Tag Archives: zmiana w sposobie myślenia matki

Drugi okres dojrzewania, czyli o tym jak matka uczy się przyznawania do błędów, wybaczania oraz dbania o własne interesy

Drugi okres dojrzewania, czyli o tym jak matka uczy się przyznawania do błędów, wybaczania oraz dbania o własne interesy

Dziś na początek – wyjątkowo – nie piosenka, a historia. Moja bardzo osobista historia.

Zaczęło się zupełnie niewinnie. Kilkanaście dni po urodzeniu syna musiałam wybrać się do apteki, żeby odebrać lekarstwa dla bliskiej mi osoby. Podczas poprzedniej wizyty w aptece na stanie były tylko dwa opakowania leku Y i jedno opakowanie X. Zapamiętałam, że powinnam odebrać jeszcze dwa opakowania leku X i jedno Y. Była jesień, prawie zima, wiatr lodowaty, przenikliwy. Zawinęłam więc mojego synka w chustę i wybrałam się do apteki. Mój synek zasnął w chuście już po kilku wspólnych krokach. W aptece zastałam wielką kolejkę i niemożliwy upał.Hormony poporodowe uderzyły mi od razu do głowy. Poczułam, że rozpływam się z gorąca. Ponadto załapałam schizę, że podczas stania w kolejce Mały złapie jakąś cholerę od kogoś chorego stojącego obok. Teraz, jako bardziej doświadczona matka wiem, że nie jest to takie proste. Ale do rzeczy.

Farmaceutka obsługująca jedno z okienek poprosiła mnie do siebie, bez kolejki. Podziękowałam i powiedziałam, po co przyszłam. Pani przyniosła mi jedno opakowanie leku X i jedno Y. Na to ja spokojnie odpowiedziałam jej, że powinno być jeszcze jedno opakowanie leku X. Pani bez słowa zniknęła na zapleczu i rozpoczęły się jedne z najdłuższych minut w moim życiu. Pot spływał mi po plecach i po brzuchu. Synek zaczął się przebudzać i wiercić w chuście. Za mną utworzyła się niemożliwa kolejka. Pani farmaceutka zaczęła dzwonić do innego pracownika apteki, który poprzednio sprzedał mi lekarstwa. Nie wiem, co mi się stało, ale okropnie się wzburzyłam. Z perspektywy czasu winię za to wyłącznie stan szoku poporodowego i wyrzut niemożliwych do opanowania hormonów. Zaczęłam wydzierać się na farmaceutkę, podburzać ludzi stojących w kolejce, zarzucać całej aptece matactwa… Po prostu – zachowałam się jak rasowa schizofreniczka lub starsza pani z postępującą demencją. Ostatecznie pani farmaceutka, przyparta do muru moim wybuchem, dała mi jeszcze jedno opakowanie leku X. Wyszłam roztrzęsiona, rozdygotana wręcz i – co najdziwniejsze – nie czułam ulgi, tylko poczułam się jeszcze gorzej. Ruszyłam biegiem do domu. Po drodze zadzwoniłam szybko do osoby, dla której leki kupowałam. Okazało się, że mój cholerny Mommy Brain źle zapamiętał i rzeczywiście apteka miała wydać tylko jedno opakowanie leku X. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy. W mojej głowie kotłowały się różne myśli:

– A może tak wziąć ten lek i już… – przecież to tylko 80 zł.
– Ale przecież pewnie tamten pracownik będzie musiał zapłacić z własnej kieszeni.
– No dobra, dojdę do domu, zadzwonię do apteki i powiem, że się pomyliłam.

W tym samym momencie mój synek poruszył się w chuście. Nagle, w jednej sekundzie, zrozumiałam co powinnam zrobić. Wiedziałam, że MUSZĘ, absolutnie MUSZĘ wrócić do apteki, oddać lek i przyznać się do błędu. Nie przez telefon, lecz twarzą w twarz. Nie za chwilę, lecz teraz, najlepiej przy tych samych świadkach. MUSZĘ – ponieważ mój syn… Mój syn… Dla niego chcę to zrobić. Dla niego i dla siebie. Chcę być dobrą matką dla swojego syna. Mogę być dobrą matką tylko wtedy, gdy będę porządnym, uczciwym człowiekiem. Zawróciłam więc spod drzwi mojego mieszkania. Weszłam do apteki, było zupełnie pusto. Pani farmaceutka spojrzała na mnie. W oczach miała łzy. Zebrałam w sobie tyle siły, ile potrafiłam, położyłam lekarstwo na ladzie i powiedziałam:
– Przepraszam panią najmocniej za swoje zachowanie. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Źle zapamiętałam. To pewnie zmęczenie i hormony, ponieważ niedawno urodziłam dziecko… ale nie chcę się tłumaczyć. Bardzo, bardzo panią przepraszam. Jest mi okropnie przykro.
Chwilę później obie uśmiechałyśmy się przez łzy. Przed wyjściem kupiłam paczkę melisy.

Nie bez powodu opisałam tę osobistą i trudną dla mnie historię. Powód jest banalny. Tamta sytuacja zmieniła moje życie. W tamtym momencie zawahania w drodze do domu poczułam, że mój sposób myślenia jest inny i już nigdy nie będzie taki, jak kiedyś. Teraz nie jestem tylko sobą. Jestem kimś więcej – matką mojego syna. Zmiana, która się we mnie dokonała, dotyczy nie tylko umiejętności przyznawania się do błędów (co jak sami pewnie wiecie jest bardzo trudną sztuką). Dotyczy również codziennej walki o interesy swoje i dziecka (w sklepie, na placu zabaw, w kolejce, w parku, w urzędzie). Dotyczy również wybaczania sobie i innym. Tamta historia z apteką ma jeszcze jedno dno. Po powrocie do domu, przez kilka następnych dni bardzo przeżywałam to, co się stało i cała płonęłam ze wstydu. Jednak po kilku dniach zrozumiałam, że biczowanie się nic tutaj nie zmieni. Zrozumiałam, że muszę sobie wybaczyć – i to była kolejna lekcja. Każda matka popełnia błędy. Nie da się być codziennie, na każdym kroku, chodzącą doskonałością. Szczególnie, gdy trwa połóg, gdy dopada nas baby blues, gdy jesteśmy zmęczone, niewyspane, gdy dziecko ząbkuje. To nieprawda, że matka jest zawsze cierpliwa. Nawet najlepsza matka czasem przeklina. Nawet najlepsza matka czasem wybuchnie w najmniej odpowiednim momencie. Nie jesteśmy robotami. Nie jesteśmy z żelaza. Jesteśmy ludźmi.

Oprócz wybaczania sobie, w toku matczynego dojrzewania, wybaczamy również więcej naszym najbliższym. Zaczynamy doceniać ich obecność, ich pomoc, przestajemy się czepiać (choć niektóre z nas cierpią na nieuleczalne czepialstwo, dotyczące głównie porządku w mieszkaniu, ale to nie jest jakaś straszna rzecz.. 😉 ). Zaczynamy widzieć, że nie warto chować urazy z jakichś błahych powodów i po prostu trzeba zacząć się cieszyć obecnością bliskich, wiernych i szczerych ludzi. Przez to szczególnie zaczyna się doceniać własnych rodziców, choćby nie wiem jak bardzo byli niedoskonali. Z drugiej strony, stajemy się bardziej surowe w kwestii przyjaźni. Przesiewamy znajomości nic niewarte od tych prawdziwie wartościowych (czyt. tych, które przetrwały mimo iż zostałaś matką). W moim przypadku po urodzeniu dziecka okazało się, że tych prawdziwych jest ok. 1% względem tego, co mi się przedtem wydawało… Smutne, ale prawdziwe do bólu i nie ma co nad tym rozpaczać. Tak jest i już. Te przyjaźnie, które zostały, trzeba doceniać i porządnie pielęgnować!

Jest jeszcze jedna rzecz, która się zmienia. Stajemy się bardziej odważne i mniej zahamowane. Z dnia na dzień uczymy się, że warto nie tylko dawać, ale i brać. Dzięki macierzyństwu wiemy, jak bardzo cenny jest czas i dzięki temu szybciej mobilizujemy się do działania. Jeśli nadarza się okazja, by zrobić coś ciekawego, poznać nowych ludzi, nauczyć się czegoś nowego, po prostu to robimy, bez zastanawiania się. Nie pławimy się we własnych kompleksach i ograniczeniach. Zaczynamy również dbać o własny czas, zaczynamy rozwijać swoje zainteresowania i hobby.

Opisany przeze mnie „drugi okres dojrzewania” nie jest może tak bolesny i trudny, jak ten pierwszy, ale jest równie ważny. Jest bardziej procesem niż rewolucją. Zmianą, która dokonuje się na naszych własnych oczach. Co więcej – jest zmianą nieodwracalną. Stając się nową osobą, musimy pożegnać się z dawnym „ja” i przeżyć po sobie żałobę. Kiedy już przebolejemy stratę, możemy zacząć cieszyć się nową jakością.

http://www.youtube.com/watch?v=o8Y9-JlSRXw

Powodzenia, kochane Mamy i nie tylko Mamy 🙂