Tag Archives: True Detective

In Rust we Trust, czyli o tym, jak poddałam się urokowi Matthew McConaughey’a i brnę w to dalej

In Rust we Trust, czyli o tym, jak poddałam się urokowi Matthew McConaughey’a i brnę w to dalej

Tak, znów jestem chora, okropnie i potwornie chora. Znów biorę antybiotyk, towarzyszy mi „przyjaciel” Augmentin. Podobno moja odporność jest tak słaba przez chorą tarczycę. Taką hipotezę ma moja pani laryngolog. Mówi też, że Hashimoto „lubi” chodzić w parze z chorującymi zatokami. A ja nie chcę być takim chuchrem. Przez to ciągłe chorowanie nie mogę robić tego, co bym chciała. Mam ochotę tupnąć nogą ze złości, ale co mi to da? Nic. Tylko sfrustruję się jeszcze bardziej. Robię więc ogromny wysiłek w stronę akceptacji tego, co jest teraz. Nie mam na to wpływu. Póki mój organizm nie wejdzie w stan równowagi i nie wyzdrowieje, to nic nie zrobię…

a1ce90bf6515492277938e8e880cd95d

(Źródło: Pinterest.com)

Czuję, że znów moje zgorzknienie bierze górę. Kiedy wczoraj usłyszałam od lekarki, że mam odpoczywać w świętym spokoju, napisała mi to na kartce i kazała pokazać tę kartkę babci mojego dziecka, żeby mnie odciążyła. Chciało mi płakać i śmiać jednocześnie. Pani doktor jest super, tylko żyje chyba w innej rzeczywistości. W mojej rzeczywistości jestem zdana na siebie. Przedwczoraj jeszcze Synek był zdrowy, dziś już chorował ze mną. Gorączka, katar i złe samopoczucie dopadły także i jego. Przeleżeliśmy cały dzień w łóżku jedząc mrożoną pizzę, bo nie miałam siły nic ugotować. A dlaczego zgorzknienie bierze górę? Bo czuję zazdrość i zawiść w stosunku do tych, którzy mają pomoc chętnych i oddanych babć o złotym sercu. Takich, które są w pełni sił, zarówno fizycznie jak i psychicznie, które są w stanie spokojnie ogarnąć kilkulatka, który „jest wszędzie”. Ciągnie mnie do tego, by poużalać się nad sobą. Z drugiej strony wiem, że nie powinnam tego robić, bo wiem, że wiele osób ma dużo gorzej niż ja. Jednak uważam, że mam trochę przechlapane. Ciągle marzę sobie, że cudem się to zmieni. Ale się nie zmieni 🙂 Są trzy wyjścia. Jedno – mój synek i ja przestajemy chorować. Drugie – zaczynam zarabiać kokosy i stać mnie na super fachową i godną zaufania nianię, która będzie zostawać z moim Synkiem, gdy ten zachoruje. Obecnie zupełnie się to nie opłaca. Bo gdybym miała opłacać nianię, to równie dobrze mogłabym przejść bezpośrednio do rozwiązania trzeciego – czyli mojego odejścia z pracy. Ostatnio gdzieś czytałam, że z powodu braku wolnych miejsc w przedszkolach, coraz częściej matki są zmuszone do rezygnacji z pracy. A co z sytuacją, gdy dziecko bez przerwy choruje, matka jest zestresowana, zmęczona, wycieńczona i jej odporność prawie nie istnieje, ona też zaraża się od dziecka i choruje, nawet ciężej od niego? Co taka matka ma zrobić? Chyba też, prędzej czy później, zostaje zmuszona do rezygnacji z aktywności zawodowej, czyż nie?

56914f79d4a4b1922d0d1b34f69c584d

(Źródło: Pinterest.com)

To wszystko psuje mi radość z przygotowań do ślubu. Ciągle muszę coś odkładać, przekładać, ze względu na te paskudne choroby. Nawet nie mamy możliwości wybrać się razem po obrączki. Wszystko jest prawie gotowe, tak czy inaczej, bo między tymi choróbskami jakoś ogarniamy. Tylko niestety żyję w ciągłym stresie, czy w dniu swojego ślubu będę zdrowa, czy nie. Nie mogę się doczekać tego dnia, tego wieczoru, kiedy to zobaczę wszystkich najbliższych ludzi i usłyszę wszystkie najlepsze piosenki z naszej młodości. Co do ludzi – to chyba mój największy stres: Czy przyjdą… Prześladuje mnie sen, że nikt nie przychodzi. Pusta sala, puste stoliki. Jestem tylko ja, mój M. oraz mój przyjaciel K. z Wrocławia, jego osoba towarzysząca i ich pies. Jest tak cicho, tylko pies chlipie wodę z metalowej miski, szare ściany wydają się być brudne, a białe balony wolno powiewają na wietrze, głucho uderzając w ścianę raz po raz. Takie tam lęki przyszłej panny młodej…

A teraz, tak z zupełnie innej beczki, choć trochę zostając w temacie złych snów. Chciałabym polecić Wam niesamowity serial. Ostatnio niewiele oglądam seriali, trzymam się tylko „House of Cards” (bo jak wszyscy, to wszyscy) i „The Good Wife” (bo Alicia Florrick jest moją idolką). Pokochałam jednak niedawno Matthew McConaughey’a za rolę w filmie „Dallas Buyers Club”. Ten film, podobnie jak starszy „The Wrestler” to kino, które doskonale trafia w mój gust. Mocne, prawdziwe, pokazujące przemiany lub niemożność ich dokonania z powodu własnych ograniczeń. Kiedyś uważałam Matthew McConaugheya za podrzędnego aktorzynę, który tylko ładnie wygląda i mówi z dziwnym akcentem, ciągle coś żując (nie znoszę żucia). A po filmie Dallas Buyers Club zmieniłam zdanie. Pokochałam go za tę rolę i zobaczyłam w nim prawdziwego aktora, który sprawił, że zapomniałam, iż patrzę na Matthew McConaugheya. Patrzyłam na postać z filmu. Takie rzeczy potrafi robić jeszcze Sean Penn (kocham…) oraz Robert de Niro. Idąc za moją świeżą fascynacją Matthew, trafiłam na serial „True Detective”. W serialu tym, poza MMC gra jeszcze inny aktor z dziwnym akcentem i manierą wiecznego ciamkania, czyli Woody Harrelson. Jest w nim coś takiego, że się go po prostu nienawidzi „z defaultu”, mówiąc żargonem reklamowym. Oni dwaj razem, a do tego gęsta jak smoła atmosfera, bagna Luizjany oraz mroczna muzyka – to przepis na najlepszy serial, jaki widziały moje oczy. Jedna wielka zagadka, no i te ich dialogi… To trzeba obejrzeć. Nawet czołówka w tym serialu jest taka, że nie chce jej się przewijać. Polecam gorąco!

(True Detective Theme Song: The Handsome Family – „Far From Any Road”)

Mam nadzieję, że u Was trochę lepiej, niż u mnie… Trzymajcie się ciepło i zdrowo, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy! 🙂 Przepraszam za niską jakość dzisiejszego tekstu, ale ledwo żyję :-/