Krok po kroku

Krok po kroku

Przyznam szczerze, że mój wpis dotyczący poczucia własnej wartości nie powstał bez powodu. Macierzyństwo, zmiany jakie się z nim wiążą, rok spędzony z dzieckiem w domu – te doświadczenia dodały mi dużo siły, ale też w pewnym stopniu zaburzyły moje poczucie własnej wartości. Dlaczego? Ponieważ brakuje mi kawałka układanki.

Kiedy dziecko jest bardzo małe, sama myśl o tym, że trzeba będzie pójść do pracy i zostawić dziecko pod czyjąś opieką, napawa grozą. Jest to normalne i naturalne. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że mogłam czekać na moment, w którym strach przez separacją z dzieckiem ustąpi miejsca silnej potrzebie samorealizacji. To nie znaczy, że ten strach znika, po prostu maleje w związku z kilkoma czynnikami. Jednym z nich jest po prostu czas, który sprawia, że dziecko rośnie, a nasza relacja z nim ulega zmianie. Łatwiej jest zostawić z nianią lub babcią odstawionego od piersi roczniaka, który zaczyna się dość sprawnie (choć po swojemu) komunikować niż niezbyt kumate zawiniątko, które nie ukończyło jeszcze sześciu miesięcy. Poza tym każda z nas nosi w sobie własne granice wytrzymałości. Ja do moich już dotarłam. Brakuje mi twórczych zadań, wyzwań, nowych ludzi. Brakuje mi nowych doświadczeń. Chcę się jeszcze czegoś nauczyć, żeby mieć jeszcze więcej do zaoferowania mojemu dziecku.

Z tych wszystkich przemyśleń wynika ostatnia przerwa w pisaniu. Tyle się dzieje! W mojej głowie i w życiu. Wiele zmian. Oczywiście, chciałabym, żeby wszystko było JUŻ, JUŻ! Tylko, że w życiu to trzeba krok po kroku, powoli do celu. Na szczęście, jako mama przeszkolona jestem w ustalaniu priorytetów. Nie wszystko na raz. First things first:) Pewnie zanim osiągnę stan, do którego dążę minie bardzo dużo czasu. Na szczęście wiem, do czego dążę.

W ubiegły wtorek pewna mądra i bardzo przeze mnie podziwiana kobieta powiedziała mi ostatnio rzecz niby oczywistą, a jednak odkrywczą:

„Nie myśl nigdy, że jest za późno, że już nie możesz czegoś zrobić, bo coś… Bo zawsze możesz!”

Dlatego biorę się do roboty. Dosyć mam siedzenia na zadku i czekania na cud. Nie chcę, żeby mój syn miał matkę, która przestała się rozwijać wraz z jego narodzinami.

Trzymajcie kciuki, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

2 Responses »

  1. Chyba najgorsze jest mieć w sobie odczucie, że nie robi się czegoś przez posiadania dziecka. Bardzo cienka jest granica między samorealizacją szczęśliwej mamy a egoistycznej mamy. Osobiście wolę te granice naginać, niż potem obwinić dziecko i być wiecznie nieszczęśliwa. Więc powodzenia!

  2. Powodzenia kochana!!!
    Nie powiem, bywa ciężko, ale można być dobrą matką realizującą się także na innych polach niż macierzyństwo! Trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *