Tag Archives: moda

Jestem smutnym dresiarzem w szarych trampkach

Jestem smutnym dresiarzem w szarych trampkach

Tytułowe wyznanie to nie żart. Ci, którzy znają mnie słabo nie odbierają mnie raczej jako smutasa, wręcz przeciwnie. A ja jestem takim trochę smutnym clownem… Dlatego też dzisiaj smutna piosenka, jedna z najpiękniejszych ballad w wykonaniu wspaniałej MC:

Tylko, że ja nie o smutku dzisiaj chciałam. Chciałam raczej o ubraniach. O tym, że na co dzień w pracy chodzę raczej elegancko ubrana. W szufladzie mam trzy pary szpilek na zmianę. Zakładam ładną biżuterię, noszę spódnice, no staram się, no… Jednak prawda o mnie jest taka – jestem dresem, który kocha swoje szare trampkasy z H&M – u. Przywiązuję się też strasznie do czapek. Mam na przykład taką super szarą czapkę z Flawless, o taką, tylko w ciemnoszarym kolorze:


http://flawless.pl/pl/basic_czapka-basic

W tygodniu na twarzy mam pełen make – up, w weekend pokazuję światu swą szarozieloną cerę i – jak by to określić – niedoskonałości skóry, czyli mówiąc brutalnie pryszcze. No, chyba, że idziemy do Faworów albo innej Żoli – kawiarni, to wtedy nie idę z pryszczami, o nie, wtedy zamalowuję je szczelnie. Wtedy muszę wyglądać jak z Żoliborza, bo przebywanie w tej dzielnicy zobowiązuje, nawet jeśli się jest z dzielnicy nieco mniej „ąę”.

Obecnie szukam idealnych, ciepłych, szarych, bulwiastych, naciągniętych spodni, które będą zagrzewać mi tyłek w te koszmarnie zimne dni. Takich, które pasować mi będą do czapki i do moich – wspomnianych już – szarych trampek. Do tego mam ciemnoszarą kurtkę! O takie spodnie na przykład:

z7725641Q,Street-trend---szare--dresowe-spodnie-w-wersji-eleganckiej

Źródło: kobieta.gazeta.pl

I wiecie co byłoby doskonałym zwieńczeniem tego jakże depresyjnego outfitu? Coś kolorowego. Oprócz mojej super kolorowej skórzanej biżuterii. Na przykład taka oto powalająco nierealna torba, która rozweseliłaby moje szare ulice. Wygląda jak wyjęta z kreskówki, prawda?

firstdate-s

Źródło: http://jumpfrompaper.com/

No, to sobie pomarzyłam 🙂
Dobrego wieczoru, wygrzewajcie się, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Renesans kobiecości

Renesans kobiecości

Jak w temacie. Renesans kobiecości… i jedno nazwisko: ZUHAIR MURAD. Zapamiętajcie je!

Ten projektant zdobył moje serce. W zasadzie każda jego sukienka mi się podoba. Zuhair Murad przywrócił kobiecości należne jej miejsce na wybiegach. Kroje, materiały, nawet modelki (wcale nie takie szkapy) – to kwintesencja kobiecości.

Zajrzyjcie do tej galerii, a nie będziecie mieć wątpliwości: ZUHAIR MURAD.

A poniżej wklejam moje hity z ostatnich lat (Źródła zdjęć: Zimbio.com, Fashtrend.com)

Jak Wam się podobają, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy? 🙂

Czerwony dywan, czerwona podeszwa

Czerwony dywan, czerwona podeszwa

Na początek coś niesamowitego – występ Beyoncé podczas gali Billboard Awards 2011, zapiera dech (mimo iż piosenka, delikatnie mówiąc, słaba – IMHO):

http://www.youtube.com/watch?v=qkqUTY3G13M&feature=related&wl_token=UNy9OlzqoMj9ZfldaPbJkf2xVG18MTMwNjMzOTg3OUAxMzA2MjUzNDc5&wl_id=qkqUTY3G13M

A teraz słuchajcie, Drogie Mamy (i nie tylko), gdyby któraś z Was miała wolną gotówkę (około 5 000 zł) oraz tuzin niań do zajmowania się dzieckiem, podczas gdy Wy paradować będziecie po czerwonym dywanie w zabójczych szpilkach, to koniecznie wybierzcie się do butiku przy Moliera 2 w Warszawie. Christian Louboutin w natarciu!

A tutaj można przeczytać więcej na ten temat (i zobaczyć więcej zdjęć!):

LuxLux_Louboutin

Ja się na Moliera 2 raczej nie wybieram, ale pomarzyć zawsze można. Zbliżają się moje urodziny, więc jakby ktoś chciał mi zrobić niespodziankę, to noszę rozmiar 40, dziękuję 😉

Dziś Dzień Matki, więc wszystkim Mamom zaglądającym na mojego bloga życzę, aby jak najczęściej czuły się kochane, doceniane, piękne i szczęśliwe!

Modowo, kolorowo, stylowo

Modowo, kolorowo, stylowo

Dziś chilloutowa niedziela. Nic nie muszę. Poranek miałam ciężki, ponieważ mój prawie pięciomiesięczny synek jest tak bardzo rozkojarzony tym, co się dzieje wokół niego, że w ogóle nie potrafi się skupić na jedzeniu. Musi być całkowicie padnięty, żeby zacząć jeść. Nim się dzisiaj zmęczył, minęły prawie cztery godziny.

Teraz śpi, a ja mogę posłuchać nowej płyty „Do not disturb vol. 4”. Mam słabość do tych składanek. Oczywiście, jak to zwykle bywa, część pierwsza była najlepsza. Jednak tak bardzo lubię takie klimaty muzyczne, że wytrwale kupuję kolejne części. Podobnie mam ze składankami „Lazy Hours”.

Po pierwszym przesłuchaniu stwierdziłam, że tym razem producenci płyty postawili na „klasykę”. David Bowie, Grace Jones, Radiohead, Faithless, Billie Holiday. Nie brakuje również takich wspaniałości jak Air, Telepopmusik, czy Amon Tobin. Mnie najbardziej zachwyciła piosenka „Into my arms” Nicka Cave’a i the Bad Seeds. Znałam wcześniej, teraz odkryłam na nowo.

Nawiązanie DND do wymienionych powyżej muzycznych legend bardzo mi się podoba. Lubię klasykę i prostotę. Czasem im mniej udziwnień tym lepiej. Dlatego zachwyciły mnie również kreacje w najnowszej sesji Magdy Frąckowiak dla Harper’s Bazaar:

Tę kreację (od Lanvin) już na swoim blogu zachwalałam (TUTAJ):


Źródło: Lula.pl

Nie pogardziłabym jeszcze taką sukienką (i butami, och…):


Źródło: Lula.pl

No a tę sukienkę… Hmm… Założyłabym chyba na najważniejszy wieczór w życiu. Uwielbiam ten kolor (mam taki sweterek). Tylko jest jeden mały problem… Już sobie wyobrażam moje koty wieszające się na tej pięknej kreacji…


Źródło: Lula.pl

Na koniec chciałabym się podzielić świeżym odkryciem – blogiem modowym pewnej bardzo pięknej dziewczyny:

http://cajmel.blogspot.com/

Styl przez nią prezentowany bardzo do mnie przemawia. Kobiecy, idealnie dopasowany do typu urody i figury autorki bloga, bez silenia się na ekstrawagancję i bez eksperymentowania na siłę. Subtelnie, kobieco, pięknie. Jestem fanką!

Wiosna!

Wiosna!

Tak, Kochani, mimo siarczystego mrozu zorientowałam się, że idzie wiosna. Jak? A przy pomocy ukochanej strony Lula.pl:-)
Znalazłam tam dziś galerię przedstawiającą wiosenne trendy największych światowych projektantów. Wszystkie projekty prezentuje jedna modelka – uważam, że to naprawdę niezły pomysł!

Mnie powaliły dwie kreacje:

D&G

Źródło: Lula.pl

i LANVIN

Źródło: Lula.pl

Jak Wam się podobają? Cieszycie się na wiosnę?
Dzisiaj w ramach wywoływania wiosny przejrzałam swoją szafę i wydobyłam z niej różne lekkie ubrania i wiosenne szpileczki. Po raz kolejny stwierdziłam, że macierzyństwo mnie zmieniło. Połowy z tych rzeczy mogę się pozbyć. Zmienił mi się gust. Jako mama nie założę już niektórych bluzeczek, czy króciutkich spódnic, bo to będzie głupio wyglądało… A może tak mi się tylko wydaje? Może to kwestia społecznej presji, która zakłada, że matka ma być ubrana hm… statecznie, żeby nie powiedzieć NUDNO?

Zanim wyrzucę te fatałaszki, to dam sobie chwilę czasu… Byle do wiosny!

Babskie zachwyty

Babskie zachwyty

Dziś nie miałam natchnienia do pisania rzeczy poważnych. W związku z tym przyszedł czas na lżejszy temat. Będę więc piać z zachwytu nad urodą jednej z naszych polskich modelek – Moniki Jagaciak. Jest ona, moim zdaniem, zjawiskowo piękna. Uroda idealna! Wczoraj na Pudelku (tak, tak, przyznaje, dzień bez Pudelka jest dniem straconym!) zamieszczonych zostało kilka zdjęć z pokazu zapierających dech w piersi sukienek Elie Saaba. Monika prezentowała się znakomicie. Jeśli chodzi o Magdę Frąckowiak i Kasię Struss – nie jestem fanką, choć muszę przyznać, że na tym pokazie również efektownie się prezentowały.

Moją faworytką jest ta sukienka (i przy okazji boskie buty):

Źródło: http://www.pudelek.pl/artykul/29992/jagaciak_frackowiak_i_struss_w_pieknych_sukniach_zdjecia/

Tylko… Gdzie ja bym w takiej sukience teraz wyszła? Na spacer z synkiem? Chyba by mi opieka społeczna dziecko odebrała:-) Ale pomarzyć zawsze można, prawda?

Dziś Mały od rana jest tak pogodny, że przechodzi sam siebie. To tak, jakby słońce podnieść do kwadratu! Na dodatek cały czas próbuje sobie stopy wpakować do buzi, wydając przy tym odgłosy jak mały dinozaur (hmm… skąd wiem, jakie odgłosy wydaje dinozaur?). Może wieczorem, jak synuś pójdzie spać, to napiszę coś więcej, bo w tej chwili nie mogę się od niego oderwać. „Zjadam” jego stopy razem z nim i jest przy tym śmiechu co niemiara! To są właśnie najpiękniejsze chwile mojego życia…

Chciałabym się jeszcze pochwalić, że pizza według przepisu ze strony Moje Wypieki wyszła przepyszna… Może nie wyglądała jeszcze zbyt pięknie, bo to debiut, ale pachniała i smakowała wcale nie gorzej niż pizza z naszej ulubionej pizzerii Pepperoni przy Pl. Wilsona. Chciałabym tylko ostrzec te osoby, które będą ten przepis wypróbowywać – przygotujcie się psychicznie na to, że ciasto drożdżowe paskudnie się klei. Blat kuchenny szorowałam przez dobre 15 minut! Poza tym ciężko jest uformować ładny spód z grubszymi brzegami mając do dyspozycji wałek do ciasta. Muszę chyba poprosić jakiegoś pizzermana o korepetycje z wywijania ciastem… Jak oni to robią, że im się to ciasto nie rozrywa?

Dziś zabieram się za tagiatelle w sosie serowym. Potrawa w sam raz na piątkowy wieczór we… troje:) Jeśli wyjdzie dobre, to obiecuję podzielić się przepisem!

Życzę wszystkim pogodnego weekendu!

Eyeliner i czerwona szminka

Eyeliner i czerwona szminka

Czas na krótki acz znaczący przerywnik urodowy!
Znalezione dziś na lula.pl (zdjęcie z pokazu Diora w Paryżu):

Żródło: Lula.pl (http://lula.pl/lula/51,95647,8966850.html?i=0)

Śliczna galeria, piękne kolory, no i te grzywki… Bardzo mi się podoba.
Poza tym eyeliner, czerwona szminka Givenchy i grzywka to mój zestaw na wielkie wyjścia.
Na mniejsze wyjścia tylko eyeliner i grzywka.
Na co dzień tylko grzywka:)

Sobota

Sobota

Dziś jest sobota. Jesteśmy w domu we trójkę, w związku z tym jestem trochę mniej zmotywowana do działania niż w ciągu tygodnia. Może dlatego, iż nie muszę wszystkiego robić sama i następuje rozproszenie odpowiedzialności (czytaj: każdemu z nas się wydaje, że druga osoba zrobi to, co trzeba zrobić albo że niektóre rzeczy zrobią się „same”, rezultat jest zazwyczaj dość marny). Mały śpi, więc postanawiam spisać swoje przemyślenia. Przez całą ciążę pisałam dziennik, którym chętnie się kiedyś podzielę. Czasami do niego wracam i jestem zdumiona, jak wielkie przemiany nastąpiły w moim sposobie myślenia – i czucia – przez te 9 miesięcy. Ciąża to nie tylko czas ogromnych zmian fizycznych – to również czas rewolucji kobiecego umysłu. W ciąży ciało wymyka nam się spod kontroli. Dla mnie, mimo wielu uroków, był to czas dosyć uciążliwy. Zgaga, ból kręgosłupa, huśtawki nastroju, poczucie ociężałości – to ostatnie szczególnie nieznośne dla mnie, człowieka wysportowanego i miłośniczki lekkości. Na dodatek problemy z krążeniem i katar non stop przez 9 miesięcy. Faktycznie błogosławiony stan… Na dodatek trzeci trymestr mojej ciąży przypadł na lipiec, sierpień i wrzesień– miesiące rekordowo upalne w 2010 roku. Wystarczy, że w ciąży jest gorąco od hormonów i wzmożonego krążenia krwi. Jeśli dołożyć do tego czterdziestostopniowy upał, to można zwariować. Pierwszy raz w życiu płakałam z gorąca. Czułam się bezsilna.  Nasze mieszkanie znajduje się na 5 piętrze bloku z wielkiej płyty na warszawskich Bielanach. Zachwyciło nas tym, że jest bardzo słoneczne… Okazało się to prawdziwym przekleństwem.  Podczas mojego ciężarnego lata nocą w naszej sypialni temperatura dochodziła do 37 stopni. Jak sobie to przypominam, to robi mi się słabo…


fot. Studio Qropka

No, ale do rzeczy, dosyć tych koszmarnych wspomnień. Rewolucja w umyśle! W czasie ciąży przeczytałam bardzo ciekawą książkę pt. „Umysł mamy”, autorstwa Katherine Ellison. Jest to książka przedstawiająca liczne bardzo ciekawa badania dotyczące zmian w sposobie myślenia kobiet w czasie ciąży i już po urodzeniu dziecka. Zanim stałam się mamą zawartość tej książki była wyłącznie ciekawą teorią. W tej chwili już wiem, że to, o czym K. Ellison pisze, to prawda. Tuż po porodzie faktycznie czułam się jak jeden wielki „Mommy’s Brain” (jest to określenie stanu otępienia umysłowego, jakiego doświadcza młoda mama po urodzeniu dziecka). Hormony, zmęczenie, rozkojarzenie, to wszystko razem wzięte sprawiło, że zachowywałam się i czułam jak półmózg. Jednak – jak już upłynęły 3 miesiące, kiedy mój syn i ja nauczyliśmy się siebie trochę lepiej, kiedy przyzwyczaiłam się do pewnej regularności w nieregularności, do pobudek w nocy i intensywnego planu dnia – poczułam ogromną zmianę na plus. Dodam tylko na marginesie, że nasz syn jest wyjątkowo spokojny – w sumie dużo śpi, dobrze je i jest bardzo pogodny, nie miał kolek i chyba od początku wiedział, kiedy jest noc, a kiedy dzień. To, że jest taki spokojny wcale nie zmienia faktu, że nasze życie zostało wywrócone do góry nogami. Wracając do tematu – kiedy już minęły te magiczne 3 miesiące, to zaczęłam dostrzegać i doceniać zmiany, jakie we mnie zaszły. Najprostsza i najlepiej zauważalna zmiana to wyostrzenie zmysłów. Węch wiedźmina, wzrok sokoła (mimo krótkowzroczności), słuch Mozarta (w sumie zawsze miałam super słuch, a teraz to już jest jakaś przesada) . Na dodatek nagle zaczęłam być maszyną wielofunkcyjną, która się nie rozdrabnia i potrafi wykonać wiele zadań w bardzo krótkim czasie. Jak byłam nie- mamą, nawet mi się nie śniło, że tak można.  Kiedyś przez pół dnia potrafiłam się zbierać do zrobienia jednej rzeczy (zwłaszcza w ciąży…), a teraz potrafię gotować, sprzątać, prać, prasować, rozmawiać przez telefon, oglądać film i zabawiać dziecko jednocześnie. Grunt to dobra organizacja i całkowite wyeliminowanie ze swojego życia opieszałości. Wydaje mi się, że w chwili obecnej byłabym lepszym pracownikiem niż kiedyś…
A tak oto wygląda rzeczona książka:

A oto mój sposób na to, żeby robić swoje podczas, gdy dziecko jest aktywne. Przykład: dzień wczorajszy.  Jak co rano – odkurzanie całego mieszkania (mamy dwa koty), śniadanie, kąpiel, sprzątanie szafek w kuchni , prasowanie, zakupy i ugotowanie obiadu. Jeśli chodzi o kąpiel, zazwyczaj wykorzystuję na nią czas porannej drzemki syna. Pozostałe czynności wykonuję podczas jego normalnej aktywności. Nie chcę, żeby czuł się opuszczony i samotny, więc kładę go na kocyku na podłodze lub w leżaczku, ustawiam twarzą do siebie, zajmuję się daną rzeczą i opowiadam mu, co właśnie robię. Pokazuję mu, co jem na śniadanie, opowiadam dlaczego postanowiłam właśnie posprzątać, ostatnio pokazywałam mu, jak się prostuje włosy prostownicą. Banalne, prawda? Mój synek bardzo mi się przygląda i wyraźnie lubi słuchać , jak do niego mówię, zwłaszcza gdy przeplatam opowieść piosenkami lub tańcem. Przyznam, że i ja mam z tego uciechę…  Szczerze zachęcam do takiego kontaktu z dzieckiem. Oczywiście, często też znajduję czas, żeby się z nim po prostu pobawić, a nie faszerować instruktarzem sprzątania i dbania o urodę (mam nadzieję, że mu to nie zaszkodzi, tak nawiasem mówiąc). Jednak dlaczego miałabym nie zajmować się swoimi sprawami podczas, gdy on jest aktywny? Poza tym zachęcam też do tego, żeby się nie bać od czasu do czasu pozostawić dziecko samemu sobie w łóżeczku, jeśli nie płacze i się bawi. Dzięki temu nauczy się zajmować sobą i nie będzie musiało być później za wszelką cenę zabawiane. Takie podejście nie czyni ze mnie złej matki, tylko normalną kobietę, która mądrze dokonuje wyborów dotyczących tego, jak chce wychować swoje dziecko. Zależy mi na tym, żeby mój syn był dobrze „zaopiekowany”, a jednocześnie od małego uczył się samodzielności. Zachęcam do rozwagi i unikania skrajności, do wybierania opcji optymalnych i dostosowanych zarówno do dziecka, jak i do nas samych. W naszym przypadku jest tak, że mały śpi zawsze w swoim łóżeczku. U innych sprawdzi się system spania z rodzicami. Osobiście nie jestem fanką tego drugiego rozwiązania, ale też rozumiem, że zdarzają się dzieci tak trudne i marudne, że rodzice po prostu kapitulują. Nie rozumiem jednak sytuacji, kiedy większe dzieci śpią z rodzicami w łóżku, podczas gdy dawno powinny być nauczone samodzielnego zasypiania we własnym łóżeczku… Ale nie chcę tu moralizować. Chcę tylko pokazać, jak jest u mnie, żeby czytelnicy mogli wybrać z tych rozwiązań takie, jakie będą im odpowiadać i pasować do ich kontekstu. Jednym z takich kontrowersyjnych tematów, które zamierzam poruszyć jest tzw. chustowanie oraz odwieczny dylemat: wózek czy chusta. Oczywiście odpowiedź jest prosta: Jak kto woli! Chciałabym jednak opowiedzieć, jak to się u nas zaczęło i jak jest w tej chwili.

Chciałabym podkreślić – nie jestem typem mamy, która będzie wybierała dla dziecka produkty wyłącznie hipoalergiczne, bez konserwantów i nie jadła nic oprócz chleba, żeby dziecko nie dostało wysypki. Mój syn jest karmiony wyłącznie piersią na razie, jednak zamierzam już wkrótce zacząć wprowadzać pierwsze słoiczki. Nie rozumiem idei Baby Led Weaning i nie zamierzam jej wprowadzać w życie. Jednak może do kogoś z Was przemówi, więc zachęcam do lektury na ten temat. Czym jest BLW można przeczytać na Wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/Baby-led_weaning.
Póki co karmię piersią, w tej chwili co 3-4 godziny. Od początku piję piwo Karmi (doskonale działa na laktację), jem nabiał w każdej postaci (doskonale działa na mnie i sprawia, że zęby mi nie wypadają), od czasu do czasu zjem smażonego kurczaka (bo lubię). Codziennie zjadam kostkę czekolady lub kawałek sernika z kakaową kruszonką, bo to czysta przyjemność. Mojemu dziecku nic nie jest. Piję jedną kawę dziennie, bo to podstawa mojego poranka i wisienka na torcie dla mojego śniadania. Uważam, że pranie wszystkich rzeczy w proszkach ekologicznych i przestawienie się na skrajnie zdrową żywność hoduje nam pokolenie wychuchanych alergików. Jak my byliśmy mali, to nic nie było i jakoś żyliśmy. Proszki to była hardcorowa chemia, ale nikt z nas nie miał poparzeń III stopnia. Dlatego piorę ubranka syna w zwykłej Loveli. Tak naprawdę, to i tak jest nadmierna ostrożność, bo przecież i on codziennie ma kontakt z naszą odzieżą, praną w zwykłym Persilu – jakoś nie zauważyłam, żeby przytulając się do mojej bluzy dostawał wysypki. Karmić piersią zamierzam maksymalnie rok i to od 5 miesiąca tylko co któreś karmienie. To miło, że są różne zalecenie WHO i innych, ale każda matka ma swój rozum i każde dziecko jest inne, więc nie należy tych zaleceń ślepo słuchać. Mój syn już teraz łapczywie patrzy jak pożeram swoje śniadanie, więc myślę, że to kwestia kilku tygodni, kiedy zacznie mi naprawdę zaglądać do talerza. Wtedy podam mu pierwszy słoiczek, który już zakupiłam i który czeka na swoją premierę.

Zboczyłam z tematu chustowo – wózkowego. W sumie to celowo, bo uznałam, że trochę za dużo dziś o dzieciach. Czas na przerywnik.  Zmieńmy klimat na kwestie urody:-) Jak już pisałam poprzednio, uwielbiam czuć się pięknie. Jak tylko zaczyna mi doskwierać brak nowych ciuchów, zniszczone buty, czy za długa grzywka, popadam w nieukojony popłoch. Jedynym lekarstwem jest zdecydowane działanie. Dlaczego też kilka dni temu wybrałam się do Arkadii na zakupy. Teraz powiem coś zapewne zaskakującego – robić zakupów NIENAWIDZĘ. Nigdy nie lubiłam latania po sklepach. Zawsze jest mi zbyt duszno, za ciepło, od razu robię się głodna i zła. Zazwyczaj wparowuję do sprawdzonych sklepów, rozglądam się za wymyśloną wcześniej kolorystyką, porywam z wieszaka coś, co mi wpada w oko jeśli jest mój rozmiar i – jak mi się chce to przymierzam, a jak nie, to idę prosto do kasy. Nie zdarzyło mi się jeszcze kupić czegoś nietrafionego. Jeśli chodzi o te sprawdzone sklepy, które nigdy mnie nie zawiodły, to jest to Zara i Mango. Jeśli chodzi o rozmiarówkę, to w Zarze mogę kupować na ślepo, w Mango nie zawsze. No, ale wracając, kupiłam sobie w Zarze dwie tuniki, a w Mango koszulę i powalającą sukienkę. Mimo, iż zmęczyłam się przeokrutnie, spociłam i zziajałam (uroki zakupów w zimie, kiedy na zewnątrz mróz, a Ty w rajstopach pod spodniami i puchowym płaszczu), to efekt końcowy jest dla mnie gratyfikujący. 

Bardzo polecam też pewien produkt dla matek karmiących. Są to biustonosze Hotmilk. Koleżanka mi poleciła taki sklep – Lady’s Place Biuściasty Zakątek (http://www.ladysplace.pl/). Sklep znajduje się w Metrze Centrum na piętrze. Jest to chyba jedyny sklep stacjonarny z Hotmilkami w Warszawie. Naprawdę, kobiety, wyrzućcie wszystkie inne biustonosze. Hotmilk ma przede wszystkim piękne i bardzo seksowne wzory. Może pamiętacie tę kampanię reklamową Hotmilka?

Ja mam model Her Midnight Charm was Striking (taki, jak ta pani w powyższej reklamie). Jestem zachwycona. Żaden ze staników, które do tej pory miałam, nie trzymał tak dobrze biustu – a to przecież podstawa w czasie laktacji. Poza tym mają szeroką rozmiarówkę. Tuż po porodzie wypróbowałam biustonosze następujących firm: Alles, Anita, Triumph, H&M i powiem szczerze, że wszystkie można wyrzucić na śmietnik. W ogóle nie trzymają biustu (no może z wyjątkiem Anity, który tuż po zakupie był ok), rozciągają się po kilku dniach noszenia i przestają się nadawać do czegokolwiek! Zatem drogie panie, marsz do sklepu po Hotmilk, wtedy zrozumiecie, co to znaczy sexy mama i nie będziecie mogły oderwać wzroku od własnego dekoltu, naprawdę:-)