Dlaczego te małe pazurki tak szybko rosną? Kilka słów o pielęgnacji niemowląt

Dlaczego te małe pazurki tak szybko rosną? Kilka słów o pielęgnacji niemowląt

Teraz będzie trochę o opiece nad dzieckiem. Temat oklepany i banalny, ale jednak, moim zdaniem, omawiany trochę pobieżnie. We wszystkich gazetach i książkach, które czytałam będąc w ciąży, zabrakło pewnego bardzo istotnego elementu. Ale o tym za chwilę.

Kiedy rodzimy dziecko, wszystkie dotychczasowe doświadczenia musimy wykorzystać w jednej chwili. Do tej pory ćwiczyliśmy „na sucho” (w szkołach rodzenia – na straszliwych lalkach), czasem podpatrywaliśmy, jak to się robi u przyjaciół lub kogoś z rodziny. Przychodzi czas na nasz debiut. W przeciwieństwie do lalki, noworodek się rusza! Wielu rodziców doświadcza całkowitego paraliżu na myśl o tym, że ma przebrać, przewinąć lub wykąpać dziecko. Jak to zwykle bywa – wszystko zależy od predyspozycji i wiary we własne kompetencje. Ta wiara w siebie, to jest wspomniany przeze mnie element, który pomija się w literaturze. Jak we wszystkim w naszym życiu – w pracy, w miłości, w zawodach, konkursach – najistotniejsza jest wiara w to, że nam się uda. Niestety, dostajemy „instrukcję obsługi” i już. Że wacikiem i wodą przegotowaną buźkę myć trzeba! Że paznokcie trzeba obcinać! Że nos z wydzieliny codziennie po kąpieli oczyszczać! Nikt jednak nie wspomina o tym, że dziecko potrafi bardzo wyraźnie protestować. Nikt nie mówi, co zrobić, żeby sobie z tym poradzić.

Mojemu synkowi pazurki rosną tak szybko, że trzeba je obcinać co dwa dni. W przeciwnym razie jak wstaję rano, widzę pooraną buźkę. Nie daj Boże, tego dnia wpadają do nas goście i dziecko wygląda jak ofiara ataku naszych Bogu ducha winnych kotów.

Przy wieczornej kąpieli Mały jest zazwyczaj bardzo spokojny, jednak jak tylko przychodzi czas na oczyszczanie nosa słynną Fridą, to zaczyna się horror. Sceny dla widzów o mocnych nerwach. Moje pierwsze zetknięcie się z tym urządzeniem to był szok. Że jak? że ja mam własnymi ustami wyciągać glutki? Dobra, jest jakiś filtr, ale i tak: BLEEEE!!!!

Otrząsnąwszy się z pierwszego szoku musiałam opanować tę jakże trudną umiejętność jednoczesnego:
– pochylenia się nad dzieckiem
– włożenia urządzenia do dziurki w nosie
– silnego wciągania powietrza własnymi ustami
– kontrolowania, żeby nacisk końcówki urządzenia na nosek nie był zbyt mocny
– stanowczego i jednocześnie delikatnego podtrzymywania rozszalałej główki dziecka (które jak na meczu tenisowym kręci głową z prawej na lewą, tylko że dziesięć razy szybciej…)

Niemożliwe?? A jednak!!
W takiej sytuacji tylko spokój może nas uratować. Totalny Zen. Warto też mieć pod ręką poczucie humoru (wystarczy sobie wyobrazić, jak się w tej chwili wygląda) oraz zabawkę, która może odwrócić uwagę dziecka (szczerze?! powodzenia…).

Po paru tygodniach nabierasz wprawy we wszystkim. Jednak żeby te początki nie były zbyt trudne, warto od razu, od pierwszych minut życia dziecka wierzyć, że jesteśmy w stanie doskonale i sprawnie zająć się własnym dzieckiem. Bardzo ważna jest też postawa partnera, który powinien nas w tym utwierdzać. Radzę pozbyć się męża z domu, jeśli jego wsparcie polega na siedzeniu w fotelu, czytaniu gazety i wykrzykiwaniu od czasu do czasu: „Źle!”, „Co ty mu robisz?” , „Przecież zrobisz mu krzywdę!” itp. Uważam też, że już w szpitalu personel powinien zachęcać matki i ojców do opiekowania się dzieckiem oraz utwierdzać ich w przekonaniu, że świetnie im idzie. Niestety nie zawsze tak jest… Personel w szpitalu potrafi naprawdę dobić. Wychodząc ze szpitala po urodzeniu syna, usłyszałam od pewnej położnej, że ona jakoś nie widzi, że sobie poradzę z… (i tutaj powiedziała, o co chodzi). Całe szczęście, mimo szoku poporodowego i przypadającego na ten moment baby bluesa, nie dałam się! Wróciłam do domu i zdałam na własną intuicję. Od razu wszystko zaczęło się udawać!

W ciągu ostatnich tygodni miałam kilka takich magicznych przebłysków siły. W chwilach, kiedy wydawało mi się, że z czymś sobie nie poradzę, nagle uświadamiałam sobie, że jeśli będę tak myśleć, to faktycznie czeka mnie porażka. Brałam oddech i mówiłam sobie: „Dasz sobie radę!”.
Dzięki tej postawie nie bałam się porodu. Możecie wierzyć lub nie, ale w tak ekstremalnej sytuacji jak poród, psychika gra największą rolę. Urodziłam błyskawicznie, bez znieczulenia, większość porodu spędziłam w domu. Miałam kilka potężnych kryzysów, kiedy sobie myślałam: „No nie, no! Nie dam rady, wycofuję się, wciągnijcie to dziecko z powrotem!”. Jednak to, co się dzieje z kobietą w porodzie, to jest prawdziwy cud! Po prostu wiesz, że musisz, że nie masz wyjścia, nie możesz się poddać. Zbierasz w sobie siłę i mobilizujesz organizm i psychikę do największego wysiłku w swoim życiu. Dajesz radę. Rodzisz tego wspaniałego człowieka. To doświadczenie umacnia Cię na długi czas.

Namawiam Was, kobiety, żebyście przez całą ciążę, poród i okres macierzyństwa wsłuchiwały się w siebie. Zachęcam do prowadzenia dzienników, malowania, śpiewania lub innych form ekspresji emocji, które lubicie. Słuchajcie swojego organizmu. To bardzo pomaga.

Podejrzewam, że wielu z Was może mi zarzucić niepoprawny optymizm. Możecie myśleć, że jestem niedoświadczona życiowo i niczego się nie boję. Nic bardziej mylnego. Moim zdaniem, istnieją dwa rodzaje optymizmu. Wtórny i pierwotny. Ten pierwotny występuje u dzieci i osób nietkniętych ciężkimi doświadczeniami życiowymi. Niewinny, piękny… Bardzo łatwo go zniszczyć, niestety. Optymizm wtórny rodzi się wraz z doświadczeniem życiowym. Jeśli mimo trudnych doświadczeń życiowych jesteśmy w stanie być optymistami, to to jest prawdziwy power! Mnie się to udało osiągnąć dopiero na pewnym etapie ciąży, jakoś pod sam koniec.

Fot. MK

Zboczyłam mocno z głównego wątku. Pielęgnacja! Jak we wszystkim, nie dajmy się zwariować… Każdy powinien poszukać rozwiązań dobrych dla siebie i swojego dziecka. U jednych sprawdzi się wanienka na stelażu, u innych kąpiel w dużej wannie. Jedni będą używać od początku aptecznych kosmetyków hipoalergicznych, inni zaczną od prostej Nivei i też będzie dobrze. Słuchajmy, uczmy się, zbierajmy doświadczenia, obserwujmy – po to, żeby móc wybierać spośród wielu rozwiązań. Nie dajmy sobie narzucać cudzych rozwiązań, choćby było to podszyte najlepszymi chęciami. Taka bierność podkopuje naszą rodzicielską siłę – a warto z niej korzystać!

Myślę, że wystarczy tych poważnych wywodów na dziś. Jak tylko Mały się obudzi, to idziemy na spacer. Wprawdzie dziś nie ma ani wiosny, ani tańczących płatków śniegu, ale i tak jest pięknie:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *