Monthly Archives: Grudzień 2012

Świąteczne refleksje, czyli o tym, co i jak między nami ludźmi…

Świąteczne refleksje, czyli o tym, co i jak między nami ludźmi…

Święta to niewątpliwie czas refleksji. Czas bycia blisko z ludźmi, czy tego chcemy, czy nie. Dla mnie to czas jednocześnie radosny, jednocześnie wyjątkowo smutny. Tak się składa, że podsumowuję w głowie ostatnie lata swojego życia, analizuję wszystko, co robiłam i robię oraz co mi się przytrafiło. Pytam siebie, czy byłam dobra, czy szanowałam ludzi, czy potrafiłam cieszyć się życiem. Szczegółowe wnioski są gorzkie, więc się nimi nie podzielę. Wolę podzielić się przepięknym coverem utworu Vanessy Williams w wykonaniu dwóch skarbów polskiej sceny muzycznej. Pan Mietek to talent ponadczasowy, aż dziwne jest dla mnie, że świat cały o nim nie usłyszał…

Wracając do relacji… Po 4 latach własnej terapii jestem dość mocno przeterapeutyzowana. Spędziłam wiele czasu analizując zamiast żyć pełnią życia. Pogubiłam się gdzieś w połowie drogi między „chcę”, „powinnam” a „jestem” (czyli odpowiednio: id, superego i ego). Po tym czasie stwierdzam, że jestem jak ta stonoga z dowcipu, która zastanawiała się, którą z nóg powinna ruszyć aż w końcu wszystkie nogi jej się poplątały. Nic dziwnego, że stoję w miejscu zaplatana we własnych ograniczeniach zamiast cieszyć się życiem. Ble.
To, co mi na dziś z moich przemyśleń wychodzi, to to, że nigdy do końca nie wiadomo, co składa się na sukces związku dwojga ludzi. Bardzo ważne są takie czynniki jak:bagaż doświadczeń (choć nie jest powiedziane, że musi być taki sam), oczekiwania (czy chcemy czegoś poważnego, czy lekkiego, przyjaźni czy miłości), role, które przyjmujemy (córeczki, terapeuty, despotycznego rodzica etc.), a także odporność psychiczna każdej ze stron. Szczególnie ważne wydają mi się role… Jeśli przyjmiemy konkretną rolę w związku, to bardzo trudno jest z niej później wyjść. Idealnie chyba jest, gdy udaje się w związku połączyć role kochanków, opiekunów i przyjaciół. Dwojga dorosłych, którzy siebie akceptują i wiedzą jedno: że chcą ze sobą być ponad wszystko inne. Potrafią zachować zdrowy dystans, dać sobie wolność, prawo do hobby, do cichych dni, do gorszego nastroju. Jeśli powyższe warunki nie zostają spełnione, pojawiają się silne reakcje psychosomatyczne, wzajemne obwinianie się odpowiedzialnością za niespełnione oczekiwania oraz skłonność do uciekania od siebie.

To, do czego Was namawiam, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy, to szczere rozmowy. Szczerość wobec samego siebie i wobec innych. Inaczej nie można. Nie da się zamieść pod dywan niektórych spraw. Tak samo jak czasami dwoje ludzi po prostu nie potrafi być razem, mimo iż osobno są świetni. A potem wystarczy, że każde z nich trafi na odpowiednią osobę i dzieją się cuda.

112378953173673166_HcIEqAnp_c

Kochani, życzę Wam, żebyście żyli pełnią życia i cieszyli się relacjami z bliskimi w nadchodzącym roku. Wszystkiego dobrego!

Święta!

Święta!

Kochani,
Czego Wam życzyć?
Najpierw wrzucę ponadczasowy szlagier, który ostatnio tańczymy na zumbie, a który zawsze mnie wzrusza i wywołuje uśmiech 😉

Wesołych, ciepłych i zdrowych Świąt a w Nowym Roku życia w pełni, czerpania z każdej chwili wszystkiego, co jest nam dane, przeżywania rzeczywistości tu i teraz oraz przede wszystkim całych ton miłości! Może być?

Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Do zobaczenia wkrótce

True Blue – dwa słowa o tańcu i o pisaniu

True Blue – dwa słowa o tańcu i o pisaniu

Jak już wiecie, od lat jestem wielką fanką tańca. Moja przygoda z tańcem rozpoczęła się bardzo wcześnie, kiedy to zafascynowana Madonną, w wieku 6 lat uparłam się, że wystąpię na scenie, przebrana za Madonnę i zatańczę do jej hitu „True Blue”. Nie zważając na nic, podeszłam do organizatorki jednej z dużych imprez w moim rodzinnym mieście, podałam jej kasetę i powiedziałam, że zatańczę. Oczywiście zatańczyłam. Z pieprzykiem namalowanym kredką mamy i w żółtej spódniczce w czarne grochy. Żałuję, że nie zostało to nagrane… Byłaby niezła pamiątka. Włączałabym sobie to, żeby sobie przypomnieć, jak przebojowa byłam wtedy.


(Źródło: WIKIPEDIA)

Ale wracając do tańca. Nigdy nie przestałam. Tak samo jak nigdy nie przestałam pisać, odkąd pierwszy raz wzięłam pióro (a właściwie kredkę) do ręki. Kiedy miałam 7 lat napisałam w zeszycie do polskiego, że w przyszłości zostanę pisarką. Nie zostałam, ale w sumie blog trochę zaspokaja tę potrzebę 😉 A na rozładowanie stresu, oprócz paru innych oczywistych czynności, które każdy zna, polecam dziki, nieokiełznany i szalony taniec z zaciszu mieszkania (albo poza nim, jeśli akurat jesteście na imprezie). Powiem Wam, że czasami mam ochotę odtańczyć taki taniec w metrze albo na ulicy, gdy czuję, że zbiera się we mnie energia. Jednak, wiadomo, konwenanse i społeczne hamulce… 😉

Tańczcie, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy! Złą energię trzeba wyrzucać z siebie.
Miłej niedzieli!

Gapa do potęgi

Gapa do potęgi

Dziś śmiało można mnie nazwać rekordzistką w gapowatości. Od kilku dni już wybierałam się rano z synkiem na pobranie krwi (morfologia). Wstaliśmy więc (bardzo wyspani, o czym powiem później), zjedliśmy śniadanie, ubraliśmy i w te śniegi, w te mrozy, pojechaliśmy do przychodni. Tam tłum dziki i szalony, w wąskim korytarzu, zamieszanie, każdy ma na sobie tysiąc czapek, kurtek, szalików, stoją wózki, biegają dzieci. Chwilę wcześniej targałam na górę (bo winda popsuta) wózek na zmianę z dzieckiem, więc zmęczyłam się i zgrzałam. To wystarczy, by już zaczynać mieć dość, ale byłam twarda. W chwili gdy już mieliśmy wchodzić do gabinetu zdałam sobie sprawę z jednego bardzo ważnego szczegółu. Domyślacie się jakiego? No właśnie, cofnijcie się o parę zdań… „Zjedliśmy śniadanie”! Ergo – nie byliśmy na czczo! Ergo – nie mogliśmy zrobić badania. Wyszliśmy więc stamtąd znów pokonując tysiąc schodów, tym razem w dół. A jeszcze po drodze zgubiłam swoją super zimową czapkę, piękną, ze skóry z futerkiem, była droga jak sam diabeł, gdy kupowałam ją 3 lata temu.
Zatem nie załatwiliśmy nic, a ja zgubiłam czapkę. Gapa do potęgi to ja…

Potem jak wracaliśmy, Mały usnął po drodze w wózku i właśnie śpi na balkonie. Uwaga, zagadka: znajdź dziecko na tym obrazku:))

A z dobrych rzeczy? Wczoraj po pracy byłam tak zmęczona, że nie wiedziałam już jak się nazywam. Postanowiłam więc położyć się spać z moim synkiem. Co więcej – postanowiłam od razu pozwolić mu spać w moim łóżku. Od kilku miesięcy co wieczór usypiam go w jego pokoju, trwa to od godziny do dwóch. Potem idę na paluszkach do siebie, zaczynam mieć kawałek swojego własnego życia, ogarniam obowiązki domowe, potem idę spać (z reguły po 1). Synek i tak, każdej nocy budzi się i ląduje u mnie. Postanowiłam więc odpuścić. Dzięki temu spałam dziś 10,5 godziny. Dawno nie zaznałam takiego luksusu.

Dobrego weekendu, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Na dobranoc

Na dobranoc

Ja dziś tylko szybko, bo mam niedobory snu i zaraz się kładę (jak na mnie to wybitnie wcześnie).

Na początek fragment filmu, który pomógł mi przejść przez najtrudniejsze momenty ostatnich miesięcy:

Cieszę się, że w ogólnej beznadziei czasami cuda się zdarzają. Cud przytrafił się mojej sąsiadce Kasi, a w zasadzie jej mężowi. Jestem wdzięczna tej wspaniałej Sile, która czuwa nad dobrymi ludźmi.
A ja… A ja stwierdziłam, że po ostatnich przeżyciach stałam się twarda. Nie, twarda to złe słowo. Odporna. I na wielu frontach, mówiąc kolokwialnie, po prostu mnie oświeciło.
Uczę się też odpuszczać wszelkie złe uczucia i myśli. Chronić siebie w tym całym zamieszaniu, które wokół mnie trwa.

Słodkich Snów, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!