Tag Archives: The Cure

Czasami wystarczy zmienić jeden szczegół i od razu jest lepiej

Czasami wystarczy zmienić jeden szczegół i od razu jest lepiej

Dobry wieczór, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!
Przyszła wiosna, lepiej Wam? U mnie dobrze. Dzisiaj miałam wolne i załatwiałam kilka spraw z kategorii papierologia – urzędy. Cieszę się, bo udało mi się odhaczyć ważny punkt na mojej liście „do zrobienia – ważne i pilne”. Jeszcze kilka takich punktów i odetchnę z ulgą. Jeszcze kilka miesięcy i będę mogła znów trochę głębiej zasypiać.

Do ślubu wszystko gotowe. Czekamy w pasach startowych. Już niedługo nastąpi ten wielki dzień! A przed nim jeszcze wieczór panieński 😉 Nie wiem, co się na nim wydarzy, ale podobno same przyjemności! Nie mogę się doczekać. Oczekując na te wszystkie ważne momenty, staram się odnaleźć w rzeczywistości. Chyba trochę się uspokoiłam. Udaje mi się także odnaleźć przyjemność w życiu codziennym. Odkryłam, że warto czasem zmieniać przyzwyczajenia, także te drobne, aby osiągnąć efekt świeżości, nowości i większego zadowolenia. Otóż odkąd zrobiło się trochę cieplej, zmieniłam nieco trasę z domu do pracy. Chodzę innymi ścieżkami. Po wyjściu z metra, zamiast iść razem z pochodem zombie – korpo – garniturków (P.S. właśnie zdałam sobie sprawę, że słowo korpo kojarzy mi się z corpse, czyli trup po angielsku), idę inną trasą, przyjemniejszą, wraz z pochodem kolorowych i niedbale ubranych studentów Politechniki 😉 Na trasie tej spotykam więcej zadowolonych ludzi. Po drodze kupuję śniadanie i sok jednodniowy z marchewki (planuję nabrać ładnych kolorków przed ślubem). Przychodzę do pracy w duzo lepszym nastroju, bo nie zdąży ze mnie wyssać energii pochód zombiaków. O, mam skojarzenie! Muszę Wam o czymś opowiedzieć. Przy okazji układania playlisty na wesele, dokonałam niezwykłego odkrycia. Wydawało mi się, że w muzyce pop z lat 90. nie ma dla mnie żadnych, ale to żadnych tajemnic. Okazało się, jednak, że ominęła mnie znajomość pewnego niezwykłego zespołu, jakim jest The Cure. Jak byłam mała, okropnie bałam się teledysków do ich piosenek, dlatego zawsze przełączałam kanał. Znałam tylko „Friday I’m In Love” – bo kto tego nie znał?! Ostatnio przesłuchując różne posiadane w domu płyty, trafiłam na składankę MTV z jakiegoś jubileuszu, a na niej znalazło się takie oto cudo jak poniżej, a ja nie miałam pojęcia, że to jest piosenka The Cure!!! (Uwaga! Teledysk jest dla mnie NADAL straszny, dlatego nie oglądam. Za to słucham z zachwytem).

(The Cure – „Lullaby”)

Kolejny szczegół, jaki zmieniłam ostatnio, to włączanie radia podczas kąpieli (zamiast głuchej ciszy w mojej klaustrofobicznej łazience). Jestem fanatyczką Radia Zet Chilli, jak już wiecie. Jednak z uwagi na lepszy odbiór, w łazience słucham Radia Złote Przeboje (101 FM). Któregoś dnia przy wieczornej kąpieli, kiedy leżałam sobie i relaksowałam się w wannie, usłyszałam piękny utwór śpiewany przez kogoś, kto mógłby być z głosu synem Sinatry i Armstronga. Pomyślałam, że to jakiś wielki hit z lat 50., którego nie znałam do tej pory. Okazało się, że jednak nie… Głos należał do chłopaka z Irlandii, mającego zaledwie 27 lat, śpiewającego tak, że poczułam się rozmiękczona. Do tej pory jedyny Paolo, z jakim się zetknęłam, kojarzył mi się źle. Był to włoski chłopak mojego współlokatorki z akademika, Agnieszki. Krótko ze sobą wytrzymałyśmy, bo była głośna, ekspansywna, zabierała mi rzeczy, grzebała w szafkach, czyli po prostu nie dawała mi żyć. A ja świeżo się rozstałam z moim chłopakiem, po dwóch latach bycia razem, z mojej winy. Rozpaczałam bardzo, choć na zewnątrz nie dawałam tego po sobie poznać. Agnieszka wprowadziła się do mikroskopijnego pokoju, w którym wcześniej mieszkałam z moim ukochanym. Swoim głośnym i teatralnym zachowaniem bardzo mnie denerwowała. W tym samym czasie trwał remont na naszym piętrze. Agnieszka lubiła stawać na korytarzu w samej bieliźnie i pokazywać się robotnikom. Nie przeszkadzał jej w tym fakt, że miała chłopaka o imieniu Paolo, o którym wiedziałam niewiele, jednak na samo wspomnienie robi mi się słabo. Otóż codziennie w nocy, około północy, Paolo dzwonił do Agnieszki na stacjonarny telefon w naszym pokoju. Niestety, aparat był umieszczony tuż przy mojej głowie. Przez godzinę słyszałam tylko „Paolo, si, mi amor, si, Paolo”. Ze złamanym sercem, niewyspana, wściekła, miałam ochotę wywalić przez okno ten cholerny telefon. Na szczęście, po krótkim czasie udało mi się wyprowadzić od tego dziwadła. Od tamtej pory na imię Paolo reagowałam paniką i mdłościami.

Na szczęście jest Paolo Nutini. On jest dobry na wszystko. Jest w stanie sprawić, że zapomnę o tamtym Paolo 😉 Posłuchajcie sami…

(Paolo Nutini – „One Day”)

Udanego długiego weekendu, Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy! Wypoczywajcie 🙂

aede430778df1ca8dc644677fbeb543d

(Źródło: Pinterest.com)