Tag Archives: związek

Pani żona

Pani żona

Kochane Mamy i Nie Tylko Mamy!
Nie było mnie przez chwilkę, bo… wyszłam za mąż 🙂 Był ślub – i to jaki! Była ta jedna jedyna chwila, jedyna sukienka, buty, torebka, jedyne emocje, no i jedyne „tak” 🙂 Jestem najszczęśliwsza na świecie. Jestem dumna z nas, dumna, że jestem Jego Żoną i z tego, że nasza rodzina jest taka silna!

(Terence Trent D’Arby & Des’ree – „Delicate”)

Na przygotowanie naszej imprezy marzeń mieliśmy 6 miesięcy. Niektórzy z przerażeniem mówili mi „O Boże, jak mało czasu”. Jednak ja powiem Wam inaczej – to wystarczający czas. A może nawet więcej powiem – wierzę, że da się zorganizować ślub i wesele w miesiąc. Jak się chce to można. Planowanie ślubu i wesela z dwuletnim wyprzedzeniem uważam za fanaberię. My mieliśmy ślub cywilny, obiad dla najbliższych (na 42 osoby) oraz wieczorną potańcówkę (na ok. 80 osób). Udało się nam spełnić wszystkie nasze marzenia i zachcianki dotyczące wszystkich trzech elementów. Wiecie co było gwarantem sukcesu – to, że dokładnie wiedzieliśmy, czego chcemy. Ja nie jestem z tych, co wymyślają Bog-wie-co i kręcą nosem. Dlatego szło tak dobrze. Poza tym byłam tak pewna, tak w 200% pewna, że chcę tego, czułam, że to wisienka na torcie naszej miłości i że obydwoje tego pragniemy. Nie obyło się, rzecz jasna, bez „przedślubnego stresa”, bez problemów lokalowych (nasza pierwsza restauracja obiadowa została zlikwidowana na 2 miesiące przed naszym ślubem…). Jednak przez cały ten czas byliśmy pełni pozytywnej energii, wiary, że wszystko się uda i wzajemnej miłości. Dlatego było tak bardzo, bardzo fajnie. Jestem przepełniona miłością i jeszcze bardziej zakochana. A to dopiero początek przecież 😉

Życzę Wam takich cudownych i przyjemnych emocji, jak te, których miałam szansę doświadczyć.
Życzę Wam takiej miłości, jak nasza. Takiej, która przechodzi próby zwycięsko.
Życzę Wam powodów do szerokiego, promiennego uśmiechu!

IMG_9051

Pozdrawiam Was ciepło i serdecznie, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Z empatią, czułością i zrozumieniem – czyli o pewnej pięknej zabawie naszego Synka

Z empatią, czułością i zrozumieniem – czyli o pewnej pięknej zabawie naszego Synka

Gdzie jest mój ostatni tydzień? Ktoś widział, ktoś wie? Naprawdę nie wiem, jak to się stało, że minął. Chciałabym Wam napisać o tylu rzeczach, które miały miejsce w ostatnich tygodniach mojego życia, że sama nie wiem, od czego mam zacząć. Przeczytałam ostatnio piękną książkę (jeszcze na wakacjach), pierwszy raz w życiu obejrzałam „Potwory i Spółkę”, dowiedziałam się, że bliska mi osoba spodziewa się dziecka, doświadczyłam całkowicie nieprzespanej nocy… Pierwszy raz kupiłam sobie coś w Zalando. W ciągu minionego tygodnia doświadczałam wielokrotnie tak dotkliwego uczucia głodu, jak nigdy do tej pory. Byłam z Sówką na wystawie pierwszej polskiej fotografii kolorowej. Osiągnęłam rekord w zapominalstwie i otępieniu umysłowym. Ale żyję i oto jestem.

Jest jeszcze coś, co stało się ostatnio, o czym nie wspominałam. To tak duża sprawa, że po prostu nie wiem, jak to zakomunikować. Może tylko powiem jednym zdaniem: nasza rodzina znów jest w komplecie. Silniejsi, mądrzejsi, lepsi – jesteśmy teraz niezniszczalni. Nie jestem też w stanie wyrazić, nie wylewając morza łez ze wzruszenia, jak wiele dobrego przyniosło nam odzyskanie siebie nawzajem.

Przede wszystkim nasz Synek rozkwitł, wystrzelił w kosmos rozwojowo. Pokazał, jakim jest silnym, mądrym i zaradnym chłopczykiem. Mimo złych chwil, które przyniósł nam miniony rok, mimo iż Chłopczyk nasz cierpiał bardzo, dzielnie radził sobie z sytuacją. Mimo chwilowego rozłamu, otoczony był naszą miłością i opieką z każdej strony. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że wydarzenia minionego roku zachwiały poczuciem bezpieczeństwa każdego z naszej trójki. Jednak mimo tego cierpienia, jesteśmy teraz silniejsi i kochamy się jeszcze bardziej.

To teraz opowiem Wam o czymś, co miało miejsce parę dni temu. Spędzaliśmy sobie we troje czas w domu, bawiąc się i odpoczywając. W pewnym momencie zaczęliśmy się bawić w odgrywanie ról. Mój M. zaczął udawać, że jest małym dzieciątkiem, które płacze (Synek sam zainicjował taki podział ról, wcielając się w rolę dorosłego – opiekuna). Nasz Synek zaczął wtedy najpiękniejszą ze swoich dotychczasowych zabaw.

– Chcesz piciu, dzidziu? – zapytał. Odkręcił butelkę z wodą i napoił M. Potem Synek powiedział „Ty płacz”, więc „Dzidzia” płakała dalej.
– Może mu zimno! – wypowiedziawszy te słowa, Synek pobiegł do swojego pokoju i wrócił z kołdrą i poduszką.
– Chodź, przykryję Cię, dzidziu.
„Dzidzia” płakała dalej.
– On chce zabawkę! – powiedział Synek i pobiegł do pokoju po mały zabawkowy motor. Podał motor „Dzidzi”, a wcześniej pokazał, jak się nim bawić. „Brawo! Nauczyłeś się!” powiedział, gdy „Dzidzia” nauczyła się bawić motorem. Przy podobnej zabawie ze mną podał mi pluszową małpkę i powiedział: „To jest małpka, zobacz, ma bardzo mięciutkie łapki. Teraz to jest Twój pluszak”. Wydaje mi się, że Synek w ten sposób dostosowywał odpowiednie zabawki do płci „Dzidzi”.

„Dzidzia” skończyła się bawić motorem i zaczęła znów płakać. Wtedy Synek zawołał:
– Mamusiu, przyjdź, Twoja dzidzia płacze.
Przyszłam na chwilę pocieszyć „Dzidzię” i zaproponowałam, żeby Synek pobawił się z „Dzidzią” w drugim pokoju.
Synek pokazał „Dzidzi” swoją zabawkę – Batmana. „Dzidzi” Batman spodobał się dużo bardziej niż motor.

IMAG0683

– Kochasz go, prawda? – powiedział czule Synek.
Synek uczył także „Dzidzię” prawidłowego wymawiania różnych wyrazów. Wytłumaczył także, kim jest Jake i Piraci z Nibylandii i że wrogiem Jake’a jest Kapitan Hak.
Potem „Dzidzia” brała do ręki różne zabawki i rzucała nimi. Synek przez cały czas zachowywał anielską cierpliwość. W końcu, gdy „Dzidzia” rzuciła po raz piąty zabawką, Synek powiedział tylko „Ej, nie wolno tak rzucać zabawkami, mała dzidziu”.
Zabawa ta była pełna pięknych drobnych niuansów i gestów, jakie Synek wykonywał względem „Dzidzi”. Był cierpliwy, miły, czuły, łagodny. Jego odruchy i gest były wzruszające, pełne wyczucia, troski i empatii. Pomyślałam sobie: Mimo wszystkich złych wydarzeń, nasz Chłopczyk jest normalnym, zdrowym i kochanym dzieckiem.

Rozpiera mnie taka duma i miłość, że nie potrafię tego nawet wyrazić. Życzę Wam wszystkim, żebyście doświadczyli takiego uczucia w swoim życiu przynajmniej raz. A obecność dziecka w życiu oznacza wiele takich momentów. Co do związków z partnerem, to przede wszystkim nie warto się obrażać, kłócić, zwalczać nawzajem. Szkoda życia. Nie polecam się także przekonywać o tym, jak ważny dla nas jest drugi człowiek dopiero wtedy, gdy go w naszym życiu zabraknie. Trzymajcie się więc siebie nawzajem, szanujcie i kochajcie z pełną otwartością. Nawet jeśli doświadczacie po drodze traum, kłopotów finansowych, choroby, depresji. Wszystko kiedyś mija. A najważniejsze jest, aby razem przez to przejść.

IMG_1045

Miłego długiego weekendu, Drogie Mamy i Nie Tylko Mamy!

Partnerstwo dla (s)pokoju

Partnerstwo dla (s)pokoju

Na rozgrzewkę przed tym tematem proponuję ładny kawałek:

Moim zdaniem głos Indii Arie to jeden z cudów świata…

Ale do rzeczy! Pewnie nie raz zastanawialiście się, jak dziecko wpływa na związek dwojga ludzi. Jedno jest pewne – wpływa bardzo. Jak wpłynie i w którą stronę związek podąży – to zależy… Od czynników takich, jak poziom zaangażowania, jakość związku przed zajściem w ciążę, zachowanie partnerów w czasie ciąży (ileż się nasłuchałam historii o cudownych przemianach prawdziwych zbójów w kochających ojców i partnerów) itp. Nie ukrywajmy, że zajście kobiety w ciążę to jest prawdziwa rewolucja w domu. Kończy się życiowy „miodowy miesiąc”. To wszystko brzmi jak banał, jeśli się samemu przez to nie przejdzie. Już od momentu pojawienia się brzuszka, jesteście we troje. Natura dała nam 9 miesięcy na to, żeby zrobić miejsce dla trzeciego obywatela w domu, w sercu i w umyśle. Większość z nas musi się tego nauczyć i wykonać gigantyczną pracę psychiczną. Ale nie o tym chciałam dzisiaj pisać… Mam dziś zamiar napisać kilka słów ku chwale ojców. Matki – wiadomo – przechodzą największą rewolucję, ich ciało podlega zmianom, na które nie mają wpływu, szaleją w nich hormony, nastrój waha się z minuty na minutę, stają się przeczulone na punkcie swoim i dziecka, łatwo je zranić, zasmucić, ale też bardzo rozzłościć. Mało się mówi o tym, jak wściekłe bywają ciężarne! Prawdziwe jędze!

Sama to przeżywałam. Wstajesz rano i po prostu nie wiesz dlaczego rozsadza Cię wściekłość na cały świat. Masz ochotę przywalić facetowi, który idąc ulicą pali papierosa wywołując u Ciebie odruch wymiotny. Masz ochotę zamordować sąsiada, który o 12 w południe przybija gwóźdź do ściany budząc Cię po 14 godzinach snu (a Ty nie masz dosyć spania, wręcz przeciwnie!). Pomijając to wszystko, oczywiście cieszysz się i czekasz na dziecko, przygotowujesz się jak szalona, robisz tabelki z zestawieniem rzeczy, które trzeba jeszcze kupić i zrobić przed porodem. Ja miałam taką z podziałem na miesiące i samozliczającym się budżetem:) Od połowy ciąży jesteś spakowana do szpitala. Od początku trzeciego trymestru nie śpisz w nocy, ciągle myślisz o porodzie i o tym, co będzie dalej. Cieszysz się i ekscytujesz, ale też smucisz i boisz.

No, ale przecież miało być ku chwale panów! Pamiętajcie, że to oni – nasi partnerzy, mężowie, narzeczeni – po ciężkim dniu w stresującej pracy są emocjonalnym workiem treningowym dla takiej ciężarnej… Słuchają cierpliwie tego, co mówimy, a czasem wykrzykujemy. Każdy inny człowiek już dawno wyszedłby do baru z kolegami. A on zostaje i pocieszy i nigdy nie powie, że nasz problem to nic takiego… Jak już urodzisz dziecko i hormony powodujące Twoje szaleństwo opadną, to przypomnisz sobie te sytuacje i zaczniesz dostrzegać, jakiego bohatera masz w domu. Naprawdę! Warto im o tym mówić, że widzimy, że wiemy, że doceniamy…

Na ogół jednak po porodzie wracamy do domu i przytłacza nas jazda bez trzymanki jaką są pierwsze tygodnie macierzyństwa. Nikt nam nie powiedział, nikt nie ostrzegł, jak hardcorowe są te dni… Nasze ciało jeszcze obolałe, psychika nadal pod wpływem hormonów i ciągle w szoku poporodowym, a my od razu jesteśmy rzucane na głęboką wodę. Na początku nie potrafimy się jeszcze dobrze dogadać ani ze sobą, ani z dzieckiem, ani z partnerem, który chce bardzo pomóc, ale nie do końca wie jak. Wszyscy troje jesteśmy zieloniutcy jak oliwki!

Podobno w tym momencie następuje najwięcej kryzysów małżeńskich i najwięcej rozwodów. Nic dziwnego. Obydwoje zmęczeni, niewyspani i wyeksploatowani do granic możliwości. Każdy chciałby choć przez chwilę pomyśleć wyłącznie o sobie, a nie o tym, jak pomóc drugiej osobie albo czy w danym sklepie będą takie pieluchy, jakie są nam potrzebne. Moja rada – przeczekać. Przeczekać aż miną 3 miesiące. Jest to średni czas, po którym następuje oswojenie się z nową sytuacją. Dopiero wtedy można na „trzeźwo” podejmować wszelkie decyzje. Wcześniej nie jesteście sobą, jesteście zombie.

Jedno jest pewne – pojawienie się dziecka to ogromna próba dla związku dwojga ludzi. Czasem nawet długoletnie związki oparte na szaleńczej miłości kończą się w okamgnieniu, bo np. było fajnie, jak było Was dwoje, a we troje już trochę gorzej… A z drugiej strony zdarzają się klasyczne „wpadki”, które nie wróżą nic dobrego, a okazuje się, że wraz z rozwojem dziecka rozkwita wielka miłość.

Dlatego – dążąc ku podsumowaniu – chciałabym zachęcić do tego, żeby się nawzajem słuchać, dużo rozmawiać, dawać sobie możliwość uwolnienia od domu choć na chwilę (niech każde z Was ma raz w tygodniu tylko swoje wyjście), przede wszystkim – szanować się nawzajem, nie krytykować i nie wchodzić sobie w kompetencje… Jeśli do tego dodać miłość i zaangażowanie, to nie ma powodu, żeby się Wam nie udało! Powodzenia:-)