Tag Archives: ruch w ciąży

Być w ciąży i być w formie – kwestia względna i bardzo indywidualna.

Być w ciąży i być w formie – kwestia względna i bardzo indywidualna.

Kochani,
Ostatnimi czasy bardzo wiele kontrowersji wywołała w mediach pewna piękna pani, która wygląda tak:

(Źródło: http://www.mirror.co.uk/)

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ta pani w momencie wykonywania tego zdjęcia jest… w 8 miesiącu ciąży. Bardzo wielu odbiorców tego zdjęcia rzuciło się na tę kobietę z pazurami i nie zostawiło na niej suchej nitki. Co o tym myśleć? – zastanawiałam się długo. Trudno tę sprawę ocenić jednoznacznie. Czas więc na dłuższy wywód na temat zdrowia, formy, tuszy i sportu w ciąży. Ale na początek piosenka, która mnie ostatnio oczarowała:

(Pupkullies & Rebecca: „Pepper”).

Sama miałam ochotę wieszać psy na tej pięknej pani, chcąc zarzucić jej narcyzm, egoizm i Bóg wie co jeszcze. Jednak któregoś dnia spojrzałam na siebie w lustrze, gdy byłam w samej bieliźnie. Co prawda brzuchol mam sto razy większy, jednak spojrzałam na siebie obiektywnie, bez nadmiernego krytycyzmu i doszłam do kilku wniosków. Mimo ciążowego brzuszka jestem szczupła. Mam wysportowane ciało, zarysowane mięśnie brzucha, dobrze ukształtowane pośladki, szczupłe nogi, ramiona i twarz. „To czego, cholera, ja chcę od tamtej dziewczyny? – pomyślałam. Przed ciążą uprawiałam dużo sportu. Ciało miałam mocno umięśnione. W ciąży siłą rzeczy musiałam zwolnić. Na początku bardzo tego nie chciałam, walczyłam ze słabościami, ale jednak instynktownie zwolniłam tempo. Pierwsze trzy miesiące wymiotów, kilka wirusów złapanych po drodze – to wszystko doprowadziło mnie do stanu wyczerpania i dużej anemii (hemoglobina 6 to nie jest pikuś). Trudno wtedy myśleć o fitnessie trzy razy w tygodniu. Kiedy wymioty minęły wybrałam się dwa razy na zumbę, ale po drugim razie zrezygnowałam. Podczas ćwiczeń brzuch mi twardniał, a duchota na sali sprawiała, że nie mogłam oddychać. Mimo iż bardzo chciałam, odpuściłam. Przecież jeśli byłam silna i wysportowana przed ciążą, to po porodzie szybko wrócę do sprawności! Nie leżę plackiem, codziennie staram się spacerować, ćwiczę przysiady, robię ćwiczenia z ciężarkami – wszystko w rozsądnych ilościach. Jeśli chodzi o wskazania lekarskie z powodu stanu zdrowia – muszę jak najwięcej chodzić (najlepiej na basen, ale niestety bardzo się brzydzę basenów publicznych). Z powodu kłopotów z kręgosłupem, w tym rwy kulszowej, która boli jak cholera oraz poważnych problemów z krążeniem, muszę unikać siedzenia (choć czasami muszę) oraz – najbardziej – stania. Stanie powoduje zastój żylny i tego mi po prostu nie wolno. Łatwo mówić, trudniej zrobić. A zmywanie czy stanie w metrze, bo przecież nikt nie ustąpi?

Wrócę teraz do owej fit- mamy. Oczywiście, żadna skrajność nie jest dobra. Gdyby była ona kobietą, która dopiero w ciąży zaczęła tak „cisnąć” i pracować nad figurą – można by mieć zastrzeżenia. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że jest ona modelką. Ciało i jego wygląd, estetyka, są w jej zawodzie podstawą. Jeśli ćwiczyła dużo przed ciążą, a lekarz nie kazał jej zrezygnować, dlaczego miałaby przestać chodzić na siłownię? To, że ja czy inna zwyczajna kobieta by tego nie zrobiła, nie znaczy, że ona – modelka – nie może. Niech robi, co chce. Odżywia się bardzo dobrze i dużo ćwiczy – no i świetnie! Jestem pewna, że gdyby osoba tak mocno wysportowana nagle przestała ćwiczyć, to czułaby się znacznie gorzej i jej złe samopoczucie byłoby dużo bardziej szkodliwe dla dziecka niż jej obecna aktywność. Poza tym przy tak świetnie wyrobionych mięśniach, poród naturalny to będzie dla niej pikuś. Nie ma co na nią psioczyć, raczej trzeba zazdrościć. Moim zdanie, lepsze to niż wielorybie leżenie na kanapie i obżeranie się słodyczami – choć czasami też bywa to fajne 😉 Tak jak w tytule, to wszystko jest sprawą indywidualną. Nie warto też popadać w skrajności i narzucać sobie sztywno musztry. Trzeba słuchać siebie i dostosowywać się do tego, co organizm nam podpowiada. Przyznaję się bez bicia, że poza zdrowym odżywianiem, warzywnymi zupkami, pysznym mięsem i owocami, uwielbiam sięgnąć po czekoladę czy – NAWET, O ZGROZO! – cheeseburgera i McNuggetsy z McDonald’s (Nuggetsy koniecznie z sosem Barbecue). W ciągu ostatnich czterech miesięcy dwa razy jadłam w Macu i nie czuję się wyrodną matką.

Dlatego apeluję – zanim ocenicie kogoś zbyt pochopnie, spójrzcie na siebie i dopiero potem się zastanówcie 😉
Trzymajcie się ciepło, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! Wiosny Wam życzę!