Tag Archives: pasja

Gdyby można było odżywiać się muzyką, byłabym nieźle upasiona.

Gdyby można było odżywiać się muzyką, byłabym nieźle upasiona.

W ciągu ostatnich kilku dni przestały mi smakować nawet zupy. Wszystko smakuje jak drewno oblane benzyną. Potrafię jeść jedynie przy kimś, a i tak niemal wszystko, co lubiłam do niedawna, stało się dla mnie obrzydliwe. Karmię się więc muzyką. Coraz więcej gram na pianinie, po klasyce przyszedł czas na największe hity muzyki rozrywkowej. Udało mi się dopaść nuty do takich perełek jak „Kissing You” Des’ree, „Lemon Tree” Fool’s Garden, „Beautiful” Christiny Aguilery, „Stairway to Heaven” Led Zeppelin i „Uninvited” Alanis Morisette. Nie umiem jeszcze tego dobrze grać, nie mówiąc już o sprawnym graniu i śpiewaniu jednocześnie, ale czyż nie ma nic lepszego na doła niż wyznaczenie sobie jakiegoś ambitnego postanowienia? To jest jedno z moich dwóch dużych postanowień na najbliższy czas. Postanowień leczniczych. Do jednego się przyznaję, do drugiego nie 😉



(„Uninvited” – Alanis Morisette”)

Jeśli ktoś z Was spotka na Żoli/Bielanach patykowatego zombiaka w hipsterskiej czapce, to to będę ja. Najprawdopodobniej w wielkich słuchawkach na uszach. A po godzinach bez słuchawek, ale za to z bardzo fajnym dzieckiem za rączkę 🙂

Nic więcej dziś nie mam do powiedzenia. Posłuchajcie ze mną Alanis, poczujcie te dreszcze muzyczne, które czuję ja. Pamiętajcie o pielęgnowaniu swoich pasji. Poza rodziną, pasja to najważniejsza sprawa w życiu. Podlewajcie, pielęgnujcie, rozwijajcie! 🙂

O tym, dlaczego gotuję i się tego nie wstydzę

O tym, dlaczego gotuję i się tego nie wstydzę

Zacznę dziś od piosenki z repertuaru mojego ukochanego Skunk Anansie. Pierwszy duży koncert, na którym w życiu byłam, to był właśnie ich występ w 1999 roku w Spodku. Przed nimi grał Hey (też uwielbiam). A oto remix jednej z ich najładniejszych ballad, wykonany przez zespół Antimatter. Jak tego słucham, to jakaś część mnie wychodzi ponad sufit i dryfuje prosto do nieba.



Skunk Anansie – 100 Ways to be a good girl (Antimatter mix)

Ostatnio, w szczególności po obejrzeniu świetnego filmu „Julie i Julia” wróciłam z wielką pasją do jednego z moich ulubionych zajęć, czyli hm… gotowania. Postanowiłam przejrzeć posiadane książki kucharskie w poszukiwaniu prostych, a jednocześnie wyjątkowych przepisów obiadowych. Tuż przed Świętami przewertowałam otrzymaną od przyjaciół książkę Zofii Nasierowskiej i Janusza Majewskiego „Fotografia Smaku”. Znajdują się w nim uroczo proste przepisy na fajne dania kuchni polskiej. Książka zaczyna się od cytatu:

Jedni gotują, inni nie gotują. Pewnych rzeczy nie można zmienić. Ezra Pound.

Otóż, moim zdaniem, nie jest to prawda. Przynajmniej w moim przypadku. Ja nie gotowałam. Tylko czasem piekłam słodkości. Gotować nie lubiłam nawet przysłowiowej wody na herbatę. Jak trzeba było, to gotowałam ryż z warzywami. Do tego ewentualnie jakiś źle przyprawiony kurczak. Ale potem pojawił się na świecie mój Synek i otworzyłam się na magiczny świat smaków. Dla niego, dla nas, dla siebie.

IMG_1677

Z filmu Julie i Julia wyniosłam kilka lekcji. Pierwsza z nich jest taka: masło rządzi. Gdzie się da, zamieniam oliwy i oleje na masło. Druga lekcja, moja osobista, jest taka, że kuchnia może być piękną pasją i nie należy się tego wstydzić. Czuję, że w dziedzinie gotowania przeszłam do kolejnego etapu. Na nowy stopień wtajemniczenia. Zaczęłam eksperymentować jeszcze bardziej kreatywnie niż wcześniej. Odkrywam uroki dobrych sosów. Poniżej przedstawię Wam przepis, który zaczerpnęłam ze wspomnianej „Fotografii Smaków”. Polecam gorąco, jeśli zapraszacie gości na imprezę Sylwestrową lub po prostu na proszony obiad. Potrawą z poniższego przepisu można spokojnie wykarmić za jednym zamachem 4 – 5 osób. UWAGA! Mój przepis to „wariacja na temat” oryginalnego przepisu, więc proporcje mogą być inne.


Piersi kurczaka w sosie musztardowo – miodowym


Składniki:

– 4 piersi kurczaka (podwójne)
– 50 ml białego wina
– ok. 2 łyżki musztardy (najlepiej sarepskiej)
– ok. 2 łyżki miodu
– sól i pieprz
– masło do smażenia

Piersi kurczaka pokroić na kotlety. Posypać solą i pieprzem. Włożyć do miski. Każdy kawałek mięsa dokładnie wysmarować mieszaniną miodu i musztardy. Miskę przykryć i włożyć do lodówki. Marynować mięso przez min. godzinę. Następnie smażyć mięso na maśle aż obie strony będą ładnie zarumienione, a mięso miękkie. Nie należy się spieszyć i zbyt szybko zdejmować dania z ognia. Lepiej dodać masła i/lub wody i dać mięsu więcej czasu niż ryzykować, że potrawa będzie za twarda lub surowa. Usmażone mięso przełożyć do półmiska. Do pozostałego na patelni sosu dolać wino. Zagotować, wymieszać i powstałym sosem polać mięso.

IMG_2391

Polecam podawać z dobrym makaronem lub ziemniakami. Można też podać z sałatką. Nam obłędnie smakowało połączenie tego dania z sałatką z pomidorów, mozzarelli i pesto.

Smacznego! 🙂

P.S. A od Nowego Roku wracamy do odchudzania!