Tag Archives: milość

Gdyby można było odżywiać się muzyką, byłabym nieźle upasiona.

Gdyby można było odżywiać się muzyką, byłabym nieźle upasiona.

W ciągu ostatnich kilku dni przestały mi smakować nawet zupy. Wszystko smakuje jak drewno oblane benzyną. Potrafię jeść jedynie przy kimś, a i tak niemal wszystko, co lubiłam do niedawna, stało się dla mnie obrzydliwe. Karmię się więc muzyką. Coraz więcej gram na pianinie, po klasyce przyszedł czas na największe hity muzyki rozrywkowej. Udało mi się dopaść nuty do takich perełek jak „Kissing You” Des’ree, „Lemon Tree” Fool’s Garden, „Beautiful” Christiny Aguilery, „Stairway to Heaven” Led Zeppelin i „Uninvited” Alanis Morisette. Nie umiem jeszcze tego dobrze grać, nie mówiąc już o sprawnym graniu i śpiewaniu jednocześnie, ale czyż nie ma nic lepszego na doła niż wyznaczenie sobie jakiegoś ambitnego postanowienia? To jest jedno z moich dwóch dużych postanowień na najbliższy czas. Postanowień leczniczych. Do jednego się przyznaję, do drugiego nie 😉



(„Uninvited” – Alanis Morisette”)

Jeśli ktoś z Was spotka na Żoli/Bielanach patykowatego zombiaka w hipsterskiej czapce, to to będę ja. Najprawdopodobniej w wielkich słuchawkach na uszach. A po godzinach bez słuchawek, ale za to z bardzo fajnym dzieckiem za rączkę 🙂

Nic więcej dziś nie mam do powiedzenia. Posłuchajcie ze mną Alanis, poczujcie te dreszcze muzyczne, które czuję ja. Pamiętajcie o pielęgnowaniu swoich pasji. Poza rodziną, pasja to najważniejsza sprawa w życiu. Podlewajcie, pielęgnujcie, rozwijajcie! 🙂

Pani żona

Pani żona

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!
Nie było mnie przez chwilkę, bo… wyszłam za mąż 🙂 Był ślub – i to jaki! Była ta jedna jedyna chwila, jedyna sukienka, buty, torebka, jedyne emocje, no i jedyne „tak” 🙂 Jestem najszczęśliwsza na świecie. Jestem dumna z nas, dumna, że jestem Jego Żoną i z tego, że nasza rodzina jest taka silna!

(Terence Trent D’Arby & Des’ree – „Delicate”)

Na przygotowanie naszej imprezy marzeń mieliśmy 6 miesięcy. Niektórzy z przerażeniem mówili mi „O Boże, jak mało czasu”. Jednak ja powiem Wam inaczej – to wystarczający czas. A może nawet więcej powiem – wierzę, że da się zorganizować ślub i wesele w miesiąc. Jak się chce to można. Planowanie ślubu i wesela z dwuletnim wyprzedzeniem uważam za fanaberię. My mieliśmy ślub cywilny, obiad dla najbliższych (na 42 osoby) oraz wieczorną potańcówkę (na ok. 80 osób). Udało się nam spełnić wszystkie nasze marzenia i zachcianki dotyczące wszystkich trzech elementów. Wiecie co było gwarantem sukcesu – to, że dokładnie wiedzieliśmy, czego chcemy. Ja nie jestem z tych, co wymyślają Bog-wie-co i kręcą nosem. Dlatego szło tak dobrze. Poza tym byłam tak pewna, tak w 200% pewna, że chcę tego, czułam, że to wisienka na torcie naszej miłości i że obydwoje tego pragniemy. Nie obyło się, rzecz jasna, bez „przedślubnego stresa”, bez problemów lokalowych (nasza pierwsza restauracja obiadowa została zlikwidowana na 2 miesiące przed naszym ślubem…). Jednak przez cały ten czas byliśmy pełni pozytywnej energii, wiary, że wszystko się uda i wzajemnej miłości. Dlatego było tak bardzo, bardzo fajnie. Jestem przepełniona miłością i jeszcze bardziej zakochana. A to dopiero początek przecież 😉

Życzę Wam takich cudownych i przyjemnych emocji, jak te, których miałam szansę doświadczyć.
Życzę Wam takiej miłości, jak nasza. Takiej, która przechodzi próby zwycięsko.
Życzę Wam powodów do szerokiego, promiennego uśmiechu!

IMG_9051

Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

O komarach i poczuciu spełnienia

O komarach i poczuciu spełnienia

Witajcie Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!
Za nami przepiękny, ciepły dzień. Warszawskie powietrze pachniało dziś tak intensywnie, jak wtedy, gdy pierwszy raz przyjechałam do Warszawy. Pamiętam dobrze, jak mój przyjaciel Maciek ostrzegał mnie: „Warszawa śmierdzi, sama się przekonasz”. Przyjechałam i poczułam tę intensywną woń. Był to zapach ludzi, spalin i strachu – mojego własnego strachu przed nowym, niepewnym, nieznanym. Pokochałam ten zapach, który był zapowiedzią wielu lat przygód i nasyconego wrażeniami życia. Odbierałam i wciąż odbieram to miasto wieloma zmysłami. Przyjechałam tutaj bez wyraźnie określonego celu. Chciałam oddalić się od domu i poznać życie w wielu nowych odsłonach. Ten cel został spełniony, choć ostatnie lata stabilizacji sprawiły, że zrodziło się we mnie poczucie utraconej wolności. Zawsze miałam pęd do poznawania świata, jednak – głównie z powodu własnych ograniczeń – pęd ten musiał zostać stłumiony. Myślę, że nadejdzie jeszcze w moim/naszym życiu kolejny etap eksplorowania świata, ale teraz już nie solo. Moja czarcia, nieposkromiona dusza powoli się do tego przyzwyczaja, choć z natury stworzona jestem chyba do życia w pojedynkę (serio, mój M. też mi to ciągle powtarza 😉 ). A teraz piękna, dzika piosenka, którą pamiętam z dzieciństwa, z Radiowej Trójki. Szukałam jej wiele lat i dzisiaj udało mi się ją w końcu znaleźć!

(Mory Kante – „Yeke Yeke”)

A teraz trochę opowiem Wam o poczuciu spełnienia. Odkąd pracuję w korporacji, widzę, jak wiele osób uzależnia swoje poczucie własnej wartości od tego, jak postrzegane są w pracy. Praca jest dla nich wyznacznikiem tego, ile są warci. Dla mnie to jest bardzo niezrozumiałe, z różnych przyczyn, ale głównie dlatego, że rola, z jaką najbardziej się utożsamiam i która daje mi największą satysfakcję, to rola matki. Już o tym wielokrotnie pisałam, jednak dziś poczułam to całym moim sercem – ale o tym za chwilę. Dzieci są takie wspaniałe. Obserwowanie tego, jak się uczą, jak się rozwijają – to jest bezcenny widok. Wzajemność i głębokość więzi z dzieckiem to coś, czego nie da się zastąpić niczym innym. Oczywiście, jak wiecie bardzo dobrze, jestem daleka od idealizowania macierzyństwa, otwarcie mówię o dołach, o złości i sprawach wcale nie tak cukierkowych. Chodzi mi jednak o całokształt. Kiedyś, w czasach gdy jeszcze nie miałam dzieci, rozmawiałam z bardzo bliską mi osobą, która urodziła właśnie dziecko, że u dzieci są urocze nawet te rzeczy, które u dorosłych są absolutnie obrzydliwe, czyli stopy, pachy, czy bąki. To ciekawe, że już wtedy byłam w stanie to zrozumieć. Chyba po prostu zawsze chciałam być matką. Dzięki temu, że urodził się mój Synek, mój świat stał się pełen po brzegi.

A teraz mała anegdota. Dziś rano przy śniadaniu Synek zapytał mnie o to, jakie dźwięki wydaje komar. Akurat miałam pełne usta, więc przełknęłam kęs i chciałam „zabzyczeć”, ale z moich ust wydostało się coś pomiędzy chrumknięciem a kliknięciem – powiedzmy, że takie „klunk”. A zatem odpowiedziałam:
– Klunk bzzzzzz dziab (no bo na koniec to paskudztwo wbija tę trąbkę i ssie krew).
– Aha.
Przez chwilę rozmawiamy na inny temat, a za moment ja postanawiam wrócić do komarów i pytam:
– To jak robi komar?
– Klunk bzzzzzz dziab! – odpowiada Synek.
Padłam ze śmiechu 🙂 Takich chwil są setki i uwielbiam je.

May

(Źródło: Pinterest.com)

A dzisiaj, kiedy go usypiałam, położyłam się obok niego i opowiadałam mu bajkę. Kiedy już skończyłam, nastąpił jeszcze długi przedsenny monolog Synka o kwiatkach, pająkach, komarach i Spidermanie. Potem, po dwóch ziewach ułożyliśmy się do snu. Synek położył mi rączkę na szyi i delikatnie się przytulił. Wtedy właśnie pomyślałam, że jestem absolutnie spełnioną osobą. Nie potrzebuję nic więcej – sławy, nagród, awansów, uznania, pochwał. Jestem w najlepszym miejscu, w jakim mogę być. Kocham i czuję się kochana w swoim domu. Z tego miejsca mogę na wszystko popatrzeć z ciepłym dystansem. Wszystko, co wykracza poza bycie mamą i żoną niech będzie tym, co CHCĘ robić, a nie tym, co MUSZĘ robić.

Życzę Wam poczucia spełnienia na wszystkich frontach, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! 🙂

Urodzinowy dzień mojego Synka

Urodzinowy dzień mojego Synka

Dziś jest bardzo ważny dzień. Nasz Synek skończył trzy lata. Jestem dumna i szczęśliwa, że jest taki, jaki jest. Dziś wzięłam urlop, żeby móc spędzić z nim więcej czasu. Zaprowadziłam go do przedszkola, a po południu odebrałam. Rano zanieśliśmy do przedszkola upieczone przeze mnie muffinki z borówkami oraz tort i świeczki, żeby Synek mógł świętować urodziny w gronie swoich przyjaciół. To jest piękne i wzruszające, że taki Maluszek nawiązuje przyjaźnie i ciepłe więzi z różnymi dziećmi i paniami w przedszkolu. Dziś po całym dniu wrażeń, słodkości, buziaków, telefonów z życzeniami i prezentów, był taki szczęśliwy i rozpromieniony… Dawno nie widziałam go takiego. Chciałabym, żeby każdy dzień był dla niego taki, jak dzisiaj. A świat – kolorowy i pełen cudownych możliwości.

IMAG1106

A ja siedzę i popłakuję. Wiecie dlaczego? Bo chciałabym częściej spędzać czas z Synkiem tak, jak dziś. Widziałam, jaki jest szczęśliwy. Ostatnio, jak go zapytałam, co najbardziej lubi robić w ciągu dnia odpowiedział: „Spędzać czas z Tobą, Mamo”. To największy komplement i nagroda, jaka mnie w życiu spotkała. Ciągle się głowię i zastanawiam, jak to zrobić, żeby tego naszego czasu było więcej. Niestety, mam wrażenie, że jest go coraz mniej, a pętla pędzącej codzienności zaciska mi się na szyi.

Wybaczcie mi marudzenie i rozgoryczenie. Mój post – trzydziestkowy kryzys znacznie mi się przeciąga. Pogłębia się, rozsadza od środka. Słucham piosenek mojej młodości i łzy same mi się cisną… Mam nadzieję, że takich dni, jak dziś będzie jednak więcej (jakoś to zrobię!) i moja relacja z Synkiem przetrwa wszystko i będzie jeszcze mocniejsza! O! 🙂

A teraz podzielę się z Wami trzema kawałkami, które mnie łapią za serce, przekręcają mi je o 180 stopni i potem wstawiają je z powrotem, sponiewierane i zachwycone.

Pink Floyd – „High Hopes”. Kiedy pierwszy raz to usłyszałam, to moje życie odmieniło się. Na zawsze.

King Crimson – „High Hopes”. Słuchałam tego, gdy po raz pierwszy się zakochałam.

A tego słucham codziennie rano jadąc do pracy. Tak samo, jak kilku innych kawałków Queen. W sumie mogłabym to robić całymi dniami przez 365 dni w roku i nie znudzi mi się. Tak samo jak Madonna, Michael i Whitney. Choć, kurde, Freddie to Freddie. Taki głos i taka charyzma zdarza się raz.

Sto lat, Mój Synku! Całych miliardów pięknych nut i cudownych chwil 🙂

Z empatią, czułością i zrozumieniem – czyli o pewnej pięknej zabawie naszego Synka

Z empatią, czułością i zrozumieniem – czyli o pewnej pięknej zabawie naszego Synka

Gdzie jest mój ostatni tydzień? Ktoś widział, ktoś wie? Naprawdę nie wiem, jak to się stało, że minął. Chciałabym Wam napisać o tylu rzeczach, które miały miejsce w ostatnich tygodniach mojego życia, że sama nie wiem, od czego mam zacząć. Przeczytałam ostatnio piękną książkę (jeszcze na wakacjach), pierwszy raz w życiu obejrzałam „Potwory i Spółkę”, dowiedziałam się, że bliska mi osoba spodziewa się dziecka, doświadczyłam całkowicie nieprzespanej nocy… Pierwszy raz kupiłam sobie coś w Zalando. W ciągu minionego tygodnia doświadczałam wielokrotnie tak dotkliwego uczucia głodu, jak nigdy do tej pory. Byłam z Sówką na wystawie pierwszej polskiej fotografii kolorowej. Osiągnęłam rekord w zapominalstwie i otępieniu umysłowym. Ale żyję i oto jestem.

Jest jeszcze coś, co stało się ostatnio, o czym nie wspominałam. To tak duża sprawa, że po prostu nie wiem, jak to zakomunikować. Może tylko powiem jednym zdaniem: nasza rodzina znów jest w komplecie. Silniejsi, mądrzejsi, lepsi – jesteśmy teraz niezniszczalni. Nie jestem też w stanie wyrazić, nie wylewając morza łez ze wzruszenia, jak wiele dobrego przyniosło nam odzyskanie siebie nawzajem.

Przede wszystkim nasz Synek rozkwitł, wystrzelił w kosmos rozwojowo. Pokazał, jakim jest silnym, mądrym i zaradnym chłopczykiem. Mimo złych chwil, które przyniósł nam miniony rok, mimo iż Chłopczyk nasz cierpiał bardzo, dzielnie radził sobie z sytuacją. Mimo chwilowego rozłamu, otoczony był naszą miłością i opieką z każdej strony. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że wydarzenia minionego roku zachwiały poczuciem bezpieczeństwa każdego z naszej trójki. Jednak mimo tego cierpienia, jesteśmy teraz silniejsi i kochamy się jeszcze bardziej.

To teraz opowiem Wam o czymś, co miało miejsce parę dni temu. Spędzaliśmy sobie we troje czas w domu, bawiąc się i odpoczywając. W pewnym momencie zaczęliśmy się bawić w odgrywanie ról. Mój M. zaczął udawać, że jest małym dzieciątkiem, które płacze (Synek sam zainicjował taki podział ról, wcielając się w rolę dorosłego – opiekuna). Nasz Synek zaczął wtedy najpiękniejszą ze swoich dotychczasowych zabaw.

– Chcesz piciu, dzidziu? – zapytał. Odkręcił butelkę z wodą i napoił M. Potem Synek powiedział „Ty płacz”, więc „Dzidzia” płakała dalej.
– Może mu zimno! – wypowiedziawszy te słowa, Synek pobiegł do swojego pokoju i wrócił z kołdrą i poduszką.
– Chodź, przykryję Cię, dzidziu.
„Dzidzia” płakała dalej.
– On chce zabawkę! – powiedział Synek i pobiegł do pokoju po mały zabawkowy motor. Podał motor „Dzidzi”, a wcześniej pokazał, jak się nim bawić. „Brawo! Nauczyłeś się!” powiedział, gdy „Dzidzia” nauczyła się bawić motorem. Przy podobnej zabawie ze mną podał mi pluszową małpkę i powiedział: „To jest małpka, zobacz, ma bardzo mięciutkie łapki. Teraz to jest Twój pluszak”. Wydaje mi się, że Synek w ten sposób dostosowywał odpowiednie zabawki do płci „Dzidzi”.

„Dzidzia” skończyła się bawić motorem i zaczęła znów płakać. Wtedy Synek zawołał:
– Mamusiu, przyjdź, Twoja dzidzia płacze.
Przyszłam na chwilę pocieszyć „Dzidzię” i zaproponowałam, żeby Synek pobawił się z „Dzidzią” w drugim pokoju.
Synek pokazał „Dzidzi” swoją zabawkę – Batmana. „Dzidzi” Batman spodobał się dużo bardziej niż motor.

IMAG0683

– Kochasz go, prawda? – powiedział czule Synek.
Synek uczył także „Dzidzię” prawidłowego wymawiania różnych wyrazów. Wytłumaczył także, kim jest Jake i Piraci z Nibylandii i że wrogiem Jake’a jest Kapitan Hak.
Potem „Dzidzia” brała do ręki różne zabawki i rzucała nimi. Synek przez cały czas zachowywał anielską cierpliwość. W końcu, gdy „Dzidzia” rzuciła po raz piąty zabawką, Synek powiedział tylko „Ej, nie wolno tak rzucać zabawkami, mała dzidziu”.
Zabawa ta była pełna pięknych drobnych niuansów i gestów, jakie Synek wykonywał względem „Dzidzi”. Był cierpliwy, miły, czuły, łagodny. Jego odruchy i gest były wzruszające, pełne wyczucia, troski i empatii. Pomyślałam sobie: Mimo wszystkich złych wydarzeń, nasz Chłopczyk jest normalnym, zdrowym i kochanym dzieckiem.

Rozpiera mnie taka duma i miłość, że nie potrafię tego nawet wyrazić. Życzę Wam wszystkim, żebyście doświadczyli takiego uczucia w swoim życiu przynajmniej raz. A obecność dziecka w życiu oznacza wiele takich momentów. Co do związków z partnerem, to przede wszystkim nie warto się obrażać, kłócić, zwalczać nawzajem. Szkoda życia. Nie polecam się także przekonywać o tym, jak ważny dla nas jest drugi człowiek dopiero wtedy, gdy go w naszym życiu zabraknie. Trzymajcie się więc siebie nawzajem, szanujcie i kochajcie z pełną otwartością. Nawet jeśli doświadczacie po drodze traum, kłopotów finansowych, choroby, depresji. Wszystko kiedyś mija. A najważniejsze jest, aby razem przez to przejść.

IMG_1045

Miłego długiego weekendu, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Walentynkowo

Walentynkowo

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Życzę Wam, aby każdy z Was znalazł prawdziwą, czystą, szaloną, namiętną, szczerą, wielką miłość. Taką, w której obydwoje dojrzewacie razem, uczycie sie siebie i pogłębiacie wzajemne uczucie. Taką, w którą wskakuje się z zamkniętymi oczami, jak do przyjemnej, czystej, błękitnej wody w słoneczny dzień. Taką, w której mimo oporów otwierasz się na drugą osobę, bo wiesz, że warto. Taką na lata, na dobre i na złe.

fc14ab50f9b6555c8c43d4417acdb9f0

Kto ma taką miłość, niech o nią dba i trzyma mocno!

Szczęśliwego Dnia Zakochanych 🙂

Świąteczne refleksje, czyli o tym, co i jak między nami ludźmi…

Świąteczne refleksje, czyli o tym, co i jak między nami ludźmi…

Święta to niewątpliwie czas refleksji. Czas bycia blisko z ludźmi, czy tego chcemy, czy nie. Dla mnie to czas jednocześnie radosny, jednocześnie wyjątkowo smutny. Tak się składa, że podsumowuję w głowie ostatnie lata swojego życia, analizuję wszystko, co robiłam i robię oraz co mi się przytrafiło. Pytam siebie, czy byłam dobra, czy szanowałam ludzi, czy potrafiłam cieszyć się życiem. Szczegółowe wnioski są gorzkie, więc się nimi nie podzielę. Wolę podzielić się przepięknym coverem utworu Vanessy Williams w wykonaniu dwóch skarbów polskiej sceny muzycznej. Pan Mietek to talent ponadczasowy, aż dziwne jest dla mnie, że świat cały o nim nie usłyszał…

Wracając do relacji… Po 4 latach własnej terapii jestem dość mocno przeterapeutyzowana. Spędziłam wiele czasu analizując zamiast żyć pełnią życia. Pogubiłam się gdzieś w połowie drogi między „chcę”, „powinnam” a „jestem” (czyli odpowiednio: id, superego i ego). Po tym czasie stwierdzam, że jestem jak ta stonoga z dowcipu, która zastanawiała się, którą z nóg powinna ruszyć aż w końcu wszystkie nogi jej się poplątały. Nic dziwnego, że stoję w miejscu zaplatana we własnych ograniczeniach zamiast cieszyć się życiem. Ble.
To, co mi na dziś z moich przemyśleń wychodzi, to to, że nigdy do końca nie wiadomo, co składa się na sukces związku dwojga ludzi. Bardzo ważne są takie czynniki jak:bagaż doświadczeń (choć nie jest powiedziane, że musi być taki sam), oczekiwania (czy chcemy czegoś poważnego, czy lekkiego, przyjaźni czy miłości), role, które przyjmujemy (córeczki, terapeuty, despotycznego rodzica etc.), a także odporność psychiczna każdej ze stron. Szczególnie ważne wydają mi się role… Jeśli przyjmiemy konkretną rolę w związku, to bardzo trudno jest z niej później wyjść. Idealnie chyba jest, gdy udaje się w związku połączyć role kochanków, opiekunów i przyjaciół. Dwojga dorosłych, którzy siebie akceptują i wiedzą jedno: że chcą ze sobą być ponad wszystko inne. Potrafią zachować zdrowy dystans, dać sobie wolność, prawo do hobby, do cichych dni, do gorszego nastroju. Jeśli powyższe warunki nie zostają spełnione, pojawiają się silne reakcje psychosomatyczne, wzajemne obwinianie się odpowiedzialnością za niespełnione oczekiwania oraz skłonność do uciekania od siebie.

To, do czego Was namawiam, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy, to szczere rozmowy. Szczerość wobec samego siebie i wobec innych. Inaczej nie można. Nie da się zamieść pod dywan niektórych spraw. Tak samo jak czasami dwoje ludzi po prostu nie potrafi być razem, mimo iż osobno są świetni. A potem wystarczy, że każde z nich trafi na odpowiednią osobę i dzieją się cuda.

112378953173673166_HcIEqAnp_c

Kochani, życzę Wam, żebyście żyli pełnią życia i cieszyli się relacjami z bliskimi w nadchodzącym roku. Wszystkiego dobrego!