Tag Archives: Women Against Feminism

Podpisano: ja – kobieta, która kocha mężczyzn i się tego nie wstydzi.

Podpisano: ja – kobieta, która kocha mężczyzn i się tego nie wstydzi.

Na sam początek utwór Dire Straits, który zawsze wprawia mnie w dobry, ciepły nastrój.



(Dire Straits – „Your Latest Trick”)

A teraz prosto do sedna sprawy. Uwaga, będzie deklaracja! Nie lubię feminizmu, tak samo jak innych skrajnych poglądów. Nie lubię, gdy ideologia staje się ekstremizmem. Żadna przesada nie jest dobra. Moim zdaniem, ludzie dobrzy i źli zdarzają się zarówno wśród kobiet, jak i wśród mężczyzn. Tak samo, jak i wśród Katolików, Prawosławnych, czy Muzułmanów. Niemcy czy Rosjanie mogą być zarówno poczciwi i uprzejmi, jak i podli i bezwzględni. W każdej grupie społecznej znajdziemy ludzi z obu biegunów. Wojny kobiet – feministek wytoczonej przeciwko mężczyznom zwyczajnie nie rozumiem. Moim zdaniem, kobiety i mężczyźni doskonale uzupełniają się i powinni się wzajemnie wspierać i szanować. Walkę o prawa dla kobiet rozumiem i popieram, jednak zaciętej walki przeciw facetom samym w sobie już nie jestem w stanie zrozumieć. Owszem, samej zdarza mi się na panów psioczyć. Irytuje mnie ich bałaganiarstwo, opieszałość, odkładanie spraw „na później”, zaleganie przed telewizorem. Jednak uważam, że bez nich świat nie mógłby istnieć, a my kobiety pozagryzałybyśmy się nawzajem. Nie przepadam za sfeminizowanymi środowiskami. Uważam, że zbyt dużo estrogenów na metr kwadratowy nigdy nie wróży nic dobrego. Najlepiej wspominam pracę, w której większość mojego zespołu stanowili mężczyźni. Dlaczego? Dlatego, że nikt tak nie potrafi zniszczyć kobiety, jak druga kobieta. A pracować razem bez zbędnych cyrków potrafią tylko kobiety inteligentne, dobre, zadowolone ze swojego życia pewne siebie i własnych kompetencji. W przeciwnym razie grozi katastrofa, mobbing i czyjeś załamanie psychiczne. A panowie skupiają się na pracy. Dziwne, nieprawdaż?

Wracając jednak do feminizmu i mężczyzn. Owszem, bywają faceci, którzy są strasznymi skurczybykami. Sama doświadczyłam z ich strony wielu okropnych rzeczy. Bywają jednak też wspomniane przeze mnie bezwzględne baby, z niskim poczuciem własnej wartości, próbujące niszczyć wszystko wokół siebie. Toksyczne potwory. Dlatego daleka jestem od feminizmu, bo traktuje świat bardzo krótkowzrocznie i jednostronnie. Ostatnio podczas jednej z moich wielu podróży przez internet trafiłam na stronę antyfeministycznego ruchu: Women Against Feminism. Na stronie tej można wrzucać swoje posty z różnymi przemyśleniami dotyczącymi tego, dlaczego kobiety nie zgadzają się z postulatami feminizmu. Weszłam na tę stronę i poczułam się, jak w domu. To, co jest fantastyczne, moim zdaniem, to zero agresji, tylko polemika. Te kobiety pokazują światu, dlaczego kochają mężczyzn, dlaczego nie walczą z ich całą populacją, tak jak czynią to niejednokrotnie feministki. Prowadzą dyskusję z feminizmem i przytaczają wiele niezbijalnych argumentów. Sami zobaczcie, to są żony, matki, dziewczyny – w różnym wieku. Przyjrzyjcie się, są kobiece, śliczne, niektóre mocno doświadczone przez życie. Mówią mądrze. Podpisuję się pod ich słowami. Nie wstydzę się tego, że jestem stuprocentową kobietą, która potrzebuje silnego mężczyzny, która wie, że nie ma piękniejszej świadomości, że siła mężczyzny doskonale uzupełnia się z moją kobiecą delikatnością. Nie udaję babochłopa. Źle czuję się w skórze wojowniczki (choć jak chcę, to potrafię). Odpowiada mi schemat związku typu „macho i blondyneczka”. Bo wiem, że prawdziwy facet jest jak skała. Cytując Breaking Bad (źródło może moralnie niefortunne, ale kontekstowo pasuje): „A man will always deliver for his family”. Wiem, że mogę na nim polegać i ufać mu bez granic. Uważam, że kobiety, które walczą z taką współzależnością, próbując na siłę ‚coś” sobie udowodnić – walczą z wiatrakami. Dlaczego? Ponieważ prawdziwa kobieta składa się z hormonów ciepła. Jest miękka i dobra. Tak, może być matką – kwoką i wcale nie ma w tym nic złego. Takie matki są cudowne i na pewno lepsze dla swych dzieci niż zimne panie w nienagannie wyprasowanych garsonkach, które wiecznie nie mają czasu na to, by posłuchać, co mają do powiedzenia ich dzieci. Cudowne są te matki, które nie wstydzą się łez wzruszenia na przedstawieniu w przedszkolu swojego dziecka. Takie, które pieką ciasta i gotują zupy. Takie, które zawsze zanim same pójdą spać, zajrzą do pokoju dziecka, aby je przykryć. Takie, które wiedzą, że ich mąż potrzebuje ich kobiecego wsparcia, ponieważ ciąży na nim presja bycia opoką dla rodziny. Choćby nie wiem co – taka jest prawda. Taka jest nasza natura, nie zostałyśmy stworzone do prac w kopalni, tylko do rodzenia dzieci, karmienia ich i darzenia czułą opieką. Poza nielicznymi wyjątkami (pamiętacie? straszne…), facet nie urodzi dziecka. Prawdziwy facet zawsze będzie czuł się odpowiedzialny materialnie za swoją rodzinę. Nawet jeśli kobieta też pracuje.

Aha, jeszcze w sprawie kobiet. Nie chcę, żebyście myśleli, że nie lubię innych kobiet. Nie przepadam tylko za tymi, które zaprzeczają własnej kobiecości i są agresywne w stosunku do innych kobiet, które są kobiece. Wiele razy w życiu spotkałam się z takimi kobietami i szczerze nie polecam. Zwykle są to to pracoholiczki, najczęściej samotne, przylutowane do swoich służbowych laptopów. Całe szczęście, że jest jeszcze całe mnóstwo tych fajnych, pięknych, ciepłych kobietek, matek i nie-matek, które są bardzo kobiece i się tego nie wstydzą. Takie są moje przyjaciółki, które uwielbiam i bez których nie wyobrażam sobie życia. Ściskam Was, Dziewczyny!!!

Dobra, powoli kończę. Zajrzyjcie na blog Women Against Feminism. Enjoy! 🙂 A teraz czekam na polemikę i biczowanie 🙂 A tymczasem pozdrawiam Was i Waszych ukochanych mężczyzn! 😉

http://womenagainstfeminism.tumblr.com/

No i czyż nie pięknie??

Śpijcie dobrze, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!