Monthly Archives: Kwiecień 2013

Coś dla siebie

Coś dla siebie

Od pewnego czasu mamy z moją przyjaciółką taki rytuał wysyłania do siebie codziennie smsów, które zaczynają się od słów: „Dziś dla siebie zrobiłam:…” i dalej następuje wymienienie rzeczy, które zrobiłyśmy danego dnia tylko i wyłącznie dla siebie. To niesamowite, jak taki rytuał działa. Po pierwsze, dzięki temu pamiętam codziennie, aby coś zrobić dla siebie. Po drugie, codziennie myślę o mojej przyjaciółce i dowiaduję się, co u niej. A po trzecie, pośrednio, dzięki temu, że jestem dobra dla siebie, staję się też bardziej otwarta na innych. Takie rzeczy dla siebie to mogą być naprawdę drobiazgi, a nawet samo uświadomienie sobie, że zrobiło się je dla siebie, robi już wiele dobrego z samopoczuciem. Jak napisała wczoraj moja przyjaciółka: Chyba właśnie o to w tym życiu całym chodzi!

I wiecie co, po roku beznadziejnej psychicznej agonii, w miniony weekend zrobiłam coś dla siebie. Porządnie i na całego. Odważyłam się na coś, na co jeszcze pewnie z miesiąc temu bym się nie odważyła. Poczułam w sobie gotowość otwarcia się ponownie na świat, na ludzi, na piękno życia. Dzięki temu chłonęłam każdą minutę tego weekendu i wyciskałam z niej każdą kroplę szczęścia. Od teraz będę jeszcze bardziej lubić Wrocław niż zwykle. Zapamiętam każdą chwilę, każdy łyk herbaty czy kęs sushi, wspaniałe rozmowy i chwile wzruszeń. To moje i dla mnie! 🙂

Mam nadzieję, że to nie koniec otwierania i że takich chwil będzie więcej.
Aha, idźcie do kina na film „Wspaniała” („Populaire”) w reż. Régisa Roinsarda. Jeśli kochacie tak jak ja styl retro, stare maszyny do pisania i Romaina Durisa to będziecie wniebowzięci 🙂

d5f0da0e9e54b28f76c8a20dd335abc0

de062afea2bc32dcf567730102802cd9

693d834b0820881638ef11cedd841fb0

(Źródła zdjęć: Pinterest.com)

Dobrej nocy, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Chłopczyk rozmawia, czyli o perełkach z mowy mojego Synka

Chłopczyk rozmawia, czyli o perełkach z mowy mojego Synka

W związku z tym, że to w końcu blog dla mam (choć nie tylko), postanowiłam dziś napisać trochę o moich ostatnich konwersacjach z Synem. To niesamowite, jak ten Chłopczyk rozwija się odkąd poszedł do przedszkola! Zawsze był towarzyski i otwarty, a teraz to już jest jakaś cudowna przesada 😉 Poza tym zaczął się etap jego niesamowitych opowieści i błyskotliwych maksym wypowiadanych na podstawie różnych skojarzeń.

Ostatnio pisałam o buziakach. Otóż kilka dni temu udało mi się ukraść jednego, po czym mój Synek spojrzał na mnie i stwierdził: „Nie ma więcej buziaków. Skończyły się”.

17_no-kissing124

Tego samego dnia mieliśmy też długą rozmowę na temat kar i przewinień, między innymi tłumaczyłam Synkowi koncept „zamykania w więzieniu”. Wieczorem robimy naleśniki. Zakręcam mleko. Synek do mnie: „Co zrobiłeś?” (czasami mylą mu się jeszcze rodzaje). A ja na to: „Zamknęłam mleko”. Odpowiedź: „W więzieniu?” 🙂

Jeszcze w kwestii rodzajów i odmian i w ogóle języka polskiego. Synek rozmawia ze swoim tatą i mówi: „Wzięłem”. Tata poprawia go: „Mówi się >wziąłem<". A Synek zdziwiony:"A przecież mama mówi >wzięłam<". No cóż... I weź wytłumacz dziecku, że język ma ułatwiać ludziom komunikację 😉 Poza tym mam z nim prawie codziennie pogadankę o dzidziusiach w brzuszku. Synek mówi, że chce takiego dzidziusia. Kupić w sklepie najlepiej. Braciszka, bo siostrzyczki to nie chce. "Chciałem wybrać sobie sam dzidziusia!" - krzyczy. Kiedy mu wytłumaczyłam, że dzidziusiów się nie kupuje w sklepie, tylko one wychodzą z brzuszka mamy, to bardzo się zdziwił. No cóż... Nie wszystko da się kupić. Chociaż dziś stwierdził, że jak chcę, to mogę sobie u niego kupić buziaki. Trzy. A na deser wczorajsze wygłupy. Ja gotuję czy zmywam, czy coś w ten deseń - w każdym razie sterczę w kuchni. Młody bawi się w pokoju (a dokładnie rozmontowuje na części mój wałek do ciasta. Tak, da się), nagle przybiega z patykiem, wskazuje na mnie i teatralnym głosem mówi: "Proszę Państwa! Oto mama! Chętnie Państwu łapę poda. Nie chce podać? A to szkoda!" i wybiega z szalonym chichotem. No więc, proszę Państwa, nie podam łapy. Dobranoc, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! http://www.youtube.com/watch?v=aSbrEkLFZI8

…bo chłopaków się nie całuje

…bo chłopaków się nie całuje

Wczoraj wieczorem dawałam Synkowi buziaka na dobranoc. A on na to, ku mojemu zdziwieniu (tzn. po prostu zatkało mnie) powiedział: „Ej, przestań, chłopaków się nie całuje!”. Ktoś mu tak powiedział, wiem już kto i wiem, że nie miał złych intencji. Niestety okazało się, że Mały wziął sobie te słowa mocno do serca. Jaki z tego wniosek? Mój chłopiec przestaje być moją dzidzią. Przeżywam to podobnie jak odstawienie od piersi. Z jednej strony jestem dumna z niego, widząc jak się usamodzielnia, jak walczy o autonomię i z ciekawością eksploruje świat. Książkowy proces separacji – indywiduacji dzieje się na moich oczach. Z drugiej strony, moje matczyne serce smuci się, bo chciałoby tę dzidzię zatrzymać przy sobie jak najdłużej (bo przecież bliżej znaczy bezpiecznie, no i oczywiście, pod pełną kontrolą zatroskanej mamy). Staram się nie brać do siebie tych zachowań, ale czasami mój pierwszy odruch to po prostu łezka w oku… Inne zachowania manifestujące niezależność są mniej wzruszające. Dziś na przykład rysowaliśmy sporo, między innymi pokazywałam Synkowi jak narysować falistą linię. A on podniósł krzyk: „Nie! Nie! Ja sam! To nie rysuj to!”. Potem nastąpiło wściekłe zamalowywanie linii, którą narysowałam, a jak emocje opadły, to Synek zaczął rysować swoją wersję takiej linii. Czyli narysował ich od razu pięćdziesiąt. Na kartce, na stole i na mojej ręce. Dzieci są cudowne 😉

IMG_20130414_225620

Czyli teraz to już tak będzie? Będę musiała kraść te buziaki? Trochę sobie żartuję, bo wiem, że nasza relacja stanie się teraz po prostu inna. Już coraz częściej widzę, że z moim Synkiem można po prostu fajnie pogadać. Ma świetne komentarze do rzeczywistości. Obserwując jego zabawę, można się bardzo wiele nauczyć. Dlatego też jakoś przetrwam ten etap, kiedy Maluch przestaje być moją dzidzią, oddala się o kolejny krok, żeby pójść w stronę świata.

Dobrej nocy, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Just a little bit…

Just a little bit…

Słucham sobie soundtracku z Dziennika Bridget Jones (nie pytajcie mnie, skąd go mam, bo nie wiem) i – ku mojemu zdziwieniu – bardzo mi się podoba. Zawsze uważałam ten film za denny amerykański szit. I chyba w sumie nadal tak uważam. Ale coś w tych piosenkach zaczęło do mnie przemawiać. Czyżbym zaczęła rozumieć Bridget Jones? Czy może – o zgrozo – stałam się taka, jak ona? Strach pomyśleć…

Ta wiosna zakręciła mi trochę w głowie. Ludzie są tak prosto skonstruowani 😉 Robi się cieplej, zrzucamy te ciuchy zimowe, stajemy się nagle lżejsi i szerzej się uśmiechamy. Humory od razu lepsze. Jakie to proste!

A u mnie wiosenne porządki, dosłownie i w przenośni. Aktualnie w mojej piramidzie potrzeb podstawą jest porządek, dążę do osiągnięcia stanu pełnego ułożenia tego, co ułożyć się musi. Ciekawe jak długo potrwa to sprzątanie… Jak posprzątam, to przyjdzie czas na wyższe piętra piramidy. Fajnie jest teraz. Podoba mi się ten czas.

Do pisania się niespecjalnie garnę, coś mnie przyblokowało, ale pracuję nad tym, żeby się odblokować.
Tymczasem skupiam się na wiośnie, na sobie i na porządkach!

Pozdrawiam Was radośnie, mimo deszczu, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy 😉

Kwitnie

Kwitnie

Słuchajcie, chyba w końcu przyszła wiosna! Serio, czuję to. Coś mi w środku kwitnie.

fb1d2f36bf82394ba7026d3c4a78050b

Po Świętach Wielkanocnych, podczas których miałam czas na wszystko i doskonale wypoczęłam, nabrałam motywacji do działania. Czas poszukać dla siebie nowej, dobrej drogi.

Miniony weekend był dla tak fajny, że aż strach. Uśmiech rzadko schodził mi z twarzy. Spotykałam się z ludźmi, robiłam to, na co miałam ochotę i jeszcze zaznałam na koniec słońca i ciepła (bo taka dziś piękna niedziela była). Wiem jedno – nie ma recepty na szczęście. Trzeba chyba znaleźć to szczęście w sobie i wyprojektować je na zewnątrz. Szukając go na siłę w świecie, można umrzeć nieszczęśliwym. Stwierdzam tez po latach stylówy na intelektualistkę, że nie warto czasami zbyt dużo myśleć. To, co warto, to stawiać granice wtedy, kiedy czujemy, że to potrzebne oraz potrafić je trochę nagiąć, gdy uśmiecha się do nas los. Dokonywaniu trafnych wyborów sprzyjają: bogate doświadczenie, zdrowy rozsądek i dobra intuicja. Moja intuicja bywa niestety trochę kopnięta albo pijana (mimo, iż raczej stronię od picia alkoholu). Uczę się jednak naprawiać ją, sklejać, dzięki doświadczeniom, których nabyłam, szczególnie w ciągu ostatniego roku.

A to, co mnie najbardziej cieszy? Mój cudownie rozwijający się synek, słońce i nowe perspektywy. Cieszę się, bo kwiecień zapowiada się bardzo ciekawie. Każdy weekend mam już zaplanowany i za każdym razem ma być to coś naprawdę fajnego. Jaki z tego wszystkiego wniosek? Nie powinno być zimy, ciemności, chłodu. Idealnie by było, gdybym żyła w kraju wiecznego lata (albo przynajmniej wiosny). Niestety idealnie nie jest i nie będzie, może się w końcu kiedyś przystosuję 😉 A tymczasem czas zamknąć drzwi za zimą. Szczelnie. Zwłaszcza, że rozwalił mi się zamek w kurtce. Na amen. Nie może być więcej zimno.

Miłego wyczekiwania wiosny, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!