Monthly Archives: Kwiecień 2015

Kolorowo na twarzy, czyli o makijażu parę słów.

Kolorowo na twarzy, czyli o makijażu parę słów.

Od razu, na początek zagram Wam coś ładnego i spokojnego, na dobranoc.

(Deptford Goth – „Two Hearts”)

Trochę mamy ostatnio przejść za sobą i odczuwam silną potrzebę odreagowania. Gdyby nie brzucho, to bym pewnie poszła na całonocną imprezę – z dziką przyjemnością 🙂 Babski wypad, tańce i wino – to by była najlepsza recepta. Na taką formę odstresowania muszę jednak jeszcze chwilkę zaczekać. Póki co, odpoczywam po remoncie kuchni, ciężkiej chorobie swojej, lżejszej chorobie dziecka i różnych innych zawirowaniach. Wpadłam w dziki szał „gniazdowania”, muszę się na siłę powstrzymywać, żeby nie segregować, nie wyrzucać, nie sprzątać, nie układać, nie planować w głowie tysiąca zmian w mieszkaniu etc. Mam w głowie prawdziwy młyn i zmuszam się obecnie do odpoczynku. Chwilowo przeczytałam wszystko, co miałam dobrego do czytania i rzuciłam się w wir oglądania wybitnie dobrego serialu policyjnego: „The Wire” („Prawo Ulicy”). Dzięki temu serialowi przetrwałam kilkanaście ostatnich nocy, podczas których nie spałam, umierając z bólu, na który nie mogłam nic poradzić, a Paracetamol nie dawał sobie rady.

keep-calm-and-watch-the-wire-2

Zgodnie z obietnicą, chciałam Wam dzisiaj napisać o kolejnych produktach, bez których nie wyobrażam sobie codzienności. Tym razem nie będą to produkty typowo ciążowe, tylko kosmetyki do makijażu. Lubię się malować na co dzień, nie mocno, tylko delikatnie, aby zatuszować niedoskonałości cery i poprawić koloryt. Mimo dość ciemnej karnacji, jaką zostałam obdarzona, od wielu lat jestem niezdrowo blada na twarzy – pewnie można to powiązać z przewlekłą anemią/chorą tarczycą etc. Przyczyna nieważna. Na „starość” zmiany hormonalne i praca w klimatyzowanych biurach spowodowały u mnie trądzik. To wszystko sprawia, że bez makijażu korygującego moja skóra nie wygląda dobrze. Stawiam na kosmetyki ze średniej półki, raczej popularne. Rzadko wpadają w moje ręce kosmetyki luksusowe – chyba, że dostanę je w prezencie. Jedyny kosmetyk, na którym nigdy nie oszczędzam, to perfumy – i tutaj mierzę wysoko 😉

A oto lista moich niezbędników twarzowych:

– jako baza – dobry krem nawilżający (jak pisałam poprzednio, używam kremu do cery z problemami: Iwostin Rehydrin)
– na usta zawsze Carmex (mam w domu obecnie chyba z siedem w przeróżnych smakach – w łazience, w sypialni, w torebce i w paru kurtkach)
– na przebarwienia po trądziku nakładam korektor. Polecam L’oreal Correcteur Perfect Match lub Bourjois Concealer Stick. Ten L’oreala ma rzadszą konsystencję, a Bourjois jest dużo gęstszy.
– podkład – tutaj ciężko mi dogodzić, bo bardzo wiele podkładów albo mnie uczula (np. podkłady Astora, Rimmela), albo ma zbyt tłustą konsystencję (większość podkładów Max Factora czy Pupa Milano), dlatego muszę mieć delikatny podkład o lekkiej konsystencji. Ostatnio przez przypadek odkryłam podkład Bourjois 123 Perfect i jest po prostu idealny. Totalnie w punkt. W ogóle nie widać go na skórze (używam najjaśniejszego odcienia), a efekt jest bardzo estetyczny. Twarz jest odświeżona i wygładzona.
– puder – puder w kamieniu być musi! Przez ostatnich parę lat używałam pudru Silk Touch firmy Pupa Milano. Bardzo sobie go chwaliłam, choć jest, niestety, dość drogi jak na moje standardy. Po ostatniej wizycie w Sephorze dałam się namówić na puer matujący marki Sephora i jestem bardzo zadowolona. W zasadzie niczym nie różni się od tego poprzedniego.
– puder brązujący na policzki – używam do nadawania twarzy ładnego kształtu i podkreślania linii kości policzkowych. Tutaj wiernie trwam przy pudrze brązującym Pupa Milano.
– róż – od lat zamiennie używam różu Sephory lub Bourjois.
– cienie do powiek – używam bardzo rzadko, gdyż większość mnie uczula. Ostatnio od czasu do czasu nakładam cień Lazy Afternoon marki Sephora, żeby „odświeżyć spojrzenie”.
– eye liner – też używam sporadycznie, raczej na „wielkie wyjścia” lub gdy mam rano czas, cierpliwość i ręka mi nie drży 😉 Uwielbiam tylko jeden eye-liner: L’oreal Super Liner Blackbuster.
– tusz do rzęs – bardzo lubię mieć tusz na rzęsach, ale nienawidzę, wprost nienawidzę demakijażu oczu, bo na większość preparatów do demakijażu mam uczulenie… Od święta używam tuszu Dior Diorshow – bo wygląda spektakularnie, ale niestety zmywa się koszmarnie. Mój najukochańszy tusz i największe odkrycie kosmetyczne roku to tusz MAC Haute & Naughty Lash. Ma idealną szczoteczkę, tuszuje każdą rzęsę z precyzją zegarmistrza. Przy tym rzęsy wyglądają naturalnie i zalotnie. Coś pięknego.
– drugie odkrycie: zestaw do podkreślania brwi Benefit Brow Zings. Ekskluzywne pudełeczko służące do udoskonalania linii brwi. Używam od niedawna i jestem bardzo zadowolona.
– usta maluję naprawdę niezwykle rzadko. Mam w domu parę szminek Max Factora, L’oreala i jedną absolutną czerwień Givenchy – ale zazwyczaj poprzestaję na Carmexie i to wystarczy.

433871bbd5bc96bcfd34c350220776aa

Uff, oto właśnie moja lista. Jeśli chodzi o perfumy, to mam kilka swoich ulubionych zapachów, ale zazwyczaj nie opowiadam o tym. Pewna pani z mojej rodziny powtarzała zawsze: kobieta nigdy nie powinna zdradzać tajemnicy dotyczącej perfum, których używa. Nie wiem zupełnie dlaczego, ale zazwyczaj trzymam się tego i już.

Dobrej nocy, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Kolorowych snów.

Czym traktować obfite swe kształty, czyli o urokach drugiego trymestru i o przeróżnych kosmetykach ciążowych.

Czym traktować obfite swe kształty, czyli o urokach drugiego trymestru i o przeróżnych kosmetykach ciążowych.

Witajcie Kochani,
Piękną wiosnę dziś mamy. Minione tygodnie to była prawdziwa pogodowa huśtawka. Muszę przyznać, że w ciąży nie przeżywam tak mocno zmian w pogodzie jak w stanie „normalnym”. Może dlatego, że w ciąży mam dużo lepsze ciśnienie niż zazwyczaj. Zwykle mam trupio niskie, a w ciąży idealne: 110/70. A może też dlatego, że jestem mocno skupiona na sobie i wahania pogodowe tak bardzo mnie nie obchodzą 😉

(MØ – „Pilgrim”)

To niesamowite, jak czas pędzi. To już 25 tydzień ciąży. Za chwilkę kończy się drugi trymestr. Trymestr najlepszy, najlżejszy jeśli chodzi o objawy i chyba najspokojniejszy. Oczywiście, ma swoje wady, rosnący brzuch rozwala mi kręgosłup, rwa kulszowa daje o sobie znać i przywala w najmniej odpowiednich chwilach. Na przykład wieczorem, gdy czytam Synkowi książkę. Ostatnio zakochaliśmy się w Neli Małej Reporterce i pochłaniamy już trzeci tom jej przygód. Któregoś wieczoru czytaliśmy sobie spokojnie. Kiedy chciałam wstać i odłożyć książkę, nagle: TRACH! Rwa dorwała. Nie mogę się ruszyć. W absolutnie żadną stronę. Ból rozsadza pośladki. Mój mąż musiał zabrać Synka, a ja próbowałam wstać. Zajęło to dłuższą chwilę. Nic przyjemnego. Do tego wielki brzucho uciska wszystko. Uciska żyłę główną – mam żylaki. Uciska żołądek – mam koszmarną zgagę i refluks. No po prostu czad… Poza tym wszystkim jestem marudzącą, przewrażliwioną, nieznośną, zapominalską księżniczką. Szczerze współczuję mojemu mężowi, że musi to znosić. Na szczęście on sobie z tym dobrze radzi.

Poza tym wszystkim, drugi trymestr jest fajny. Jeszcze w miarę dobrze się śpi. Melisa wypita na noc, stopery do uszu (bo jestem przewrażliwiona także na hałasy) i zasypiam w ciągu dwóch sekund. Mam kolorowe, zwariowane, ekscytujące sny. Rano budzę się wypoczęta. Jeszcze jestem na tyle lekka (na razie przybrałam 7 kg), że poruszam się w miarę zgrabnie. Czuję się kobieco, bo mam bujne włosy. Pożegnałam się z przetłuszczonymi strąkami, które towarzyszyły mi w pierwszym trymestrze. No i do tego ten absolutnie imponujący biust! Ach, gdyby mógł taki zostać na zawsze 😉 Niestety, mam w pamięci to, co się dzieje z biustem po odstawieniu Malucha od piersi, więc… staram się za bardzo nie przywiązywać do tych królewskich kształtów.

Uwielbiam ciążowy „instynkt gniazdowania”. Ten pęd do porządkowania, segregowania, pozbywania się niepotrzebnych rzeczy. Dzięki temu czuję, że zmieścimy się w naszym małym mieszkanku. Zrobimy mały remont i wszystko będzie jak trzeba. Te przestrzenno – porządkowe kombinacje dają mi poczucie spokoju. Moja walizka do szpitala jest już w 2/3 spakowana. Czekam… Doczekać się nie mogę!

DSCN0221

W tej ciąży dbam jeszcze bardziej o swoje ciało niż poprzednio. Za pierwszym razem smarowałam się preparatami przeciw rozstępom i przez całą ciążę nie pojawiło się nic. Dopiero, o zgrozo, kilka kresek wyskoczyło po porodzie. I to w dziwnym miejscu – bo nad kolanami (że co??). Teraz na mojej łazienkowej półce stoją następujące specyfiki:

TWARZ:
– płyn micelarny Lirene
– pianka oczyszczająca Iwostin Purritin
– krem Iwostin Purritin Rehydrin
– żel punktowy Iwostin Purritin
Trzy powyższe poleciła mi pani dermatolog na moje problemy z cerą. Do tego zrobiła mi mazidło na bazie cynku i siarki, bezpieczne dla kobiet w ciąży. Nie jest idealnie, ale za to jest o niebo lepiej.

DŁONIE:
– olej arganowy nakładany na opuszki i płytkę paznokci
– krem do rąk Garnier
– odżywka do paznokci Eveline 8w1

WŁOSY:
– olej kokosowy – nakładany co drugi dzień na całe włosy i skórę głowy, przed myciem. TOTALNA REWELACJA
– na zmianę dwa szampony – Head& Shoulders cytrusowy i miętowy Nivea

CIAŁO:
– Nogi: żel do zmęczonych nóg dla kobiet w ciąży Efektima
– Brzuch, uda i pośladki: na zmianę olej kokosowy (ten zapach, cudo!) oraz Palmers’ Massage Lotion for Stretch Marks
– Ramiona: niezawodna i ukochana Mixa (balsam dla skóry suchej i bardzo suchej) na zmianę z olejem kokosowym
– Biust: do tej pory miałam krem do biustu Lirene dla kobiet w ciąży, a wczoraj kupiłam inny, firmy Efektima i UWAGA przestrzegam: śmierdzi jak stara szmata, na którą nasikał kot. Serio.

Pamiętajcie, żeby uważnie stosować kosmetyki w pierwszym trymestrze. Z powyższych zupełnie bezpiecznie można używać od samego początku oleju kokosowego oraz Palmersa. Olej kokosowy zamawiam na stronie Biotanic.pl. Mają tam także doskonałej jakości olej arganowy.

Obiecuję pisać więcej o ciążowych produktach, bez których nie wyobrażam sobie życia. Może skorzystacie 🙂

Pozdrawiam Was gorąco, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!