Tag Archives: autoimmunologiczne zapalenie tarczycy

Android pisze o swoich tęsknotach

Android pisze o swoich tęsknotach

Ogłaszam uroczyście, że nic (albo prawie nic) nie „jara” mnie już tak, jak kiedyś.
Czy to kwestia wieku, czy zgorzknienia – nie mam pojęcia. Trwa to już od pewnego czasu i obawiam się, że nie jest to stan przejściowy, tylko nowy stan stały, który muszę zaakceptować. W sumie dobre to dla mojego zdrowia, bo nie powinnam przeżywać zbyt silnych emocji. Choroba Hashimoto tego nie lubi, tak samo jak depresja. Dlatego bycie robotem bez uczuć jest dla mnie stanem optymalnym. Trochę szkoda, bo porywy emocjonalne potrafią być fajne.

Zumba i blog, pomijając związki z ludźmi, to moje dwie stałe, długoletnie relacje. Aktualnie zumba zaniedbana, bo jestem chora i siedzę zgięta wpół modląc się, aby mój żołądek przestał boleć. Mam nadzieję, że po tej przerwie wrócę szybko do formy. Z wiekiem wraca mi się trudniej do prawidłowego „ukształtowania terenu”. Nawet mały przestój w ćwiczeniach owocuje cellulitem, opuchliznami i sflaczeniem mięśni. Tydzień w domu i widzę w lustrze grubasa.

ea33971cf827389718056cad3e2acebe

(Źródło: Pinterest.com)

Zastanawiam się, czy jestem gotowa zaakceptować stan przejścia w androida, czy może powinnam zacząć szukać nowych zajęć, którymi się „zajaram”. Napisałam, że „prawie nic mnie nie jara”, bo ostatnio trafiłam na jedną rzecz, która ruszyła moje skostniałe zwoje. Te zwoje, które przez powtarzalne, nużące codzienne zajęcia zapomniały, czym jest wyobraźnia. W moje ręce trafił pożyczony Kindle. Pomiędzy różnymi lekturami, które mnie w ogóle nie zainteresowały, trafiłam na… „Grę o Tron”. Trochę antyhipstersko, bo tę książkę czytali już chyba wszyscy. A jak nie czytali, to oglądali serial. Choć tłumaczenie polskie woła o pomstę do nieba, to wkręciłam się po uszy. Niektóre zdania w polskim tłumaczeniu są w stylu humoru z zeszytów szkolnych, ale jakoś udaje mi się to zignorować. Mam teraz wreszcie coś, co mnie pochłania na tyle, że się odcinam od bodźców. Pierwszy raz od dawna tak się zaczytałam, że prawie przejechałam docelową stację metra. Cieszę się jak głupia, że przede mną jeszcze kilka tomów 🙂 Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to literatura „nie w moim stylu”. Cholera, może już dawno powinnam była zmienić styl!

40dad3373d3b301d2bb2a7c2ac113f0c

(Źródło: Pinterest.com)

Pochorowałam się tak mocno, że nie mogę się rozkoszować nawet jedzeniem (a na ogół sprawia mi to względną radość). Jem kaszki dla dzieci i popijam chłodną wodą. Czasami – jak mam siłę siedzieć – to siedzę przy kompie lub oglądam coś na National Geographic. W głębi duszy wiem, co mogłoby mi pomóc wyjść z obecnego stanu skostnienia: podróż albo przeprowadzka na wieś. Owoce prosto z drzewa. Świeże, pachnące jedzenie. Cisza i otwarta przestrzeń. Drzewa i widok nieba. Chyba wychodzi ze mnie po latach ta dziewczynka z małego miasta, która wiele lat temu przyjechała do Warszawy i czuła się tutaj zagubiona. Stęskniona za widokiem gór, pagórkowatym terenem i ostrym południowym powietrzem. Ta odważna i przebojowa dziewczyna, która przez wiele lat walczyła z samotnością, brakiem wsparcia i bezdusznością dużego miasta, nagle przestała mieć siłę. Oto ja – cofnęłam się o jakieś 14 lat.



Madonna – This used to be my playground

Może to cofnięcie nie jest takie złe… Może przypomnę sobie dawne zainteresowania, a może zmotywuję się do odkrywania nowych? Zawsze kochałam literaturę, artystów, ich życiorysy. Ostatnio przypadkiem odkryłam bardzo fajnego bloga literackiego, jest to dla mnie prawdziwa perła blogosfery. Polecam lekturę bloga pani Zientek:

http://zientek.blog.pl/

Oto wybrane, bardzo ciekawe wpisy:

O PRZYBYSZEWSKIM

O VIRGINII WOOLF I WIELU INNYCH

Zaczynam od literackich, delikatnych „zajarań”. Powoli wracają mi kolorowe, pełne życia sny. Może coś jeszcze mnie zaciekawi… Polecacie coś?

Pozdrawiam Was ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

O zapaleniu tarczycy raz jeszcze

O zapaleniu tarczycy raz jeszcze

Pobudka, Kochani!

Postanowiłam powrócić do tematu zapalenia tarczycy (poprzedni wpis na ten temat znajduje się TUTAJ), ponieważ zagadnienie to wzbudza Wasze spore zainteresowanie. Dziękuję za wszystkie maile, które w tej sprawie otrzymałam. Liczba wejść na moją stronę po wpisaniu hasła „poporodowe zapalenie tarczycy” oraz treść Waszych maili świadczy o tym, że temat ten jest słabo poznany i wymaga poświęcenia mu uwagi.

Chciałabym mocno podkreślić, że nie czuję się autorytetem w tej kwestii. Uważam, że najlepszym źródłem wiedzy są (a przynajmniej powinni być) lekarze. Jednak wiem, jaka jest „endokrynologiczna rzeczywistość”. Po pierwsze, mało jest dobrych endokrynologów. A jak już ktoś jest dobry, to jest tak oblegany, że dostanie się do niego na wizytę graniczy z cudem i najczęściej bardzo dużo kosztuje. Pamiętajmy też o tym, że w obrębie specjalizacji endokrynologicznej są różne subspecjalizacje i dobrze jest trafić prosto do kogoś, dla kogo oczkiem w głowie jest tarczyca. Zresztą, zauważyłam, że lekarze mają tendencję diagnozować u pacjentów to, na czym znają się najlepiej. W ten sposób jedna osoba może przejść przez podejrzenie cukrzycy, Addisona czy PCO, aż w końcu trafi na kogoś, kto zawyrokuje „zapalenie tarczycy”. Istnieją zapalenia tarczycy niezwiązane z niedawnym porodem. Ja na przykład od 2006 roku mam postawioną diagnozę: autoimmunologiczne zapalenie tarczycy Hashimoto. Zanim prawidłowo rozpoznano chorobę, przechodziłam przez piekło. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Zupełnie bez powodu byłam osowiała, spuchnięta i niemożliwie zmęczona. Zmęczenie w tej chorobie nie da się z niczym porównać. To taki rodzaj zmęczenia, który toczy od środka. Zawieszasz się wtedy i myślisz „Jak się nie położę zaraz spać, to umrę”. Zanim zachorowałam, to nie znałam tego stanu. Kiedy już poważnie zastanawiałam się, czy nie mam depresji, trafiłam na mądrą internistkę, która zleciła mi badania tarczycy. Poprodowe zapalenie tarczy objawia się bardzo podobnie. Do zmęczenia zwykłego śmiertelnika, wykończonego brakiem snu i karmieniem, dochodzi to paskudne zmęczenie związane z chorobą. Trzeba być twardzielką, żeby to znieść… Szczęśliwie, zapalenie poporodowe mija 🙂

Ostatnio jedna z Was pytała, co zrobić, gdy lekarz zdiagnozował PZT i każe odstawić dziecko od piersi. Odpowiedziałam: nie wiem, bo każdy przypadek jest inny. Co ja bym zrobiła? Zapytałabym jeszcze jednego lekarza. Czasami jest tak, że jeśli występuje duża nadczynność tarczycy, to trzeba przyjmować silne leki, które przechodzą do mleka mamy. Wtedy trzeba wybierać mniejsze zło. Czasami trzeba wziąć lek, żeby ochronić własne serce i pogodzić się z tym, że dziecko nie może być karmione. Jednak warto to skonsultować z drugim specjalistą.

Kiedy zdiagnozowano u mnie Hashimoto, usłyszałam następującą radę:
„Teraz musisz prowadzić regularny i uporządkowany tryb życia. Żadnych dużych emocji. Wysypiaj się, jedz pięć posiłków dziennie i unikaj stresów”.
Taak, powodzenia. Najlepiej zwolnić się z pracy, zamknąć w klasztorze i poświęcić się uprawianiu ogródka i robieniu dżemów. Na początku choroby starałam się rzeczywiście tego przestrzegać. Chodziłam spać o 22, regularnie się odżywiałam, zrezygnowałam z imprez i unikałam wszelkich źródeł stresu. Jednak po tych wszystkich latach choroby wiem jedno – nie ma co się za bardzo nad sobą użalać. Poza tym, jeśli chcesz żyć normalnie, to nie możesz żyć pod kloszem. Czasem trzeba zaryzykować, trzeba się porządnie zestresować. Przy odpowiednim leczeniu, pod okiem dobrego lekarza, można żyć normalnie, podróżować, pracować, zakochiwać się, wzruszać i mieć dzieci 😉

Jeśli chodzi o poporodowe zapalenie tarczycy, no to inaczej sprawy wyglądają. Myślę, że przez ten około rok po porodzie, kiedy to zapalenie trwa, faktycznie można się oszczędzać. Nie jest to długi czas, a korzyści z takiego trybu życia mogą być naprawdę duże.

Dlatego polecam: cierpliwość, sumienne przyjmowanie leków i znalezienie dobrego lekarza.
A jeśli odczuwacie tę potworną senność, której nie zwalczy żadna kawa, nie bójcie się włączyć dziecku 10 minutowej bajki i odpłynąć na kanapie. Dobra mama potrafi dbać nie tylko o dziecko, ale też o siebie!

Trzymajcie się dzielnie, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!