Monthly Archives: Sierpień 2013

Hurra! Mogę nosić sukienki z odkrytymi plecami!

Hurra! Mogę nosić sukienki z odkrytymi plecami!

Nie, stop, nie zrobiłam sobie silikonowego biustu 😉 Postanowiłam tylko skorzystać w dobrodziejstw sklepów z bielizną i zakupiłam tzn. biustonosz kombinowany. Jak bardzo jest kombinowany możecie się przekonać zakładając go pierwszy raz.

Co mnie skłoniło do tego zakupu? Ach, pewna sukienka, którą kupiłam na sobotnie wesele. Niestety jak ją założyłam, okazało się, że mój biust, zgnieciony od góry, ląduje w pasie. Nie można założyć do niej tradycyjnego biustonosza, gdyż ma ona odkryte plecy, ze skrzyżowanymi ramiączkami. Zresztą, sami sobie zobaczcie:

M3221C0A3-503@1.1

M3221C0A3-503@5.2

Mój biust, jak już pisałam przy okazji opowieści o odstawianiu Synka od piersi, pozostawia wiele do życzenia. Kiedyś jędrny, kształtny i rozmiarowo w sam raz, stracił swoje walory. Pracowałam ciężko nad tym, żeby przywrócić mu dawną sprężystość, ale niestety żaden krem ani żadne ćwiczenia sobie z tym nie poradziły. Jednak nie płaczę już nad tą stratą (dwa lata godzenia się z tym faktem mam za sobą), tylko inwestuję w odpowiednie biustonosze i jest dobrze.

Może to błahostka, ale ogromnie się cieszę, że dzięki mojemu nowemu biustonoszowi, kilka sukienek z mojej szafy może wrócić do łask (a są naprawdę piękne!). Biustonosz ten zapina się… na brzuchu, krzyżując tasiemki najpierw z tyłu, na wysokości krzyża.

Przy okazji chcę Wam coś wyznać. Ostatnio oglądając program Ellen DeGeneres Show poznałam pewną piosenkę. Od piosenki dotarłam do wykonawcy i mnie zatkało. Do tej pory myślałam, nie mam pojęcia dlaczego, że Bruno Mars to jakiś pseudo – rockowy band dla nastolatek. A okazuje się, że jest to niezwykle utalentowany wokalista popowy, który mnie po prostu urzekł. Oto owa piosenka, „Grenade”, wersja studyjna (live). Co za głos!:

Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy i korzystajcie z wszelkich dobrodziejstw ułatwiających życie 😉 Aż by się chciało rzec make life easier, ale się nie rzeknie 😉

Z empatią, czułością i zrozumieniem – czyli o pewnej pięknej zabawie naszego Synka

Z empatią, czułością i zrozumieniem – czyli o pewnej pięknej zabawie naszego Synka

Gdzie jest mój ostatni tydzień? Ktoś widział, ktoś wie? Naprawdę nie wiem, jak to się stało, że minął. Chciałabym Wam napisać o tylu rzeczach, które miały miejsce w ostatnich tygodniach mojego życia, że sama nie wiem, od czego mam zacząć. Przeczytałam ostatnio piękną książkę (jeszcze na wakacjach), pierwszy raz w życiu obejrzałam „Potwory i Spółkę”, dowiedziałam się, że bliska mi osoba spodziewa się dziecka, doświadczyłam całkowicie nieprzespanej nocy… Pierwszy raz kupiłam sobie coś w Zalando. W ciągu minionego tygodnia doświadczałam wielokrotnie tak dotkliwego uczucia głodu, jak nigdy do tej pory. Byłam z Sówką na wystawie pierwszej polskiej fotografii kolorowej. Osiągnęłam rekord w zapominalstwie i otępieniu umysłowym. Ale żyję i oto jestem.

Jest jeszcze coś, co stało się ostatnio, o czym nie wspominałam. To tak duża sprawa, że po prostu nie wiem, jak to zakomunikować. Może tylko powiem jednym zdaniem: nasza rodzina znów jest w komplecie. Silniejsi, mądrzejsi, lepsi – jesteśmy teraz niezniszczalni. Nie jestem też w stanie wyrazić, nie wylewając morza łez ze wzruszenia, jak wiele dobrego przyniosło nam odzyskanie siebie nawzajem.

Przede wszystkim nasz Synek rozkwitł, wystrzelił w kosmos rozwojowo. Pokazał, jakim jest silnym, mądrym i zaradnym chłopczykiem. Mimo złych chwil, które przyniósł nam miniony rok, mimo iż Chłopczyk nasz cierpiał bardzo, dzielnie radził sobie z sytuacją. Mimo chwilowego rozłamu, otoczony był naszą miłością i opieką z każdej strony. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że wydarzenia minionego roku zachwiały poczuciem bezpieczeństwa każdego z naszej trójki. Jednak mimo tego cierpienia, jesteśmy teraz silniejsi i kochamy się jeszcze bardziej.

To teraz opowiem Wam o czymś, co miało miejsce parę dni temu. Spędzaliśmy sobie we troje czas w domu, bawiąc się i odpoczywając. W pewnym momencie zaczęliśmy się bawić w odgrywanie ról. Mój M. zaczął udawać, że jest małym dzieciątkiem, które płacze (Synek sam zainicjował taki podział ról, wcielając się w rolę dorosłego – opiekuna). Nasz Synek zaczął wtedy najpiękniejszą ze swoich dotychczasowych zabaw.

– Chcesz piciu, dzidziu? – zapytał. Odkręcił butelkę z wodą i napoił M. Potem Synek powiedział „Ty płacz”, więc „Dzidzia” płakała dalej.
– Może mu zimno! – wypowiedziawszy te słowa, Synek pobiegł do swojego pokoju i wrócił z kołdrą i poduszką.
– Chodź, przykryję Cię, dzidziu.
„Dzidzia” płakała dalej.
– On chce zabawkę! – powiedział Synek i pobiegł do pokoju po mały zabawkowy motor. Podał motor „Dzidzi”, a wcześniej pokazał, jak się nim bawić. „Brawo! Nauczyłeś się!” powiedział, gdy „Dzidzia” nauczyła się bawić motorem. Przy podobnej zabawie ze mną podał mi pluszową małpkę i powiedział: „To jest małpka, zobacz, ma bardzo mięciutkie łapki. Teraz to jest Twój pluszak”. Wydaje mi się, że Synek w ten sposób dostosowywał odpowiednie zabawki do płci „Dzidzi”.

„Dzidzia” skończyła się bawić motorem i zaczęła znów płakać. Wtedy Synek zawołał:
– Mamusiu, przyjdź, Twoja dzidzia płacze.
Przyszłam na chwilę pocieszyć „Dzidzię” i zaproponowałam, żeby Synek pobawił się z „Dzidzią” w drugim pokoju.
Synek pokazał „Dzidzi” swoją zabawkę – Batmana. „Dzidzi” Batman spodobał się dużo bardziej niż motor.

IMAG0683

– Kochasz go, prawda? – powiedział czule Synek.
Synek uczył także „Dzidzię” prawidłowego wymawiania różnych wyrazów. Wytłumaczył także, kim jest Jake i Piraci z Nibylandii i że wrogiem Jake’a jest Kapitan Hak.
Potem „Dzidzia” brała do ręki różne zabawki i rzucała nimi. Synek przez cały czas zachowywał anielską cierpliwość. W końcu, gdy „Dzidzia” rzuciła po raz piąty zabawką, Synek powiedział tylko „Ej, nie wolno tak rzucać zabawkami, mała dzidziu”.
Zabawa ta była pełna pięknych drobnych niuansów i gestów, jakie Synek wykonywał względem „Dzidzi”. Był cierpliwy, miły, czuły, łagodny. Jego odruchy i gest były wzruszające, pełne wyczucia, troski i empatii. Pomyślałam sobie: Mimo wszystkich złych wydarzeń, nasz Chłopczyk jest normalnym, zdrowym i kochanym dzieckiem.

Rozpiera mnie taka duma i miłość, że nie potrafię tego nawet wyrazić. Życzę Wam wszystkim, żebyście doświadczyli takiego uczucia w swoim życiu przynajmniej raz. A obecność dziecka w życiu oznacza wiele takich momentów. Co do związków z partnerem, to przede wszystkim nie warto się obrażać, kłócić, zwalczać nawzajem. Szkoda życia. Nie polecam się także przekonywać o tym, jak ważny dla nas jest drugi człowiek dopiero wtedy, gdy go w naszym życiu zabraknie. Trzymajcie się więc siebie nawzajem, szanujcie i kochajcie z pełną otwartością. Nawet jeśli doświadczacie po drodze traum, kłopotów finansowych, choroby, depresji. Wszystko kiedyś mija. A najważniejsze jest, aby razem przez to przejść.

IMG_1045

Miłego długiego weekendu, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Get Lucky, czyli za co kocham Pharrella Williamsa

Get Lucky, czyli za co kocham Pharrella Williamsa

Ostatnio (wiem, wiem, późno dość) zakochałam się w tym kawałku:

Ten kawałek jest tak radosny, że nie mogę przestać się uśmiechać. I podrygiwać nogami pod stołem. Jak widać, nie tylko na mnie tak ten kawałek działa:

(tutaj był link do video z programu Stephena Colberta, w którym on i wiele gwiazd – Jeff Bridges, Hugh Laurie, ekipa z Breakin Bad etc. tańczą do tego kawałka – AWESOME. Niestety film nie jest już dostępny:(()

Oczywiście, nie umknęło mojej uwadze, że śpiewa tu Pharrell Williams. Od lat pojawia się w wielu moich ulubionych popowych piosenkach. Począwszy od „Beautiful” Snoop Dogga, przez „Say Something” Mariah Carey czy „Give it 2 Me” Madonny aż po BOSKIE „Blurred Lines” Robina Thicke.

No czyż obaj nie są cudowni? No i te dziewczyny, w tym ta najładniejsza z Polski!:

Oprócz tego, że Pharrell jest zdolny, to jeszcze jest muzycznym Midasem, bo czego sie nie tknie, zamienia się w złoto. No i na deser… Jest po prostu słodki. Same (i) zobaczcie:

images

Miłego Wieczoru, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Spiderman był zajęty, czyli wyrzut sumienia pracującego rodzica

Spiderman był zajęty, czyli wyrzut sumienia pracującego rodzica

Dzisiaj rano zaraz po obudzeniu nasz Synek powiedział mi:

– Mamusiu, miałem straszny sen.
– A co Ci się śniło, Kochanie?
– Przyszedł do mnie ten czarny Spiderman – Venom i mnie zaatakował.
– I co się dalej stało?
– I nikt mnie nie obronił… (rozkłada rączki)
– Ojej! A dlaczego nikt Cię nie obronił?
Bo wszyscy byli w pracy…A Batman był bezradny. A Spiderman zajęty.

Sami możecie sobie wyobrazić, że jedzone przeze mnie wtedy śniadanie stanęło mi w gardle. Słowa mojego Synka oddały doskonale to, co często czuję, kiedy wychodzę na cały dzień do pracy. Czuję, że bardzo wiele mnie omija, że nie mogę dzielić z moim Synkiem jego codzienności. Wychodząc z domu o 8 i wracając o 18 po prostu nie można być rodzicem w pełnym tego słowa znaczeniu. Kiedy byłam mała, to moja mama wracała z pracy najpóźniej o 16. Naturalną koleją rzeczy jest moment, gdy dziecko idzie do przedszkola i spędza tam większość dnia. Jednak popołudnie i wieczór to powinien być wspólny czas dla rodziców i dzieci. Ostatnio gdzieś czytałam, że współczesne pokolenie dzieci z dużych miast to dzieci bogate, lecz strasznie samotne. Nagłówki gazet grzmią – większość rodzin ma tylko jedno dziecko. Czyżbyśmy wychowywali pokolenie małych cyborgów, które nie znają pojęcia biedy, które dostaną wszystko, czego pragną pod względem materialnym, czy w zakresie edukacji, ale nie będą znały dźwięków i zapachu pełnego, wielopokoleniowego domu, kłótni rodzeństwa, czy posiłków przy wspólnym stole? Trochę mnie to przeraża…

IMG_0258

W Warszawie te wszystkie zjawiska są szczególnie wyraźne. Myślę, że często jest to domena tzw. Słoików, czyli przyjezdnych, takich jak ja. Aby cokolwiek osiągnąć w tym mieście, bez znajomości, bez rodzinnego wsparcia, musimy się dorobić kasy, nabrać kredytów, najlepiej pracować w dużej firmie, żeby zapewnić rodzinie prestiż i warunki rozwoju. Słoiki, takie jak ja, maszerują co rano w pochodach z metra/tramwaju do mrówczych biurowców, w których siedzą w pokojach, jeden przy drugim, jak miniaturowe zabawki w pustych pudełkach od zapałek. Inne Słoiki, te nieco lepsze, rano wsiadają do samochodu w garażu podziemnym, jadą do pracy, parkują w garażu podziemnym, po drodze podrzucając do szkoły/przedszkola swoje słoikowe dzieci. Dzieci z przedszkola musi odebrać sowicie opłacana opiekunka, bo rodzice pracują minimum do 17. Wliczając dojazd mogą odebrać dziecko około 18. A większość szkół i przedszkoli zamykanych jest wcześniej. Zatem, Kochani Bracia i Siostry Słoiki, jeśli nie macie babci na miejscu – to odkładajcie kasę na nianię. Albo módlcie się, żeby Wasz druga połowa mogła wcześniej wyjść z pracy i odebrać Pacholę z instytucji.

Taka jest rzeczywistość. Dawniej było inaczej. Teraz jest tak, jak jest. Od razu powiem – nie narzekam. Mnie jako Słoikowi życie ułożyło się całkiem nieźle. Tylko kiedy wracam do domu około 18 i mam świadomość, że moje Dziecko idzie spać za dwie godziny, ogarnia mnie gorzki smutek. Jesteśmy weekendowymi rodzicami, czy tego chcemy czy nie. Ale wiecie, w życiu nie można mieć wszystkiego. Pozostaje mi tylko liczyć na to, że mój Synek zrozumie, że tak trzeba, że trzeba jeść, mieszkać, ubierać się i wybaczy mi to, że wracam do domu pod wieczór…

To dziś na koniec będzie fajna retro piosenka:

Dobrej nocy, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!