Tag Archives: problemy z karmieniem dziecka

Kwestia biustu

Kwestia biustu

Kiedy byłam w ciąży myślałam, że nie ma nic prostszego niż karmienie piersią. Obserwowałam karmiące matki i sobie myślałam: „No banał – wystawiasz cyc, podajesz dziecku i już”. Wydawało mi się to proste i naturalne. Odkąd sama jestem matką wiem, jak wielki to mit… Jeśli jesteś matką, której dziecko od razu po przyjściu na świat instynktownie przyssało się do piersi – masz wielkie szczęście. Podobno większość kobiet ma na początku problem z karmieniem. Karmienie jest jedną z najczęstszych bezpośrednich przyczyn baby bluesowej fontanny łez.


Fot. Studio Qropka

Na początek przytoczę historię:

Czołowy warszawski szpital. Cztery kobiety w jednej sali. Dwie z nich mają problemy z karmieniem. Są to kobiety, które pierwszy raz rodziły, czyli nomen omen „pierworódki” (swoją drogą, kto wymyślił takie brzydkie określenie?!) Kilka godzin temu zakończyły poród. Są wykończone. Zbliża się noc, każda z nich, choć hormony jeszcze nie opadły, marzy o tym, żeby zasnąć i odreagować wielkie emocje. Martwią się jednak, że ich dzieci zamiast ssać, wolą spać. Nie wiedzą, czy przyczyną jest temperament dzieci, czy też dzieje się z nimi coś złego… W sumie powinny się cieszyć! Dziecko śpi, odpoczywa po porodzie, który przecież był dla niego równie trudny jak dla matki, a może nawet trudniejszy. Jest to doskonała okazja, żeby i matka mogła odpocząć.

Nastaje noc, do sali wparowuje położna. Podchodzi do jednej z kobiet, zaczyna budzić zarówno ją, jak i jej dziecko.
– Ssie? – pyta.
– Nie – odpowiada zaspana mama. A może powinna powiedzieć tak? Dla świętego spokoju… Ale która „pierworódka” by na to wpadła? Pokarm zaczyna się gromadzić. Piersi powoli stają się ogromne i obolałe.

Dziecko nie chce się obudzić. Położna zaczyna je bujać na wszystkie strony. Kiedy to nie pomaga, zaczyna mocno łaskotać śpiące dziecko po plecach i szczypać w udka. Następnie, kiedy to też nie pomaga, bierze wacik nasączony zimną wodą i przykłada go do twarzy dziecka dziecka. Zaskoczona takimi metodami i przerażona matka próbuje protestować. W odpowiedzi słyszy: „Dzieci muszą ssać! Chyba chce pani dla niego jak najlepiej?!”. Ta odpowiedź zamyka matce usta. Próby budzenia i przystawiania dziecka trwają całą noc. Kolejny dzień i następna noc wyglądają tak samo. Przychodzą kolejne położne. Za każdym razem pakują palec do buzi dziecka, żeby sprawdzić odruch ssania. Matka próbuje im tłumaczyć, że dziecko potrafi ssać, tylko woli spać! Sama próbuje sobie radzić jak tylko może z napływem pokarmu. W trzeciej dobie życia dziecka, matka popada w baby blues. Płacze, bo nie jest w stanie nauczyć swojego dziecka, jak ma ssać. Płacze, bo widzi, że niektórym przychodzi to bardzo naturalnie. Martwi się, że jest coś nie tak z nią lub z jej dzieckiem. Wątpi we własne kompetencje. Personel sugeruje dokarmianie sztucznym mlekiem. Kolejny raz – matka chce jak najlepiej dla dziecka, więc się zgadza. Z bólem w sercu patrzy, jak położna karmi dziecko ze strzykawki przez sondę.

W trzeciej dobie matka z dzieckiem zostają wypisani do domu. Muszą sobie poradzić sami. Muszą się siebie nauczyć. Wracają do domu i wszystko zaczyna się układać. Jest spokojnie, wygodnie, przytulnie, domowo. Szpital nie jest miejscem do nauki karmienia, ponieważ panuje w nim zgiełk, chaos i krwiożercza flora bakteryjna. Poza tym oddalenie od domu oraz sposób traktowania pacjentek przez personel może pogłębiać istniejące już problemy.

Takich historii słyszałam wiele. Zakończenia bywają różne. Niektóre mamy się poddają, bo nie mają wsparcia, nie mają możliwości skorzystania z pomocy poradni laktacyjnej albo zwyczajnie – są wykończone psychicznie.

Chciałabym przedstawić te kwestie dotyczące karmienia piersią, o których nie wiedziałam będąc w ciąży, a które uważam za bardzo ważne:

1. Karmienie piersią nie jest wcale takie proste – dziecko musi się tego nauczyć. Matka też.

2. Na początku karmienie jest bardzo niewygodne. Piekielnie boli kręgosłup. Wypracowanie sobie wygodnej pozycji przy karmieniu wymaga czasu i wprawy.

3. Często bywa tak, że laktacja ma zmienne natężenie. W związku z tym rozmiar biustu może się dość mocno wahać. Zakup stanika do karmienia powinien mieć miejsce dwa razy – tuż po porodzie i w kilka – kilkanaście tygodni po, kiedy laktacja jest już unormowana.

4. Restrykcje dotyczące tego, co wolno jeść a czego nie, są gorsze niż w ciąży. Podobnie z lekami – prawie nic nie można brać. Dzięki temu wiele osób może się wyleczyć z niepotrzebnej lekomanii:-) Z drugiej strony leczenie silnego przeziębienia sokiem malinowym potrafi wlec się w nieskończoność…

5. Podczas karmienia boli brzuch, czasami nawet bardzo – zwłaszcza tuż po porodzie. Wszystko to za sprawą oksytocyny, która wywołuje obkurczanie się macicy (to w sumie bardzo dobrze, dzięki temu brzuch maleje bardzo szybko).

6. Warto też wiedzieć, że baby blues to nie koniec huśtawek hormonalnych. Przy każdym karmieniu dostajemy znów endokrynologicznego kopa. Ten kop odpowiada za to, że w jednej chwili można z nami normalnie porozmawiać, a w drugiej zalewamy się fontanną łez wywołanych rozczuleniem na widok swojego dziecka.

7. Podczas karmienia strasznie, ale to strasznie chce się spać. Winowajcą jest prolaktyna, „hormon łagodności”. Odpowiada za nasz rzewny nastrój i tkliwość, a także za tą nieodpartą ochotę na sen. Nasz mózg krzyczy: „SPAĆ!”. Najlepiej od razu, tu i teraz! W związku z tym polecam ustawić fotel do karmienia tuż przy łóżku. Radzę też, żeby ktoś Was pilnował w czasie nocnych karmień. Mnie się zdarzyło kilka razy przysnąć kamiennym snem i obudzić się z niewyobrażalnym bólem karku. Zawsze można też karmić na leżąco, nie każdy jednak lubi.

Na koniec punkt najistotniejszy. Zanim zostałam matką, nie byłam do końca świadoma tego, jak silna więź łączy matkę z dzieckiem. Dopiero doświadczenie tego na własnej skórze uzmysłowiło mi, jak silne jest to uczucie i jednocześnie uzależnienie. Karmienie piersią dodatkowo pogłębia tę więź. Rozdzielenie na dłuższą chwilę (w moim przypadku ponad 2 godziny) wywołuje tęsknotę z niczym nie porównywalną, wymieszaną z całym spektrum różnych uczuć, których opisać nie jestem w stanie. Tęsknotę tę czuje się w głowie, w sercu i … w piersiach.

Warto już podczas ciąży przygotować się psychicznie na potencjalne kłopoty z karmieniem. Polecam też przemyśleć sobie, co zrobimy, kiedy z jakiegoś powodu karmić naturalnie nam się nie uda. Moim zdaniem, najważniejsze jest wewnętrzne przekonanie, że bez względu na to, jakie karmienie ostatecznie wybierzemy, będzie dobre dla naszego dziecka. Ja uparłam się na karmienie naturalne i udało mi się. Jeśli jednak karmienie piersią jest dla matki zbyt trudne i decyduje się ona zrezygnować, to jest to lepsze wyjście niż robienie czegoś na siłę. Nie ma nic gorszego niż stres. Zrelaksowana, pogodna i spokojna mama podająca butelkę jest równie dobrą mamą, jak ta, która karmi piersią. Jak już kiedyś wspominałam, uzbrojone w wewnętrzną siłę, optymizm i wiarę we własne matczyne kompetencje, jesteśmy w stanie dać dziecku wszystko, co najlepsze i tym samym cieszyć się z macierzyństwa.

http://www.youtube.com/watch?v=5ppsiKl6udI

Po raz kolejny – trzymam kciuki za wszystkie mamusie!