Tag Archives: przepisy

Prozaicznie: o dobrym żarciu.

Prozaicznie: o dobrym żarciu.

Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy,
Dziś nie będę się wymądrzać. Nie mam nic odkrywczego do powiedzenia. Skupię się więc na lekkich tematach. Cieszy mnie zbliżająca się wiosna! Cieszą mnie ruchy Maleństwa w brzuchu. Cieszę się także tym, że od paru tygodniu ustąpiły mdłości i mogę w końcu jeść, znów cieszę się różnymi smakami i odkrywam w sobie nowe pokłady cierpliwości do gotowania.

(Christina Aguilera – „Save me from myself”)

Wczoraj spędziłam cały dzień w domu – gotując, sprzątając, zmywając (to ostatnie niedługo się skończy, bo za ok. 2 miesiące w naszym domu zamieszka zmywarka i wtedy oszaleję ze szczęścia!). Czułam się sfrustrowana i zła przez to siedzenie w domu, ale za to udało mi się zrobić pyszny obiad i deser. Chciałabym się z Wami podzielić tymi „osiągnięciami” 😉 Chyba nie mam gdzie wyżyć się twórczo, więc wymyślam przepisy. Wczoraj powstał przepis na pieczone żeberka, mój własny! Jestem z niego dumna, bo wyszło pysznie i dlatego chcę się nim podzielić. Przepis na babeczki zaczerpnęłam z książki „Fotografia Smaku” Zofii Nasierowskiej i Janusza Majewskiego.

Jeśli chodzi o żeberka, to najważniejsze jest zdobycie naprawdę dobrego, świeżego mięsa. Od pewnego czasu w ogóle nie kupuję mięsa w marketach. To nie jest mięso, to jest jakiś dziwny syf. Warto się dobrze rozeznać i znaleźć w swojej okolicy naprawdę dobry sklep z mięsem. Takie sklepy najczęściej można znaleźć na bazarkach, np. pod Halą Mirowską. Oczywiście, zdarzają się wyjątki: kiedyś zakupiłam mięso na bazarku przy Włościańskiej i potem bardzo, bardzo chorowałam. Na szczęście przyjaciółka poleciła mi inne miejsce i teraz tylko tam robię zakupy. Mój sklepik znajduje się na Żoliborzu, jest mały i niepozorny. W tej brązowej budce znaleźć można naprawdę wyjątkowej jakości mięso. Właściciel jest niezwykle uprzejmy. Można u niego nawet zamówić coś telefonicznie, jeśli jest taka potrzeba (np. kaczkę lub gęś albo wątróbki cielęce). Tak to właśnie powinno wyglądać! Kiedy ma się już naprawdę dobre mięso, to można sobie coś dobrego wyczarować.

NIETYLKOMAMOWY PRZEPIS NA PIECZONE ŻEBERKA:

UWAGA: mięso najpierw trzeba przez 12 godzin marynować w lodówce. Potem czas przygotowania wynosi ok. 2,5 godziny.


Składniki:

– Świeże żeberka (dwa długie pasy, ok. 30-40 cm)

Na marynatę:
– 3 łyżeczki musztardy miodowej
– Duża łyżka miodu
– 3 łyżeczki przyprawy miodowej do żeberek (Prymat)

Na sos:
– 2 łyżki masła
– Biała cebula: 1 mała lub pół dużej
– 3/4 szklanki wody
– 1/4 szklanki sosu sojowego jasnego
– 1/8 szklanki whisky
– 1/4 łyżeczki ostrej papryki w proszku
– 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

Sposób przygotowania:

Żeberka pokroić na kawałki (6-7 cm). Posolić, posypać przyprawą do żeberek, wszystko dobrze wsmarować w mięso. W szklance wymieszać musztardę z miodem. Powstałą marynatą dokładnie wysmarować mięso. Żeberka ułożyć w misce, przykryć folią spożywczą i wstawić na noc do lodówki (na ok. 12 godzin). Na ok. 2,5 godziny przed podaniem obiadu: przygotować dużą patelnię, rozpuścić w niej 2 łyżki masła. Na roztopione masło wrzucić pokrojoną w kosteczkę cebulę. Wlać odrobinę wody i ułożyć na patelni mięso. Krótko wszystko razem smażyć (oczywiście, mięso po obu stronach). Rozgrzać piekarnik do 200 stopni. Podsmażone żeberka (bez cebuli i bez sosu) ułożyć w naczyniu żaroodpornym, skropić oliwą z oliwek. UWAGA: Nie wyrzucać tego, co zostało na patelni! Żeberka piec najpierw przez godzinę w bez przykrycia (po ok. 30 minut z każdej strony), a potem przykryć i piec jeszcze przez godzinę.

Sos: Na małym ogniu podgrzać to, co zostało nam ze smażenia żeberek na patelni. Dolać wodę (3/4 szklanki), sos sojowy, whisky i ostrą paprykę. Doprowadzić do wrzenia i zdjąć z ognia. Następnie przecedzić sos przez sitko na małą patelnię. Cebulę wyrzucić (albo spożytkować inaczej, wg własnego uznania). Przed podaniem żeberek sos podgrzać i zagęścić mąką ziemniaczaną.

Danie można serwować np. z kluskami śląskimi i sałatą (u nas była to roszponka).
Smacznego!

IMG_20150307_143412

A teraz deserek! 🙂
Uwielbiam proste przepisy typu zamieszać/zagnieść, wstawić do piekarnika i siup: gotowe! Dlatego jak zobaczyłam przepis na babeczki Zofii Nasierowskiej to aż podskoczyłam ze szczęścia. Proste, wręcz banalne, kruche babeczki, które można dowolnie udekorować – no, marzenie 🙂 W przypadku tego przepisu ważne jest, aby ciasto zagnieść minimum 24 godziny przed upieczeniem babeczek. U nas połowa ciasta została upieczona po 24 godzinach, a druga po pięciu dniach – z kruchym ciastem tak można!

A oto przepis z książki „Fotografia Smaku”, odrobinę przeze mnie zmodyfikowany:

BABECZKI Z BITĄ ŚMIETANĄ I KONFITURĄ (lub dowolnym wybranym dodatkiem)

Składniki:

– 300 g mąki
– 300 g masła
– 100 g cukru pudru
– 3 żółtka
– śmietanka kremówka lub dowolny krem
– konfitura
– co tam jeszcze chcecie 🙂

Sposób przygotowania:

Mąkę, masło, cukier i żółtka zagnieść na jednolitą masę (UWAGA: dodam od siebie, że na początku ciasto potwornie się klei – ja dodawałam mąki, szczypta za szczyptą, jednocześnie wyrabiając ciasto – aż do skutku). Włożyć ciasto do lodówki nawet na parę dni (ja owinęłam wałki folią aluminiową i włożyłam do lodówki). Z ciasta uformować podłużne wałki (o średnicy ok. 3 cm). Odcinać plasterki grubości ok. 2 cm, wkładać do foremek (ja piekłam babeczki w formie do muffinek, w papilotkach) i wykleić palcami. Piec przez ok. 15-20 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

Udekorować można dowolnie. Ja ubijałam kremówkę z cukrem pudrem i Śmietan – Fixem (żeby się lepiej trzymała), na górę wrzuciłam wisienkę (konfitura Łowicz się kłania) i wszystko posypałam cukrową posypką.

Proste? Proste! A jakie pyszne 🙂

IMG_20150307_203057

Jeszcze raz: SMACZNEGO, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Banalnie proste ciasto marchewkowe dla zabieganych.

Banalnie proste ciasto marchewkowe dla zabieganych.

Mój Synek od kilku dni marzył o cieście marchewkowym. Prawda jest taka, że nigdy wcześniej takiego ciasta nie piekłam. Pomagałam dwa razy w pieczeniu mojej przyjaciółce, ale to było dawno, dawno temu. Wczoraj postanowiłam spełnić życzenie mojego Synka. Zakupiłam słodkie marchewki i po powrocie z przedszkola postanowiłam zabrać się do roboty. Pomyślałam o tym, że rano, zamiast śniadania będę mogła na szybko przegryźć odrobinę tego ciasta i zapić kawą. Ślinka zaszkliła się w kąciku, nie ma co 🙂

(Club Des Belugas – „Coffee to go”)

Niestety od wielu miesięcy jestem dość nieprzytomna – delikatnie mówiąc. Kupiłam marchewkę, ale zabrakło mi tak ważnych składników jak chociażby olej słonecznikowy czy mąka pszenna. Dlatego zrobiłam ciasto z tego, co było w domu – czyli użyłam oliwy z oliwek (nie polecam, bo ma za mocny aromat) i mąki pełnoziarnistej (to akurat był strzał w 10!). Ciasto wyszło przepyszne – korzystałam z kilku przepisów z sieci (najwięcej zaczerpnęłam z przepisu pani Ewy Wachowicz), ale też zaszedł pewien freestyle 😉

Oto mój przepis na ciasto marchewkowe:

Składniki:

– 4 jajka
– 1 szklanka drobnego cukru do wypieków
– 1 szklanka oleju roślinnego (najlepiej chyba słonecznikowego)
– 1 łyżeczka proszku do pieczenia
– 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
– 1,5 szklanki mąki pełnoziarnistej
– 0,5 łyżeczki soli
– 1 łyżeczka cynamonu
– ok. 1,5 – 2 szklanek startej marchewki
– garść suszonej żurawiny (dla chętnych)

Sposób wykonania:

Całe jajka ubijamy z cukrem (zaczynamy od niskich obrotów, po ok. 2 minutach rozkręcamy się na max). Dolewamy oleju, ubijamy dalej. Następnie mieszamy mąkę z sodą, solą i proszkiem do pieczenia. Powoli wsypujemy do masy jajecznej i ubijamy na niskich obrotach. Gdy wszystko będzie już dobrze wymieszane, dodajemy cynamonu. Na końcu wsypujemy marchewkę i inne dodatki (żurawiny, orzechy – wedle uznania) i wszystko mieszamy łyżką. Tortownicę o średnicy 22 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wlewamy ciasto. Pieczemy w ok. 180 stopniach przez ok. 1 godzinę. Smacznego!

marche

Zjedzmy zdrowie – czyli co jeść, aby przygotować się na jesień.

Zjedzmy zdrowie – czyli co jeść, aby przygotować się na jesień.

Jesień czuję całą sobą. Siedzę sobie w domu, walczę z zapaleniem zatok i planuję czwarte urodziny mojego Synka. Na moim balkonie zaroiło się od wrzosów, na które uwielbiam patrzeć. Pracuję nad tym, aby się dobrze odżywiać, mimo braku apetytu. Ostatnie wyniki badań krwi pokazują, że moje zapasy są na wyczerpaniu. Dlatego włączyłam do jadłospisu kaszę jaglaną (mimo iż uważam, że jest obrzydliwa, bleh bleh), duuużo warzyw i owoców. Codziennie na śniadanie zjadam pastę z awokado, na obiad zupę – bombę witaminową. Podjadam seler naciowy, ciemną czekoladę. Stronię od białych buł, serów i mleka. Na razie nie widać efektów zmiany diety – prawie cały wrzesień przechorowałam. No, ale zobaczymy! Ważne, że się staram zmienić swoje stare przyzwyczajenia.

A teraz zagram Wam coś ładnego:

(Wolf Myer Orchestra – „Is it me”).

Podzielę się również z Wami przepisem na zupę – krem z warzyw. To taka jesienna odmiana. W sumie możecie dodawać do niej, co Wam się podoba. A przepis jest dla tych, co potrzebują przepisu, żeby się zmotywować do zrobienia potrawy.

Krem z warzyw na jesień

Składniki (na wielki gar zupy):

– 1 duża cebula cukrowa
– kawałek imbiru (długości ok. 1,5 cm)
– sól, pieprz, czarnuszka
– 5 dużych marchewek
– 2 pietruszki
– 6-7 średniej wielkości ziemniaków
– nieduży kawałek dyni (np. ćwiartka małej dyni)

Sposób przyrządzenia:

Marchewkę, pietruszkę i ziemniaki obieramy, wrzucamy do garnka z osoloną wodą i gotujemy do miękkości. Imbir i cebulę obieramy i kroimy na kawałki. Wrzucamy na patelnię skropioną odrobiną oliwy z oliwek. Przez 5-7 minut smażymy na średnim ogniu. Dolewamy odrobiny wywaru z gotujących się w garnku warzyw. Dynię obieramy ze skóry, usuwamy pestki i kroimy miąższ w kostkę. Pokrojoną dynię wrzucamy na cebulę z imbirem, zalewamy wywarem z warzyw tak, aby zakryć wszystkie kawałki. Przykrywamy patelnię i dusimy potrawę aż dynia będzie miękka. Bierzemy duży garnek, wrzucamy ugotowaną marchewkę, pietruszkę i ziemniaki (wywar odcedzamy – można wylać, można wykorzystać do innej potrawy). Dodajemy zawartość dyniowej patelni (tym razem nic nie odcedzamy). Dodajemy sól, pieprz, czarnuszkę (po 2 szczypty) i inne przyprawy według uznania. Całość miksujemy mikserem (końcówką do rozdrabniania). Podajemy na ciepło z ulubionymi dodatkami.

Smacznego i na zdrowie!

20140929_160729

Miłego dnia, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy 🙂

Niedzielny obiad na wypasie, który powstaje przez trzy dni

Niedzielny obiad na wypasie, który powstaje przez trzy dni

Ostatnio coraz częściej zaczynam doceniać fakt, iż moja pamięć, jak dotąd niezawodna, zaczyna się ulatniać 😉 Pomaga mi to wybaczać niektóre urazy oraz – po prostu – odpuszczać.



(Soyka – „Cud niepamięci”)

A teraz będzie kulinarnie. No więc… jak ja mam, CHOLERA, schudnąć, skoro dziś znów gotowałam i to takie pyszności… Staram się ostatnio jeść mniejsze porcje i unikać jedzenia słodyczy, ale… tyle jest pokus! Wszędzie! Na szczęście zbliża się wiosna, spacery, więcej (mam nadzieję) energii… Może będę więcej spalać 😉

Chcecie poznać sekrety pysznego niedzielnego obiadu z udziałem pieczonego mięsa? Nie zdradzę Wam wszystkich, bo każda gospodyni powinna zachować dla siebie kilka takich sztuczek, których nie wyjawi nikomu. Niektóre z sekretów mogę Wam jednak wyjawić:
– Naprawdę wysokiej jakości mięso (np. spod Hali Mirowskiej albo – w ostateczności – z Merkurego przy Placu Wilsona).
– Dłuuuugie marynowanie w ogromnej ilości przypraw (bez konserwantów) i oliwy (może być z oliwek, choć ja ostatnio przerzuciłam się na stary dobry słonecznikowy, bo bardziej mi smakuje). Takie marynowanie powinno trwać przynajmniej 12 godzin (w lodówce, pod przykryciem).
Dłuuugie pieczenie mięsa w średniej temperaturze. W trakcie pieczenia należy kontrolować mięso dość często, skrapiać oliwą, podlewać wodą. Aby nie spaliło się od góry, warto przykryć naczynie żaroodporne folią aluminiową, a dopiero potem nałożyć pokrywę. Serio.

A oto przepis na obiad, z pieczonym indykiem w roli głównej. Inne mięsa (takie jak karkówka, schab czy kurczak) należy nieco inaczej marynować (z innymi dodatkami), w trakcie pieczenia pojawią się także inne dodatki. Ponadto zdradzę Wam sposób na pyszne pieczone ziemniaki – z wykorzystaniem formy do muffinek 🙂

PRZEPIS NA NIEDZIELNY OBIAD NA WIELKIM WYPASIE:

Składniki:

MIĘSO:
– Duża (naprawdę super wielka, ogromniasta) pierś z indyka
– Olej słonecznikowy
– Przyprawy
– Czosnek

PIECZONE ZIEMNIAKI:
– 12 ziemniaków (najlepsze są takie z Carrefoura, specjalne do frytek i do pieczenia, nie wymagają absolutnie żadnych przypraw, bo same w sobie są przepyszne)
– Masło
– Tarta bułka

SAŁATKA Z RUKOLI:
– Rukola (paczka)
– Sos włoski (albo z paczki – Knorra, albo samodzielnie przygotowany z oliwy, octu balsamicznego, bazylii i – opcjonalnie – czosnku)

SURÓWKA Z MARCHEWKI:
– 8 średnich marchewek
– 1 duże jabłko
– Kilka kropelek soku z cytryny

Extra dodatek: Konfitura z borówek – domowej roboty.

IMG_20140223_215331

Sposób przygotowania:

Zaczynamy od marynowania mięsa – dzień wcześniej (np. w piątek). Do dużej miski wkładamy posoloną pierś z indyka, zalewamy ją oliwą/olejem do 2/3 wysokości. Od góry posypujemy mięso BARDZO OBFICIE ulubionymi przyprawami (ja np. używam przywiezionych z Grecji mieszanek świeżych ziół i przypraw). Rękami mieszamy przyprawy z oliwą tak, aby nasmarować całe mięso. Tak przygotowaną marynat przykrywamy i zostawiamy w lodówce. Następnego dnia, np. w sobotę zaczynamy piec mięso z odpowiednim wyprzedzeniem. Wkładamy mięso do naczynia żaroodpornego, dodajemy jeszcze przepołowione ząbki czosnku i inne ulubione dodatki (ja np. często dodaję żurawinę suszoną lub rodzynki). Pieczemy w temperaturze max 180 stopni, cały czas kontrolując, czy mięso się nie przypala. Przez cały czas pieczenia (ok. 2-3 godziny, oczywiście po pewnym czasie odpowiednio zmniejszamy temperaturę pieczenia) mięso musi być przynajmniej w 1/4 zatopione w tłuszczu z przyprawami i wodą. Kiedy na nasze „oko” mięso jest już gotowe, wyłączamy piekarnik i zostawiamy mięso w nagrzanym piekarniku do wystygnięcia.

Kolejna sprawa – pieczone ziemniaki. Zabieramy się za nie w niedzielę, na około 1,5 godziny przed wypasionym obiadem. Carrefour wypuścił taki „wynalazek” jak ziemniaki przeznaczone do różnych celów. Znaleźć tam można np. ziemniaki „do gotowania” oraz „do frytek i do pieczenia”. Nam będą potrzebne te ostatnie oraz (tak, czasami miewam takie przebłyski geniuszu) forma do muffinek. Bierzemy 12 ziemniaków, obieramy je, obtaczamy w tartej bułce i wkładamy do formy uprzednio obficie nasmarowanej masłem. Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni. Formę przykrywamy folią aluminiową. Pieczemy w ten sposób przygotowane ziemniaki przez ok. 1,5 godziny.

Marchewki rozdrabnioany w blenderze lub ścieramy na tarce z drobnymi oczkami. Podobnie traktujemy jabłko 😉 Mieszamy oba składniki, dodajemy parę kropli soku z cytryny i wszystko razem mieszamy. Rukolę myjemy i dokładnie osuszamy. Przed podaniem polewamy sosem włoskim.

Mięso z ziemniakami podajemy na półmisku. Surówkę i sałatkę w osobnych miskach. Jako alternatywę do ziemniaków polecam grzanki z bagietki. Jako super dodatek do mięsa polecam jeszcze podać konfiturę z żurawiny lub – jeszcze lepiej – borówki.

No i już 🙂 Uff 🙂 Wcale nie było z tym tak dużo roboty. A tak bardzo było warto!

Smacznego i dobrego wieczoru, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Zaległa obiecanka z Instagrama oraz parę nowych przemyśleń o gotowaniu

Zaległa obiecanka z Instagrama oraz parę nowych przemyśleń o gotowaniu

Kochani,
Nie wiem, kiedy to się stało, ale po prostu, z biegiem lat i nabieranych doświadczeń kulinarnych, po prostu wyrobiłam się nieźle w kuchni. Mam spory zestaw dań, które lubię przygotowywać i ciągle powiększam swoje hmm… „portfolio”. Jak już wiele razy pisałam – sprawia mi to radość, a że w sumie nieźle mi to wychodzi, to rośnie też moje ego 😉

Kuchnia stała się także moim azylem, miejscem w naszym małym, dwupokojowym mieszkaniu, w którym mogę rządzić, odpoczywać, myśleć o różnych rzeczach i – oczywiście – śpiewać 😉 Lubię jedzenie, bo daje mi zdrowie. Lubię smakować, bo to jest bardzo zmysłowe. Oczywiście, są rzeczy, których w jedzeniu nie znoszę. Pierwsza z nich, to zapach jedzenia we włosach, gdy zbyt długo się siedzi w kuchni albo w jej pobliżu (np. w knajpie). Najgorzej jest pod tym względem w budkach z żarciem azjatyckim (zapach na cały wieczór, największa masakra tkwi we włosach i żadne perfumy tego nie zabiją). Druga, mówię o tym głośno, najgłośniej jak się da – to czosnkowy wyziew z paszczy. Czosnkowy, a także szczypiorkowy, cebulowy i dalej w ten deseń. Oczywiście, czoch jest najgorszy. Jak się wsiada zimą do metra, to wyziewy czosnkowe unoszą się pod sufitem. A mnie się robi po prostu słabo. Między innymi dlatego unikam kupowania jedzenia, którego sama nie ugotowałam. Delikatny aromat czosnkowy jest bardzo potrzebny w przypadku wielu potraw, niekiedy wręcz konieczny. Na przykład naleśniki ze szpinakiem bez delikatnego zapachu czosnku nie mogłyby istnieć. Dlatego moje naleśniki pachną czosnkiem, choć go w sobie nie zawierają i nie grozi Wam wyziew czochowy 🙂

Naleśniki ze szpinakiem:

Składniki

– 1 opakowanie szpinaku (Frosta lub Hortex)
– masło do smażenia
– różne typy sera
– jajko
– odrobina śmietany (opcjonalnie)
– 4 ząbki czosnku przekrojone na pół

Sposób przygotowania

Na patelni rozpuszczamy dwie łyżki masła. Zamrożony szpinak kładziemy na maśle, mieszamy aż się roztopi. Gotujemy chwilę do uzyskania przez szpinak odpowiedniej konsystencji. Dodajemy starty ser (np. goudkę, edam, gruyere – według uznania), przyprawy (sól, pieprz oraz czosnek – przepołowione ząbki). Wszystko razem gotujemy na małym ogniu przez około 10 minut. Na koniec dodajemy do potrawy całe jajko i mieszamy całość aż jajko się zetnie. odkładamy nadzienie na bok i przygotowujemy naleśniki. Ciasto naleśnikowe przygotowujemy według TEGO PRZEPISU. Zanim wyłożymy farsz na naleśniki, wyciągamy z niego wszystkie kawałki czosnku. Na każdy naleśnik kładziemy plasterek sera, potem smarujemy farszem i zawijamy. Naleśniki można podgrzać na patelni lub w piekarniku, żeby ser się roztopił. Podawać z sosem pomidorowym, ketchupem lub innym ulubionym sosem.

naleśniki

Smacznego, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!

Rozsmakowujcie się w jedzeniu i w życiu 🙂

Nowy Rok biorę garściami od pierwszej sekundy

Nowy Rok biorę garściami od pierwszej sekundy

Kochani,
Nowy Rok rozpędził się z impetem. U mnie duże, poważne zmiany – idziemy ku dobremu! 🙂 Póki co, czekając na te wielkie zmiany, realizuję się w drobnych przyjemnościach. Nie mogę przestać jeść. Nie mogę przestać gotować. Pierniki, bułeczki, pieczone mięsa, pierogi. Sosy, przystawki, buraczki. Kupuję słoiki i specjalne ozdoby na nie. Wszystko wrzucam na nietylkomamowego Instagrama. Poznaję nową muzykę. Ostatnio zachwycił mnie utwór usłyszany na Chilli Zet. Byłam pewna, że głos należy do jakiejś ciemnoskórej divy, a tu niespodzianka. No i ten początek, jak stary, dobry Portishead, a potem od 1:01 w tle bit jak w „The Next Episode”. Jessu! Panie i Panowie, Kendra Morris: „Concrete Waves”.

Sporo inspiracji znajduję także na Pintereście, głównie lubię oglądać zdjęcia aranżacji wnętrz, podziwiam luksusowe mieszkania i domy, w jakich ludzie mieszkają. Zapraszam serdecznie: http://www.pinterest.com/nietylkomama/. Tablica wnętrzarska jest TUTAJ.

A teraz chciałabym się z Wami podzielić najlepszym na świecie przepisem na ciasto pierogowe. Zrobiłam wczoraj i dziś tak pyszne pierogi z owocami, że aż nie mogłam w to uwierzyć. Pierogi nigdy nie chciały mi wychodzić takie, jak trzeba. Zawsze coś było nie tak. Zawsze za twarde, zawsze jakieś kopnięte proporcje. W końcu, w końcu mam takie ciasto, o jakim marzyłam. Akurat miałam w lodówce domową konfiturę wiśniową, która aż się prosiła o wykorzystanie jej jako nadzienia do pierogów. Magiczny i boski przepis na ciasto pierogowe pochodzi z bloga Kwestii Smaku. Polecam postępować zgodnie ze wskazówkami z przepisu. Ciasto idealnie się wyrabia, nie klei się. Ważna jest mąka – ja użyłam nowej Mąki Puszystej firmy Lubella (niby do ciast drożdżowych, ale tak naprawdę do wszystkiego się super nadaje). Pierogi można podać z sosem z konfitury i cukrem pudrem lub np. bitą śmietaną. Domową konfiturę z wiśni można spokojnie zastąpić taką sklepową. Do dzisiejszej partii użyłam biedronkowej konfitury truskawkowej i też było wszystko ok. Smacznego! 🙂

pierogi

A na koniec chciałabym zaprosić Was do obejrzenia jednego z przemówień na Ted.com, po którym Wasze życie nie będzie już takie samo. Płakałam i śmiałam się oglądając to przemówienie. Piękna opowieść, piękna kobieta, dająca nadzieję i motywację do tego, aby żyć pełnią życia i oddychać pełną piersią.

fdad51eff1cf367f330a7d63023f5507

A ćwiczenia na brzuch obiecuję w następnym wpisie. Podstawową moją poradą (zaczerpniętą z jogi) jest: „Pępek przyklejamy do kręgosłupa!”, czyli staramy się być na wiecznym wciągnięciu brzucha. Wówczas cała nasza postawa się poprawia, brzuch chowa, a łopatki naturalnie ściągają. Podczas zajęć jogi połączonej z pilatesem nauczyłam się, że można jednocześnie oddychać przeponą mając brzuch wciągnięty i pępek „przyklejony do kręgosłupa”. Polecam sobie to zwizualizować i na początek poćwiczyć taką właśnie postawę. Dodatkowo ściągnięte pośladki i kość ogonowa przesunięta do przodu. Od razu lepiej 🙂

Trzymajcie się ciepło, pozytywnie i prosto, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! 🙂

O tym, dlaczego gotuję i się tego nie wstydzę

O tym, dlaczego gotuję i się tego nie wstydzę

Zacznę dziś od piosenki z repertuaru mojego ukochanego Skunk Anansie. Pierwszy duży koncert, na którym w życiu byłam, to był właśnie ich występ w 1999 roku w Spodku. Przed nimi grał Hey (też uwielbiam). A oto remix jednej z ich najładniejszych ballad, wykonany przez zespół Antimatter. Jak tego słucham, to jakaś część mnie wychodzi ponad sufit i dryfuje prosto do nieba.



Skunk Anansie – 100 Ways to be a good girl (Antimatter mix)

Ostatnio, w szczególności po obejrzeniu świetnego filmu „Julie i Julia” wróciłam z wielką pasją do jednego z moich ulubionych zajęć, czyli hm… gotowania. Postanowiłam przejrzeć posiadane książki kucharskie w poszukiwaniu prostych, a jednocześnie wyjątkowych przepisów obiadowych. Tuż przed Świętami przewertowałam otrzymaną od przyjaciół książkę Zofii Nasierowskiej i Janusza Majewskiego „Fotografia Smaku”. Znajdują się w nim uroczo proste przepisy na fajne dania kuchni polskiej. Książka zaczyna się od cytatu:

Jedni gotują, inni nie gotują. Pewnych rzeczy nie można zmienić. Ezra Pound.

Otóż, moim zdaniem, nie jest to prawda. Przynajmniej w moim przypadku. Ja nie gotowałam. Tylko czasem piekłam słodkości. Gotować nie lubiłam nawet przysłowiowej wody na herbatę. Jak trzeba było, to gotowałam ryż z warzywami. Do tego ewentualnie jakiś źle przyprawiony kurczak. Ale potem pojawił się na świecie mój Synek i otworzyłam się na magiczny świat smaków. Dla niego, dla nas, dla siebie.

IMG_1677

Z filmu Julie i Julia wyniosłam kilka lekcji. Pierwsza z nich jest taka: masło rządzi. Gdzie się da, zamieniam oliwy i oleje na masło. Druga lekcja, moja osobista, jest taka, że kuchnia może być piękną pasją i nie należy się tego wstydzić. Czuję, że w dziedzinie gotowania przeszłam do kolejnego etapu. Na nowy stopień wtajemniczenia. Zaczęłam eksperymentować jeszcze bardziej kreatywnie niż wcześniej. Odkrywam uroki dobrych sosów. Poniżej przedstawię Wam przepis, który zaczerpnęłam ze wspomnianej „Fotografii Smaków”. Polecam gorąco, jeśli zapraszacie gości na imprezę Sylwestrową lub po prostu na proszony obiad. Potrawą z poniższego przepisu można spokojnie wykarmić za jednym zamachem 4 – 5 osób. UWAGA! Mój przepis to „wariacja na temat” oryginalnego przepisu, więc proporcje mogą być inne.


Piersi kurczaka w sosie musztardowo – miodowym


Składniki:

– 4 piersi kurczaka (podwójne)
– 50 ml białego wina
– ok. 2 łyżki musztardy (najlepiej sarepskiej)
– ok. 2 łyżki miodu
– sól i pieprz
– masło do smażenia

Piersi kurczaka pokroić na kotlety. Posypać solą i pieprzem. Włożyć do miski. Każdy kawałek mięsa dokładnie wysmarować mieszaniną miodu i musztardy. Miskę przykryć i włożyć do lodówki. Marynować mięso przez min. godzinę. Następnie smażyć mięso na maśle aż obie strony będą ładnie zarumienione, a mięso miękkie. Nie należy się spieszyć i zbyt szybko zdejmować dania z ognia. Lepiej dodać masła i/lub wody i dać mięsu więcej czasu niż ryzykować, że potrawa będzie za twarda lub surowa. Usmażone mięso przełożyć do półmiska. Do pozostałego na patelni sosu dolać wino. Zagotować, wymieszać i powstałym sosem polać mięso.

IMG_2391

Polecam podawać z dobrym makaronem lub ziemniakami. Można też podać z sałatką. Nam obłędnie smakowało połączenie tego dania z sałatką z pomidorów, mozzarelli i pesto.

Smacznego! 🙂

P.S. A od Nowego Roku wracamy do odchudzania!

Andrzejkowo, czyli rosół i waga słoniowa

Andrzejkowo, czyli rosół i waga słoniowa

Kochani, na początek piosenka, nieśmiertelna Aretha i wspaniały George Michael w jednym kawałku:

Ostatnio słucham tego każdego ranka i jakoś trochę mi lepiej.

Wiecie co, przyznam się Wam szczerze… Pierwszy raz, oprócz czasu ciąży, moja waga przekracza 70 kg. Zawsze ważyłam maksymalnie 60. Zbliżam się do swojej wagi ciążowej, czyli w moim odczuciu – słoniowej. Połowa z tego to mięśnie wyrobione przez zumbę, a druga połowa, niestety, tłuszcz. Ludzie mówią – wyglądasz pięknie, masz gęste, lśniące włosy. Ja wiem – są włosy, jest cycek, jest pupa, jest seksapil. Niestety ja, dawniej nastolatka z zaburzeniami odżywiania, mam nadal mocno kopnięty body image.

O, tak wyglądałam, jak miałam 17 lat.

20131130_224517

Zawsze wolałam siebie filigranową, zwiewną. No, ale coś za coś, piękne włosy i seksapil albo filigranowe nóżki i kaloryfer na brzuchu. Teraz kaloryfer pewnie jest, ale mocno pokryty tłuszczem. Zapomniałam dodać, że mimo tygodnia zdrowego, dietetycznego żarcia, moja fałdka i słoniowy tyłek mają się świetnie. Wytrwałam cały tydzień, jedząc wyłącznie domowe jedzenie. Zamierzam nadal trzymać się tego postanowienia, może w końcu doczekam się jakichś efektów. Na razie obrastam. Aha, i jeszcze na dokładkę w piątek się rozchorowałam 😀 Mam czerwony nos i czuję się, jak groch przy drodze. Na szczęście jest weekend i nie robię nic. Wyleguję się obrastając, jem obrastając i zdrowieję obrastając. W piątek jednak starałam się ogarniać.

IMG_2034

Jeśli ktoś z Was też jest chory, to polecam ugotować sobie gar rosołu. U mnie cały dom rosołem pachnie. Przepisu nie polecam wegetarianom 😉 Sojowego rosołu tutaj nie opisuję…

Smacznego, a ćwiczenia będą jak wyzdrowieję 😉

ROSÓŁ NA GRYPKĘ

Przepis na średniej wielkości garnek (taki standardowy z Ikei)

Składniki:

– dwa udka z kurczaka

– dwa skrzydełka z kurczaka

– kawałek wołowiny (ok. 100 – 150 g)

– włoszczyzna (3 marchewki, 2 pietruszki, kawałek pora)

– ziele angielskie (dwie kulki)

– listek laurowy

– sól i pieprz

– 1 kostka rosołowa (opcjonalnie)

Sposób przygotowania (paskudnie prosty)


Do średniej wielkości garnka wlewamy wodę, zagotowujemy, wrzucamy kostkę rosołową. Wkładamy mięso,gotujemy chwilę i pozbywamy się gromadzących się szumowin. Kiedy rosół zacznie być czysty, dodajemy obrane warzywa i wszystkie przyprawy. Wszystko gotujemy kilka godzin (nawet ok. 3 – 4, w zależności od wielkości garnka) na małym ogniu pod przykryciem, pilnując, aby woda się nie wygotowała. Jak już się zupa ugotuje, dodajemy (według uznania) makaron jajeczny, ryż etc.

Rada ogólna: można dodawać wszelkie rodzaje mięsa – podobno im więcej, tym lepiej. A już najlepiej dodać kawałek gęsiny lub mięsa kaczki.

Smacznego!

P.S. Nie robiliśmy wróżb, bo zapomnieliśmy kupić wosku/świeczek. Szkoda, odbijemy sobie za rok 🙂

Wypieki, czyli o tym, jak odnalazłam sernik idealny i pomogłam zjeść maskę Spidermana

Wypieki, czyli o tym, jak odnalazłam sernik idealny i pomogłam zjeść maskę Spidermana

Kochani, aby przegnać paskudny klimat poprzedniego wpisu, wrzucam na początek piosenkę z jednej z moich pierwszych kaset, jedną z pierwszych piosenek, które pokochałam, które nuciłam i do których tańczyłam jako mała dziewczynka. Piękny wokal, fajny bit, no i ten chłopak z teledysku 😉

Chciałabym dziś również podzielić się swoimi dwoma ostatnimi dokonaniami kulinarnymi. Od dawna marzyłam o tym, aby samodzielnie upiec sernik idealny (czyli jednocześnie trochę kremowy i trochę sypki, słodki, ale nie za bardzo, wiecie, taki w punkt). Jak zwykle z pomocą przyszedł mi blog Moje Wypieki, który odwiedzam już od lat i którym bardzo często znajduję inspiracje kulinarne. Tym razem sięgnęłam po przepis na Sernik na Herbatnikach. Nie będę tutaj wrzucać przepisu, bo ten pani Doroty jest doskonały. Dodam tylko kilka ważny komentarzy od siebie. Do wypieku swojego sernika użyłam gotowego zmielonego i słodzonego twarogu Łowicz. Twaróg ten zawiera też masło w sobie, więc oryginalny przepis zmodyfikowałam, dodając po prostu nieco mniej masła i cukru niż widnieje w przepisie. Bardzo ważny jest także sposób pieczenia – ja zdecydowałam się na upieczenie sernika w kąpieli wodnej (w większej blaszki wlałam wodę, potem włożyłam właściwą blaszkę z ciastem), blaszkę wyłożyłam folią aluminiową, którą przykryłam sernik także od góry. Tylko brzegi blachy nasmarowałam od środka masłem. Ponadto ważna jest temperatura, w której pieczemy sernik. Nie może być zbyt wysoka. Dlatego ja w moim gazowym piekarniku piekłam sernik na poziomie 4, a pod sam koniec zmniejszyłam do 3. No i wyszło mi prawdziwe cudo. Nie spodziewałam się takiego efektu. Nie byłabym sobą, gdybym nie podała tej pyszności z bitą śmietanką. Szczerze polecam ten przepis. Aha, zanim upieczecie, warto zapoznać się z poradami pani Doroty dotyczącymi sernika perfekcyjnego. A oto efekt:

serniczek

A drugi wypiek to – już standardowo – tort urodzinowy dla mojego Synka, który jest wielkim fanem superbohaterów Marvela, a w szczególności Spidermana. Dlatego w tym roku musiał być tort ze Spidermanem. Na figurkę czasu mi nie wystarczyło (ani lukru), dlatego pozostałam przy masce i pajęczynie. Oczywiście, tort zniknął w ciągu piętnastu minut 🙂

Spiderman

Przepis na tort znacie z poprzednich lat (BISZKOPT oraz KREMY ). Tym razem jednak nie użyłam ani karmelu ani masy budyniowej, tylko zrobiłam lekki krem na bazie bitej śmietany. Dzięki temu tort był mniej słodki i dużo smaczniejszy.

Pozdrawiam Was słodko, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Mroczną polską niedzielę rozświetli jabłecznik doskonały

Mroczną polską niedzielę rozświetli jabłecznik doskonały

Dziś rano wstałam w humorze pod hasłem: „Dajcie mi wszyscy święty spokój, chyba, że chcecie mnie przytulać i karmić czekoladą z bitą śmietaną”.

Trwało to kilka ładnych godzin, gdyż wiadomość o powracającym śniegu i mrozie pogłębiła mój dzisiejszy kwaśny nastrój. Cały czas myślałam jednak o tym, jak by tu sobie osłodzić życie. Wzięłam więc bardzo, bardzo starą książkę kucharską mojej mamy (tak, mamo, zostawiłaś u mnie ostatnio ten skarb!) i mając na uwadze zawartość lodówki przeszukałam ją pod kątem jakiegoś fajnego przepisu. W związku z tym, że miałam w lodówce przecier z jabłek, pomyślałam o jakimś cieście z jabłkami. Do szarlotki brakowało mi składników, więc padło na jabłecznik. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że to ciasto okaże się być poszukiwanym przeze mnie ciastem idealnym. Wyrosło bajkowo w górę, w środku jest puszyste, z wierzchu chrupiące. I te jabłka… Spałaszowałam przed chwilą kawałek na ciepło z bitą śmietaną i cynamonem. Teraz czekam aż Synek się obudzi, żeby go tą pysznością również uraczyć 🙂

Proszę bardzo oto przepis:

DOSKONAŁY JABŁECZNIK

Składniki:

– 2 szklanki mąki pszennej
– 2 łyżki mąki ziemniaczanej
– 250 g (kostka) margaryny do pieczenia (użyłam „Kasi”)
– 4 jajka
– 1 szklanka cukru pudru
– małe opakowanie proszku do pieczenia (lub 2/3 opakowania proszku Dr Oetker)
– Ok. 70g pokrojonych jabłek, przecieru z jabłek lub gęstego dżemu
– cukier waniliowy lub esencja zapachowa

Sposób przygotowania:

Margarynę stopić, ostudzić, wlać do cukru i chwilę ucierać. Następnie wbijać po 1 jajku i ucierać. Przesiać mąkę pszenną, wymieszać z ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia. Suche składniki stopniowo dodawać do masy, cały czas mieszając. Połowę ciasta wyłożyć do formy posmarowanej tłuszczem. Ułożyć na wierzchu warstwę jabłek (dżemu). Na jabłka wyłożyć drugą połowę ciasta. Piec ok. 50 – 60 minut w średnio nagrzanym piekarniku.

A oto dokumentacja:

jab2

jab3

jab5

Smacznego, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!