Tag Archives: herbata

Nigdy nie mów nigdy, czyli o tym, jak na „stare lata” zaczęłam pić czarną herbatę i polubiłam Urszulę Dudziak

Nigdy nie mów nigdy, czyli o tym, jak na „stare lata” zaczęłam pić czarną herbatę i polubiłam Urszulę Dudziak

Wiecie doskonale, że na moim blogu nie ma reklam. Jak piszę o jakimś produkcie, to z potrzeby serca, a nie dlatego, że ktoś mi za to zapłacił. Jeśli polecam jakiś produkt czy usługę, to jest to stuprocentowo szczere, a nie wyreżyserowane. Jeden raz zrobiłam wyjątek, jak po porodzie wybrałam się do sklepu z bielizną Dopasowana.pl. Zrobiłam to tylko dlatego, że chciałam oraz dlatego, że pani właścicielka była przemiła i przypadła mi do gustu. Jednak był to wyjątek.

Dziś z potrzeby serca napiszę Wam o pewnej herbacie i o pewnej książce.

Zacznę od herbaty. Zawsze byłam kawoszem. Jeśli chodzi o herbatę, wybierałam sporadycznie zieloną, ewentualnie białą lub owocową. Czarną nigdy. Nie smakowała mi, może dlatego, że w Polsce oprócz Sagi, Tetleya i Liptona nie było nic innego (albo prawie nic). Aż któregoś dnia, podczas naszej zaręczynowej podróży do Londynu, trafiłam na herbatę Twinings. Wówczas zasmakowałam w ich mieszankach owocowych, ale marka wpadła mi w oko jako zbliżona do herbacianego ideału. Na kilka lat o tym zapomniałam. Aż tu niedawno, robiąc zakupy w Tesco Online (polecam, sprawdziłam, jest dobrze), zobaczyłam, że mają w asortymencie herbatę Twinings. Niewiele się zastanawiając kupiłam czarną Lady Grey. I wiecie co? Nie wiem, czy po prostu musiałam dojrzeć do picia czarnej herbaty, czy może to jej wyjątkowy smak sprawił, że codzienny wielki kubas herbaty z łyżeczką pigwowej konfitury to mój mały rytuał. Piję i się rozpływam. Jest fantastyczna…

IMG_20130909_202209

Lubię sobie wieczorem siedzieć, czytać książkę i relaksować się popijając moją herbatę. Pochłaniam biografie, wspomnienia, uwielbiam w ten sposób poznawać ciekawe osoby i ich życiorysy. Ostatnio od Babci mojego M. pożyczyłam książkę „Wyśpiewam Wam wszystko” Urszuli Dudziak.

– Spodoba Ci się – powiedziała Babcia, która ma zbliżony gust literacki do mojego.

Książkę wzięłam w swoje ręce z niekłamanym zainteresowaniem, trochę na przekór samej sobie. Od wczesnego dzieciństwa, kiedy po raz pierwszy usłyszałam dziwny sposób śpiewania pani Urszuli, po prostu nie znosiłam jej. Byłam nawet z mamą na jej koncercie kiedyś jako mała dziewczynka i wydawała mi się po prostu zbyt krzykliwa. Często przełączałam radio na inną stację, gdy tylko leciała słynna „Papaya”. Tak miałam i już. Moja mama się dziwiła, skąd u mnie taka niechęć, no ale wiecie jak to jest, czasami się nie lubi i pozamiatane. Za to byłego męża pani Urszuli, również wielkiego muzyka Michała Urbaniaka vel Urbanatora słuchałam jak zaczarowana będąc wczesną nastolatką. A teraz sięgnęłam po wspomnienia Pani Urszuli i już po lekturze pierwszych paru stron mój dotychczasowy muzyczny światopogląd legł w gruzach.

„Matko, jaka ona fajna jest” – pomyślałam – „A jaki ten Urbaniak paskudny facet!”. „Bardzo chciałabym ją poznać, wydaje się być ogromnie szczera i sympatyczna”. „Na litość Boską, tylko dlaczego takich toksycznych facetów sobie wybierała, jak nie Urbaniak, to Kosiński, chyba nosi w sobie syndrom matki Teresy, wybawicielki popapranych mężczyzn”. To były tylko niektóre z moich myśli 🙂

Książka jest napisana lekko, zabawnie i szczerze. Czytam ją i zazdroszczę jej życia, talentu, bycia gwiazdą największego formatu, która przy tym wszystkim pozostała zupełnie ludzka i bardzo skromna. Co ciekawe, mamy wspólnego znajomego, pewnego przystojnego biznesmena – tenisistę, o którym pani Urszula napisała cały rozdział w swojej książce. Książka ta przyniosła mi jeszcze jedno odkrycie. Pani Urszula potrafi śpiewać klasycznie, a nie tylko odstawiać te swoje wyjące, eksperymentalne „cosie”. Co prawda, to właśnie te eksperymentalne „cosie” przyniosły jej sławę, ale mnie osobiście urzekł jej przeczysty, piękny głos w takim oto duecie:

To ja posiedzę sobie jeszcze w swoim fotelu, w moim kąciku do czytania i pisania, pod zdjęciami Audrey Hepburn, popatrzę, jak mój Ukochany obok pracuje nad swoim nowym dziełem ze skóry i poczytam jeszcze chwilę o życiu Pani Dudziak i posłucham jesiennych piosenek.

Miłego wieczoru, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!