Tag Archives: pomaganie innym

O pomaganiu innym oraz o życiu w moim wyśnionym świecie.

O pomaganiu innym oraz o życiu w moim wyśnionym świecie.

Zatraciłam sens w prawe wszystkim, co robię. Jedyne, na co wystarcza mi sił witalnych, to bycie żoną i matką. Staram się też nie stracić przyjaciół, których mam. Niestety depresja zbiera swoje żniwo i przestaję czerpać przyjemność nawet z tego, co dawniej niezawodnie mnie cieszyło. Przestałam chodzić na zumbę, znalazłam sobie milion powodów, które stały się wymówkami. Ból w stawach, przećwiczenie, znużenie formułą zajęć, za mocna klimatyzacja w sali, za głośna muzyka. Wszystko jest na „nie”. Do tej pory zumba i ten blog były jedynymi ostojami, które przypominały mi, że mam pasje, że coś potrafię, że jestem silna. Teraz nawet bloga pisać mi się nie chce. Nie wiem, o czym pisać, żeby zainteresować swoich odbiorców. Często też brak mi energii, aby siedzieć i skupić się przez chwilę. Czy to przejściowy stan? Nie wiem. Nie chcę pisać o niczym, o jakichś nieistotnych bzdetach. Nie chcę, aby to był tylko i wyłącznie mój wirtualny pamiętnik. Czasami miewam pomysły, jednak brak mi motywacji do porządnego pisania. Poza tym mocno uaktywnił się mój wewnętrzny krytyk, który, jak zły szef, bombarduje moje pomysły i dusi je w zarodku.

Vincent_Willem_van_Gogh_002

(„At Eternity’s Gate” – Vincent Van Gogh, Źródło: Wikipedia)

Nie chcę, aby ten blog miał formułę pitolenia a’la Coelho, przepełnionego pseudo-psychologicznymi mądrościami i motywacyjnymi hasełkami. Od początku istnienia tego bloga chciałam, aby czytelnik tutaj trafiający spojrzał i pomyślał: „Samo życie”. Jednak muszę przyznać, że moje rozczarowanie światem oraz moje zgorzknienie spowodowane tym rozczarowaniem powodują, że wolę się schować niż próbować szukać sensu. To, co najważniejsze, dzieje się u nas w rodzinach, w domu. Jeśli miałabym się silić na jakieś mądrości, to chcę, aby były z życia wzięte. Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy, moja wielka prośba i apel do Was: Kochajcie swoich partnerów i dzieci całym sercem i duszą, otwierajcie się na swoich bliskich i poświęcajcie im maksimum swojego czasu i swojej energii. Codziennie staram się pracować nad tym, jakim rodzicem i partnerką jestem. Uczę się od swojego dziecka, że uśmiech działa cuda. Naprawdę, nawet teraz, cierpiąc z powodu depresji i – wisienka na torcie – grypy stulecia, staram się witać moje dziecko uśmiechem, na każdym razem, gdy do mnie podchodzi. Patrzę mu w oczy i uśmiecham się, mimo iż boli mnie cała twarz, wszystkie mięśnie i stawy. Nie zmuszam się do tego, po prostu chcę mieć dla mojego dziecka uśmiech w zanadrzu. Zawsze. Od razu jest mi lepiej, odrobinę. Nie zmniejsza to ogromu mojego smutku i poczucia głębokiego rozczarowania światem zewnętrznym. Sprawia jednak, że nasza relacja jest lepsza, a ja mam chęć dawać z siebie jak najwięcej.

(Phil Collins – „Another Day in Paradise”)

Jest takie wyświechtane powiedzenie: „Chcesz zmienić świat, to zacznij od siebie”. Każdy słyszał to tyle razy, że przestaliśmy się zastanawiać, co ono znaczy. Niedawno przypomniałam sobie, co to znaczy, a w każdym razie, co CHCIAŁABYM, aby znaczyło. Tutaj małe wyjaśnienie. Od wielu lat poważnie boleję nad tym, że ludzie postępują bezmyślnie wobec innych i są obojętni na ludzkie cierpienie. Za każdym razem, gdy wychodzę z domu, prawie codziennie widzę niestety przykład ludzkich zachowań, które o tym świadczą. Zresztą, nie muszę wychodzić z domu, wystarczy, że czytam w internecie o pijanych kierowcach, którzy zabijają niewinnych ludzi na drogach. Kiedy wychodzę z domu, mijam plac budowy nowego osiedla. Wiele razy, w godzinach porannych, widziałam robotników stojących przy ogrodzeniu budowy, pijących piwo. O dziewiątej razy wychylają cztery piwa zanim zaczną przerzucać cegły albo – co gorsza, wsiądą za ster żurawia. W metrze, zwłaszcza gdy jeżdżę z dzieckiem, spotykam się z całkowitą obojętnością współpasażerów wobec osób starszych, kobiet w ciąży czy osób z małymi dziećmi. Kiedyś pisałam dość jadowicie o tym, że to panowie, z nosami w smartfonach, siedzą jak święte krowy i nie ustąpią miejsca. Przyznaję jednak, że nie tylko panowie. Otóż ostatnio najczęściej widzę młode kobiety, które udają ślepe. Mało tego, zdarzyło mi się dwa razy poprosić o ustąpienie miejsca w metrze, gdy jechałam z Synkiem, objuczona torbą i plecakiem z rzeczami do przedszkola. Obie poproszone przeze mnie dziewczyny miały ok. 20-25 lat. O godzinie 9 zrobione jak na wybieg. Od jednej usłyszałam: „Może niech cię mąż samochodem wozi”. Od drugiej – prychnięcie plus przewracanie oczami. Takie zachowanie wzbudza we mnie srogi gniew. Mnie po prostu inaczej wychowano. Uważam, że w takich chwilach przydaliby się jacyś superbohaterowie, którzy by przemówili do rozsądku takim rozpieszczonym królewnom, które nie rozumieją, że małe dziecko przy gwałtownym hamowaniu pociągu może doznać poważnych urazów, podobnie jak osoba starsza. Pomijam już fakt, że po prostu nie wypada siedzieć na d… w takiej sytuacji. Kiedy pewnego wieczoru rozpaczałam nad złem tego świata, przytaczając powyższe przykłady, mój mąż powiedział mi: Jedyne, co możesz zrobić, to sama postępować inaczej, aby dać innym dobry przykład”. Właśnie, zacząć od siebie. Święta prawda. Staram się wierzyć, że to prawda. Tylko, że ja od zawsze tak postępuję, nie przechodzę obojętnie, staram się pomóc za każdym razem. A świat się nie zmienia. Przykro mi to mówić, ale coraz częściej spotykam się z okrutną znieczulicą wśród ludzi. Tracę wiarę w Polaków. To, co widzę, to wzajemna nienawiść, zawiść, zazdrość. A przecież można inaczej!

Jakiś czas temu jechałam sama tramwajem do lekarza, wysiadłam na skrzyżowaniu przy Kinie Femina. Skrzyżowanie Jana Pawła z Al. Solidarności jest wielkie i bardzo dynamiczne – piesi, tramwaje, autobusy, samochody. Kiedy już wysiadłam z tramwaju i zbliżałam się do pasów, zobaczyłam takiego maleńkiego starszego pana, który w bardzo wolnym tempie poruszał się przy pomocy balkonika. Perspektywa pokonania przez niego tego ogromnego skrzyżowania przeraziła mnie do głębi. Przez chwilę zastanawiałam się, co zrobić. Zwykle podchodzę od razu do takiej osoby i pomagam, jednak byłam mocno przeziębiona i zarażająca, więc przez chwilę się wahałam. To trwało jakieś 5-10 sekund. Nagle zobaczyłam grupkę obcokrajowców, chłopaków trochę młodszych ode mnie. Było ich pięciu. Wyobraźcie sobie moje osłupienie i radość, kiedy zobaczyłam, iż ta wesoła banda podchodzi do tego maleńkiego staruszka, sadza go na jego balkoniku i przewozi go na drugą stronę skrzyżowania. Uwierzcie mi, Kochani, że ja, kompletnie niewierząca i niepraktykująca, spojrzałam w niebo i miałam ochotę przybić piątkę temu, kto czuwał z góry nad tym dziadkiem. Widzicie – można! Marzę o takim świecie, w którym ludzie pomagaliby sobie nawzajem, w którym nie byłoby łamania zasad wspólnego użytkowania przestrzeni publicznej, nie byłoby parkowania na miejscach dla niepełnosprawnych czy w miejscach niedozwolonych, zastawiania chodnika („bo przyjechałam tylko na chwilę”), tych polskich kombinacji w stylu „jestem królem ulicy i wszystko mi się należy”. Marzę o takim świecie, w którym sąsiad uprzedza wszystkich o planowanym remoncie, w którym przestrzega się zakazu palenia na klatkach schodowych i w windach, w którym faktycznie sprząta się po psach. Marzę o tym, aby ktoś mądry zakazał trzymania dużych psów w miniaturowych mieszkankach w blokach. Marzę o takim dniu, kiedy ktoś ustanowi prawo, które odpowiednio karze osoby jeżdżące po pijaku lub na kacu. Moim zdaniem każdy, kto wsiada za kółko będąc pod wpływem lub „wczorajszy” powinien odpowiadać jak za usiłowanie zabójstwa.

Rozumiecie, dlaczego to wszystko, co widzę wokół tak mnie „boli”? Bo wiem, że mój wyśniony, idealny świat nigdy nie będzie istniał. Musiałaby się dokonać rewolucja w ludzkich umysłach. Musiałaby się zwiększyć ludzka świadomość, empatia. Prawda jest taka, iż nie wierzę, że jest to możliwe. Dlatego doskonale rozumiem ludzi, którzy zrywają kontakt ze światem, wyprowadzają się na wieś i żyją ze sprzedaży domowego pesto.

(Fokus i Gutek – „Są Dni”)

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy, życzę Wam dobrego tygodnia. Bądźcie dobrzy dla siebie nawzajem