Tag Archives: poród

Rola kobiet w życiu każdej z nas – czyli o wzajemnej pomocy w przełomowych momentach.

Rola kobiet w życiu każdej z nas – czyli o wzajemnej pomocy w przełomowych momentach.

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy,
Na początek, zanim tradycyjnie nastąpi piosenka, chciałabym się Wam do czegoś przyznać. Ostatnio wiele osób zauważyło u mnie pewien niepokojący trend. Jaki? A taki, że stałam się TYLKO MAMĄ (choć dla mnie AŻ MAMĄ). Pewnie dlatego tak mało wpisów powstaje na tym blogu, ponieważ w czasie ciąży zatraciłam pęd do bycia Nietylkomamą. Ów pęd przyczynił się kilka lat temu do powstania tego bloga. Przytłoczona obowiązkami matki – nowicjuszki, silnie pragnęłam pokazać sobie i światu, że jestem kimś więcej niż tylko mamą. To było dla mnie naturalne i bardzo ważne. Teraz, w kolejnej ciąży i na obecnym etapie naszego rodzinnego życia, trochę się pozmieniało. I to też jest naturalne. Jestem mocno skupiona na tym, co się dzieje w domu, obsesyjnie koncentruję się na wiciu gniazda. Trwa właśnie 31 tydzień ciąży, poród coraz bliżej. Coraz silniejsza jest też moja świadomość tego, że po porodzie znów bardzo dużo się zmieni w naszym życiu. Najwięcej chyba zmieni się w życiu naszego Synka – przygotowujemy się na to razem już od pewnego czasu. Ale ja dzisiaj nie o tym chcę napisać. W związku z tym, że spodziewam się Córki, dużo myślę o relacjach z kobietami, z ważnymi kobietami w moim życiu i chciałabym się z Wami podzielić kilkoma refleksjami na ten temat.

User comments

User comments

Teraz piosenka, bo przecież ten blog nie istniałby bez muzyki, podobnie jak ja. Tym razem piosenka Maleńczuka. Nie przepadam za nim jakoś bardzo, ale kilka jego piosenek jest dla mnie bardzo ważnych. Z „Sambą Mambą” na przykład wiąże się wspomnienie pewnej przyjaźni z czasów licealnych, silnej i intensywnej emocjonalnie przyjaźni z pewnym chłopakiem. Tylko przyjaźni i aż przyjaźni. Z kolei „Uważaj na niego” pamiętam z czasów studiów, ta piosenka wywołuje we mnie kilka wspomnień z tamtych czasów. Nie zawsze są to miłe wspomnienia, ale ta intensywność, ten żywioł emocji – nie mogę przejść obok tego obojętnie. No, a teraz… Nucę sobie poniższą piosenkę i czuję się po prostu dobrze. Cholera jasna wie dlaczego. Może dlatego, że ostatnio tak źle sypiam (wiadomo, kręgosłup, brzuchol i gonitwa myśli oscylująca wokół porodu) i ten tekst trafia do mnie w sposób nader dosłowny. A na dodatek parę dni temu mój Synek przed wyjściem do przedszkola patrzy na mnie i śpiewa (a śpiewa świetnie i jest bardzo muzykalny):
„Boli mnie głowa i nie mogę spać” – jedna fraza i cała piosenka jest w mojej głowie. Spóźniliśmy się na śniadanie do przedszkola, bo słuchaliśmy tego kawałka chyba sześć razy pod rząd.

(Maleńczuk i Yugopolis – „Ostatnia Nocka”)

A jeśli chodzi o kobiety, to zawsze miałam dość skomplikowane relacje z nimi. Kobiety zawsze odbierały mnie w sposób skrajny. Miałam albo bliskie przyjaciółki, albo zaciekłe „wroginie”. Sama przez wiele lat cierpiałam w powodu tych drugich, okropnie się nimi przejmując i martwiąc się tym, dlaczego budzę w nich takie negatywne emocje. Szczególnie w okresie dojrzewania, gdy zaczęło się wokół mnie kręcić sporo chłopaków, panie w wieku mojej mamy reagowały na mnie wprost histerycznie. Teraz jestem w stanie zrozumieć z tego bardzo wiele. Kobieta, która traci młodość, dostaje szału na widok rozkwitającego kobiecego pączka. Rozumiem to teraz, naprawdę. Z przyjaźniami było zawsze podobnie. Miałam (i mam) grono wspaniałych przyjaciółek, każda jest inna, ale łączą je dwie cechy – nieprzeciętna inteligencja (także emocjonalna) i coś, co nazwałaby po prostu głębią duchowo – umysłową. To są silne, pewne siebie kobiety – dlatego nie wkrada się między nas nawet najmniejsze ziarno zawiści. Każda z nas ceni siebie i dzięki temu potrafimy szanować się nawzajem. Niestety, jest też szerokie grono kobiet, które spotkałam na swojej drodze, z którymi nie było już tak pięknie. Takie, wobec których byłam otwarta i bardzo chciałam się zaprzyjaźnić, a trafiałam na mur, zbudowany z wrogości i zawiści. Szczególnie dużo spotkałam ich na swojej zawodowej ścieżce. Trochę łez przez to wypłakałam, ale obecnie jestem na takim etapie, że mi to obrzydliwie wprost zwisa. Lubię myśleć, że i te kobiety w jakiś sposób mnie ukształtowały, czegoś nauczyły, coś pokazały. Były lustrem, krzywym zwierciadłem, w którym uważnie się obejrzałam i wyciągnęłam konstruktywne wnioski. Paradoksalnie, jestem im wdzięczna za to cierpienie. Ach, jeszcze zapomniałam dodać, że będąc teraz na etapie rozrostu rodziny, spotykam się z wrogością ze strony starszych pań. Mechanizm podobny jak w czasach rozkwitającego pączka. Szkoda tracić czas na tłumaczenie nawet. Im też wybaczam, bo rozumiem… Mnie teraz irytują dziewczyny w wieku dojrzewania, takie, które dopiero zaczynają swoją kobiecą ekspansję. Tylko ja nie okazuję im wrogości. Myślę jedynie: „Ach, przekonasz się dziewczyno, że życie to nie bajka” – i na tym koniec.

d26e083600d313c5b3162aba979b6624

(Źródło: Pinterest.com)

Szczególnym czasem w naszym kobiecym życiu, kiedy bardzo potrzebujemy obecności bliskich kobiet jest moment, gdy zachodzimy w ciążę. Poważnie 😉 Wiem, że to banał, ale bardzo ważny banał. W pierwszej ciąży jest nieco inaczej niż w kolejnej (kolejnych). Wtedy, gdy wszystkie te gigantyczne zmiany dzieją się po raz pierwszy, potrzebujemy mentorki, kobiety bardziej doświadczonej, która sama przeszła przez macierzyństwo i zna się na rzeczy. Dla jednych z nas będzie to mama, babcia, ciocia, dla innych – przyjaciółki, a dla jeszcze innych, tak jak dla mnie, kilka najbliższych kobiet. Nie ma co udawać wszechwiedzącej samosi – po prostu potrzebujemy wtedy czegoś więcej niż internetu i książek, żeby się do tego wszystkiego dobrze przygotować. Ja dostałam bardzo wiele wspaniałych rad od moich bliskich kobiet. Otrzymałam też bardzo konkretną pomoc od nich. Jest to coś, za co nigdy nie przestaje się być wdzięcznym. Nie da się o tym zapomnieć. Po porodzie (o czym pisałam wielokrotnie przez te lata), lista przyjaciół ulega stanowczej weryfikacji. Nie da się uniknąć zmiany… Wiele przyjaźni (czy raczej: „przyjaźni”) rozpada się w sposób naturalny, ale te najważniejsze zostają.

10409004_10205377964382133_8970154824562504938_n

A przy drugiej ciąży? Kiedy stajesz się matką drugi raz, po prostu stajesz się JESZCZE BARDZIEJ matką. Już nie leżysz i nie pachniesz całymi dniami, będąc „tylko w ciąży”. Jesteś już przecież matką tej pierwszej istotki, która Cię bardzo potrzebuje. Nie zapominasz o tym. Jesteś więc matką podwójnie i coraz mocniej. Teraz już nie potrzebujesz mentorki w kwestiach macierzyństwa, bo sama nią jesteś dla siebie. Owszem, możesz podpytywać te przyjaciółki, które mają więcej niż jedno dziecko o to, jak to będzie… Ale i tak najważniejsze już wiesz, znasz, przeżyłaś. Wiedziały gały co brały drugi raz i nikt się nad Tobą rozczulać nie będzie. W sumie to dość fajne, że nie jesteś dzieckiem błądzącym we mgle. Potrzebujesz jednak swoich bliskich kobiet, wiesz dlaczego? Właśnie dlatego, że stajesz się coraz bardziej TYLKO MAMĄ. Potrzebujesz teraz życzliwych i wyrozumiałych przyjaciółek, które o Tobie nie zapomną, które Cię nie odtrącą i które będą Ci na każdym kroku przypominały, kim jesteś. Takich, które po urodzeniu się Twojego kolejnego dziecka będą Cię wyciągały z domu. Takich, które nie pozwolą Ci wpaść w depresję i popaść w zapomnienie. Takich, z którymi upijesz się po raz pierwszy od dwóch lat, gdy już odstawisz dziecko od piersi. Wydaje mi się, po prostu mam takie przeczucie, że to będzie kolejna próba i lista ulegnie kolejnej weryfikacji. Ale zostaną tylko najlepsze, najtwardsze, najbardziej zajebiste wyjadaczki z frontu macierzyńskiego 🙂 Wierzę w to głęboko!

To tyle na dziś, po tej długiej przerwie aż mnie wszystko rozbolało od naparzania w klawiaturę.
Trzymajcie się ciepło i nie zapominajcie o sobie (a także o sobie nawzajem), Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Konsultacje/coaching dla kobiet w ciąży, par spodziewających się dziecka oraz dla rodziców małych dzieci

Konsultacje/coaching dla kobiet w ciąży, par spodziewających się dziecka oraz dla rodziców małych dzieci

UWAGA!UWAGA!

Od czerwca, w każdą niedzielę, w przychodni Babka Medica w Warszawie prowadzę konsultacje dla kobiet w ciąży, par oczekujących dziecka oraz dla świeżo upieczonych rodziców.

Zapraszam serdecznie!

Zapisy w recepcji przychodni:

Babka Medica
Ul. Słomińskiego 19, lok. 517
00-195 Warszawa

Tel.: 606 653 853
668 34 07 21
(22) 637 50 01

Dlaczego te małe pazurki tak szybko rosną? Kilka słów o pielęgnacji niemowląt

Dlaczego te małe pazurki tak szybko rosną? Kilka słów o pielęgnacji niemowląt

Teraz będzie trochę o opiece nad dzieckiem. Temat oklepany i banalny, ale jednak, moim zdaniem, omawiany trochę pobieżnie. We wszystkich gazetach i książkach, które czytałam będąc w ciąży, zabrakło pewnego bardzo istotnego elementu. Ale o tym za chwilę.

Kiedy rodzimy dziecko, wszystkie dotychczasowe doświadczenia musimy wykorzystać w jednej chwili. Do tej pory ćwiczyliśmy „na sucho” (w szkołach rodzenia – na straszliwych lalkach), czasem podpatrywaliśmy, jak to się robi u przyjaciół lub kogoś z rodziny. Przychodzi czas na nasz debiut. W przeciwieństwie do lalki, noworodek się rusza! Wielu rodziców doświadcza całkowitego paraliżu na myśl o tym, że ma przebrać, przewinąć lub wykąpać dziecko. Jak to zwykle bywa – wszystko zależy od predyspozycji i wiary we własne kompetencje. Ta wiara w siebie, to jest wspomniany przeze mnie element, który pomija się w literaturze. Jak we wszystkim w naszym życiu – w pracy, w miłości, w zawodach, konkursach – najistotniejsza jest wiara w to, że nam się uda. Niestety, dostajemy „instrukcję obsługi” i już. Że wacikiem i wodą przegotowaną buźkę myć trzeba! Że paznokcie trzeba obcinać! Że nos z wydzieliny codziennie po kąpieli oczyszczać! Nikt jednak nie wspomina o tym, że dziecko potrafi bardzo wyraźnie protestować. Nikt nie mówi, co zrobić, żeby sobie z tym poradzić.

Mojemu synkowi pazurki rosną tak szybko, że trzeba je obcinać co dwa dni. W przeciwnym razie jak wstaję rano, widzę pooraną buźkę. Nie daj Boże, tego dnia wpadają do nas goście i dziecko wygląda jak ofiara ataku naszych Bogu ducha winnych kotów.

Przy wieczornej kąpieli Mały jest zazwyczaj bardzo spokojny, jednak jak tylko przychodzi czas na oczyszczanie nosa słynną Fridą, to zaczyna się horror. Sceny dla widzów o mocnych nerwach. Moje pierwsze zetknięcie się z tym urządzeniem to był szok. Że jak? że ja mam własnymi ustami wyciągać glutki? Dobra, jest jakiś filtr, ale i tak: BLEEEE!!!!

Otrząsnąwszy się z pierwszego szoku musiałam opanować tę jakże trudną umiejętność jednoczesnego:
– pochylenia się nad dzieckiem
– włożenia urządzenia do dziurki w nosie
– silnego wciągania powietrza własnymi ustami
– kontrolowania, żeby nacisk końcówki urządzenia na nosek nie był zbyt mocny
– stanowczego i jednocześnie delikatnego podtrzymywania rozszalałej główki dziecka (które jak na meczu tenisowym kręci głową z prawej na lewą, tylko że dziesięć razy szybciej…)

Niemożliwe?? A jednak!!
W takiej sytuacji tylko spokój może nas uratować. Totalny Zen. Warto też mieć pod ręką poczucie humoru (wystarczy sobie wyobrazić, jak się w tej chwili wygląda) oraz zabawkę, która może odwrócić uwagę dziecka (szczerze?! powodzenia…).

Po paru tygodniach nabierasz wprawy we wszystkim. Jednak żeby te początki nie były zbyt trudne, warto od razu, od pierwszych minut życia dziecka wierzyć, że jesteśmy w stanie doskonale i sprawnie zająć się własnym dzieckiem. Bardzo ważna jest też postawa partnera, który powinien nas w tym utwierdzać. Radzę pozbyć się męża z domu, jeśli jego wsparcie polega na siedzeniu w fotelu, czytaniu gazety i wykrzykiwaniu od czasu do czasu: „Źle!”, „Co ty mu robisz?” , „Przecież zrobisz mu krzywdę!” itp. Uważam też, że już w szpitalu personel powinien zachęcać matki i ojców do opiekowania się dzieckiem oraz utwierdzać ich w przekonaniu, że świetnie im idzie. Niestety nie zawsze tak jest… Personel w szpitalu potrafi naprawdę dobić. Wychodząc ze szpitala po urodzeniu syna, usłyszałam od pewnej położnej, że ona jakoś nie widzi, że sobie poradzę z… (i tutaj powiedziała, o co chodzi). Całe szczęście, mimo szoku poporodowego i przypadającego na ten moment baby bluesa, nie dałam się! Wróciłam do domu i zdałam na własną intuicję. Od razu wszystko zaczęło się udawać!

W ciągu ostatnich tygodni miałam kilka takich magicznych przebłysków siły. W chwilach, kiedy wydawało mi się, że z czymś sobie nie poradzę, nagle uświadamiałam sobie, że jeśli będę tak myśleć, to faktycznie czeka mnie porażka. Brałam oddech i mówiłam sobie: „Dasz sobie radę!”.
Dzięki tej postawie nie bałam się porodu. Możecie wierzyć lub nie, ale w tak ekstremalnej sytuacji jak poród, psychika gra największą rolę. Urodziłam błyskawicznie, bez znieczulenia, większość porodu spędziłam w domu. Miałam kilka potężnych kryzysów, kiedy sobie myślałam: „No nie, no! Nie dam rady, wycofuję się, wciągnijcie to dziecko z powrotem!”. Jednak to, co się dzieje z kobietą w porodzie, to jest prawdziwy cud! Po prostu wiesz, że musisz, że nie masz wyjścia, nie możesz się poddać. Zbierasz w sobie siłę i mobilizujesz organizm i psychikę do największego wysiłku w swoim życiu. Dajesz radę. Rodzisz tego wspaniałego człowieka. To doświadczenie umacnia Cię na długi czas.

Namawiam Was, kobiety, żebyście przez całą ciążę, poród i okres macierzyństwa wsłuchiwały się w siebie. Zachęcam do prowadzenia dzienników, malowania, śpiewania lub innych form ekspresji emocji, które lubicie. Słuchajcie swojego organizmu. To bardzo pomaga.

Podejrzewam, że wielu z Was może mi zarzucić niepoprawny optymizm. Możecie myśleć, że jestem niedoświadczona życiowo i niczego się nie boję. Nic bardziej mylnego. Moim zdaniem, istnieją dwa rodzaje optymizmu. Wtórny i pierwotny. Ten pierwotny występuje u dzieci i osób nietkniętych ciężkimi doświadczeniami życiowymi. Niewinny, piękny… Bardzo łatwo go zniszczyć, niestety. Optymizm wtórny rodzi się wraz z doświadczeniem życiowym. Jeśli mimo trudnych doświadczeń życiowych jesteśmy w stanie być optymistami, to to jest prawdziwy power! Mnie się to udało osiągnąć dopiero na pewnym etapie ciąży, jakoś pod sam koniec.

Fot. MK

Zboczyłam mocno z głównego wątku. Pielęgnacja! Jak we wszystkim, nie dajmy się zwariować… Każdy powinien poszukać rozwiązań dobrych dla siebie i swojego dziecka. U jednych sprawdzi się wanienka na stelażu, u innych kąpiel w dużej wannie. Jedni będą używać od początku aptecznych kosmetyków hipoalergicznych, inni zaczną od prostej Nivei i też będzie dobrze. Słuchajmy, uczmy się, zbierajmy doświadczenia, obserwujmy – po to, żeby móc wybierać spośród wielu rozwiązań. Nie dajmy sobie narzucać cudzych rozwiązań, choćby było to podszyte najlepszymi chęciami. Taka bierność podkopuje naszą rodzicielską siłę – a warto z niej korzystać!

Myślę, że wystarczy tych poważnych wywodów na dziś. Jak tylko Mały się obudzi, to idziemy na spacer. Wprawdzie dziś nie ma ani wiosny, ani tańczących płatków śniegu, ale i tak jest pięknie:-)