Pożegnanie.

Pożegnanie.

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy,
Będę dziś bezpośrednia! Znudziło mi się pisanie „w eter”, nie wiadomo w zasadzie do kogo… Ponadto nie mam w sobie już takiej przemożnej chęci dzielenia się sobą z „publicznością”. Czyżbym dojrzała? Wyleczyła się z narcyzmu? Nie wiem. Nie sądzę 😉 Kiedy wiele lat temu zakładałam tego bloga, chciałam się dzielić doświadczeniami ze swojego życia, aby pomagać innym. Drugim celem było też ciągłe ćwiczenie warsztatu pisarskiego. A trzecim – wyrażenie siebie i znalezienie odbiorców, nawiązanie dialogu z ludźmi – z własnej, egoistycznej potrzeby zaspokojenia poczucia samotności. Od wielu miesięcy jednak brakuje mi wyraźnej motywacji i celu w tym wszystkim. Brak mi pomysłu na ten blog. Brakuje mi też odzewu ze strony czytających. Blogów o macierzyństwie jest w tej chwili naprawdę masa, w większości są one identyczne (proszę o wybaczenie – ale taka jest prawda). Rodzice dzielą się zdjęciami, prywatnymi wydarzeniami z życia swoich dzieci, szastają swoim i dzieciaków wizerunkiem na prawo i lewo. Instagram jest pełen otwartych, publicznych kont dziewczyn – blogerek, które raczą ten zły i popaprany świat kilkoma zdjęciami swoich dzieci dziennie. Podobnie jest z samymi blogami – wszystkie te światy Lenek, Leosiów, mojej trójki czy co tam jeszcze, są wystawione na pazury świata i na oczy obcych ludzi. Ja się pytam: PO CHOLERĘ? W czasach, gdy następuje taka eksplozja ekshibicjonizmu, pozbawionego krztyny ostrożności, ja poczułam wielką chęć schowania się. Mój blog zawsze był wyłącznie po to, aby dzielić się przemyśleniami. Nie testowałam tu żadnych produktów, nie pisałam artykułów sponsorowanych. „Prawdziwa blogosfera” nigdy mnie nie interesowała i miałam to po prostu gdzieś. A teraz już zwyczajnie nie chce mi się prowadzić tego bloga.

Jest jeszcze inny powód – staram się ostatnio zmieniać swoje zgubne nawyki, a w szczególności ROZDRABNIANIE SIĘ. Od dziecka miałam tendencję do chwytania tysiąca srok za ogon. Nieskromnie to zabrzmi, ale miałam wiele obiecujących talentów. Niestety, wybór był za duży, zbyt dużo rzeczy na raz chciałam robić i zmarnowałam wiele lat na uganianiu się za czymś ulotnym, za mitycznym zajęciem, które byłoby dla mnie idealne i zaspokoiłoby w pełni moją potrzebę samospełnienia. W takim pędzie tkwiłam wiele lat i teraz jestem na takim etapie, że talentów nie wykorzystałam, mózg mi się zestarzał, ciało też i czuję, że robi się późno. A ja tak naprawdę w niczym nie czuję się na tyle dobra, aby móc się tym pochwalić. Są rzeczy, w których czuję się mocna – pisanie czy szeroko pojęta muzyka. Ale to nie wystarczy. Nie jestem w tym wybitnie dobra – tzn. na pewno nie na tyle, na ile mogłabym być, gdybym więcej czasu i motywacji zainwestowała w skupienie się na jednej rzeczy. Może jest jest jeszcze za późno na odsiewanie niepotrzebnych rzeczy, na pozbycie się kretyńskiego nawyku rozdrabniania się? Ciężko będzie walczyć z czymś, co robiłam całe życie, ale bardzo się staram, uwierzcie mi. Robię wszystko w tym kierunku. Nie wiem, czy osiągnę sukces, ale wiem, że muszę spróbować. Kiedy zamykam oczy i wyciszam się, aby osiągnąć skupienie, powtarzam sobie dwa zdania „LET GO” – skierowane do niepotrzebnych myśli, które zabierają mi energię, a także „LESS IS MORE” – czyli motto minimalistów. Staram się też zwalniać tempo – tak ogólnie. Po to, aby energię mieć w sobie, a nie wytracać ją na zewnątrz. Czym się zajmę? Na czym się skupię? Na pewno na dzieciach – to jasne jak słońce. Ale przecież poza spełnieniem w roli matki i żony czuję w sobie wielki głód bycia sobą. Sobą – tą Magdą z dawnych lat, w której piosenki wzbudzały dreszcze, która tańczyła w deszczu i dużo się śmiała. Porzuciłam swoje ja w ostatnim czasie. Zdusiłam swoje pragnienie samorealizacji. Depresja maczała w tym palce, to pewne. Ale przede wszystkim – ja jej na to pozwoliłam. Dlatego piosenki z dawnych lat zamiast mnie cieszyć, smucą mnie. Dlatego płakać mi się chce, gdy myślę, co mogłabym już osiągnąć, gdybym odpowiednio wcześniej się na tym skupiła. Tamta Magda, ta radosna, spontaniczna dziewczyna – ona musi wrócić. Nie chcę widzieć już w lustrze oczu starej kobiety.

Po tym wstępie chcę Wam powiedzieć, że ostatecznie zaprzestaję pisania tego bloga. Nie usuwam go, bo mam sentyment do tego, co tu wypisywałam, jest to kawał mojego życia i wiem, że zdarza się niektórym osobom jeszcze tutaj zaglądać. Jednak jeśli miałabym stworzyć coś nowego, to nie będzie to już NieTylkoMama. Zamiast szukać relacji z ludźmi w czeluściach anonimowego internetu, poszukam szczęścia w tej kwestii w realnym świecie, poza domem. A co do pisania, na pewno nie przestanę. W końcu jest to coś, co kocham. Tylko, że prawdziwe pisanie to jest ciężka praca i sam talent nie wystarczy. Dużo poświęconego czasu, rutyna, wysiłek, frustracja i zwątpienie – to główne części składowe procesu twórczego, gdy piszący wyznacza sobie jakiś większy cel. Zrywy natchnienia, błysk w oku i przygryzione z emocji wargi – to tylko niewielkie, acz bardzo przyjemne aspekty pisania. Ja się z tym powoli godzę i jestem gotowa się z tym zmierzyć.

Życzę Wam wszystkiego, co najlepsze, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy. Cierpliwości, akceptacji, samoakceptacji, dystansu do siebie i świata. Bądźcie wdzięczni losowi za wszystko, co macie, bo to jest droga do poczucia spełnienia 🙂 Do zobaczenia kiedyś, gdzieś!

(Sheryl Crow – „Tommorow Never Dies”)

312801_2228540626580_134404720_n

8 Responses »

  1. Otwierając ten wpis miałam przeczucie, nie wiem skąd, że to koniec… Może stąd, że ostatnimi czasy było coraz mniej wpisów, a i w komentarzach nastała cisza… Szkoda, bo jest tutaj wiele mądrości życiowej. Żal mi! Będzie mi tego bloga brakować! Pozostaje mi tylko cieszyć się, że on zostaje, ponieważ często do niego wracam… 🙂
    Życzę powodzenia!

    • Marto, dzięki wielkie – byłaś jedną z najwierniejszych czytelniczek:) Cieszę się, że mogłam choć trochę służyć wirtualną pomocą:) Pozdrawiam i życzę Ci wszystkiego, co najlepsze!

  2. Magdo, szkoda, ze nie bedziesz juz pisac, przeczytalam wszystkie Twoje wpisy i oprocz tego ze naprawde masz talent do pisania, niesamowite bylo czytac o podobnych doswiadczeniach i uczuciach do moich :)Trzymaj sie cieplutko i zycze powodzenia szczegolnie w nadchodzacym okresie 🙂
    Mam jednak nadzieje zmienisz zadanie i wrocisz 🙂
    Twoj blog wyraznie sie wyroznial na tle innych!
    Marta

    • Cześć Marto,
      Dziękuję z całego serca 🙂 Myślę, że Nietylkomama w tej formie już nie wróci, ale jak tylko po porodzie wrócę do żywych, to pomyślę zapewne o jakimś nowym projekcie, może coś o węższej tematyce. Liczę na to, że podobnie jak po pierwszym porodzie, do mojej głowy wpadnie nowy pomysł, nasycony energią! 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie! Magda

  3. Magdo!Chcialam Ci powiedziec, ze zawsze z przyjemnoscia czytalam Twojego bloga, bo byl(wciaz jest) taki prawdziwy.Nie udajesz, nie kolorujesz,piszesz jak jest. Przeczytalam wszystkie twoje posty i dziekuje ci za nie. Zycze Ci sczczescia, duzo sily w w roli podwojnej mamy, no i tego samospelnienia, ktorego szukasz:)Pozdrawiam i prosze daj jakosc znac jesli bedzie mozna Cie gdzies kiedys ”poczytac”:)

    • Dziękuję!!! <3 Wspaniałe życzenia! I ja Tobie życzę wszystkiego, co najlepsze :-) Będę dawać znać, jak tylko jakiś nowy pomysł mi zakiełkuje. Cały czas odbieram też maile wpadające do blogowej skrzynki: nietylkomama@gmail.com. Jestem otwarta na korespondencję! 🙂

  4. Dziékujé Ci za tego bloga. Nie czytalam zadnego innego o tej tematyce co swiadczy o tym ze byl to blog wyjátkowy. Smutno wiec mi troche ze to juz koniec. Jednakze rozumiem i popieram z calych sil. Doskonal siebie i badz zawsze soba. Zycze duzo milosci, szczescia, ciepla innych ludzi, rodosci z rodziny i tego usmiechu i lekkiego wariactwa 🙂
    pozdrawiam serdecznie

    p.s. mam coreczke Magdalenke i jedna jedyna przyjaciolke Magde. cos mnie ciagnie zawsze do kobiet o tym wyjatkowym imieniu 😉

    • Wzruszam się, gdy to czytam! Jestem szczęśliwa, że to, co piszę trafiło do tylu fajnych kobiet 🙂 Dużo dobrego dla Ciebie, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *