Monthly Archives: Luty 2013

„Chciałam dżinsiki!” – czyli jak wytrzymać z 2,5 latkiem

„Chciałam dżinsiki!” – czyli jak wytrzymać z 2,5 latkiem

Mój Najcudowniejszy Synek jest teraz na bardzo trudnym etapie rozwoju, który w skrócie mogłabym nazwać NWWWW, czyli Negacją Wszystkiego z Wyjątkiem Własnego Widzimisię. Przykładów można by podać wiele. Na przykład, mój Maluch nie uznaje innych spodni poza dżinsami. I to jednymi konkretnymi. Jeśli próbuję mu założyć jakiekolwiek inne spodnie, spotykam się z taką reakcją, jakbym proponowała mu co najmniej zjedzenie własnej skarpetki. Kiedy pierwszy raz spotkałam się z tak silną reakcją sprzeciwu na moją propozycję, byłam w szoku. Mój Synek akurat jest chory, przyjmuje antybiotyk, więc pomyślałam: „To pewnie reakcja po lekach”. Ale potem dotarło do mnie, że zaraz zaraz, nie, to przecież normalny etap rozwoju! Zaczyna się czas wiecznych negocjacji z dzieckiem. O wszystko albo prawie wszystko.

Wczoraj wieczorem oglądaliśmy długo fantastyczne książeczki z serii Mamoko narysowane przez Państwa Mizielińskich. Polecam je gorąco, wspaniale rozwijają wyobraźnię, kreatywność, spostrzegawczość. No i są prześlicznie narysowane. Sama dałam się wciągnąć! (Aga K., dzięki za rekomendację 🙂 )

mmamokoo

mmamoko

Jak tylko Mały zrobił się już pół przytomny, postanowiłam spróbować przebrać go w piżamę. Jasne. Powodzenia.
„Aaaa, chciałam (czasami mylą mu się jeszcze rodzaje) dżinsiki! Moje dżinsiki! Nieee! Oddaj!!! To moje! Ej!!!”. Jakie to są decybele, wiedzą wszyscy rodzice. Zdębiałam. Byłam tak zmęczona i przerażona reakcja syna, że postanowiłam pozwolić mu zasnąć w ukochanych dżinsikach. Potem jednak zmartwiłam się, że Młody zgrzeje się w tych spodniach i postanowiłam „na śpiocha” i po ciemku mu je jednak zamienić na śliczne piżamkowe spodnie w nietoperze (które zresztą jeszcze niedawo uwielbiał i ciągle chciał je zakładać, serio, nie nadążam). Jaka to była gimnastyka, na śpiącym urwisie dokonać takiej zamiany! Kiedy w końcu mi się to udało, tak się ucieszyłam, że wykonałam szeptane „yes, yes yes” z wielką ekspresją i całym układem pantomimicznym.

Dziś okazało się, że zaczyna się walka o wszystko. Jedzenie – tylko muffinki, ewentualnie kuleczki Nesquick z mlekiem. Całą resztą teatralnie pluje. Chce siedzieć na jednym konkretnym krześle. Też mi niespodzianka, że jest to to krzesło, na którym akurat ja usiadłam 😉 Trochę się zgrywam, że to takie straszne, bo tak naprawdę cieszę się ogromnie, że Mały tak się rozwija. Cieszę się, że wszystkiego chce spróbować, dotknąć, powąchać. We wszystkim chce mi pomagać, we wszystko chce się włączać. Muszę być teraz mądra i pozwalać mu na te wszystkie rzeczy, których nie trzeba mu zabraniać (np/ ze względu na bezpieczeństwo). Ale jak tu być mądrym rodzicem, gdy codziennie jest się 9 godzin poza domem, a weekend dzieli się na pół z drugim rodzicem z racji pogmatwanej sytuacji? Tak malutko mam wspólnego czasu z Synkiem… Smutno mi, ale co zrobić. Chcę się cieszyć tym czasem, który jest. Dlatego z każdej wspólnej chwili wyciskam wszystkie kropelki szczęścia, nawet jeśli muszę się przedzierać przez trudne humory mojego kochanego Synka.

Dobranoc, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Mroczną polską niedzielę rozświetli jabłecznik doskonały

Mroczną polską niedzielę rozświetli jabłecznik doskonały

Dziś rano wstałam w humorze pod hasłem: „Dajcie mi wszyscy święty spokój, chyba, że chcecie mnie przytulać i karmić czekoladą z bitą śmietaną”.

Trwało to kilka ładnych godzin, gdyż wiadomość o powracającym śniegu i mrozie pogłębiła mój dzisiejszy kwaśny nastrój. Cały czas myślałam jednak o tym, jak by tu sobie osłodzić życie. Wzięłam więc bardzo, bardzo starą książkę kucharską mojej mamy (tak, mamo, zostawiłaś u mnie ostatnio ten skarb!) i mając na uwadze zawartość lodówki przeszukałam ją pod kątem jakiegoś fajnego przepisu. W związku z tym, że miałam w lodówce przecier z jabłek, pomyślałam o jakimś cieście z jabłkami. Do szarlotki brakowało mi składników, więc padło na jabłecznik. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że to ciasto okaże się być poszukiwanym przeze mnie ciastem idealnym. Wyrosło bajkowo w górę, w środku jest puszyste, z wierzchu chrupiące. I te jabłka… Spałaszowałam przed chwilą kawałek na ciepło z bitą śmietaną i cynamonem. Teraz czekam aż Synek się obudzi, żeby go tą pysznością również uraczyć 🙂

Proszę bardzo oto przepis:

DOSKONAŁY JABŁECZNIK

Składniki:

– 2 szklanki mąki pszennej
– 2 łyżki mąki ziemniaczanej
– 250 g (kostka) margaryny do pieczenia (użyłam „Kasi”)
– 4 jajka
– 1 szklanka cukru pudru
– małe opakowanie proszku do pieczenia (lub 2/3 opakowania proszku Dr Oetker)
– Ok. 70g pokrojonych jabłek, przecieru z jabłek lub gęstego dżemu
– cukier waniliowy lub esencja zapachowa

Sposób przygotowania:

Margarynę stopić, ostudzić, wlać do cukru i chwilę ucierać. Następnie wbijać po 1 jajku i ucierać. Przesiać mąkę pszenną, wymieszać z ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia. Suche składniki stopniowo dodawać do masy, cały czas mieszając. Połowę ciasta wyłożyć do formy posmarowanej tłuszczem. Ułożyć na wierzchu warstwę jabłek (dżemu). Na jabłka wyłożyć drugą połowę ciasta. Piec ok. 50 – 60 minut w średnio nagrzanym piekarniku.

A oto dokumentacja:

jab2

jab3

jab5

Smacznego, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Walentynkowo

Walentynkowo

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Życzę Wam, aby każdy z Was znalazł prawdziwą, czystą, szaloną, namiętną, szczerą, wielką miłość. Taką, w której obydwoje dojrzewacie razem, uczycie sie siebie i pogłębiacie wzajemne uczucie. Taką, w którą wskakuje się z zamkniętymi oczami, jak do przyjemnej, czystej, błękitnej wody w słoneczny dzień. Taką, w której mimo oporów otwierasz się na drugą osobę, bo wiesz, że warto. Taką na lata, na dobre i na złe.

fc14ab50f9b6555c8c43d4417acdb9f0

Kto ma taką miłość, niech o nią dba i trzyma mocno!

Szczęśliwego Dnia Zakochanych 🙂

A po co mi ten blog?

A po co mi ten blog?

„A po co Ci to, ten blog?” – zapytał mnie ktoś ostatnio – „Nie rozumiem tej idei, nie rozumiem takiego ekshibicjonizmu”.
Osoba ta ma pełne prawo tego nie rozumieć. Ja tego też nie rozumiem w sumie. Coś mi to na pewno daje 😉 Oprócz tego, że dostaję maile od różnych osób, które utożsamiają się z moimi codziennymi rozterkami i szukają u mnie porady, to jeszcze przy okazji realizuję swoją niespełnioną pasję pisania, na pewno trochę jest też w tym gwiazdorki, bo kilka par oczu zwraca się w moją stronę. Jest też w tym coś więcej. Dla mnie pisanie bloga jest jak terapia. Czasami, choćby w takie dnie jak dzisiaj, zamiast wylać swoje emocje gdzieś indziej, mogę wylać je tutaj. I nikt na tym nie ucierpi, a ja sobie przy okazji poukładam w głowie. Jak byłam młodsza, pisałam pamiętniki, tony, stosy zeszytów. A teraz mam to. Po to właśnie to jest, ten blog.

A wiecie co? Zdenerwowana jestem dzisiaj. Pracą, życiem, lukami komunikacyjnymi między ludźmi, niedopowiedzeniami i brakiem ludzkiej empatii. Trochę czuję się rozczarowana życiem. Nie tak sobie ciebie, o życie, wyobrażałam… Pamiętam jak kiedyś, będąc zaledwie sześciolatką, zapytałam moją sąsiadkę, ciocię Anię: „Ciociu, czy fajnie jest być dorosłym?”. W ciocię tą byłam wpatrzona jak cielę w malowane wrota, więc jej opinia była dla mnie niezwykle istotna (jak widać dobrze ją zapamiętałam). „Bycie dorosłym jest nieciekawe, a nawet okropne. Lepiej być dzieckiem”. Bardzo mnie to wtedy zdziwiło, no bo jak to tak? Przecież te wszystkie dorosłe osoby wokół mnie tak mądrze mówiły, tak fajnie wyglądały, ta ciocia tak ładnie się uśmiechała i miała takie piękne kolczyki! Taaak… Ale nie miałam wtedy pojęcia, że dorosłe życie jest tak pełne trudnych wyzwań, tak monotonne i zarazem nieprzewidywalne i tak bardzo różni się od tego, o czym kiedyś marzyłam. Nie sądziłam również, że dorosłym może brakować siły, tak jak mi dzisiaj na przykład zabrakło ( i po prostu po powrocie do domu rozpłakałam się jak dziecko ze zmęczenia i stresu). Obawiam się, ze jutro i przez najbliższych parę dni wcale nie będzie lepiej, więc kończę już pisać, bo mało we mnie pozytywnego nastawienia i jeszcze te tony śniegu za oknem sprawiają, że czuję się dosłownie i w przenośni przytłoczona…

leon

Zawsze jednak, mimo wszystko, pod koniec dnia dziękuję w duchu za to co mam. Pamiętajcie o tym, żeby iść spać w zgodzie z bliskimi i z samym sobą. Czasami jest ciężko (i dzisiaj na pewno chwilę mi to zajmie), ale warto.

Trzymajcie się ciepło, byle do wiosny, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Słodkie dogadzanie, czyli o rozkoszach podniebienia

Słodkie dogadzanie, czyli o rozkoszach podniebienia

Uwielbiam gotować z bliskimi osobami. To takie przyjemne – przyrządzić razem potrawę i potem razem celebrować jej pochłonięcie 😉 Uwielbiam to. Jakiś czas temu właśnie w ten sposób nauczyłam się przyrządzać jabłka w cieście i gorącą czekoladę. Podzielę się z Wami przepisami.

PRAWDZIWA I PRZEPYSZNA CZEKOLADA NA GORĄCO

Składniki:

– 2 czekolady – jedna gorzka, druga mleczna
– Trochę mleka
– Kubek śmietany 18%
– Łyżka miodu
– Bita śmietana w sprayu lub taka do ubijania z cukrem (30% lub 36%)
– Przyprawy – do wyboru – cynamon, kardamon, chilli

Sposób przyrządzenia:

W rondelku rozpuszczamy czekoladę z odrobiną mleka. Kiedy już się rozpuści całkowicie, dodajemy śmietanę 18% cały czas mieszając. Na koniec gotowania można dodać łyżkę miodu. Tak przygotowany gęsty napój przelewamy do kubków, na wierzch kładziemy duuużo bitej śmietanki a całość obsypujemy przyprawami. A potem zatapiamy się w totalnej ekstazie spożywania i osiągamy absolut smakowy 🙂


JABŁKA W CIEŚCIE Z POLEWĄ

Składniki:

– 2 jabłka (nie muszą być szczególnie piękne ani słodkie)
– 1 szklanka mąki
– 1 łyżeczka proszku do pieczenia
– Szczypta cynamonu
– 1 łyżka cukru pudru
– 1 jajko
– 1/2 szklanki mleka
– miód, czekolada lub inny słodki specjał do wykonania polewy
– olej słonecznikowy do smażenia

Sposób przygotowania:

Jabłka kroimy na dość duże kawałki (plasterki, krążki – tak naprawdę cokolwiek, choć najładniej wyglądają takie kółka z dziurą w środku 😉 ). Ciasto przygotowujemy bardzo banalnie – wszystkie składniki mieszamy! Rozgrzewamy olej na patelni, maczamy jabłka w cieście i smażymy aż się ładnie zarumienią (z obu stron). Kładziemy na talerzach i oblewamy przygotowaną wcześniej polewą (np. gorącym miodem lub sosem czekoladowym). Niebo w gębie…

Chyba mam ochotę zjeść takie jabłka i popić gorącą czekoladą, oj tak!

Smacznego, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!