Tag Archives: zdrowie psychiczne

And The Waltz Goes On, czyli po prostu o chorobach duszy

And The Waltz Goes On, czyli po prostu o chorobach duszy

Dziś chciałabym powiedzieć kilka słów na temat chorób psychicznych. Niestety, media popularyzują wizerunek chorego psychicznie jako żądnego krwi szaleńca, który urządza masakrę na wyspie (jak Breivik), czy wyścig na Monciaku (kierowca Hondy z Sopotu). Wiele osób nie rozróżnia psychopatów (czyli ludzi z osobowością psychopatyczną=antyspołeczną) od chorych psychicznie. Większość ludzi nie wie także, że należy rozróżnić zaburzenia osobowości (np. osobowość narcystyczną, wspomnianą psychopatię etc.) od chorób psychicznych takich jak schizofrenia, depresja czy choroba dwubiegunowa itp. Brak wiedzy sprawia, że osoby chorujące na te ostatnie wspomniane choroby są odrzucane, stygmatyzowane i traktowane w sposób krzywdzący. Mało kto wie, że depresja (jedno i dwubiegunowa) czy schizofrenia mają podłoże chemiczne, ponieważ w mózgu chorego pewne substancje, które u innych, zdrowych ludzi są w normie, mają zaburzone proporcje. Choroby takie jak schizofrenia czy choroba dwubiegunowa dotykają ludzi szczególnie wrażliwych, często wyjątkowo uzdolnionych, jednak bardzo delikatnie skonstruowanych psychicznie. Niemniej wystarczy spojrzeć na listę sławnych osób cierpiących na choroby psychiczne, a wniosek nasuwa się sam: wybitne zdolności i pospolicie nazwane „szaleństwo” często idą w parze:


http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_people_with_bipolar_disorder

http://www.wcvb.com/health/14414700#!bkFrz7

Niestety, choroby psychicznie mają to do siebie, że znacznie utrudniają funkcjonowanie osobie chorującej i bardzo często, w połączeniu z niskim statusem społecznym, sprawiają, że osoby chore lądują poza marginesem społecznym. Często próbują się także „ratować” alkoholem i lub narkotykami – co pogrąża ich jeszcze bardziej w otchłani choroby. Kiedy byłam młodsza, a potem, gdy studiowałam psychologię, chciałam wiedzieć jak najwięcej o tych chorobach, żeby móc pomagać innym. A potem sama padłam ofiarą straszliwej depresji. Dlatego mówię do Was z samego środka tego „innego świata”, którego tak wiele ludzi się boi. Ludzie chorujący na „choroby duszy” są wszędzie obok nas. Często tego nie dostrzegamy. Oni sami męczą się, wstydząc się o tym mówić. Boją się, że zostaną wyśmiani, zlinczowani, odrzuceni. Wcale się im nie dziwię. Niestety, nawet wśród bardzo wykształconych ludzi z tzw. „wyższych sfer” można się spotkać z żenującym podejściem do tego tematu. Tym ludziom przede wszystkim wydaje się, że problem ich nie dotyczy. Otaczają się przepychem, bogactwem, zbytkami, udając, że ten smutny, wrażliwy świat nie istnieje. A potem zdarza się największa tragedia – czyli na przykład ich dziecko zapada na chorobę psychiczną. I co wtedy? Udają, że problemu nie ma. Zamiast leczyć dziecko, izolują je od społeczeństwa. Udają, że nic się nie stało, podczas, gdy część ich samych, ta słabsza, wrażliwsza, woła o pomoc… Ile takich historii słyszeliście? O tym, że syn bogatego biznesmena popełnił samobójstwo? Albo o tym, że córka burmistrza miasta po pijaku rozbiła się samochodem na drzewie? Czy takie historie nie powinny ludzi otrzeźwić? Czyż nie powinno się edukować społeczeństwa w kwestii tego, czym tak naprawdę są choroby psychiczne?

Źródło: http://msw.usc.edu/ Niestety, nie znalazłam takiej infografiki opisującej ten temat naszym kraju…

A na koniec historia, która doskonale obrazuje to, o czym powyżej pisałam.
Pewnego dnia rano, przed wyjściem do pracy, przeklikując się przez Youtube, odkryłam, że Sir Anthony Hopkins, doskonały amerykański aktor jest także kompozytorem. Natknęłam się na jego kompozycję, pewien walc – genialny, absolutnie zapierający dech w piersi. Posłuchajcie sami…

(André Rieu – „And the Waltz Goes” On by Sir Anthony Hopkins)

Z ciekawości zaczęłam czytać w internecie na temat Hopkinsa. Wtedy właśnie dowiedziałam się, że od lat cierpi on na schizofrenię paranoidalną. Schizofrenia paranoidalna jest najcięższą z chorób psychicznych. Chory najbardziej cierpi, schizofrenia niszczy najgłębiej i sieje spustoszenia w najbliższym otoczeniu chorego. Jednak często przynosi także talent ponad wszelkie wyobrażenia. Gdyż mózg osoby chorej jest po prostu wyjątkowy.
W czasie przerwy na lunch, siedziałam w firmowej kuchni z dwiema koleżankami z pracy. Jadłyśmy i rozmawiałyśmy na różne tematy z kategorii „światopogląd we wszelkich odsłonach”. Wtedy właśnie luźno, choć nie bez pewnej ekscytacji, podzieliłam się swoim odkryciem:

– Dziewczyny, dziś dowiedziałam się, że Anthony Hopkins jest także kompozytorem.
– Naprawdę? O, nie wiedziałam – odpowiedziała jedna z nich.
– No, ja też nie – odpowiedziała druga.
– Skomponował pięknego walca, można go posłuchać na Youtubie.
– O, to muszę posłuchać – odpowiedziała pierwsza.
– Dowiedziałam się również, że choruje na schizofrenię paranoidalną – dodałam i zaczęłam rozwijać myśl – To wiele wyjaśnia… – Tutaj chciałam powiedzieć, że to wyjaśnia jego wielka wrażliwość i zdolności, takie jak na przykład komponowanie pięknej muzyki. Nie zdążyłam jednak, gdyż jedna z moich rozmówczyń dokończyła po swojemu.
– No, to wyjaśnia dlaczego tak świetnie gra rolę takich psycholi i morderców, jak w „Milczeniu Owiec”.

No i mnie zatkało… Wyobrażacie sobie? Widzicie tę wykształconą, teoretycznie światłą osobę, która mówi coś takiego, wsadzając do jednego „wora” kanibalistycznego mordercę i utalentowanego schizofrenika? Żałuję, że nie podjęłam polemiki z nią, choć w miejscu pracy nie bardzo miałam ochotę na takie dyskusje. Jednak, mimo iż rozmowa ta miała miejsce już wiele miesięcy temu, słowa te brzmią w moich uszach. Czuję wewnętrzny obowiązek, aby zrobić coś w sprawie zwiększenia wiedzy na temat chorób psychicznych. Nie może tak być, jak w Średniowieczu, kiedy osoby chore uznawało się za opętane albo palono je na stosie. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, do cholery! Dlatego postanowiłam napisać ten post. Tyle mogę… Mam nadzieję, że z czasem takich głosów będzie więcej. Dzięki edukacji na ten temat, chorzy będą mogli czuć się bezpieczniej, będą odważniej sięgać po pomoc. Kto wie, może mniejszy odsetek z nich wybierze samobójstwo jako lekarstwo na swoje bezgraniczne cierpienie?

29319a2c6fc3a89a4c596db3d5341947

(Źródło: Pinterest.com)

Zostawiam Wam ten temat do przemyślenia, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Odpowiednia fryzura i szpilki, czyli o tym, skąd się bierze poczucie własnej wartości

Odpowiednia fryzura i szpilki, czyli o tym, skąd się bierze poczucie własnej wartości

Od kilku dni bezustannie zastanawiam się nad tym, co tak naprawdę sprawia, że czujemy się pewni siebie. Dla kobiet odpowiedź jest prosta: odpowiednia fryzura i piękne, drogie buty 😉 Gdyby tak rzeczywiście było, to świat byłby piękny, ale coś mi się wydaje, że chyba trzeba nam nieco więcej…

Co się składa na nasze poczucie własnej wartości? Stan posiadania? Prestiż? Sukces w osiąganiu własnych celów? Pewnie większość z Was powie, że to miłość leży u podstaw poczucia własnej wartości… Ale czy na pewno?

Ponad tydzień temu siedziałam sobie na ławce w Sadach Żoliborskich (jak zwykle) i przyszedł mi do głowy taki oto podział czynników kształtujących nasze poczucie własnej wartości:

CZYNNIKI INDYWIDUALNE


Predyspozycje ogólne:

– „dziedzictwo” – czyli to, co dostajemy w genach, w tym ZEWNĘTRZNE (czyli wygląd, styl, sposób poruszania się, mimika) i WEWNĘTRZNE (temperament, inteligencja, stan zdrowia)

– osobowość – czyli to, jacy stajemy się w toku rozwoju

Konkretne cechy:

– samoświadomość i umiejętność pracy nad sobą

– skłonność do rozpamiętywania vs. umiejętność życia teraźniejszością/koncentracja na celach

– energia i motywacja

– odporność fizyczna psychiczna (jest taki termin w psychologii – resiliance)

(niesamowity fragment koncertu Madonny „The Confessions Tour” z 2007 r., zatytułowany „Confessions” – mnie za każdym razem ciary przechodzą)

CZYNNIKI SPOŁECZNE

– pochodzenie społeczne (a przede wszystkim to, czy się go wstydzimy, czy nie)

– wsparcie ze strony rodziny

– aktualny status społeczny

– wykształcenie

– satysfakcja z pracy

– wysokość zarobków

– prestiż (powiązany z pochodzeniem, aktualnym statusem społecznym, zarobkami i wykształceniem)

– relacje (z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi itd.) – UWAGA! UWAGA! Tutaj jest miejsce na MIŁOŚĆ 🙂

– przynależność do grup (związanych np. z hobby, miejscem zamieszkania, przynależnością etniczną lub religią)

Każdy z nas składa się z powyższych puzzli. Nasze poczucie własnej wartości zależy od tego, jak zostaną one ułożone oraz od tego, jakie mamy w życiu priorytety. Moim zdaniem, jednym z najważniejszych i decydujących o naszej pewności siebie czynników jest samoświadomość i umiejętność pracy nad sobą. Jeśli ktoś posiada takie cechy, może sobie poradzić z brakami w wielu pozostałych puzzlach. Np. jeśli mamy świadomość, że wsparcie, jakie uzyskaliśmy od naszych bliskich nie jest wystarczające lub nie było go wcale, to możemy dostrzec, iż całą energię życiową inwestujemy w zaspokajanie własnych podstawowych potrzeb i w związku z tym brakuje nam energii na sprawy „wyższe”, takie jak np. samorealizacja zawodowa. Na szczęście uświadomienie jest pierwszym krokiem w stronę zmiany i daje możliwość dalszej pracy nad sobą (np. nad rozwiązaniem spraw z przeszłości).

Czas teraz na banalne stwierdzenie: niektórzy z nas mają lepiej, a inni gorzej – tuż przy samym życiowym starcie. Jednak nawet najlepiej przez życie wyposażony człowiek może zmarnować swoje szanse (jakie dało mu np. urodzenie w majętnej i wspierającej rodzinie), jeśli zabraknie mu odpowiedniej motywacji, energii lub… zdrowia. Tak samo, jak przepiękna i mądra dziewczyna może być wiecznie z siebie niezadowolona, jeśli zabrakło jej w dzieciństwie miłości rodziców, a stawiane jej wymagania były niemożliwe do spełnienia (znam takich wiele).

Dlatego ważne jest, abyśmy w dorosłym życiu mieli świadomość tego, co nam życie dało „z urodzenia”, co udało nam się po drodze zdobyć, czego prawdopodobnie nigdy nam się nie uda osiągnąć (np. w wieku 40 lat nie zostaniemy gwiazdą hip – hopu z dnia na dzień…) oraz czego byśmy najbardziej chcieli. Jeśli nie zabraknie nam samoświadomości, energii i motywacji do pracy nad sobą, to myślę, że nawet najbardziej sponiewierane poczucie własnej wartości można odbudować albo przynajmniej załatać…

Powodzenia, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!