Mój Haruki, czyli o pewnym Japończyku, który mówi za mnie

Mój Haruki, czyli o pewnym Japończyku, który mówi za mnie

Absolutnie uwielbiam Murakamiego, tak, tego pisarza właśnie, który co roku dostaje nominację do literackiego Nobla i ciągle jakoś nie może go dostać. A ja czekam razem z nim.

Jednak zanim przejdę do Harukiego, to będzie, oczywiście piosenka. Kolejna deklaracja: uwielbiam Christinę Aguilerę i się tego nie wstydzę. Ma jeden z najlepszych głosów na świecie, jest piękna i kobieca, przypomina mi nieco Marylin Monroe. Jak byłam mała, to śpiewałam piosenki Marylin całymi dniami.. Ale do rzeczy. Christina. Myślałam, że znam cały jej dorobek, a tu niespodzianka. Nie znałam takiej oto perełki, a mianowicie duetu z Alicią Keys. Prawdziwy rarytas.

A teraz mój Murakami. Uwielbiam go trochę inaczej, niż zwykle uwielbia się dobrych pisarzy. To jest coś więcej. To jakaś nadprzyrodzona łączność mózgowa. Dziwne uczucie, które mi towarzyszy, gdy czytam jego książki. Czułam to szczególnie, gdy czytałam „Sputnik Sweetheart” (pierwszą jego książkę, którą przeczytałam), potem „Kronikę Ptaka Nakręcacza”, „Kafkę nad Morzem”, no i jak czytałam o przygodach Aomame w „1Q84”. W sumie to wszystkie jego książki mnie zwalały z nóg. To było coś więcej niż zwykła dobra lektura, bo czytając niektóre moje fragmenty myślałam sobie tak:
– O cholera, on mnie zna.
albo
– Jakimś cudem wszedł do mojej głowy.
albo
– Skąd on to wie, przecież to mój największy sekret!?

0f81c190d300623d3ff4cab2c84e0ac5

(Źródło: Pinterest.com: Laurent Moerau – Summer in my head)

To były takie mrożące krew w żyłach momenty, kiedy czułam, że on pisze o mnie, że wszystko o mnie wie i jestem oto właśnie totalnie obnażona.

Teraz czytam jego najnowszą książkę „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”. Przeczytałam zaledwie początek, a tu znowu: BACH, Haruki siedzi w moim mózgu i pisze. Najgorsze, że opisał taką depresję, jaką do niedawna przeżywałam. Taką, o której nie chcę pamiętać. Teraz, kiedy już mam to za sobą, po prostu wolę zapomnieć. A jednak on mi przypomina, mówi: „Zobacz, tak było jeszcze niedawno”. Bez litości.

„(…)Tamtego lata po powrocie do Tokio Tsukuru ogarnęło przedziwne uczucie, jakby kompletnie zmieniły się jakieś elementy w jego organizmie. Dobrze znane kolory wszystkich przedmiotów nabrały nagle innego odcienia, niczym oglądane przez jakiś filtr. Słyszał nigdy przedtem niesłyszane dźwięki, lecz nie wychwytywał innych, które powinien był słyszeć. Gdy próbował się poruszać, czuł, że jego ruchy są strasznie niezręczne. Zdawało się, że wokół zmienia się charakter grawitacji.
Przez pięć miesięcy po powrocie do Tokio Tsukuru żył u wrót śmierci. Znalazł sobie miejsce na krawędzi ciemnej przepaści i w nim spędzał samotne dni. Było to miejsce tak niebezpieczne, że przewrócenie się we śnie na drugi bok groziło tym, że wpadnie się w bezdenną przepaść nicości. Jednak on w ogóle nie odczuwał strachu. Myślał tyko, jak łatwo byłoby tam spaść.
Rozglądając się dokoła, widział jedynie dzikie kamieniste pustkowie. Nie było na nim ani kropli wody, ani źdźbła trawy. Nie było kolorów ni prawdziwego światła. Brak słońca, księżyca i gwiazd. Prawdopodobnie nie było też kierunków. Co pewien czas następowały po sobie tajemniczy zmierzch i bezdenna ciemność. Dla stworzenia obdarzonego świadomością było to miejsce położone na absolutnym krańcu świata. O zmierzchu nadlatywały ptaki z dziobami tak ostrymi jak nóż i bezlitośnie wydziobywały mu wnętrzności. Gdy zaś ciemności zakrywały ziemię, ptaki gdzieś znikały, a to pustkowie, które jednak kryło w sobie bogactwo, bezgłośnie wypełniało nową treścią powstałą w ciele Tsukuru próżnię. (…)
Po niecałych sześciu miesiącach balansowania na granicy śmierci Tsukuru stracił na wadze prawie siedem kilo. Nie jadł regularnych posiłków, więc nie było się czemu dziwić. Od dzieciństwa miał raczej pyzatą twarz, lecz teraz okropnie wychudł . Nie wystarczało, że ściskał się mocniej paskiem, musiał kupić nowe spodnie. Kiedy się rozbierał, sterczały mu żebra, jego klatka piersiowa przypominała tanią klatkę dla ptaków. Postawa mu się wyraźnie pogorszyła, ramiona pochyliły do przodu i opadły. Wychudłe nogi stały się patykowate i wyglądały jak u wodnego ptaka. Moje ciało stało się ciałem starca, pomyślał, gdy po długiej przerwie stanął nagi przed lustrem. Albo człowieka umierającego.
Pewnie nie ma rady na to, że wyglądam jakby umierał, mówił sobie patrząc w lustro. Bo w pewnym sensie naprawdę jestem o krok od śmierci. Żyję, ledwo trzymając się życia, jak pusta skorupa owada, która przywarła do gałązki, lecz każdy trochę mocniejszy wiatr może ją porwać w nieznane (…).Może ja naprawdę umarłem, pomyślał, nagle uderzony tą myślą (…)H. Murakami.

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Tak się cieszę, że to już za mną. Moje słowa dla Was, od serca – jeśli podejrzewacie u siebie depresję, nie bagatelizujcie tego, nie myślcie, że „samo przejdzie” – od razu zróbcie coś z tym!

Dobrego wieczoru 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *