Tag Archives: taniec

„Dance, dance, otherwise we are lost.” (Pina Bausch)

„Dance, dance, otherwise we are lost.” (Pina Bausch)

Wiecie, że kocham tańczyć. Taniec ratuje życie. Wzmacnia kondycję, wspomaga leczenie depresji, daje siłę i lekkość zarazem. Bez tańca i bez pisania nie potrafię żyć.

foto: Marta Kaminska www.facebook.com/PhotoStone.eu tel: +48 509 241 666

(Fot. Marta Kamińska)

Przetańczyłam całe studia, nie śpiąc, nie jedząc. Trochę się uczyłam, oczywiście. Ale głównie tańczyłam. To było moje lekarstwo na neurotyczne lęki i poczucie samotności w wielkim świecie.



(Club Les Belugas – „The Road is Lonesome”)
3

Dziś chcę Wam pokazać, dlaczego warto tańczyć – na pewnym bardzo wymownym przykładzie. nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam stare musicale. Gene Kelly, Ginger Rogers, Fred Astaire, Jane Russel i – oczywiście – Marylin. W poniższym filmie tańczy Pani Sarah „Paddy” Jones, a nie Ginger Rogers, jak to widnieje w tytule. Jednak warto zobaczyć, jak ta starsza pani się porusza. Czyż to nie wymowne? Podnosić mi tu szybko zadki z krzeseł, Drogie Mamy i Nie Tylko mamy! Dance, dance, dance!!!

(Sarah Jones dancing Salsa)

Miłego dnia, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

O tym, że lubię głośną muzę i kolorowe ubrania, czyli o mojej kochanej zumbie dwa słowa

O tym, że lubię głośną muzę i kolorowe ubrania, czyli o mojej kochanej zumbie dwa słowa

O dziecka uwielbiałam tańczyć, kilka razy już o tym opowiadałam. Tańczyłam w domu po parę godzin dziennie, potem zaczęły się imprezy z tańcem i tak przetańczyłam całe lata. Na studiach chodziłam na imprezy po to, by spędzać na parkiecie nieprzerwane pięć godzin, popijając jedno piwo lub wodę przez cały ten czas. Jak zaczęłam na poważnie pracować i tworzyć poważne związki z mężczyznami, to taniec trochę schowałam do szuflady. Jednak, jak się okazuje, moja miłość do tej formy ruchu i ekspresji przetrwała wszystko.

Od 7 lat nie rozstaję się rano ze słuchawkami, a w mojej Empetrójce znaleźć można cały alfabet muzycznych gatunków. Większość z tych kawałków jednak nadaje się do tańca, a jakże 🙂 Chodziłam przez pewien czas na salsę, było świetnie, ale nie złapałam namiętnego bakcyla. Potem zaszłam w ciążę i salsę porzuciłam. Dopiero jak wkrótce po porodzie odkryłam zumbę, to pomyślałam: „To jest to!”. I chodzę teraz przynajmniej dwa razy w tygodniu, a czasami i trzy 🙂 Od razu powiem – wiem, że zumba to nie taniec, tylko raczej fitness, bo sporo osób mnie w tej sprawie poprawia. Wiem. I co z tego ? 🙂

To, co mnie w zumbie urzeka, to przede wszystkim uczucie, które mam w sobie, kiedy tańczę, a także uczucie, które z sobą zabieram do domu po zajęciach. Uczucie spokojnej euforii, tak bym to nazwała. Będąc na zumbie, kiedy tańczę, nie myślę o niczym. Cała jestem tu i teraz, obecna, świadoma, zadowolona, dająca z siebie absolutnie wszystko. Paradoksalnie, mimo iż wracam zmęczona, to mam masę energii i pozytywnego kopa aż do nocy. Każdy, kto mnie dobrze zna, ten wie, że najlepiej oprócz snu i fajnego towarzystwa relaksuje mnie taniec przy głośnej muzie. Wiedzą o tym też moi sąsiedzi, pozdrawiam przy okazji mojego spokojnego i cierpliwego sąsiada z dołu 😉 Moje tańce do głośnej muzyki (w których towarzyszy mi także mój Synek), to zemsta za ciągnący się w nieskończoność remont u Pana Sąsiada w mieszkaniu 😉 A tak serio, to rzeczywiście, dobry bit i ciało wprawione w ruch, to jest dla mnie apogeum szczęścia. Taka już jestem. Tak było zawsze. Wiele osób zarzuca zumbie to, że muzyka, do której się tańczy, jest mało ambitna. No cóż, czytelnicy tego bloga wiedzą, że gustuję w dość ambitnej muzyce, ale też nie stronię od popu. A zumba to czasami uliczne, bezczelne latino, dicho, jak zwał tak zwał. Jeśli jest dobry bit, to nieważne, czy muzyka jest z blokowiska, czy „ąę”, ważne, że można się zapomnieć w tańcu.

Na zajęciach zumby zaznać można hip – hopu, reggaetonu, salsy, samby, cumbii, tanga, mambo… Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Ja osobiście najlepiej się czuję w reggaetonie i hip – hopie. Booty shakin rządzi!

To, co jest jeszcze fantastyczne w zumbie, to cała otoczka – styl, strój, kolorowe i dźwięczące emblematy. Podobno instruktorzy „zwykłego” fitnessu często nabijają się z zumbowców, że są kolorowi jak papugi. No i super – te kolory wyzwalają jeszcze większą energię. A duża energia na zajęciach równa się wielkiemu zastrzykowi endorfin prosto w mózg. Kolorowe stroje, wspólne logo i te same, znane wszystkim kroki i choreografie sprawiają, że tworzy się wielka, międzynarodowa wspólnota ludzi, którzy tańczą zumbę. Można się spotkać na drugim krańcu świata na maratonie i świetnie się razem bawić. Bez względu na płeć, wiek i gabaryty. Uwierzcie mi, że czasami przychodzą na te zajęcia panie w wieku naszych mam i „wywijają” lepiej niż niejedna osiemnastolatka. A to ja w zumbowym stroju, a co, pokażę się trochę!

zumbabuena

Na koniec moja ulubiona zumbowa piosenka:

Tańczcie więc na zdrowie, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!