakacjach musiałam wrócić do rzeczywistości. Zdążyłam się rozleniwić 🙂

A co u nas w kraju? Wszędzie wokół smutasy! Pogoda przez większość roku beznadziejna! Pensje, które nie wystarczają, by godziwie żyć! Mieszkania – jedne z najdroższych w Europie! Wszędzie absurd goni absurd – zarówno w przepisach prawa, jak i w codziennej polskiej rzeczywistości. Powoli zaczynam czuć obrzydzenie w stosunku do naszego kraju, który reprezentuje sobą jeden wielki zmarnowany potencjał. Żeby ten potencjał wskrzesić, trzeba by chyba wymienić całą ale to CAŁĄ! władzę i zastąpić ją nową, energiczną i zaangażowaną „krwią”. Niestety władza w kraju naszym jest skostniała i przyssała się do rządzenia jak meduza do przedramienia i nie chce się odczepić. Nie dziwię się tym, którzy wyemigrowali. Wśród moich przyjaciół nie ma chyba ani jednej osoby, która by tego kroku żałowała, serio…

No to trochę z siebie wywaliłam, uff. A teraz czas przestać narzekać na kraj, politykę, czy pogodę. Bo to takie polskie. A poza tym na wszystko to nie mam żadnego wpływu. Jedyne, co mogę, to ogarniać własne podwórko tak, by przybliżyć się do „ideału życia wg. nietylkomamy”. Spodziewajcie się więcej wpisów na ten temat albo może nawet… Aa nie, na razie nie powiem!

Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nietylkomamy!

Przerwa w nadawaniu

Przerwa w nadawaniu

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy 🙂
Ogłaszam przerwę w nadawaniu – od jutra do 14 października uskuteczniać będę wczesnojesienne wojaże.
Po powrocie obiecuję zdać relację.

Zamierzam wrócić zrelaksowana, uśmiechnięta i opalona. Trzymajcie więc kciuki za pogodę 🙂


https://www.youtube.com/watch?v=mJG_cB5OdlA&feature=related

Do zobaczenia!

Sto lat, mój cudowny Dwulatku!

Sto lat, mój cudowny Dwulatku!

Dziś mój Synek kończy dwa latka. Z dnia na dzień przebywanie z nim staje się coraz piękniejszą przygodą. Każdego dnia jestem o jakieś 100% bardziej w nim zakochana niż dnia poprzedniego. Zachwycam się jego mądrością, bystrością umysłu, uczuciowością i pogodą ducha. Jest najpiękniejszym człowiekiem, jakiego znam. Jestem z niego dumna i wzrusza mnie wszystko, co się z nim wiąże.

Syneczku, życzę Ci przede wszystkim zdrowia i energii, wspaniałych zabaw z Twoimi ulubionymi kumplami, poznawania szerokiego świata od jak najlepszej jego strony, uśmiechu nie schodzącego z Twojej promiennej twarzyczki oraz dużo siły i wytrwałości w dążeniu do Twoich własnych dziecięcych celów.

A oto dokumentacja wykonanego przeze mnie wczoraj tortu urodzinowego z Elmo 🙂

Przepis na biszkopt taki jak zwykle (TUTAJ), jednak tym razem nie dodawałam ani masy budyniowej, ani gruszek, jedynie karmel i bitą śmietankę.