Tag Archives: gotowanie

Zjedzmy zdrowie – czyli co jeść, aby przygotować się na jesień.

Zjedzmy zdrowie – czyli co jeść, aby przygotować się na jesień.

Jesień czuję całą sobą. Siedzę sobie w domu, walczę z zapaleniem zatok i planuję czwarte urodziny mojego Synka. Na moim balkonie zaroiło się od wrzosów, na które uwielbiam patrzeć. Pracuję nad tym, aby się dobrze odżywiać, mimo braku apetytu. Ostatnie wyniki badań krwi pokazują, że moje zapasy są na wyczerpaniu. Dlatego włączyłam do jadłospisu kaszę jaglaną (mimo iż uważam, że jest obrzydliwa, bleh bleh), duuużo warzyw i owoców. Codziennie na śniadanie zjadam pastę z awokado, na obiad zupę – bombę witaminową. Podjadam seler naciowy, ciemną czekoladę. Stronię od białych buł, serów i mleka. Na razie nie widać efektów zmiany diety – prawie cały wrzesień przechorowałam. No, ale zobaczymy! Ważne, że się staram zmienić swoje stare przyzwyczajenia.

A teraz zagram Wam coś ładnego:

(Wolf Myer Orchestra – „Is it me”).

Podzielę się również z Wami przepisem na zupę – krem z warzyw. To taka jesienna odmiana. W sumie możecie dodawać do niej, co Wam się podoba. A przepis jest dla tych, co potrzebują przepisu, żeby się zmotywować do zrobienia potrawy.

Krem z warzyw na jesień

Składniki (na wielki gar zupy):

– 1 duża cebula cukrowa
– kawałek imbiru (długości ok. 1,5 cm)
– sól, pieprz, czarnuszka
– 5 dużych marchewek
– 2 pietruszki
– 6-7 średniej wielkości ziemniaków
– nieduży kawałek dyni (np. ćwiartka małej dyni)

Sposób przyrządzenia:

Marchewkę, pietruszkę i ziemniaki obieramy, wrzucamy do garnka z osoloną wodą i gotujemy do miękkości. Imbir i cebulę obieramy i kroimy na kawałki. Wrzucamy na patelnię skropioną odrobiną oliwy z oliwek. Przez 5-7 minut smażymy na średnim ogniu. Dolewamy odrobiny wywaru z gotujących się w garnku warzyw. Dynię obieramy ze skóry, usuwamy pestki i kroimy miąższ w kostkę. Pokrojoną dynię wrzucamy na cebulę z imbirem, zalewamy wywarem z warzyw tak, aby zakryć wszystkie kawałki. Przykrywamy patelnię i dusimy potrawę aż dynia będzie miękka. Bierzemy duży garnek, wrzucamy ugotowaną marchewkę, pietruszkę i ziemniaki (wywar odcedzamy – można wylać, można wykorzystać do innej potrawy). Dodajemy zawartość dyniowej patelni (tym razem nic nie odcedzamy). Dodajemy sól, pieprz, czarnuszkę (po 2 szczypty) i inne przyprawy według uznania. Całość miksujemy mikserem (końcówką do rozdrabniania). Podajemy na ciepło z ulubionymi dodatkami.

Smacznego i na zdrowie!

20140929_160729

Miłego dnia, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy 🙂

Zaległa obiecanka z Instagrama oraz parę nowych przemyśleń o gotowaniu

Zaległa obiecanka z Instagrama oraz parę nowych przemyśleń o gotowaniu

Kochani,
Nie wiem, kiedy to się stało, ale po prostu, z biegiem lat i nabieranych doświadczeń kulinarnych, po prostu wyrobiłam się nieźle w kuchni. Mam spory zestaw dań, które lubię przygotowywać i ciągle powiększam swoje hmm… „portfolio”. Jak już wiele razy pisałam – sprawia mi to radość, a że w sumie nieźle mi to wychodzi, to rośnie też moje ego 😉

Kuchnia stała się także moim azylem, miejscem w naszym małym, dwupokojowym mieszkaniu, w którym mogę rządzić, odpoczywać, myśleć o różnych rzeczach i – oczywiście – śpiewać 😉 Lubię jedzenie, bo daje mi zdrowie. Lubię smakować, bo to jest bardzo zmysłowe. Oczywiście, są rzeczy, których w jedzeniu nie znoszę. Pierwsza z nich, to zapach jedzenia we włosach, gdy zbyt długo się siedzi w kuchni albo w jej pobliżu (np. w knajpie). Najgorzej jest pod tym względem w budkach z żarciem azjatyckim (zapach na cały wieczór, największa masakra tkwi we włosach i żadne perfumy tego nie zabiją). Druga, mówię o tym głośno, najgłośniej jak się da – to czosnkowy wyziew z paszczy. Czosnkowy, a także szczypiorkowy, cebulowy i dalej w ten deseń. Oczywiście, czoch jest najgorszy. Jak się wsiada zimą do metra, to wyziewy czosnkowe unoszą się pod sufitem. A mnie się robi po prostu słabo. Między innymi dlatego unikam kupowania jedzenia, którego sama nie ugotowałam. Delikatny aromat czosnkowy jest bardzo potrzebny w przypadku wielu potraw, niekiedy wręcz konieczny. Na przykład naleśniki ze szpinakiem bez delikatnego zapachu czosnku nie mogłyby istnieć. Dlatego moje naleśniki pachną czosnkiem, choć go w sobie nie zawierają i nie grozi Wam wyziew czochowy 🙂

Naleśniki ze szpinakiem:

Składniki

– 1 opakowanie szpinaku (Frosta lub Hortex)
– masło do smażenia
– różne typy sera
– jajko
– odrobina śmietany (opcjonalnie)
– 4 ząbki czosnku przekrojone na pół

Sposób przygotowania

Na patelni rozpuszczamy dwie łyżki masła. Zamrożony szpinak kładziemy na maśle, mieszamy aż się roztopi. Gotujemy chwilę do uzyskania przez szpinak odpowiedniej konsystencji. Dodajemy starty ser (np. goudkę, edam, gruyere – według uznania), przyprawy (sól, pieprz oraz czosnek – przepołowione ząbki). Wszystko razem gotujemy na małym ogniu przez około 10 minut. Na koniec dodajemy do potrawy całe jajko i mieszamy całość aż jajko się zetnie. odkładamy nadzienie na bok i przygotowujemy naleśniki. Ciasto naleśnikowe przygotowujemy według TEGO PRZEPISU. Zanim wyłożymy farsz na naleśniki, wyciągamy z niego wszystkie kawałki czosnku. Na każdy naleśnik kładziemy plasterek sera, potem smarujemy farszem i zawijamy. Naleśniki można podgrzać na patelni lub w piekarniku, żeby ser się roztopił. Podawać z sosem pomidorowym, ketchupem lub innym ulubionym sosem.

naleśniki

Smacznego, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Rozsmakowujcie się w jedzeniu i w życiu 🙂

O tym, dlaczego gotuję i się tego nie wstydzę

O tym, dlaczego gotuję i się tego nie wstydzę

Zacznę dziś od piosenki z repertuaru mojego ukochanego Skunk Anansie. Pierwszy duży koncert, na którym w życiu byłam, to był właśnie ich występ w 1999 roku w Spodku. Przed nimi grał Hey (też uwielbiam). A oto remix jednej z ich najładniejszych ballad, wykonany przez zespół Antimatter. Jak tego słucham, to jakaś część mnie wychodzi ponad sufit i dryfuje prosto do nieba.



Skunk Anansie – 100 Ways to be a good girl (Antimatter mix)

Ostatnio, w szczególności po obejrzeniu świetnego filmu „Julie i Julia” wróciłam z wielką pasją do jednego z moich ulubionych zajęć, czyli hm… gotowania. Postanowiłam przejrzeć posiadane książki kucharskie w poszukiwaniu prostych, a jednocześnie wyjątkowych przepisów obiadowych. Tuż przed Świętami przewertowałam otrzymaną od przyjaciół książkę Zofii Nasierowskiej i Janusza Majewskiego „Fotografia Smaku”. Znajdują się w nim uroczo proste przepisy na fajne dania kuchni polskiej. Książka zaczyna się od cytatu:

Jedni gotują, inni nie gotują. Pewnych rzeczy nie można zmienić. Ezra Pound.

Otóż, moim zdaniem, nie jest to prawda. Przynajmniej w moim przypadku. Ja nie gotowałam. Tylko czasem piekłam słodkości. Gotować nie lubiłam nawet przysłowiowej wody na herbatę. Jak trzeba było, to gotowałam ryż z warzywami. Do tego ewentualnie jakiś źle przyprawiony kurczak. Ale potem pojawił się na świecie mój Synek i otworzyłam się na magiczny świat smaków. Dla niego, dla nas, dla siebie.

IMG_1677

Z filmu Julie i Julia wyniosłam kilka lekcji. Pierwsza z nich jest taka: masło rządzi. Gdzie się da, zamieniam oliwy i oleje na masło. Druga lekcja, moja osobista, jest taka, że kuchnia może być piękną pasją i nie należy się tego wstydzić. Czuję, że w dziedzinie gotowania przeszłam do kolejnego etapu. Na nowy stopień wtajemniczenia. Zaczęłam eksperymentować jeszcze bardziej kreatywnie niż wcześniej. Odkrywam uroki dobrych sosów. Poniżej przedstawię Wam przepis, który zaczerpnęłam ze wspomnianej „Fotografii Smaków”. Polecam gorąco, jeśli zapraszacie gości na imprezę Sylwestrową lub po prostu na proszony obiad. Potrawą z poniższego przepisu można spokojnie wykarmić za jednym zamachem 4 – 5 osób. UWAGA! Mój przepis to „wariacja na temat” oryginalnego przepisu, więc proporcje mogą być inne.


Piersi kurczaka w sosie musztardowo – miodowym


Składniki:

– 4 piersi kurczaka (podwójne)
– 50 ml białego wina
– ok. 2 łyżki musztardy (najlepiej sarepskiej)
– ok. 2 łyżki miodu
– sól i pieprz
– masło do smażenia

Piersi kurczaka pokroić na kotlety. Posypać solą i pieprzem. Włożyć do miski. Każdy kawałek mięsa dokładnie wysmarować mieszaniną miodu i musztardy. Miskę przykryć i włożyć do lodówki. Marynować mięso przez min. godzinę. Następnie smażyć mięso na maśle aż obie strony będą ładnie zarumienione, a mięso miękkie. Nie należy się spieszyć i zbyt szybko zdejmować dania z ognia. Lepiej dodać masła i/lub wody i dać mięsu więcej czasu niż ryzykować, że potrawa będzie za twarda lub surowa. Usmażone mięso przełożyć do półmiska. Do pozostałego na patelni sosu dolać wino. Zagotować, wymieszać i powstałym sosem polać mięso.

IMG_2391

Polecam podawać z dobrym makaronem lub ziemniakami. Można też podać z sałatką. Nam obłędnie smakowało połączenie tego dania z sałatką z pomidorów, mozzarelli i pesto.

Smacznego! 🙂

P.S. A od Nowego Roku wracamy do odchudzania!

Andrzejkowo, czyli rosół i waga słoniowa

Andrzejkowo, czyli rosół i waga słoniowa

Kochani, na początek piosenka, nieśmiertelna Aretha i wspaniały George Michael w jednym kawałku:

Ostatnio słucham tego każdego ranka i jakoś trochę mi lepiej.

Wiecie co, przyznam się Wam szczerze… Pierwszy raz, oprócz czasu ciąży, moja waga przekracza 70 kg. Zawsze ważyłam maksymalnie 60. Zbliżam się do swojej wagi ciążowej, czyli w moim odczuciu – słoniowej. Połowa z tego to mięśnie wyrobione przez zumbę, a druga połowa, niestety, tłuszcz. Ludzie mówią – wyglądasz pięknie, masz gęste, lśniące włosy. Ja wiem – są włosy, jest cycek, jest pupa, jest seksapil. Niestety ja, dawniej nastolatka z zaburzeniami odżywiania, mam nadal mocno kopnięty body image.

O, tak wyglądałam, jak miałam 17 lat.

20131130_224517

Zawsze wolałam siebie filigranową, zwiewną. No, ale coś za coś, piękne włosy i seksapil albo filigranowe nóżki i kaloryfer na brzuchu. Teraz kaloryfer pewnie jest, ale mocno pokryty tłuszczem. Zapomniałam dodać, że mimo tygodnia zdrowego, dietetycznego żarcia, moja fałdka i słoniowy tyłek mają się świetnie. Wytrwałam cały tydzień, jedząc wyłącznie domowe jedzenie. Zamierzam nadal trzymać się tego postanowienia, może w końcu doczekam się jakichś efektów. Na razie obrastam. Aha, i jeszcze na dokładkę w piątek się rozchorowałam 😀 Mam czerwony nos i czuję się, jak groch przy drodze. Na szczęście jest weekend i nie robię nic. Wyleguję się obrastając, jem obrastając i zdrowieję obrastając. W piątek jednak starałam się ogarniać.

IMG_2034

Jeśli ktoś z Was też jest chory, to polecam ugotować sobie gar rosołu. U mnie cały dom rosołem pachnie. Przepisu nie polecam wegetarianom 😉 Sojowego rosołu tutaj nie opisuję…

Smacznego, a ćwiczenia będą jak wyzdrowieję 😉

ROSÓŁ NA GRYPKĘ

Przepis na średniej wielkości garnek (taki standardowy z Ikei)

Składniki:

– dwa udka z kurczaka

– dwa skrzydełka z kurczaka

– kawałek wołowiny (ok. 100 – 150 g)

– włoszczyzna (3 marchewki, 2 pietruszki, kawałek pora)

– ziele angielskie (dwie kulki)

– listek laurowy

– sól i pieprz

– 1 kostka rosołowa (opcjonalnie)

Sposób przygotowania (paskudnie prosty)


Do średniej wielkości garnka wlewamy wodę, zagotowujemy, wrzucamy kostkę rosołową. Wkładamy mięso,gotujemy chwilę i pozbywamy się gromadzących się szumowin. Kiedy rosół zacznie być czysty, dodajemy obrane warzywa i wszystkie przyprawy. Wszystko gotujemy kilka godzin (nawet ok. 3 – 4, w zależności od wielkości garnka) na małym ogniu pod przykryciem, pilnując, aby woda się nie wygotowała. Jak już się zupa ugotuje, dodajemy (według uznania) makaron jajeczny, ryż etc.

Rada ogólna: można dodawać wszelkie rodzaje mięsa – podobno im więcej, tym lepiej. A już najlepiej dodać kawałek gęsiny lub mięsa kaczki.

Smacznego!

P.S. Nie robiliśmy wróżb, bo zapomnieliśmy kupić wosku/świeczek. Szkoda, odbijemy sobie za rok 🙂

Mroczną polską niedzielę rozświetli jabłecznik doskonały

Mroczną polską niedzielę rozświetli jabłecznik doskonały

Dziś rano wstałam w humorze pod hasłem: „Dajcie mi wszyscy święty spokój, chyba, że chcecie mnie przytulać i karmić czekoladą z bitą śmietaną”.

Trwało to kilka ładnych godzin, gdyż wiadomość o powracającym śniegu i mrozie pogłębiła mój dzisiejszy kwaśny nastrój. Cały czas myślałam jednak o tym, jak by tu sobie osłodzić życie. Wzięłam więc bardzo, bardzo starą książkę kucharską mojej mamy (tak, mamo, zostawiłaś u mnie ostatnio ten skarb!) i mając na uwadze zawartość lodówki przeszukałam ją pod kątem jakiegoś fajnego przepisu. W związku z tym, że miałam w lodówce przecier z jabłek, pomyślałam o jakimś cieście z jabłkami. Do szarlotki brakowało mi składników, więc padło na jabłecznik. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że to ciasto okaże się być poszukiwanym przeze mnie ciastem idealnym. Wyrosło bajkowo w górę, w środku jest puszyste, z wierzchu chrupiące. I te jabłka… Spałaszowałam przed chwilą kawałek na ciepło z bitą śmietaną i cynamonem. Teraz czekam aż Synek się obudzi, żeby go tą pysznością również uraczyć 🙂

Proszę bardzo oto przepis:

DOSKONAŁY JABŁECZNIK

Składniki:

– 2 szklanki mąki pszennej
– 2 łyżki mąki ziemniaczanej
– 250 g (kostka) margaryny do pieczenia (użyłam „Kasi”)
– 4 jajka
– 1 szklanka cukru pudru
– małe opakowanie proszku do pieczenia (lub 2/3 opakowania proszku Dr Oetker)
– Ok. 70g pokrojonych jabłek, przecieru z jabłek lub gęstego dżemu
– cukier waniliowy lub esencja zapachowa

Sposób przygotowania:

Margarynę stopić, ostudzić, wlać do cukru i chwilę ucierać. Następnie wbijać po 1 jajku i ucierać. Przesiać mąkę pszenną, wymieszać z ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia. Suche składniki stopniowo dodawać do masy, cały czas mieszając. Połowę ciasta wyłożyć do formy posmarowanej tłuszczem. Ułożyć na wierzchu warstwę jabłek (dżemu). Na jabłka wyłożyć drugą połowę ciasta. Piec ok. 50 – 60 minut w średnio nagrzanym piekarniku.

A oto dokumentacja:

jab2

jab3

jab5

Smacznego, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Niebiańskie tiramisu dla kulinarnie „zdolnych inaczej”

Niebiańskie tiramisu dla kulinarnie „zdolnych inaczej”

Jakiś czas temu, wiosną, oglądałam program dla dzieci na Mini Mini. Tytułu programu nie pamiętam. Prowadzi go taki mało znany serialowy aktor. W programie podano przepis na deser a’la Tiramisu, tak prosty, że zrobi go dziecko. Pomyślałam: „coś dla mnie”. Przepis zapamiętałam (bo jest banalny), zakupiłam składniki i oto mam swój ulubiony deser. Średnio kilka razy w miesiącu gości na moim stole. Spróbujcie – nie będziecie żałować.

Zanim się podzielę przepisem, to będzie piosenka, fragment koncertu Madonny (Detroit, The Virgin Tour) z 1985 roku. Miałam ten koncert na kasecie VHS. A tę piosenkę lubię szczególnie.

A no i teraz przepis.

BANALNY DESER A’LA TIRAMISU:

Składniki:

– 1 paczka podłużnych biszkoptów (najlepsze są te marki Carrefour, serio)
– 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej lub 1/4 szklanki soku lub odrobina mleka
– 1 opakowanie serka mascarpone (najlepszy jest ten z Biedronki, serio:-))
– 1 duży kartonik śmietanki Łaciatej 30%
– 2 duże łyżki cukru pudru

Sposób przygotowania:

– Bierzemy dwie miski z szerokim dnem albo pudełka na deser albo kilka różnych miseczek.
– Na dnie układamy biszkopty (jak najbliżej siebie). Biszkopty oblewamy (do wyboru): kawą rozpuszczoną w odrobinie wody (opcja dla dorosłych), sokiem pomarańczowym lub mlekiem (wersje dla dzieci).
– Ubijamy śmietankę z cukrem pudrem
– Do śmietanki wrzucamy mascarpone i dokładnie mieszamy widelcem tak długo, aż znikną grudki.
– Krem serkowo – śmietanowy wykładamy na biszkopty
– Deser wkładamy do lodówki na min 2 godziny. Przed podaniem można posypać kakao lub inką

Smacznego (ja właśnie zajadam i odpływam w kosmos) 🙂

Szparagowypas

Szparagowypas

Na początek jeden z moich ulubionych, nieco dziwnych, bardzo retro kawałków. I ten głos Angeli…

Uwielbiam szparagi, zwłaszcza białe. Lubię je za to, że są zdrowe, sycące, pyszne i strasznie łatwe w przyrządzeniu. Kupiłam ostatnio na bazarze szparagi i zamarzyła mi się zupa – krem. Ruszyłam więc w poszukiwaniu przepisu, przejrzałam kilka i ostatecznie zrobiłam tę zupę po swojemu – wyrzucając cebulę (bo powoduje u mnie odruch wymiotny) i upraszczając jak się da.

Oto przepis:

ZUPA KREM Z BIAŁYCH SZPARAGÓW

Składniki:

– pęczek białych szparagów

– 4 szklanki wywaru z warzyw (lub 4 szklanki wrzątku + 2 kostki rosołowe – za to rozwiązanie pewnie super – mamusie wytargałyby mnie za uszy)

– 1 łyżka masła

– kubek śmietanki 18%

– 2 żółtka

Sposób przygotowania:

Najpierw trzeba przygotować bulion/wywar. Zróbcie to, jak chcecie, końcowy efekt się liczy, czyli słonawa woda po wykąpanych warzywach 🙂 W międzyczasie obierzcie szparagi. Trzeba odciąć końcówki i obrać cienko – od główki w dół. Nie wiem, jakie znaczenie ma kierunek, ale ponoć ma, więc dyskutować nie będę. Obrane szparagi pokroić na 3 części każdy. W rondelku roztopić masło, dolać szklankę bulionu, wrzucić szparagi i dusić do miękkości. Takie rozmiękczone szparagi zmiksować, dodać do reszty bulionu i gotować razem przez chwilę (5 – 10 minut). Zdjąć z ognia, chwilę odczekać. Do śmietany dodać żółtka, wymieszać ze sobą. Do zupy szparagowej (zdjętej z ognia!) powoli dodać śmietanę z żółtkami. Podawać z grzankami.

Smacznego!

Wiosenne smaki + witaminy

Wiosenne smaki + witaminy

Na wiosenne przesilenie, zmęczenie i (tak, jak w moim przypadku) lekkie przeziębienie, polecam sałatkę, którą ostatnio zrobiłam zupełnie przypadkiem, a która mnie powaliła swoim smakiem.

Składniki:

– pół opakowania rukoli

– 2 żółte papryki

– garść bardzo słodkich rodzynek

ew. ocet balsamiczny, oliwa z oliwek lub inny dodatek, jednak ja polecam nie dodawać NIC

Sposób przygotowania:

Rukolę rozdrobnić, paprykę pokroić w kostkę, dodać rodzynki, wymieszać i gotowe. Znika w trzy minuty. Polecam jako dodatek do kolacji, pasuje do wszelkich kanapek (no może z wyjątkiem tych z dżemem), jajek, wędlin, serów.

Smacznego!

Całkiem przypadkiem…

Całkiem przypadkiem…

… wyszedł mi ostatnio dobry obiad. Z lenistwa. Nie chciało mi się robić skomplikowanych potraw, wzięłam więc to, co było w domu. Dzielę się z niekłamaną przyjemnością (bo było to po prostu pyszne).

Zapiekanka z razowego makaronu z tuńczykiem i pomidorami

Składniki:

Paczka razowego makaronu (najlepiej Lubella)

Puszka tuńczyka w oleju (jeśli chodzi o ryby, to nie kupujcie tanich, lepiej dopłacić i mieć pewność, że mięso będzie dobre)

Puszka pomidorów

Sposób wykonania:

Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Kiedy będzie już ugotowany, układamy go w naczyniu żaroodpornym, dodajemy tuńczyka, pomidory i wszystko mieszamy.

Zapiekankę pieczemy ok. 20 minut w 200 stopniach.

Spożywamy 🙂 I to z grubsza tyle!

A na deser… Może niedawno przeze mnie odkryty fantastyczny zespół Karuan

Nietylkomama jedynie je dynie

Nietylkomama jedynie je dynie

Dziś, między doskonaleniem swoich umiejętności związanych z jazdą samochodem, czytaniem książek i jedzeniem, zasłuchuję się w ten oto kawałek, znany mi już od lat ze ścieżki dźwiękowej do filmu Davida Lyncha „Zagubiona autostrada”:

http://www.youtube.com/watch?v=4zheEkjHX4A&feature=related

Wieczór zapowiada się spokojnie, bez szaleństw, bez niezwykłych wydarzeń. Mam w planie zrobić zupę – krem z dyni. Za przepis bardzo dziękuję AH 😉

Przepis pochodzi z bloga DOMI W KUCHNI, poniżej przedstawiam go w wersji nieco przeze mnie zmodyfikowanej:

ROZGRZEWAJĄCA ZUPA Z DYNI

Składniki:

– 1 kg dyni
– 1-2 cebule (w zależności od potrzeb i upodobań)
– 3 łyżki masła
– 1 szklanka wywaru z mięsa
– świeżo starty imbir (absolutna konieczność – wówczas zupa jest cudownie rozgrzewająca)
– śmietanka 18% (opcjonalnie! moim zdaniem bez śmietany jest o wiele lepsza)
– 2 kajzerki lub kawałek chleba, oliwa z oliwek, ew. suszony czosnek (na grzanki)

Sposób przygotowania:

UWAGA od Nietylkomamy: poprzedniego dnia ugotować wywar z mięsa (dowolnego) oraz obrać i pokroić dynię.

Na dużej i dosyć głębokiej patelni roztopić masło i wrzucić pokrojoną cebulkę. Kiedy cebula się zeszkli, dodać oczyszczoną z pestek i pokrojoną w kostkę dynię. Dusić wszystko chwilę razem i podlać szklanką wywaru, gotować około 10 minut, a gdy już dynia będzie całkiem rozgotowana, zmiksować wszystko blenderem. Doprawić solą i pieprzem, a jeżeli zupa jest za bardzo gęsta, dolać jeszcze wywaru do uzyskania pożądanej konsystencji. Na sam koniec dodać łyżkę (lub więcej ;-)) startego świeżo imbiru i jeszcze chwilkę miksować.

Można dodać śmietanki, ale ja nie polecam…
Podawać z grzankami podsmażonymi na patelni z oliwą i czosnkiem.

Smacznego!