Monthly Archives: Listopad 2012

Boisz się coś zrobić – zrób to tym bardziej!

Boisz się coś zrobić – zrób to tym bardziej!

Na początek zwiastun filmu, który koniecznie muszę obejrzeć 😉

W mojej nowej pracy aż roi się od wyzwań. Przez kilka ostatnich lat przyzwyczaiłam się do hm… oszczędzającego trybu życia. Owszem, stawiałam sobie wymagania, ale raczej nie przekraczałam granic ciepełka, wygody i komfortu. Nie przełamywałam własnych barier. W nowej pracy już kilka razy zdałam sobie sprawę, ile takich barier powstało we mnie przez ostatnie lata. Bariery te związane są z różnymi lękami – przed kompromitacją, przed popełnieniem błędu, czy po prostu – wynikające z nieśmiałości. Mam ich w sobie całe mnóstwo. Co ciekawe, ludzie, którzy mnie słabo znają, pewnie wyśmieją mnie od razu. Ile razy w życiu słyszałam: „Przecież jesteś taka odważna”, „Ty nieśmiała, bardzo śmieszne!”, „Przecież Ty sobie radzisz zawsze we wszystkich sytuacjach!”. Ci, co mnie dobrze znają, wiedzą jednak, że jak się zajrzy „pod maskę” to mam w sobie wiele oporów i lęków i każda sytuacja związana z jakimś wyzwaniem okupiona jest dużym stresem. Mimo, iż od dziecka zdawałam wiele egzaminów, występowałam publicznie (nawet na scenie) czy musiałam się mierzyć z różnymi zadaniami, to za każdym razem odczuwam tremę. Tak już mam.

Na podstawie doświadczeń z ostatnich kilku tygodni wyciągam jeden duży wniosek. Jeśli boisz się coś zrobić, to nie szukaj usprawiedliwień, żeby tego nie zrobić, tylko właśnie, na przekór wszystkiemu – ZRÓB TO! i pokaż sobie, że potrafisz! Brzmi jak frazes? Po raz kolejny przekonałam się, że we frazesach siła 🙂

A teraz szykuję się do spania, bo jutro czeka mnie kolejne nowe wyzwanie!

Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy.

P.S. Udanych Andrzejek!

Cztery pary nowych kolczyków

Cztery pary nowych kolczyków

Wiecie co, jest lepiej. Udaje mi się dostrzegać pozytywy. A to wszystko dlatego, że w końcu przyznałam, że nie daję rady sama, Syndrom Zosi Samosi poszedł w zapomnienie i odważyłam się poprosić o pomoc. Dziękuję wszystkim tym, od których tę pomoc dostałam.

Nowa praca dała mi nową energię, nowe nadzieje i szansę na samorealizację. Poza tym przeszłam ogromną przemianę, która sprawiła, że dojrzałam i stałam się bardzo spokojna. Obecnie jestem w stanie spokojnego wyczekiwania (z lekkim zaciekawieniem, choć bez wielkich nadziei) na to, co przyniesie życie. Oczywiście, gdyby doba była dłuższa i gdyby nie było jesieni i zimy, to byłoby znacznie lepiej. Ale dobra, niech i tak będzie, jak jest.

A o co chodzi z kolczykami? No przecież nic tak nie poprawia humoru niż cztery pary nowych kolczyków. Zakupionych dziś. W nowych kształtach i odważnych kolorach. Jako dodatek do nowej fryzury.

Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Koniec listopada już widać 🙂

Kolejne trudne zmiany, czyli gorzkie wyznania samotnej matki

Kolejne trudne zmiany, czyli gorzkie wyznania samotnej matki

Kochanie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Jak już pewnie część z Was zdążyło się domyślić, liczne zmiany, o których od pewnego czasu pisałam, spowodowane były rozpadem mojego wieloletniego związku, którego owocem jest nasz Syn.
Jak to w życiu czasem bywa, miłość się kończy, ludzie zapędzają się w złych emocjach i nagle orientują się, że nie ma za bardzo czego zbierać… Straszne i smutne są to historie. Niestety, znam ich trochę. Przez ostatnie prawie 9 miesięcy od czasu rozstania przeszłam prawdziwą przemianę, okupioną tygodniami wielkiego smutku, rozpaczy i zadawania sobie pytania: „DLACZEGO?”. Nadal w sumie nie wiem.

Dowiedziałam się kilku ważnych rzeczy o sobie, moim byłym partnerze, o naszym związku. Wyciągnęłam lekcję. Dowiedziałam się, że to, jaka jestem na zewnątrz ma się nijak do tego, jak się naprawdę czuję. Wśród moich znajomych i przyjaciół panuje jakaś kosmiczna opinia, że jestem siłaczką, herosem i babą z żelaza, co to idzie przez życie jak burza. Nic bardziej błędnego… Sama w sobie czuję się słaba, delikatna i podatna na zranienia. To, co widać na zewnątrz, to moja zbroja, moja tarcza. Przez tę nie wiadomo skąd wziętą opinię o moim heroizmie, ludzie często nie chcą mi pomagać, bo im się wydaje, że przecież dam sobie radę. A ja zawsze marzyłam, żeby w końcu, po latach, móc się na kimś oprzeć i pozwolić sobie być w końcu delikatną kobietą. Muszę chyba świadomie znaleźć złoty środek, aby fasada nie odstawała za bardzo od wnętrza. Może wtedy jakoś to będzie…

Druga rzecz, której się dowiedziałam o sobie to to, że widzę wszystko w czarnych barwach. To prawda. Od mniej więcej 5 lat moje życie stara się mi udowodnić, że mam rację, przysyłając mi różne przykre niespodzianki. Okropne to, lecz prawdziwe. Jednak nasunęła mi się ostatnio taka prosta myśl, że tymi czarnymi myślami nic nie zdziałam i nie zmienię, tylko pogarszam sprawę, psuję humor sobie i moim najbliższym. Moje postanowienie: szukać wszędzie pozytywów.

Kolejne odkrycie ostatnich miesięcy… UWAGA poważna sprawa. Ogłaszam wszem i wobec, że bycie samotną matką jest potwornie, ale to potwornie trudne. Uważam, że jest to na dłuższą metę niewykonalne i zabija organizm kobiety. Dzieci należy wychowywać we dwoje, koniec – kropka. Nawet jeśli układ wygląda tak, że kobieta zajmuje się dzieckiem, to partner jest od tego, aby zająć się kobietą. Dobry partner oczywiście. Taki, który powie: „Kochanie, ja położę dziecko spać, a Ty zrób sobie królewską kąpiel” albo powie „Wiem, jak ciężko pracujesz godząc pracę z macierzyństwem, zrobię coś dla Ciebie” po czym ugotuje obiad na dwa dni lub po prostu porządnie się Tobą zaopiekuje. Najważniejsze jest to, żeby partnerzy, którzy razem wychowują dziecko, odejmowali sobie wzajemnie stresu, a nie dodawali, żeby pomagali sobie w znoszeniu zmęczenia i ogarnianiu rzeczywistości. Samotne macierzyństwo to istny horror! Mówię Wam to ja i mój zmasakrowany kręgosłup, twarz, która postarzała się o jakieś 5 lat w ciągu ostatnich miesięcy, a o starości pogrążonej w smutku duszy już nawet nie wspomnę. Na pewno łatwiej jest takim samotnym mamom, które mają na miejscu swoją mamę, siostrę lub zaangażowanych przyjaciół. Nie chcę biadolić, ale jak się nie ma wsparcia, tylko zostaje się z dzieckiem (jego ząbkowaniem, humorami, lękami, chorobami do ogarnięcia) i trudami związanymi z pracą, to można oszaleć. Absolutnie nie chcę tutaj narzekać na mojego Synka, bo jest cudowny, lecz, naprawdę, ogarnianie jego coraz bardziej skomplikowanej psychiki to jest nie lada wyzwanie. Tłumaczenie mu świata i pomaganie w zwalczaniu przykrych stanów jest samo w sobie trudne, a jeśli mam na to tylko kilka godzin w ciągu tygodnia i niecały weekend (do podziału z ojcem), to sprawa staje się jeszcze trudniejsza.

Mój Synek znów zachorował, do kataru na dokładkę jeszcze oczko ma zainfekowane, wymaga troskliwej opieki, a ja jutro idę do nowej pracy. Praca ta wydaje się być bardzo obiecująca i jestem jej bardzo ciekawa. Mam nadzieję, że mimo wszystkich niedogodności, mimo mojej rozszalałej choroby Hashimoto (jesień jest najgorsza przy tej chorobie) i wielu innych paskud, jakoś dam radę. Wiecie co jeśli uda mi się to ogarnąć i jeśli po latach wyjdę z tego kanału i zacznę żyć normalnie, to… to… Ech, pięknie by było 🙂

Pozdrawiam Was, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Dla miłośników dinozaurów

Dla miłośników dinozaurów

Tak… Z Nie Tylko Mamy przeistaczam się powoli w Tylko Mamę do Szaleństwa Zakochaną w Synku. Chyba niedługo zmienię nazwę bloga 😉
Nie przeszkadza mi to jakoś, zwłaszcza, że to bardzo, bardzo wdzięczna rola.
Mój Synek (2 latka i 1 miesiąc) jest w fajnym momencie swojego życia. Mówi już bardzo dużo, uczy się wierszyków, piosenek, bawi się w odgrywanie ról, a motywem przewodnim, oprócz słoni i Kubusia Puchatka, są oczywiście dinozaury, zwane też dinusiami. Mało tego, mój Synek rozróżnia gatunki dinozaurów!!!! Kiedy się zorientowałam, prawie padłam z wrażenia. Jest „triceratoś” (wiadomo), „pteroogon” (pteronodon) oraz – hehe – „helikopteryks” (czyli archeopteryks) :-)) Śledząc miłość Syna do dinusiów, przeklikując się przestworza Youtube’a, mając już nieco dosyć Dinopociągu, trafiłam na takie oto genialne piosenki (kanał: The Big Green Rabbit) – o dinozaurach i nie tylko. Mamy tutaj super aranżowane i muzycznie bardzo fajne piosenki o tukanie, iguanie iw wielu innych zwierzątkach. Polecam gorąco!

Po zalogowaniu macie całą playlistę:

Niestety, tak bardzo melodyjne i fajne te kawałki, że potem będziecie nucić „Tu – tu – tu – tu caaaan”.

Pozdrawiam Was, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy 😉

Ogniwo

Ogniwo

Listopad to bez wątpienia najgorszy miesiąc w roku. Wychodzenie z domu jest prawdziwym wyzwaniem, zwłaszcza z dzieckiem. Powroty do domu z maluchem wytaplanym w błocie nie należą do przyjemności (dedykuję Agnieszce K. ;-)). Poza tym nikomu nie chce się wstawać, wychodzić z domu, wpadać w odwiedziny. Mnie osobiście w tym wszystkim najbardziej denerwuje listopadowy wiatr. Od niego boli mnie głowa, a spacery po moim bielańskim wygwizdowie stają się prawdziwą męczarnią.

Byle do marca, chciałoby się rzec… Ale tak naprawdę, biorąc pod uwagę Polskę i warunki pogodowe tutaj panujące należy rzec: do czerwca, bo i w maju zdarzają się nocne przymrozki.
Nie mam recepty na uśmiech w listopadzie, a chciałabym. Jeszcze ten mój listopad słaby jest wyjątkowo pod wieloma względami. Żałuję, że nie jestem teraz a jakimś bardzo ciepłym kraju. Wszystkie okoliczności życiowo – przyrodnicze, w jakich się ostatnio znajduję sprawiają, że czuję się jak ostatnie ogniwo łańcucha pokarmowego na tej ziemi.

Czekam aż wróci mi życiowa wena. Raz jest, raz jej nie ma. Niech wróci 🙂

(Kaliber 44 – „Wena”)

Trzymajcie się ciepło, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!
Wrócę z weną