Monthly Archives: Październik 2013

Miliardy połączeń, czyli słowa i melodie w mojej głowie

Miliardy połączeń, czyli słowa i melodie w mojej głowie

Taki mam już wartki i kolorowy umysł, w którym kotłuje się miliard różnych połączeń.

indeks

(Źródło: Pinterest.com)

Ostatnio zauważyłam, że podczas każdej rozmowy, na prawie każde zdanie mogłabym odpowiedzieć fragmentem piosenki. W mojej głowie są setki, jeśli nie tysiące tekstów i melodii piosenek, które jestem w stanie zaśpiewać na zawołanie. Muzyka jest obecna w moim życiu w każdej sekundzie, w każdym momencie, od rana aż po chwilę, gdy mój umysł zasypia, by śnić, śnić sny pełne melodii. Oczywiście, od „dośpiewywania” piosenek muszę się powstrzymywać w 99% przypadków 😉 A taka jedna, która żyła z muzyką w ambiwalentnym konkubinacie, była już kiedyś na ekranach TV i bardzo wiele (wielu ?) z nas za nią tęskni (Moja Sówka, czyli Aga Ł. wie o tym doskonale).

Wracając do piosenek, to mogę o nich pisać i mówić bez końca. Dziś chciałabym zacząć od mojej ulubionej polskiej piosenki. Wybór był trudny, ale go dokonałam, robiąc sobie w głowie ostatnia shortlistę (wybrany kawałek pokonał „Cud Niepamięci” Sojki, „Kołysankę” Perfectu i kilka innych wspaniałości). Zdziwicie się, bo nie jest to akurat najpopularniejszy utwór tej artystki. Jednak jest mi najbliższy i mogę go słuchać i śpiewać bez końca.

Pozostając chwilkę przy polskiej muzyce, chciałabym wyznać Wam, że gdybym miała kilkanaście lat, to na pewno podkochiwałabym się w Kamilu Bednarku. Chłopak, jak na dzisiejsze czasy, jest bardzo męski, ma charakterystyczny głos i rzadki talent. Poza tym ma swój niepowtarzalny styl, co też jest niebywale fajne. Ma taką piosenkę pt. „Cisza”, przyznaję się bez bicia, że często ostatnio jej słucham. Jest jeszcze jeden młody chłopak na polskiej scenie muzycznej, którego poznałam za pośrednictwem Eski Rock. Podobno, tak jak Bednarek, występował w jakimś telewizyjnym talent – show. Nie oglądam tych programów, więc nie znałam dokonań Dawida. Ostatnio jednak trafiłam na ten oto kawałek i zaniemówiłam. W końcu jest dobry tekst, piękna muzyka, niezwykle dojrzały wokal i „to coś”. Po prostu Święty Graal we współczesnym bagnie. Posłuchajcie. Ja nie potrafię tego słuchać tylko raz, zawsze muszę przynajmniej trzy, cztery razy pod rząd.

A na koniec chcę się podzielić pewnym coverem. Wykonawczyni, Hindi Zahra, była już przeze mnie zachwalana na blogu. Tym razem jednak chcę Wam pokazać w jak czysty i bezpretensjonalny sposób potraktowała piosenkę Boba Marleya (a potem jeszcze brała się za nią Annie Lennox). Hindi jest cudowna i świetnie śpiewa na żywo. Ciekawa jestem, czy Kamilowi Bednarkowi by się spodobała 😉 Posłuchajcie sami.

To teraz z muzyką na uszach, zabieram się za przeglądanie przepisów na sernik. W ten weekend będzie się działo w moim piekarniku, oj będzie 😉

Trzymajcie się ciepło i słonecznie, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Kolorowego jesiennego weekendu Wam życzę.

642856b32caa374f5e82b39aae40677e

(Źródło: Pinterest.com)

Wzruszający pobyt w rodzinnych stronach i kilka obrazków z dzieciństwa

Wzruszający pobyt w rodzinnych stronach i kilka obrazków z dzieciństwa

Pobyt w Cieszynie obfitował we wzruszenia. Ślub kogoś bliskiego to dla mnie zawsze wielkie wydarzenie. Tym razem szczególnie, bo moja przyjaciółka to jeden z tych ludzkich Aniołów o krystalicznie czystych sercach, absolutnie pozbawionych egoizmu. Szczera, prawdziwa i dobra, taka jest właśnie moja przyjaciółka. Kiedy byłam w domu, poczułam, jak bardzo tęsknię za bliskimi, których tam zostawiłam. Poczułam też, że moje życie nienaturalnie pędzi. Tam nagle zwolniło i w ciągu 2,5 dnia, mimo iż to przecież tak krótko, zdołałam wypocząć. Wracałam do Warszawy ze ściśniętym sercem, jak za czasów studenckich. Moje życie to kołowrotek bez przystanków, jazda bez trzymanki – nawet nie wiem, w jakim kierunku. Nic dziwnego, że zwariowałam.

Przy okazji, czas na przypomnienie pewnego arcydzieła, muzycznej perełki sprzed lat paru (nastu!!)… Kocham to, po prostu. Miałam to na kasecie 🙂

Z domu przywiozłam swoją kolekcję komiksów o Tytusie i parę pięknych sukienek z szafy mamy. W mamy szafie znajdzie się dla mnie zawsze coś ładnego! Miałam także czas przejrzeć swoje stare pamiętniki i rysunki. Kiedy zajrzałam do teczki z pierwszymi rysunkami z podstawówki, to mnie zamurowało. Pamiętam, że miałam zdolności plastyczne, ale nie że aż takie. Jak na tak małe dziecko (a znalazłam kilka rysunków z czasów przedszkolnych), to wydaje mi się, że naprawdę nieźle rysowałam/malowałam. Postanowiłam więc, po wielu zmarnowanych latach, wrócić do tego i zacząć rysować/malować. Jeszcze nic nie stworzyłam, ale jak tylko coś mi wyjdzie, to się pochwalę. Na razie wrzucam zdjęcia (jakość marna, bo telefonem robione), moich obrazków z dzieciństwa.

Oto scenka z zakładu fryzjerskiego (a na dole wściekły robotnik, któremu przeszkadza muzyka… Lat miałam podobno 5 lub 6 jak to narysowałam):

20131011_204012

Tutaj rysunek węglem. Kto widział kiedykolwiek mojego ojca, ten wie, że podobieństwo jest uderzające 😉

20131011_203336

Dalej znów węgiel. Jakaś pani.

20131011_203416

Tutaj rysunek dla mojej mamy z jakiejś okazji. Miałam jakieś 8 – 9 lat.

20131011_203507

Tutaj rysunek szkolny. Z okazji cieszyńskiego Święta Trzech Braci. Jakaś 4 – 5 klasa chyba.

20131011_203438

A tutaj zamek jakiś.

20131011_203814

Krajobraz ołówkiem kreślarskim.

20131011_202947

I martwa natura. Ten chyba najpóźniejszy. Jakaś 6 klasa podstawówki.Taki zestaw miałam w pokoju. Stolik na kółkach, doniczkowy kwiatek i gipsowa „maryjka” na ciemnym drewnie. Pamiętam to do dziś.

20131011_203913

Mam nadzieję, że moja kreatywność nie została zamordowana przez lata edukacji, rpacy i wielokrotnego prania mózgu. Chodzi mi o to, że trochę mam obawy, czy uda mi się stworzyć coś oryginalnego. Ale próbować będę na pewno.

Trzymajcie się ciepło i kolorowo, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

P.S. A propos kolorów – marzę o jasnoróżowych Hunterach. Nawet dziś mi się przyśniły – w dwóch odcieniach. Ech…

Podróż sentymentalna na południe Polski

Podróż sentymentalna na południe Polski

Jutro jadę w swoje rodzinne strony. Jadę na wesele mojej bliskiej przyjaciółki z czasów licealnych. W rodzinnych stronach nie byłam już od bardzo, bardzo dawna.

IMG_7029

Ciekawa jestem, czy dużo się zmieniło. Czy moi przyjaciele się zestarzeli? Czy mój dawny dom nadal tak samo pachnie? Czy stoi jeszcze moje ulubione drzewo?

Jutro się dowiem. Czekają mnie cztery relaksujące godziny w pociągu. Wyposażyłam się w książkę, gazetę o modzie i empetrójkę pełną starej, dobrej muzyki.

PENTAX Image

Wiem, że nie zdołam spotkać się ze wszystkimi osobami, z którymi bym chciała. Na większość spotkań zabraknie mi czasu. Z niektórymi się nie spotkam, bo już ich po prostu nie ma… Tyle się zmieniło, tyle się dzieje, nie sposób wszystkiego opowiedzieć w jeden wieczór, w parę godzin. Niemniej, jestem ogromnie ciekawa, co przyniesie ten wyjazd, jakich historii wysłucham i z jakimi wspomnieniami wrócę do domu.

Wrócę niebawem, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Jestem smutnym dresiarzem w szarych trampkach

Jestem smutnym dresiarzem w szarych trampkach

Tytułowe wyznanie to nie żart. Ci, którzy znają mnie słabo nie odbierają mnie raczej jako smutasa, wręcz przeciwnie. A ja jestem takim trochę smutnym clownem… Dlatego też dzisiaj smutna piosenka, jedna z najpiękniejszych ballad w wykonaniu wspaniałej MC:

Tylko, że ja nie o smutku dzisiaj chciałam. Chciałam raczej o ubraniach. O tym, że na co dzień w pracy chodzę raczej elegancko ubrana. W szufladzie mam trzy pary szpilek na zmianę. Zakładam ładną biżuterię, noszę spódnice, no staram się, no… Jednak prawda o mnie jest taka – jestem dresem, który kocha swoje szare trampkasy z H&M – u. Przywiązuję się też strasznie do czapek. Mam na przykład taką super szarą czapkę z Flawless, o taką, tylko w ciemnoszarym kolorze:


http://flawless.pl/pl/basic_czapka-basic

W tygodniu na twarzy mam pełen make – up, w weekend pokazuję światu swą szarozieloną cerę i – jak by to określić – niedoskonałości skóry, czyli mówiąc brutalnie pryszcze. No, chyba, że idziemy do Faworów albo innej Żoli – kawiarni, to wtedy nie idę z pryszczami, o nie, wtedy zamalowuję je szczelnie. Wtedy muszę wyglądać jak z Żoliborza, bo przebywanie w tej dzielnicy zobowiązuje, nawet jeśli się jest z dzielnicy nieco mniej „ąę”.

Obecnie szukam idealnych, ciepłych, szarych, bulwiastych, naciągniętych spodni, które będą zagrzewać mi tyłek w te koszmarnie zimne dni. Takich, które pasować mi będą do czapki i do moich – wspomnianych już – szarych trampek. Do tego mam ciemnoszarą kurtkę! O takie spodnie na przykład:

z7725641Q,Street-trend---szare--dresowe-spodnie-w-wersji-eleganckiej

Źródło: kobieta.gazeta.pl

I wiecie co byłoby doskonałym zwieńczeniem tego jakże depresyjnego outfitu? Coś kolorowego. Oprócz mojej super kolorowej skórzanej biżuterii. Na przykład taka oto powalająco nierealna torba, która rozweseliłaby moje szare ulice. Wygląda jak wyjęta z kreskówki, prawda?

firstdate-s

Źródło: http://jumpfrompaper.com/

No, to sobie pomarzyłam 🙂
Dobrego wieczoru, wygrzewajcie się, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Urodzinowy dzień mojego Synka

Urodzinowy dzień mojego Synka

Dziś jest bardzo ważny dzień. Nasz Synek skończył trzy lata. Jestem dumna i szczęśliwa, że jest taki, jaki jest. Dziś wzięłam urlop, żeby móc spędzić z nim więcej czasu. Zaprowadziłam go do przedszkola, a po południu odebrałam. Rano zanieśliśmy do przedszkola upieczone przeze mnie muffinki z borówkami oraz tort i świeczki, żeby Synek mógł świętować urodziny w gronie swoich przyjaciół. To jest piękne i wzruszające, że taki Maluszek nawiązuje przyjaźnie i ciepłe więzi z różnymi dziećmi i paniami w przedszkolu. Dziś po całym dniu wrażeń, słodkości, buziaków, telefonów z życzeniami i prezentów, był taki szczęśliwy i rozpromieniony… Dawno nie widziałam go takiego. Chciałabym, żeby każdy dzień był dla niego taki, jak dzisiaj. A świat – kolorowy i pełen cudownych możliwości.

IMAG1106

A ja siedzę i popłakuję. Wiecie dlaczego? Bo chciałabym częściej spędzać czas z Synkiem tak, jak dziś. Widziałam, jaki jest szczęśliwy. Ostatnio, jak go zapytałam, co najbardziej lubi robić w ciągu dnia odpowiedział: „Spędzać czas z Tobą, Mamo”. To największy komplement i nagroda, jaka mnie w życiu spotkała. Ciągle się głowię i zastanawiam, jak to zrobić, żeby tego naszego czasu było więcej. Niestety, mam wrażenie, że jest go coraz mniej, a pętla pędzącej codzienności zaciska mi się na szyi.

Wybaczcie mi marudzenie i rozgoryczenie. Mój post – trzydziestkowy kryzys znacznie mi się przeciąga. Pogłębia się, rozsadza od środka. Słucham piosenek mojej młodości i łzy same mi się cisną… Mam nadzieję, że takich dni, jak dziś będzie jednak więcej (jakoś to zrobię!) i moja relacja z Synkiem przetrwa wszystko i będzie jeszcze mocniejsza! O! 🙂

A teraz podzielę się z Wami trzema kawałkami, które mnie łapią za serce, przekręcają mi je o 180 stopni i potem wstawiają je z powrotem, sponiewierane i zachwycone.

Pink Floyd – „High Hopes”. Kiedy pierwszy raz to usłyszałam, to moje życie odmieniło się. Na zawsze.

King Crimson – „High Hopes”. Słuchałam tego, gdy po raz pierwszy się zakochałam.

A tego słucham codziennie rano jadąc do pracy. Tak samo, jak kilku innych kawałków Queen. W sumie mogłabym to robić całymi dniami przez 365 dni w roku i nie znudzi mi się. Tak samo jak Madonna, Michael i Whitney. Choć, kurde, Freddie to Freddie. Taki głos i taka charyzma zdarza się raz.

Sto lat, Mój Synku! Całych miliardów pięknych nut i cudownych chwil 🙂